Witaj Tomku,
Od razu zauważyłam Twojego posta i bardzo intrygujący tytuł / temat
Chciałam nawet pierwsza napisać, ale, że jestem tu prawie tak nowa jak Ty, bałam się reakcji netkobiet (muszę się jeszcze trochę oswoić i nabrać pewności siebie
).
Otóż, co mogę powiedzieć, prawdę i tylko prawdę i niech się dzieje co chce? Znam syndrom "Rogacza" z autopsji. Byłam w takim związku z bardzo dojrzałym mężczyną i nie uważam tego za coś złego, bo otworzyło mnie na nowe doświadczenia, a przede wszsytkim dzięki niemu stałam się i poczułam prawdziwą Kobietą. NIe chce być źle zrozumianą, nie chodzi tu o "kontrolowane" kontakty z innymi, ale o to, że związek ten przełamał wiele barier we mnie. Wcześniej miałam chłopaka - 6lat i czułam tak jak wiele Was tutaj pisze na forum, że coś się wypaliło, a my jesteśmy jak brat i siostra. Zamykałam oczy i starałam się nas sobie wyobrazić za 2 - 5- 10 lat i perspektywa była smutna, wiedziałam, że chcę czegoś więcej, że chcę więcej przeżyć, doznać, doświadczyć...Więc widocznie szukałam swego mentora i to był ON - dużo starszy mężczyzna, który naturalnie wprowadzał mnie w arkana seksu, nie- nie byłam dziewicą (mimo, że dziewictwo straciłam w późnym wieku- z rozsądku i było OK, stało się). To była najpierw głęboka przyjaźń, potem uczucie połączone z seksem. Potem doszły inne doznania. Może nie do końca w takiej formie jakiej szuka Tomek, ale doskonale rozumiem, o czym piszesz, bo można próbować i seksu i konfiguracji z inymi, czując ogromną więź ze swoim wybranymi, bo oboje wiedzą jak ważni są dla siebie, a ta fizyczność, odskocznia - to tylko spełnienie fantazji, urozmaicenie życia erotycznego - co jeszcze bardziej zespala. Najważniejsze, żeby oboje tego chcieli, a jeśli pojawią sie jakiekolwiek wątpliwości, niechęć - konieczne są rozmowy. Te fetysze, czy "nienormalności" nie muszą trwać całe ycie i nim rządzić, to my decydujemy jak daleko chcemy i jesteśmy w stanie się posunąć. Wkraczamy tutaj na cienką granicę między intrymnością, bliskością i uczuciem, a wyuzdanym seksem i fizycznością. Naprawdę to wszsytko może współgrać o ile dwie strony tak się dobiorą i zdecydują, że to jest ważne. Bo takie zgranie, dopasowanie, czy też jego brak - prędzej czy później wychodzą na jaw. Jeszcze gorzej i smutno, gdy ta druga strona jest z zupełnie innego świata. Jak mamy się czuć ja, czy Tomek, mający jakieś swoje doświadczenia, fantazje ,chcący tak otwarcie jak na naszym forum wygłaszać kontrowersyjne opinie - o fantazjach, zdradach i życiu, wobec ludzi, którzy uważają, że takie zjawiska jak ZDRADA - w ogóle!! nie istnieją. Niestety uwierzcie, ale to też jest możliwe. I wtedy co? Trzeba zamilknąć i udawać, że tak jest, że tylko miłość, wierność i w ogóle sielanka? NIE, po prostu wtedy takich dwoje rozbitków po prostu nie pasuje do siebie i muszą szukać innych wysepek,pod nazwą: MIŁOŚĆ,WIERNOŚĆ,NORMALNOŚĆ i "KOSMICI / NORMALNI INACZEJ". Cieszę się, że tutaj nie ma chyba osób z doświadczeniami Tomka, ale prznajmniej nie zostałeś zlinczowany
I fajnie, że jest tutaj tyle otwartych osóbek ..i tolerancyjnych.
I tak czuję, że teraz dopiero wywołałam wilka z lasu i posypie się na mnie grad tego czego Ty się Tomku spodziewałeś wobec siebie
Nigdy nie uważałam, że cnota, wierność, miłość to są najwyższe wartości. Fakt - może nie wyniosłam takich wzorców z domu i dlatego przede wszsytkim chiałam poznawać życie i orzystać, łącznie z doznaniami fizycznymi, z doznawaniem też wszelkich emocji związanych ze związkami i relacjami damsko-męskimi. Zdrady też są mi nie obce - może taka natura. Ale ja tego nie ukrywam. I też uważam, że część - może nie wszsytkie kobiety zdradzały, próbowały - czasami z wyrzutami, a czasami myśle, że mogło to wyjść na dobre, poczuły się lepiej, dowartościowane i może bardziej doceniły to co mają. Ale nie zarzekam się, że ja nie z tych i że ja nigdy...Może po prostu tu na forum niewiele kobiet chce się przyznać do takiego prowadzenie, czy też nieprowadzenie się zgodnie z przyjętymi zasadami. Zasady są zasadami, według jednych p to, zeby je łamać, a czasami natura jest silniejsza - i człowiek nie jest monogamistą. Nie chce się usprawiedliwiać, ani te innych - ze zdradami. Tyllko czymś są one uwarunkowane. A poza tym część z nas "odmieńców" nie czuje po tym wyrzutów. Ot po prostu stało się i tyle. Tak, przyznaję, może nie myślimy - a co bybyło gdyby druga strona zrobiła to samo wobec nas - i zapewne nie byłoby miło. Ale chęć odreagowania, odstesowania się czy też dziesiątki innych powodów wywołujących zdradę są silniejsze od myśli, "a co by było gdyby...co bym czuła gdyby.." Po prostu takich myśli nie dopuszczamy do siebie i staramy się spełniać w tych krótkich chwilach przyjemności.
Odeszłam troszkę od głównego tematu / zauważyłam, że jakoś wszędzie mam tendencję do zbaczania
ale proszę wybaczcie:).
Podsumowując - tak jakbym była już kobietą "rogacza".a moze to ja byłam "rogaczką" ? To są kolejne doświadczenia które prowadzą do poznania siebie. Najważniejsze to wyciągnąć wnioski i zaakceptować każdy stan duszy i ciałą / Siebie - czego wszsytkim życzę 