Juz nie mowie o tym co jest lansowane w mediach:) np Mucha - dziecko bez slubu itd
Chyba lepiej bez ślubu, skoro taka jest decyzja przyszłych rodziców, niż bez miłości, prawda? Pytam, bo sama niedługo urodzę córeczkę i nie mam męża... ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » presja wyjścia za mąż przed 30 i posiadania dziecka
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Juz nie mowie o tym co jest lansowane w mediach:) np Mucha - dziecko bez slubu itd
Chyba lepiej bez ślubu, skoro taka jest decyzja przyszłych rodziców, niż bez miłości, prawda? Pytam, bo sama niedługo urodzę córeczkę i nie mam męża... ![]()
Podobne tematy
cytrynka1985 napisał/a:Juz nie mowie o tym co jest lansowane w mediach:) np Mucha - dziecko bez slubu itd
Chyba lepiej bez ślubu, skoro taka jest decyzja przyszłych rodziców, niż bez miłości, prawda? Pytam, bo sama niedługo urodzę córeczkę i nie mam męża...
No pewnie ze lepiej, slub mozna sobie zawsze wziac jak sie chce:) tylko w temacie chodzi o presje wywierana przez rodzine zeby wziac slub przed 30. A wiadomo ze jesli chodzi o rodziców to oni sa inne pokolenie, z innych czasow i zawsze bedzie presja zeby najpierw slub pozniej dziecko... i wszystko przed 30:)
Mlodo za maz wychodzili bo srednia zycia byla jakies 45 lat z powodu braku lekarstw i postepu w strefie socjalnej. Teraz sredno zyjemy sobie 75 lat wiec po co sie spieszyc?
No bez takich - średnia życia 45 lat? Do jakich czasów my się tu cofamy? W Polsce?
W ogóle jaki jest sens brania ślubu skoro już jest dziecko?. Dla papierku? No chyba że dla formalności prawnych, jakieś spadki, rozliczenia itp.
I najwygodniej zwalić winę na czasy, a pewne wartości (jak rodzina) dla niektórych są ponadczasowe - nie ważne jakie czasy.
Ja znam takie dziewczyny - "tańczyć, śpiewać, podróżować". Na szczęście głównie znajome mojej narzeczonej, bo ciężko strawić ich infantylną filozofię i doraźne myślenie. Za kilka lat będą to panny z dzieckiem (ojca brak), albo singielki pod 30-stkę.
I najwygodniej zwalić winę na czasy, a pewne wartości (jak rodzina) dla niektórych są ponadczasowe - nie ważne jakie czasy.
Ja znam takie dziewczyny - "tańczyć, śpiewać, podróżować". Na szczęście głównie znajome mojej narzeczonej, bo ciężko strawić ich infantylną filozofię i doraźne myślenie. Za kilka lat będą to panny z dzieckiem (ojca brak), albo singielki pod 30-stkę.
Ale Ty masz poglądy!:) Jakbym słyszała moją babcię!:)
Ty uwazasz ze jak ktos nie spieszy sie ze slubem to zle? Albo chce sie wybawic? Moze lepiej byc singielka w wieku 30 lat niz rozwódką?
Ty myslisz ze kazdy chce miec rodzine przed 30? a jak nie chce to chory?:)
A jak nie trafi sie jeszcze na odpowiedniego partnera to na siłe?:)
nie no super:)
cytrynka1985, Napisałaś dziś, że szukasz kogoś kto Ci w 100% będzie odpowiadał.
Dziewczyna z moich marzeń to piegowata szatynka (uwielbiam piegi!!) o bladej karnacji (a to z powieści Sienkiewicza mi się udzieliło - "białogłowe"
). Jestem z brunetką o naturalnie ciemnej karnacji, bez piegów. Jestem z nią szczęśliwy i nie zamieniłbym jej na tą idealną dziewczynę z moich marzeń. Gdybym żył marzeniami, to może dziś bym tu marudził o samotności i narzekałbym, że nikt mi nie pasuje, bo szukam tej 100%.
Ty może już niejedną połówkę odrzuciłaś w swoim życiu ![]()
Cytrynka, ja sie z Toba calkowicie zgadzam!
Kowaledlo jakimis stereotypami z 19 wieku mysli. Sa ludzie, ktorzy chca miec rodziny, sa tacy co nie chca. To nie ma nic wspolnego z wiekiem czy "infaltynoscia". Dowodem niedojrzalego zachowania jest wchodzenie w malzenstwo i dzieci jak sie nie ma powolania albo robi sie to poniewaz "tak trzeba" i "takie sa wartosci".
Bron nas Boze od takich zwiazkow i rodzin!
No bez takich - średnia życia 45 lat? Do jakich czasów my się tu cofamy? W Polsce?
W ogóle jaki jest sens brania ślubu skoro już jest dziecko?. Dla papierku? No chyba że dla formalności prawnych, jakieś spadki, rozliczenia itp. a jaki jest sens brania ślubu, jeśli nie dla formalności?
I najwygodniej zwalić winę na czasy, a pewne wartości (jak rodzina) dla niektórych są ponadczasowe - nie ważne jakie czasy.
Ja znam takie dziewczyny - "tańczyć, śpiewać, podróżować". Na szczęście głównie znajome mojej narzeczonej, bo ciężko strawić ich infantylną filozofię i doraźne myślenie. Za kilka lat będą to panny z dzieckiem (ojca brak), albo singielki pod 30-stkę.
i co z tego? chyba ważne jest to by były szczęśliwe. Na szczęście człowiek nie musi iść schematem przez życie, a życie jest właśnie po to by się m.in. bawić
cytrynka1985, Napisałaś dziś, że szukasz kogoś kto Ci w 100% będzie odpowiadał.
Dziewczyna z moich marzeń to piegowata szatynka (uwielbiam piegi!!) o bladej karnacji (a to z powieści Sienkiewicza mi się udzieliło - "białogłowe"
). Jestem z brunetką o naturalnie ciemnej karnacji, bez piegów. Jestem z nią szczęśliwy i nie zamieniłbym jej na tą idealną dziewczynę z moich marzeń. Gdybym żył marzeniami, to może dziś bym tu marudził o samotności i narzekałbym, że nikt mi nie pasuje, bo szukam tej 100%.
Ty może już niejedną połówkę odrzuciłaś w swoim życiu
No idąc Twoim tokiem myślenia to odrzuciłam ze 100 drugich połówek:)
No dobrze, a jesli miesiac po slubie poznasz piegowata szatynke o bladej karnacji, na której widok nogi Ci sie beda uginały a serce waliło jakby zaraz miało wyskoczyc?:) i powiesz - oto ona, moja druga polowaka, milosc mojego zycia:)
No idąc Twoim tokiem myślenia to odrzuciłam ze 100 drugich połówek:)
No dobrze, a jesli miesiac po slubie poznasz piegowata szatynke o bladej karnacji, na której widok nogi Ci sie beda uginały a serce waliło jakby zaraz miało wyskoczyc?:) i powiesz - oto ona, moja druga polowaka, milosc mojego zycia:)
Hmm... aż się rozmarzyłem
Westchnę, będę spoglądać i tyle. Musiałaby mieć dokładnie te same zalety, ale i wady, co moja N., to wtedy bym je zamienił
Ale piegowate szatynki to naprawdę perełki, trudno taką spotkać.
Gdybym żenił się z rozsądku zaciskając zęby na jakąś okropną cechę charakteru, albo gdyby nie było chemii w naszym związku, to faktycznie byłby duży problem. Jest bardzo atrakcyjną dziewczyną, a to że nie wpisała się w mój ideał? - nie ma już żadnego znaczenia.
To się też chyba nazywa dojrzałość - wiesz, że jesteś gotowy/gotowa spędzić całe życie z Tą jedną osobą, nawet jeśli po drodze spotkasz "lepszą partię".
I żałuj tych odrzuconych połówek - może teraz same jakieś ćwiartki będą Ci się trafiać, albo już je spotykasz ![]()
Musiałaby mieć dokładnie te same zalety, ale i wady, co moja N., to wtedy bym je zamienił
![]()
I żałuj tych odrzuconych połówek - może teraz same jakieś ćwiartki będą Ci się trafiać, albo już je spotykasz
A jednak! Zamieniłbyś i to stwierdzasz jeszcze przed ślubem:D
To były jakies podróbki drugich połówek i swoją prawdziwą, oryginalną, jedyną drugą połówkę dopiero spotkam:D Jestem tego pewna:)
cytrynka1985, Ale taki zestaw wad i zalet ma tylko ona!
I też jestem pewien, że znajdziesz
Zważywszy na to, że pokazałaś w swoim wątku, że tak łatwo się nie poddajesz.
Ten fragment mi się spodobał:
DLatego za męża wezmę tego, którego poznam z wadami i zaletami i będąc świadoma przemijalności uczuć, szczególnie tych górnolotnych, z pełną akceptacją tego jaki jest on, jaka jestem ja, jacy jesteśmy my razem i my osobno, będę mogła powiedzieć, że się nie pozabijamy. Że będziemy potrafili sie pokłócić i pogodzić, pójść razem na spacer gdy już dzieci wyfruną z rodzinnego gniazdka i podyskutować o przyszłości nie rzucając w siebie nożami. Ot taka spokojna starosc;)
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1132608#p1132608
Bardzo dojrzałe podejście, a wiekowo jest młodsza ode mnie ![]()
No bez takich - średnia życia 45 lat? Do jakich czasów my się tu cofamy? W Polsce?
W ogóle jaki jest sens brania ślubu skoro już jest dziecko?. Dla papierku? No chyba że dla formalności prawnych, jakieś spadki, rozliczenia itp.
I najwygodniej zwalić winę na czasy, a pewne wartości (jak rodzina) dla niektórych są ponadczasowe - nie ważne jakie czasy.
Ja znam takie dziewczyny - "tańczyć, śpiewać, podróżować". Na szczęście głównie znajome mojej narzeczonej, bo ciężko strawić ich infantylną filozofię i doraźne myślenie. Za kilka lat będą to panny z dzieckiem (ojca brak), albo singielki pod 30-stkę.
Oj Kowadełko, mentalnie ty masz ok 60 .
Powiedz co złego jest w "tańczyć, spiewac, podróżowac"- co trzeba miec z tego życia, do tego dochodzi kariera bo jakiś dorobek naukowy trzeba miec- ja jestem służba zdrowia w trakcie specjalizacji i z dopiero co rozgrzebanym doktoratem, co daje mi mnóstwo frajdy, radosci i spełnienia- kocham to i przynajmniej jedno z tych 2 projektów musze zakonczyć by poważnie myslec o założeniu rodziny i potomstwie a ty jeśli skończysz studia i bedziesz służba zdrowia to zobaczysz, ze to wszystko jest bardziej skomplikowane niż tobie teraz wydaje sie, chyba , ze ty stawisz tylko na swój rozwój zawodowy a partnerka bedzie w podrzednej przychodni zeby plombowała- tak rozumiem twój plan "5-letni"bo jesli ona chce byc fachowcem by miec pacjentów i zarabiac te kupe kasy o której napisałeś , to niesetety cos za cos i nie zaraz.
Wtedy porozamwiamy o wartosciach ponadtczasowych, bo szczerze pisząc to twoje wywody troche mnie śmiesza , bo jesteś chyba najmłodszy udzielający sie a wydaje ci sie, ze posiadłeś wszelka mądrosć życiową.
Za kilka lat napisz co u ciebie słychac.
A ja zawsze się usmiecham i mówię: Poczekamy, zobaczymy, zycie weryfikuje wszystko ![]()
Nie takie mądre głowy słyszałam, które musiały zmienić szybko plan na życie, bo właśnie...okazało się, że kariera, dobra praca wymaga poświęcenia, nawet jeśli tymczasowego, kilkuletniego. Nie ma sielanki od razu, a osoby o których mówię to prawnicy i 2 lekarzy ![]()
Rzeczywiście dałem się wciągnąć w ten wątek
Coraz bardziej odchodzimy od tematu i już odczułem, że mam tu chyba najmniejsze prawo się wypowiadać - nie chcę nikogo drażnić, przynajmniej narazie
Więc już kończąc...
Wyszumiałem się w liceum, gdzieś na jego początku. Do podróży skutecznie zniechęciły mnie częste i męczące przeprowadzki. Studia to jak dotąd najdłuższy okres pobytu w jednym miejscu. Nie ma nic fajnego w podróżowaniu dla podróżowania. Ważniejsze jest z kim się podróżuje i wycieczka z ukochaną osobą choćby rowerem za miasto jest dla nas większą frajdą niż wojaże po Azji. Z tańczenia i śpiewania też się nie najem, w życiu do niczego szczególnego to mi się nie przyda, więc wystarczy mi tego tyle, co niezbędne minimum. To ja i podobnie moja luba.
A co jest złego w dziewczynach "tańczyć, śpiewać, podróżować"? - zgubne myślenie carpe diem, czyli liczy się dziś, zero planów na przyszłość. Studia byle studiować (po których zasilą armię bezrobotnych), imprezy i całe życie na koszt rodziców (to nie potrwa wiecznie...), a jak nawet sobie dorabiają, to swoją pensję na przyjemności, zamiast już powoli uniezależniać się od rodziców.
Myślę, że oboje pogodzimy rodzinę i rozwój kariery - mamy tego przykłady w naszych rodzinach. Przyszli teściowie siedzą w branży, więc jedynym problemem dla mojej narzeczonej jest niechęć do korzystania z ich pomocy (cały czas deklarowanej). Mój ojciec lata temu zaprzestał praktykę na rzecz innej i własnej działalności, ale to wciąż środowisko okołomedyczne.
Nic nie pisałem o kupie kasy. Wystarczy tyle, żeby na poziomie utrzymać rodzinę - bez szaleństw, ale też bez korzystania z niczyjej pomocy.
I wiem, że życie weryfikuje plany, choć bardziej przemawia do mnie powiedzenie "każdy jest kowalem własnego losu".
Wiesz, jak Tobie sie podrozowac nie chce a taniec, muzyka i hobby Cie nie interesuja, to Twoja prywatna sprawa. Daj sobie jednak powiedziec, ze nie wszyscy ludzie sa tacy jak Ty. Dla niektorych poznawanie swiata czy prywatne pasje stanowia sens zycia. To nie jest kwestia "ona mloda to szaleje i potem bedzie zalowac" ale podstawa satysfakcji i szczescia. Gdyby wszyscy mysleli jak Ty to nigdy nie mielibysmy odkrywcow, podroznikow, pisarzy, kompozytorow itd, bo wszyscy by tylko o zonie/mezu mysleli i dziecmi sie zajmowali. Oczywiscie nie mowie, ze nie mozna miec wspanialej kariery polaczonej z malzenstwem i dziecmi, owszem mozna, ale sa ludzie dla ktorych ten tradycyjny wybor jest drogorzedny albo wogole nieistotny.
adlernewman bardzo dobrze napisane:)
Wiesz, jak Tobie sie podrozowac nie chce a taniec, muzyka i hobby Cie nie interesuja, to Twoja prywatna sprawa. Daj sobie jednak powiedziec, ze nie wszyscy ludzie sa tacy jak Ty. Dla niektorych poznawanie swiata czy prywatne pasje stanowia sens zycia. To nie jest kwestia "ona mloda to szaleje i potem bedzie zalowac" ale podstawa satysfakcji i szczescia. Gdyby wszyscy mysleli jak Ty to nigdy nie mielibysmy odkrywcow, podroznikow, pisarzy, kompozytorow itd, bo wszyscy by tylko o zonie/mezu mysleli i dziecmi sie zajmowali. Oczywiscie nie mowie, ze nie mozna miec wspanialej kariery polaczonej z malzenstwem i dziecmi, owszem mozna, ale sa ludzie dla ktorych ten tradycyjny wybor jest drogorzedny albo wogole nieistotny.
I tym jakze madrym postem proponuje zakonczyc
Jeden lubi szalec i sie bawic, drugi chce sie ozenic i miec wlasna druzyne pilki noznej a jeszcze trzeci cos jeszcze innego. I kazdemu z tych ludzi nalezy sie wolnosc wyboru. A zalowanie...? Kazdy czegos zaluje...Kazdy.
Nie kazdy idzie w zyciu ta sama droga, nie kazdemu dane jest sie wyszumiec w liceum
Carpe diem nie jest zle...jak komus pasuje to jego sprawa
Nie ma co uogolniac ze kazdy po studiach zaliczy armie bezrobotnych. W koncu kazdy kowalem swego losu, nie? ![]()
Amen:)
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » presja wyjścia za mąż przed 30 i posiadania dziecka
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026