netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

poddał się :(

11 odpowiedzi6 028 wyświetleńzałożony przez panibaronowa, 09.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: poddał się :(

Może tutaj mi ktoś pomoże. Nie wiem, co mam robić. Ojciec mojego dziecka, miłość mojego życia, poddał się. Parę miesięcy temu przeżył epizod depresyjny, wylądował na miesiąc w szpitalu. Nie chce się leczyć, z terapii zrezygnował po dwóch miesiącach. Chodzi do pracy, myje się, ale nie chce się leczyć. Po lekach boli go głowa.
Dziś przyszedł i powiedział, że on chce do ośrodka, do ośrodka dla takich, jak on, co sobie nie radzą z życiem (raz z nim było lepiej, raz gorzej, ale nigdy tak naprawdę się nie leczył). Proponowałam mu terapię stacjonarną - taką, na którą chodzi się codziennie jak do pracy. Nie, on nie chce. W pracy nie dostanie urlopu bezpłatnego (nie pytał).
Nie wiem, jak mam z nim rozmawiać, namawiam go, żeby się nie poddawał, że będzie lepiej, ale że to on musi podjąć decyzję, żeby walczyć. Mówi, że nie ma już nadziei. Usiłuję mu wytłumaczyć, że na szali jest jego życie. Już abstrahujac od tego, że przez chorobę nie jesteśmy razem, ja sobie poradzę, ale dlaczego on nie chce walczyć o siebie, żeby być tatą dla naszej córeczki?
To jest takie smutne, a ja taka bezsilna sad

2

Odp: poddał się :(

Nie wiem jak pomóc komuś, kto się poddaje. Możesz go wspierać, kochać, mówić mu, że jest cudowny.
Walczyć musi chcieć sam.
Powodzenia. Ty jesteś najważniejsza.
Szkoda, że dla dziecka nie chce się leczyć.
Wszystkiego dobrego.

3

Odp: poddał się :(

Po lekach zwykle boli wszystko przez pierwszy miesiąc do dwóch (uboczne) , one nie są doskonałe ale z czasem uboki mijają a one pomagają. Jak nie pierwszy lek to drugi, trzeci musi zaskoczyć i wrócić mężowi normalność. Terapie może wziąć po pracy, wiec nie będzie się musiał wyłączać z życia.
On nie wie co się dzieje, dobrze byłoby jakby przyłączył się do takiej grupy "takich jak on" i zobaczył, że są wśród nich szczęśliwi rodzice i że da się wygrać z zaburzeniem,

4

Odp: poddał się :(
sluuu napisał/a:

Po lekach zwykle boli wszystko przez pierwszy miesiąc do dwóch (uboczne) , one nie są doskonałe ale z czasem uboki mijają a one pomagają. Jak nie pierwszy lek to drugi, trzeci musi zaskoczyć i wrócić mężowi normalność. Terapie może wziąć po pracy, wiec nie będzie się musiał wyłączać z życia.
On nie wie co się dzieje, dobrze byłoby jakby przyłączył się do takiej grupy "takich jak on" i zobaczył, że są wśród nich szczęśliwi rodzice i że da się wygrać z zaburzeniem,

dziękuję Ci za dobre słowo. zaczął ostatnio chodzić na terapię grupową, obiecał, że będzie chodził, to już coś, to jakiś krok w przód, nie w dół. Przestał myśleć o wydarzeniach, które doprowadziły go do załamania, ale zaczął zastanawiać się nad swoim stanem. Nie jestem psychologiem, ale z logicznego punktu widzenia to chyba postęp (?)

O lekach chyba nie ma mowy. Nie będę go namawiać, bo mi wydaje się, że leki czynią człowieka zależnym.

5

Odp: poddał się :(

A ja uważam, że jeśli już ktoś doszedł do takiego stanu, że sam chce położyc się do ośrodka, to  należy mu to umożliwic.
Rozumiem, że obiecał terapię, ale czy nie robi tego, tak trochę pod przymusem?
Depresji nie da się wyleczyc ot tak, stawiając na szali nawet czyjeś szczęście. Nie pomoże nawet stawianie dobra dziecka.
To jak mówienie do ściany.
On musi sam do tego dojśc, sam kompletnie podjąc różne decyzje.
Byc może tym nawet ostatecznym upadkiem byłby ten ośrodek, ale to mogłoby pokierowac go właśnie do tego, aby powstac.

6

Odp: poddał się :(

Ponieważ P chodzi do pracy i jakoś-tam funkcjonuje - nie dostanie się do żadnego ośrodka, bo z tego, co wiem, nie ma ośrodka dla ludzi, co zrezygnowali.
Ależ oczywiście, że masz rację - znalazłam natomiast ekowioskę, do której może będzie mógł pojechać - no to jak już jest opcja, to już chyba nie za bardzo. Nie wiem. Nie mieszkamy razem. Nie jesteśmy razem, P widzi we mnie zagrożenie, nie ma do mnie zaufania, uważa, że jak mówię miłe słowa, to udaję. Nie udaję, ale on jest bardzo podejrzliwy. Powiedziałam mu, że po owocach ich poznacie. Nie zamierzam go przekonywać. On sam bardzo siebie nie lubi, uważa, że jest beznadziejny. Że nie powinien być w życiu swojego dziecka, bo ona będzie go na pewno kiedyś nienawidzić. Oczywiście nie podzielam jego zdania. Jest fantastycznym człowiekiem i supertatą. Bardzo go kocham, ale nie zamierzam go zbawiać na siłę.

Może podpowiecie mi, jak mam z nim postępować, żeby go zachęcić do wyjścia z ciemności? Jest w ogóle coś, co mogę zrobić? Spędza mi to sen z powiek i wyjada bardzo dużo energii. Dziękuję Bogu, że już dwa dni z rzędu był na spotkaniu grupowym. To dla mnie bardzo dużo, bo do tej pory był w letargu i miałam wrażenie, że wymyka mi się coraz bardziej - zaczął się jąkać, nie mógł zebrać myśli. Mam wrażenie, że teraz jest odrobinę lepiej - widzę światełko, ale też czytałam, że jak się robi lepiej, to częste są samobójstwa. Tak się bardzo tego boję.

Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, bo jestem z tym sama sad

7

Odp: poddał się :(

Ja u swojego eks też czasem podejrzewałam depresję, ale to chyba skutek uboczny alkoholizmu. Nie wiem, psychologiem nie jestem. Tylko, że on nigdy nie chciał iść na żadne terapie. Czasem jakoś sobie radzi, a czasem jest całkiem nieodpowiedzialny i nieporadny jak dziecko. I ja nie mogłam w żaden sposób przekonać go, żeby choć spróbował. Więc zrobiłam to, co najlepsze dla mnie i dzieci - kazałam mu się wyprowadzić... To przykre, ale nie da się na siłę pomóc komuś, kto pomocy nie chce sad

8

Odp: poddał się :(

No wlasciwie, jesli tego jeszcze nie zrobilas, mogłabys sie za meża pomodlic. Poczytaj sobie, jak chcesz oczywiście, swiadectwa ludzi chorych na depresje lub ich rodzin, ktorzy odmawiali Nowenne Pompejanską.

Rozumiem co to znaczy depresja w rodzinie, wiem przez co musial przechodzic moj mąż, wiem jak zaniedbywałam dziecko (czasem nawet nie bylam w stanie zrobic mu jesc, bo nie mialam siły). To były straszne chwile ;(

Pamietam, że wspólna modlitwa ja, mąz, dziecko bardzo mi pomagała. Wlasciwie to mąz to zaproponowal, jak juz nawet leki mi nie pomagaly. Bylo to dla mnie trudne, bo przez depresje przestalam wierzyc w Boga. Musialam dopiero go odnależć na nowo. Zaczęlam na poczatek wczytywac sie w Pismo Sw., Pamietam jak doszłam wtedy do wniosku, ze to musi byc prawda, ze Bog istnieje, bo przeciez nie mogli wymyslic czegos takiego jak Pismo Sw. To jest dzielo zbyt doskonale jak na człowieka.

Tylko niestety jednorazowo nie pomoze, trzeba sie modlic częściej, najlepiej regularnie.

9

Odp: poddał się :(

może jednak ten ośrodek będzie najlepszym rozwiązaniem? może właśnie tam znajdzie pomoc, której potrzebuje?

10

Odp: poddał się :(

Jedno wiem z depresjii ciezko wyjsc. Sama choruje od 8lat i wiem co mowie .ta choroba odbiera wszystko. Nie dziwie sie partnerowi. Ale trzeba walczyc. Bywaja piekne chwile pimimo choroby i o to warto walczyc!! Pozdr..

11

Odp: poddał się :(

Ja choruję od 2000 r., a więc od 15 lat. Na terapii (1 raz w tygodniu) jestem od 10 lat. Lista leków, które brałam jest tak długa, że napiszę jedynie co ostatnio uszłyszałam na wizycie u psychiatry: "Nie mamy już na co zamieniać pani M." Zaliczyłam 3 miesiące w ośrodku leczenia nerwic... itp. itd. Słowem walczyć z depresją to sobie można, ale wygrać nie sposób. Fakt, podobno takich przypadków jak mój - tu znowu cytat z psychiatry, "... Bogu dzięki jest bardzo mało".
Jak się żyje z tym draństwem? Żle się żyje, ale najważniejsze żeby żyć, bo ciągle do głowy przychodzi "wypisz się z tego życia w cholerę, mało ci cierpienia? masochistka jesteś czy co?!". Żyć!
Akuratnie siedzę 2 miesiąc w domu z powodu nawrotu depresji i... (nie, nie będę jojczyć i żalić się, bo... bo to tylko innych wkurza smile) i  pomyślałam, że NIE BĘDĘ WALCZYĆ! Wszyscy i zawsze nakłaniają do "walki", a jak się jest w tym cholernym bagnie, to marzy sie tylko o: "dajcie mi spokój. zostawcie mnie...". Ostatnia rzecz, to stawianie sobie celów, zadań, wyzwań, czemu? Bo to oznacza aktywność, wysiłek i całą tę cholerną resztę, a to one wpędzają nas w ten paskudny dół! Jak masz grypę i 40 stopni gorączki, to leżysz jak wór i żadna "walka' ci nie w głowie. Nie walczyć, odpocząć, płynąć z dniem, z czasem.
Dlaczego pochwałę i komplement odbieram negatywnie? Bo myślę o sobie żle, ale też dlatego, że... to zobowiązuje. Słyszę: "jesteś dobra, jesteś zdolna, jesteś mądra itp." a słyszę: "musisz być... dobra, zdolna, mądra etc. i musisz zawsze taka być!". Nie że jestem taka, a że taka muszę być, a ja nie dam rady już tak.... Nie chcę być silna, zaradna, dobra, pracowita - nie dam rady... Dlatego to zachęcanie do walki, terapii to jak dolewanie oliwy do ognia. "Zrób coś, musisz chcieć zawalczyć...". A gdyby tak odwrócić tę poradę? Nie musisz, nic nie musisz, wystarczy, że jesteś. Jesteś chory, słaby, niezaradny, nie odnosisz sukcesów, nie masz zalet i ok, tak też jest dobrze, ja cię kocham za to że żyjesz, że jesteś i tyle wystarczy.
Depresja to wredna choroba i jak dotąd nikt nie znalazł skutecznego sposobu na radzenie sobie z nią. Co więcej każdy przypadek jest inny, tak jak każdy człowiek inny jest...
Ja jestem na etapie odpuszczania, obniżania sobie poprzeczki, i zerwania z "walczeniem". Ciekawa jestem skutków...
W depresji skończyłam dwa  kierunki studiów z wyróżnieniem, cały czas pozostaję w zatrudnieniu, w pracy jestem ceniona więc się da chorować i żyć (jakoś). A że się żyje paskudnie, ciężko i wrednie? No tak. I nie ma co sobie mydlić oczu, że będzie lepiej -  nie będzie!

12

Odp: poddał się :(

Ja też jeszcze się nie wykaraskałam, choć wciąż chcę walczyć. Są dobre i złe dni, czuję się gorzej jesienią i zimną. W ogólnym rozrachunku wciąż chcę żyć najlepiej jak potrafię.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026