Rok temu zmarł mój mąż. Stało się to nagle, bez zapowiedzi. Mąż n ie chorował, był pogodnym, radosnym i kochającym rodzinę człowiekiem - zawał....... i koniec. Zostałam SAMA z dorosłymi dziećmi, mamą całym sztabem koleżanek.... ale SAMA. Przez rok żyłam jak w transie, ludzie mówili - jest silna, poradzi sobie. I rzeczywiście jakoś tam sobie radziłam- praca, pływanie, tai chi, pomaganie dzieciom, spotkania z koleżankami, opieka nad mamą - jednym słowem życie na pełnych obrotach, wieczorami a niejednokrotnie w dzień łzy, rozpacz............Minął rok i wcale nie jest lepiej, powiedziałabym że chyba gorzej,włączyła się świadomość, przestało działać znieczulenie którym był szok. Dalej żyję na pełnych obrotach, aktywność mnie męczy, potrzebuję odpoczynku a jednocześnie gdy usiądę bezczynnie wpadam w stany depresyjne, no i koło się zamyka. Mam potrzebę bycia z ludżmi, a jednocześnie mnie męczą. Przestaję sobie radzić sama z sobą, drobne niepowodzenia mnie załamują. Nie mam ochoty żeby żyć. Tak to sobie popisałam, no i fajnie, bo pewnie nie potrafiłabym tego ot tak opowiedzieć
Podobne tematy
sstokrotka to całkiem zrozumiałe co teraz przechodzisz... i nie czuj się słaba przez łzy i tęsknotę za Twoim mężem. Spędziłaś z nim całe życie, kochałaś go i on Ciebie. Przez tak wiele lat tworzyliście szczęśliwą rodzinę, nic dziwnego, że czujesz pustkę i żadne koleżanki, dzieci i mama nie wypełnią jej. Pewnie nic nie wypełni...
Stala się tragedia ale Twoje życie toczy się mimo wszystko dalej.
Rok po utracie ukochanej osoby to nie tak dużo. Sama piszesz, że dopiero mija stan szoku, teraz musisz przeczekać kolejne etapy. Z czasem ból i tęsknota będą mniejsze, znośne. Dasz sobie z pewnością radę i nie przemęczaj się, odpocznij, obejrzyj film na spokojnie, poczytaj dobrą książkę... Daj sobie czas!
Powodzenia Ci życczę i samych radosnych dni!
Dzięki Bajuszko za szybką odpowiedż i dobre słowo. Zdaję sobie sprawę że z czasem ............ ale to dla mnie tylko teoria. Tak książki pożeram wręcz, ale telewizor od roku milczy.
Pozdrawiam serdecznie
Sstokrotko, to na prawdę przykre co Cię spotkało. spotkała Cię bardzo bolesna strata, ale nie należy się poddawać i trzeba żyć dalej, nawet jęsli wydaje się to niewiarygodnie trudne.
Może dobrym rozwiązaniem byłyby zmiany, np. przeprowadzka. Twój dom nie kojarzyłby Ci się wtedy z mężem i nie byłby przepełniony waszymi wspólnymi wspomnieniami. Może potrzebujesz mniejszych zmian, takich jak zmiana fryzury, nowi przyjaciele, nowe zajęcia.
Może to czas iść dalej, żyć 'od nowa'? Twój mąż na pewno cieszyłby się gdyby wiedział, że ułożyłaś sobie życie, jesteś szczęsliwa.
Pozdrawiam Cię i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej!
Sstokrotko sa etapy żaloby Ty pewnie dopiero jestes w polowie,pozniej bedzie lzej,bedziesz tesknic,ale jakos inaczej>Wiem to z wlasnego doswiadczenia,ale nie po stracie meza,a syna.....juz prawie 4 lata tesknie kazdego dnia,ale inaczej "lzej"kazdy przechodzi swoje etapy żaloby i musisz sama z tym isc.........wyjdziesz,bedzie ciezko jeszcze wylejesz morze lez,jeszcze bedzie ci ciezko i zle,ale zawsze zaswieci sloneczko..moze za 5 m-cy,moze za rok,albo pozniej,ale bedzie lzej.Ja chodze codziennie na cmentarz i "rozmawiam'sobie z moim ukochanym synkiem,to moj rytual,zapale kolejna swieczke ,uprzatne niewidzialny kurz,poprawie kwiaty w wazonie i czuje,ze moj syn jest obok mnie,ale w innym wymiarze i zobaczysz doswiadczysz tego samego.Bardzo lubie piosenke URSZULI "Dzis juz wiem" poszukaj na YT .....myslama,ze ona spiewa glupoty,ze nie ma takiej mozliwosci......a jednak ,posluchaj!Zycze Ci spokoju ,bedzie dobrze tylko potrzebujesz "troche "czasu....Na tym forum sa tez tak zatytulowane posty,poszukaj ,bedzie Ci "razniej"wymienicie swoje "doswiadczenia" ":(
Kochane
Dziękuję za słowa pociechy, wiem że utrata bliskiej osoby dotknęła wiele osób - największa tragedia to śmierć dziecka (nie po kolei). Ja jeszcze nie tak dawno nie wyobrażałam sobie że mogę zostać sama . Mój mąż był podporą, mocnym filarem, nie tylko dla mnie ale dla całej rodziny, lubiany przez wszystkich znajomych. Dziś po roku czuję jego obecność przy sobie, wiem że mi pomaga i dodaje mi sił. Pozdrawiam Was bardzo ciepło i również życzę wytrwałości
Kochane
Dziękuję za słowa pociechy, wiem że utrata bliskiej osoby dotknęła wiele osób - największa tragedia to śmierć dziecka (nie po kolei). Ja jeszcze nie tak dawno nie wyobrażałam sobie że mogę zostać sama . Mój mąż był podporą, mocnym filarem, nie tylko dla mnie ale dla całej rodziny, lubiany przez wszystkich znajomych. Dziś po roku czuję jego obecność przy sobie, wiem że mi pomaga i dodaje mi sił. Pozdrawiam Was bardzo ciepło i również życzę wytrwałości
witaj Sstokrotko
Pierwszy rok jest najgorszy,ciągnie się,mijają pory roku,jest pierwsza wiosna bez,pierwsze lato,jesien,..w końcu zima.Przychodzi w końcu dzień rocznicy,wszystko wraca,człowiek jeszcze raz przeżywa każda chwile,cały ten ostatni dzien,od poranka do zmroku.Potem jest lepiej.Mówi sie'czas leczy rany'i faktycznie tak jest.Trzeba sobie dac czas na przeżywanie,niedowierzanie,złość,pogodzenie.Wszyscy dokoła nas przeżywają to samo.Strata meza,zony,ojca,matki,dziecka, przyjaciela ,w przeszłości ,tydzień temu,miesiąc,rok...
Tak sobie myślę,ze 'juz odeszli' SA nadal wsrod swoich bliskich.Obserwują,sa tak daleko a tuz obok.Nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć.
Sstokrotko ja straciłam męża 9 miesięcy,wejdź tu tam jest dużo nas - http://www.netkobiety.pl/p1666984.html#p1666984 to jest forum " śmierć męża jak sobie poradzić" Pozdrawiam.
9 miesięcy Ewo to bardzo krótki okres. Ja myślałam (wszyscy mówili), że rok - skończy się przepisowa żałoba, to potem powinno być lepiej. Guzik prawda, teraz wiem że przez ten rok żyłam jakby w szoku, cały czas jakby w oczekiwaniu , że coś się zmieni . Minął rok , i owszem zmieniło się ale na gorsze. To prawda rana już tak nie krwawi, ale włączyła się świadomość że stało się coś co się już nigdy nie zmieni. Już tak zostanie na zawsze do końca mojego życia, mojego najlepszego przyjaciela już nigdy nie będzie przy mnie, nie powie "NIe przejmuj się jakoś sobie poradzimy". Jednym słowem włączyła się depresja chyba. Jedyna pociecha że uwierzyłam w coś w co nigdy nie wierzyłam. Mój mąż jest przy mnie, czuję to. Niestety w drugim roku po śmierci jest go jakby mniej.
Pozdrawiam serdecznie
Dzisiaj wigilia! druga z rodziną, ale samotna. Minęło już prawie półtora roku jak żyję na pół gwizdka, potrafię się juz głosno śmiać,nawet brylować w towarzystwie. Dzisiaj wigilia! i przyszło mi zastępować męża podczas dzielenia się opłatkiem - wyszła z tego jakaś masakra, wszystko zepsułam. Rozpłakałam się i powiedziałam swoim dzieciom , że to toto powinien być na moim miejscu
Są takie chwile.............
Pozdrawiam
bzdura, żadna masakra, zachowałaś się jak silna kobieta, że podjełaś próbę sprostania bycia obojga Was, płacz Cię nie osłabił tylko wzmocnił, pokazał jak bardzo byliście sobie bliscy, dla mnie to coś pięknego, może Ty odbierasz to negatywnie, ale dla mnie i myśle dla twych bliskich to mega pozytywna emocja, która wstrząsneła ich (nas) do środka, wzbudzając najlepsze uczucia, rozumiem, że Tobie może to nie pomóc,ale wiedz przynajmniej to, że każdy odbebrałby Cię jako pozytywną, prawdziwą osobę, dlatego nikt w życiu nie uzna to za masakre lub jakiś błąd !!
No nie wiem, może masz rację:) Chciałabym żeby mi się to wszystko jakoś poukładało- nie chcę już płakać, Piotr już nie wróci- teraz wiem. Czasem jednak w takich sytuacjach............:( Dziękuję za wsparcie
No i Wesołych Świąt
Witam Kochane
Czytam Was juz mozna powiedziec ze od dawna. Od momentu w ktorym zawalił sie moj cały swiat. 02.12.2014r mąż wyszedl do pracy i juz nie wrócił. Szzerze mowiac bie pamiętam dobrze tych pierwszych miesiecy. Wegetacja i nic wiecej. Bol rozrywajacy serce na mysl o stracie mojej oraz moich dzieci. Zylam z dnia na dzien. Prawdziwy koszmar zaczął się po 10 miesiacach.
Witajcie ... Wspólczuje Wam po utracie .
Wiadomo utrata bliskiej osoby bardzo boli bo powstaje pustka ktorej tez nie jest w stanie nic i nikt zapełnic .
Na to tez potrzeba czasu aby otzasnac sie
Jesli macie ochote do popisani o z checia z Wami popisze
Witajcie.
Napisze tylko ze nie da się opisac tego koszmaru który przechodze po śmierci mojego meza.Przestałam zyc.Ja tylko trwam.I bardzo chce odejsc.