Cześć. Od roku spotykam się z pewną dziewczyną. Poznaliśmy się 3 lata temu, wtedy się w niej zakochałem. Niestety dzieliła nas duża odległość, potem ona wyjechała za granicę. W tym czasie dużo rozmawialiśmy, nie pokazywałem jej co czuję. Po jej powrocie postanowiłem się przeprowadzić do jej miasta i po pół roku zostaliśmy parą. Niestety od samego początku coś między nami nie iskrzyło. Na żywo było miło, ale jak gadaliśmy czy pisaliśmy ze sobą to zawsze pojawiały się jakieś awantury z dupy. Byłem rzucony przez nią ze 2 albo 3 razy przez błahostki typu, zły lajk na fejsie albo to że miałem pretensje o to że np nie przyszła na spotkanie (nigdy nie robiłem awantury, pisałem tylko że np mogła powiedzieć to bym nie planował czegoś, itd). Odnosiłem wrażenie że szuka byle pretekstu i ciągle jest gotowa do ataku. Zawsze jednak po kilku dniach przepraszania wracaliśmy do siebie. Większy kryzys był na przełomie czerwca-lipca, rozstaliśmy się na dobre. Zerwaliśmy kontakt na prawie miesiąc. Strasznie to przeżyłem, zawaliłem studia, pracę, w tygodniu więcej dni leżałem pijany i zapłakany sam w domu niż trzeźwy, pisałem do niej jakieś monologi o tym jak ją kocham. Wtedy też zajrzałem w głąb siebie, eh, żeby odbić się od dna, trzeba najpierw go dotknąć. Zrozumiałem, że nie byłem kimś kogo by chciała. Miałem zupełnie inny charakter. Nie pasowaliśmy do siebie. Przez ten miesiąc przeszedłem ogromną metamorfozę. Odkryłem nowe pasje, zacząłem postrzegać inne wartości w życiu, przestałem kierować się tak bardzo rozumem i iść wedle ściśle ustalonego planu. Stałem się zupełnie innym człowiekiem. Po tym czasie zaproponowałem jej wyjście na miasto jako kolega. Padał deszcz, byliśmy po lampce wina, jak opowiadałem jej co u mnie to słuchała i była zaciekawiona, stare uczucie się rozbudziło i wróciliśmy do siebie. Od tamtej pory było niemal idealnie, przestaliśmy się kłócić, razem spędzaliśmy niemal każdy dzień, wyjeżdżaliśmy wspólnie na weekendy. Dogadywaliśmy się, szczerze rozmawialiśmy, byliśmy dla siebie wyrozumiali, zapoznawaliśmy swoich znajomych, planowaliśmy wspólnie urlopy i wyjazdy. Pierwszy raz potrafimy ze sobą rozmawiać o życiu, bez czepiania za słówka i szukania awantur. W paździenriku planowlaiśmy przeprowadzić się razem gdzieś. Jednak cały czas był to związek jednostronny z mojej strony. Nigdy nie powiedziała że mnie kocha i nie była tak samo opiekuńcza i troskliwa jak ja. Wracając do niej byłem tego świadomy i wchodziłem w to z pełną odpowiedzialnością. Zdaje sobie sprawę że ma w głowie ciągle mój stary wizerunek który powoduje wątpliwości. I nawet jeżeli teraz jest super i sama mi to powtarza to i tak wiem, że jest w stosunku do mnie nie ufna i nadal jest zamknięta. Mamy za sobą ponad pół roku złych doświadczeń, na dodatek zwaliliśmy start, który jest najważniejszy. Tego nie zapomnimy w tydzień czy dwa. Jesteśmy teraz jak stare małżeństwo po separacji. Mimo, że się staram to naprawić i jakoś pobudzić jej uczucia. Jednak przedwczoraj mi napisała w środku zwykłej rozmowy o głupotach że pękła i już dłużej tak nie może. ze źle się czuje z tym że jestem dla niej taki kochany a ona tego nie odwzajemnia. Że nie jest tak silna jak ja i cierpliwa. I że teraz poczuła ulgę. Przyznała że nie miała odwagi mi tego powiedzieć na żywo. Umówiliśmy się jednak na spotkanie na poniedziałek (dziś wyjeżdża i w weekend jej nie będzie) by pogadać szczerze. Wiem, że to głupie i przez te kilka dni wszystko się rozpadnie. Już jest pewnie za późno by cokolwiek zmienić. A na tę rozmowę się zgodziła pewnie z poczucia obowiązku że jest mi ją winna. Chciałbym jednak przed odejściem wyciągnąć z niej to co w niej siedzi, tak by naprawdę poczuła ulgę. Przez ten rok poznałem ją na tyle by wiedzieć, że skrywa wiele problemów i tajemnic. To one sprawiały że odbijało się to na naszych relacjach. Wszystkie kłótnie między nami przez pierwsze półrocze wynikały jak się niedawno okazało przez byłych chłopaków. Była cięta na to czyje zdjęcia lajkuję itd, bo chłopak ją kiedyś zdradzał z kimś kto był jej fizycznym przeciwieństwem, przez to obrywało mi się jeżeli widziała jakiekolwiek zainteresowanie podobnym gustem. W sierpniu się przeprowadziła i nigdy mi nie podała swojego nowego adresu bo jak się okazało miała byłego chłopaka który przez 2 lata ją nękał. Powiedziała mi to niedawno po tym jak zobaczyłem u niej siniaki i po alkoholu poprosiła bym ją przytulił i wypłakała mi się na ramieniu wyznając prawdę. Zanim jeszcze byliśmy razem wyznała mi jako koledze że nie wie czy potrafi kochać, że większość jej związków kończyła się tym że ona się wypalała. Miała kiedyś jedną wielką miłośc i byli już nawet narzeczeństwem, mówi że to był związek idealny, ale nie wypaliło bo okazało się że mają zupełnie inna wizję przyszłości, teraz każdy kolejny porównuje do tamtego i widzi że są gorsze od tego "idealnego". Takich sytuacji było kilka, potrafiła napisać mi nieraz czy może wpaść wieczorem i czy ją przytulę. Pytałem co się dzieje ale nigdy nie mówiła. Nawet tydzień temu mi pisała, że siedzi w kącie i płacze bo nie wie co zrobić w życiu, gdzie iść, co robić, jak być szczęśliwą. Po godzinie powiedziała że jej przeszło i żebym zapomniał. Cały czas byłem gotowy na takie rozmowy i chciałem być obok. Dlatego strasznie źle się czuję z tym że rzuciła mnie przez telefon i nie dała szansy zareagować. Chciałbym ją jakoś otworzyć i wyciągnąć z niej to co ją gryzie. wiem, że to moja jedyna i ostatnia szansa. Kocham ją i nawet jeżeli nie wrócimy do siebie to chcę chociaż sprawić by była spokojniejsza sama ze sobą. Niestety gdy zaczynam jej to pisać to mnie wyśmiewa, zachowuje się sarkastycznie i zaczyna atakować. Znam to, bo kiedyś zachowywałem się identycznie, i wiem że to taki sposób obrony. Jak mogę do niej dotrzeć i czy jest sens walczyć? Naprawdę ją kocham i zależy mi na niej, bardziej na jej szczęściu niż na moim
1 2015-08-28 11:16:01 Ostatnio edytowany przez randomowekonto (2015-08-28 11:35:53)
Podobne tematy
Jesteś dla niej wspaniały i żadna w tym Twoja wina jak ona się zachowuje. Wydaje mi się, że ona ma traumy, depresję i powinna się z tym udać do specjalisty.
Poza tym powinieneś się od niej trochę zdystansować, zacząć być wyzwaniem, a nie zabawką, pluszowym misiem w którego może się w każdej chwili wypłakać. Jesteś dla niej idealnym przyjacielem, ale nie ma tej lekkiej niepewności czy na pewno ma Cię w garści, bo ona widzi, że w garści Cię ma od dawna. Zacznij być wyzwaniem. Okazuj jej tyle uczucia ile ona okazuje Tobie.
to jak mam zachować się w poniedziałek? Usiaśc z nią na podłodze na kocu przy przygaszonym świetle, długo i szczerze pogadać próbując z niej wyciągnąć te demony czy machnąć ręką, przyklepać zerwanie i żyć nadzieją że sama wróci?
to jak mam zachować się w poniedziałek? Usiaśc z nią na podłodze na kocu przy przygaszonym świetle, długo i szczerze pogadać próbując z niej wyciągnąć te demony czy machnąć ręką, przyklepać zerwanie i żyć nadzieją że sama wróci?
No właściwie to chyba tak, chyba przyklepać zerwanie i tyle. Niech zobaczy, że bawienie się Tobą dobiegło końca. Zaskoczysz ją i może się ogarnie po jakimś czasie. Wydaje mi się, że jej wcale nie zależy, więc rozstanie to najlepsze, co może Cię teraz spotkać. No pomyśl- będąc z nią jestes szczęśliwy czy więcej masz zmartwień?
Jestem szczęśliwy, jestem osoba która woli dawać niż brać. Przez cały ten czas jedynym moim zmartwieniem było to że ona się źle czuje z czymś i coś ją gryzie, a ja nie potrafię jej pomóc.
Dziewczyna ma problem sama ze sobą i najpierw musi się z nim uporać aby stworzyć z kimś zdrową relacje. Jedyna osoba, która może jej pomóc to psycholog.