Cześć wszystkim,
chciałem podzielić się z Wami swoją historią i prosić o krótką radę. Otóż na jednej z domówek poznałem dziewczynę. Fajnie nam się rozmawiało fajnie spędzało czas i to ona zaproponowała wyjście. Widać było ten błysk w oku i zainteresowanie. Pierwszy raz (na domówce) widzieliśmy się w sobotę natomiast wspólne wyjście miało miejsce w środę. Ogólnie poszliśmy na piwo w parę miejsc. Cały czas rozmowa o wszystkim od pracy po związki poprzednie, zainteresowania, rodzinę, podróże, znajomych itp . Ogólnie trochę powagi, trochę śmiechu. Cały czas mi mówiła jaki jestem fajny (z wzajemnością jej o tym mówiłem), cały czas mówiła jak to będę dogadywał się świetnie z jej znajomymi, parę razy powiedziała gdzie chciałaby iść na drugą randkę, gdzie chciałaby mnie zabrać. Wszystko wydawało się super. Jako, że była to późna noc, po 7 godzinach spotkania odprowadziłem ją pod dom bo tak prosiła. Kiedy już tak staliśmy na odchodne pod jej klatką przytuliła mnie do siebie spojrzała mi głęboko w oczy po czym dodała "tylko mnie nie całuj" . Następnie pocałowała mnie w policzek, później szyję a następnie .... ścisnęła mocno tyłek i pocałowała w szyję raz jeszcze. Kazała napisać smsa kiedy trafię do domu bo musiałem dojść parę kilometrów do niego. Rozeszliśmy się w swoje strony. Po przyjściu do domu oczywiście odpisałem, że dotarłem bez szwanku i mam nadzieję, że dobrze się bawiła. Nie odpisała.
Następnego dnia około południa chciałem do niej zadzwonić ale nie odebrała. Napisała, że jest w pracy i nie może rozmawiać. Później wysłała jakiegoś smsa Zapytała jak się bawiłem. Napisałem że super . Wymieniliśmy parę smsów. W jednym z nich prawdopodobnie niepotrzebnie stwierdziłem "że jeżeli z jakichkolwiek powodów nie będzie chciała się jednak spotkać ponownie to żeby dała znać wprost. Nie obrażę się. Że nie mam zamiaru bawić się w natręta. Jeżeli tak jest to dobrze się bawiłem i miło było poznać". Odpisała na niego coś w stylu "hahahaha. nie było najgorzej". Wymieniliśmy jeszcze parę wiadomości. Wysłałem jakiegoś smsa na którego nie dostałem odpowiedzi. Po 3h wysłałem kolejnego z jakimś neutralnym pytaniem w mam nadzieję zabawnym tonie....i w tym momencie mam już drugi dzień ciszy.
Należę do tych osób, które poznają sporo kobiet ale od paru lat nie czułem takiego dreszczyku, zdenerwowania i zarazem niecierpliwości. Nie mam zamiaru bawić się w jakiegoś natręta bo wiem jak denerwujące jest to z perspektywy osoby, którą spamuje się setkami wiadomości i telefonami mimo iż nie chce się kontynuować znajomości. Sam bywałem w takich sytuacjach gdzie dziewczyna spamowała mnie ale zawsze starałem się kulturalnie powiedzieć, że nie jestem zainteresowany drugim spotkaniem ale fajnie było poznać. Wszystko w kulturalnym tonie.
Czy nie jest to czasami przykład braku chęci sprawienia przykrości po nieudanej randce albo po takiej po której nie zaiskrzyło ? Zbyt dużo pozytywnych i negatywnych emocji się we mnie miksuje.
Jak sądzicie ? Co robić ? Odpuścić czy odczekać parę dni i spróbować zadzwonić i pogadać.
Pzdr