Cześć,
mam 25 lat, nie mam chłopaka. Od razu tak zaczęłam bo post będzie w tonie narzekającym. Od razu uprzedzam.Czuję, że coś mnie omija. Czuję się samotna. Może jestem skupiona za bardzo na sobie. Nie mam jakiś wielkich dramatów związanych z relacjami.
Od pewnego czasu w moim życiu bardzo mało się dzieje jesli chodzi o sprawy osobiste. Jest constans. Ogólnie moje dni wyglądają bardzo nijako. Sama wszytsko muszę organizować sobie, czuję się dziwnie. Nikt o mnie nie pamięta- pojedyncze osoby.
Mam wyznaczony cel w życiu, ale powinnam jeszcze znaleźć czas na życie prywatne. Uważam, że nic fajnego mnie już w życiu nie spotka. Widzę, że moje studia zabrały mi ostatnie kilka lat życia. Ludzie nie byli tacy jacy bym chciała. ( może to idiotycznie brzmi ale chodzi mi o ludzi o podobnym spojrzeniu na swiat i na moj kierunek studiów. ludzi mlodych, normalnych a ni etylko skupionych na zawodzie, na jednym. ktorzy nie mają jakby życia poza uczelnią....) A z nimi 70% czasu spędzałam. Dlatego zapisywałam się do kół naukowych. Jednak te kontakty też się porozchodziły. Czeka mnie 2 stopień studiów. Nie wiem czy na nie iść, wiedząc, że czeka mnie to samo prawie z tymi samymi ludźmi. Nie wiem jak zmienić srodowisko. Myślałam nad jeszcze innym kieurnkiem. Jesli dostałabym się to bym ciągnęła dwa. Chodzi mi tylko o towarzystwo i pasję.
Widzę, że coś nie gra w moim życiu. Z 1 strony mam pełno znajomych, a z drugiej mało kto się mną interesuje jako normalnym człowiekiem. Nie wiem czy problem tkwi we mnie bo nie potrafie budować relacji i się angażować? Analizowałam siebie wzdłuż i wszerz i nie potrafię tego ogarnąć.
Mam deadline sesji za kilka dni. Wiem, że może to być spowodowane koncem studiów, przemęczeniem. Na razie teoretycznei jestem skupiona na studiach. Jednak nei wiem co będzie później. Myślę że w życiu już mnie nic nie spotka. Marnuję czas na rozmyślanie o tym co by było gdyby. BOję się zadziałać. Jestem bierna w każdej sprawie. Nie dotykam życia w 100% ale tak powierzchownie.
Moi znajomi w mojej sytuacji wyznaczają sobie cele. Konczą je marudzą ale kończą. Idą do pracy, zaczynają wychodzić z domu na imprezy. A ja? A ja ciągle myślę, że nic się nie zmieni, że nawet po obecnej trudnej sesji nie ogarnę życia. Że będę się tak flaczyć życiowo jak teraz. Że będę gdybać i ciągle sobie robić problemy. Wiem, że mam deadlinów dużo. Wiem, że muszę się oagrnąć. Ale najgorszejest to, że nei wiem co robić później kiedy będę mieć czas wolny.
Najgorsze jest to, że potrafię zadbać o swoją sferę zawodową bardzo dobrze. Mogę się pozgłaszać na 10 staży i do prc na pół etatu aby wypełnić sobie tydzień i samotność. ALe nie o to chodzi. Chodzi mi o zwykłe koleżeństwa i relacje ze znajomymi. Nie wiem co mogłabym zmienić aby ktoś się mną normalnie zainteresował jak człowiekiem.. A nie że jestem koleżanką koleżanki albo zbyt zajętą.
Czuję się samotna a z 2 str nie chcę truć ludziom o swoich problemach bo wiem, że to odstrasza.
czuje ze to tylko i wyacznie ja jestem dla siebie wrogiem nr 1