Witam,
Mam 28,5 roku. Nie mam męża, nie mam dziecka. Jestem na etapie szukania życiowego partnera. Nie chcę wychodzić za mąż za "pierwszego lepszego" po to tylko, żeby być żoną i mieć męża. Jestem atrakcyjna kobietą, nie mam kompleksów, podobam się facetom, nie narzekałam nigdy i nie narzekam na brak powodzenia.
Życie mi się tak jakoś układa, że ciągle nie mogę znaleźć tego jedynego. Bardzo chciałabym mieć już dziecko, zawsze zakładałam sobie, że do 30stki urodzę. Dzisiaj wiem, że to mi się nie uda. Jest to frustrujące, ale trudno, przecież nie da się nic na siłę.
Problem polega na tym, że rodzice strasznie nalegają. W ogóle to uważają mnie za starą pannę, zamęczają tekstami, że lata lecą, a ja nikogo nie mam, to będzie mi coraz trudniej, że w końcu zostanę sama. To samo ze strony dziadków, cioć itp.
A ja wiem o tym, sama się tego boję, ale co ja mam poradzić. Chcę wyjść za mąż z miłości, chcę być szczęśliwa, chcę mieć mężczyznę, z którym będę chciała wytrwać do końca życia. Nie wyobrażam sobie wiązać się z kimś z rozsądku.
Zaczynam łapać coraz większego doła. Spodziewałam się od nich wsparcia, dopingu, a nie tekstów, że z każdym dniem bedzie coraz gorzej. Masakra.
Co Wy o tym sądzicie?