Oto jak probowalam ratowac Malzenstwo, moze znajdziecie tu sensowna odpowiedz:
Witam wszystkich zainteresowanych tym tematem.
Jestem zupelnie nowa ,ale sledze forum juz od dluzszego czasu.
Historia Emilki - jak wyjeta z mojego zycia..tyle,ze jestem w zwiazku 8 lat, pobralismy sie w zeszlym roku, ale problem byl od zawsze - Mezczyzna nie potrzebujacy czulosci itp.. Nie tylko nie dajacy od siebie wiele, ale ja wzielam wszystko totalnie na swoje barki.. Rozmawialam kilkanascie razy, i z placzem i smutkiem w oczach , rowniez uniesionym tonem, ale ostatnie 3 rozmowy byly pelne bolu i dlawienia mnie w przelyku..On caly czas nic - ani odpowiedzi ani nic, po prostu siedzial smutny ,ale rozumiejacy co do Niego mowie.
Walczylam o nas na wszystkie mozliwe sposoby..doslownie. Ja jestem bardzo otwarta, pelna radosci, energii Kobieta, ciekawa sprobowania rzeczy w przeroznych dziedzinach, moj Maz jest o wiele bardziej spokojny,ale rowniez nie brakuje Mu hobby.
Spotkalismy sie kiedy wyjechalam za granice i tak wlasciwie jestesmy razem od wtedy - 8 lat temu. Mamy swoja grupke znajomych i wlasciwie na tym koniec, ale organizujemy sobie weekendy i czas wolny raczej bardzo ciekawie..
Przymykalam oko zawsze na wszystkie krytyki Meza przez caly ten okres bycia razem, zarty, ktore zawsze sobie ze mnie stroil potrafilam odeprzec trafna, ale rownie zartobliwa riposta, ale do czasu..Kiedy to bylismy u znajomych i przypieklil mi tak,ze wyszlam do lazienki, bo nie umialam powstrzymac pchajacej sie "kluchy" w gardle.. na zewnatrz wygladamy jak szczesliwi ludzie, ale kazdy zawsze powtarzal nam ,ze jestesmy jak ogien -woda i gdyby nie ja i moje gesty czulosci nikt nigdy nie zorientowalby sie ,ze jestesmy para..myslalam wtedy,ze to troche jak komplement, ze tworzymy partnerski zwiazek, ale kubel wody na glowe otworzyl mi umysl. I nie jest tak,ze On popisuje sie przed kimkolwiek (to nie ten typ) , w domu jest baaaardzo podobnie...ile razy przelykalam bardzo gorzkie zwroty typu "zmien kolor wlosow", "znowu Ci nie poszlo" czy "bezmozg"..dodam ,ze jestem bardzo samodzielna Kobieta, pracujaca w biurze oraz pielegnujaca dom jak gniazdko - cieplo, czysciutko, dekoracyjnie i zarazem z "pieprzem". I naprawde chcialam dac Mezowi wszystko co mam w sobie, co czuje, co potrafie, nieraz slyszelismy od znajomych "ale Tobie sie trafila Zona - marzenie, jest jak kumpel, super atrakcyjna i jeszcze macie tak super poprowadzony dom"..To mile ,ale gdyby Maz odpowiedzial "wiem,ciesze sie" lub cokolwiek, ale nic.....Ile razy pytalalam co robie nie tak skoro nie potzrebuje mojej bliskosci, a On na to,ze nic, On taki po prostu jest. Delikatnie probowlalam go nauczyc jak przyjemnym moze byc zycie beztroskie i z bez przesadnymi czulosciami, ale to tez na nic..mowilam,ze czuje sie jakbym sie wiecznie Mu narzucala i naprawde przykrym jest jak musisz zastanawiac sie 2 razy, czy podejsc i Go przytulic, bo pewnie Cie odepchnie, po czym probujesz po takim ciezkim rachunku sumienia i znowu On mowi "nie teraz" albo w ogole siedzi jak skamienialy....Boze jakie to przykre i jak zalosne jest to,ze majac piekny dom, Meza , ktory nie ma nologow, pomaga i naprawia itp..nie masz najcenniejszego - czyli tylko bliskosci...jakie to cholernie przykre,ze musisz zastanawiac sie przez kilka dni czy w sobote mozesz Go poprosic ,zeby nie wstawal od razu z lozka,ale zeby polezal i poromawial o "glupotach".. Teraz jestm na etapie: wyprowadzilam sie z domu w piatek, wzielam tylko najbardziej potrzebne rzeczy, tlumaczac Mu jak zwykle od A do Z o co mi chodzi (zeby nie zarzucil mi,ze nie wiedzial czemu) , poprosilam o czas na przemyslenie i sprawdzenie czy tesknie, a On tylko,ze wie ,ze nie umie nic okazywac ,ale Kocha mnie taka jak na poczatku i nie wie czy bedzie potrafil beze mnie zyc"..tyle,ze ja nie widze ,ze nie moglby zyc beze mnie, bo wszystko jest ok, do tego nie dostalam nawet 1 sms , z chociazby "tesknie" albo "wroc do domu" lub chociaz "brakuje mi Ciebie"!!!!!!!!!!!!!!!!!! Moja prosba o czas, nie byla zakazaniem opisywania swoich uczuc badz tesknoty, bo przeciez On zna mnie doskonale (kazdy wie,ze mna mozna o wszystkim rozmawiac ) i wie,ze zawsze mial we mnie przyjaciolke. Do chodzi do tego wszystkiego jeszcze Jego brak cieszenia sie z moich sukcesow..na to,ze awansowalam w pracy usmiechna sie ,ale tylko tyle wlasciwie , a powtarza nieraz kiedy pytam go o pomoc przy komputerze w domu "jak Ty dostalas ta prace w biurze - nie rozumiem" , to pytam "moze trzeba tu kliknac , Maz na to "mozg sobie kliknij.." To jest po prostu zalosne, ze niby na pozor wszystko luz, a jednak slowa bola bardziej niz moznaby sie tego spodziewac.. Wszyscy wtajemniczeni pytaa , to po co ten Slub , a ja tak wlasciwie mysle,ze po to,ze naprawde mieslismy fajne zycie dopoki...ja o nie dbalam..zrobilam tez probe jakies 2 miesiace temu i pomyslalam,ze czynami pokaze (skoro rozmowa nie daje kompletnie nic) , przestalam sie "narzucac", przestalam organizowac nam czas wolny, przestalam uczestniczyc w naszym wspolnym zyciu i wiecie co...nic zaskakujacego..ON NIE ZAUWAZYL NIC, byl mily, ale nie potrzebowla ani bliskosci fizycznej ani mentalnej, po rpsotu dom zrobil sie szary, ciemny i taki smutny..bo ja caly czas chodzilam smutna..teraz tylko mysle czy jest jeszcze szansa zeby to uratowac,ale jak sie troche "obudzilam" z bolu rozstania od piatku to niestety dochodze do wniosku,ze nie mam za czym tesknic , poza naszym domem, rzeczami, czasami usmiechu Meza lub po prostu widzenia Go siedzacego...i to wszystko..i pomyslec,ze dalam Mu rozwiazanie jak na recepcie -WYPISANE SLOWAMI, CZYNAMI ORAZ UCZUCIOWOSCIA. Chyba juz tylko pozostaje mi sie oswoic z faktem,ze nie uszczesliwie Go na sile, raniac ciagle siebie i odpychajac swoje potrzeby na bok..mam racje?