Witam. To mój pierwszy temat na tym forum.
Odrazu powiem, że to ja zawaliłem.
A więc z pewną dziewczyną poznałem się jakieś 3 lata temu gdy była w trakcie rozwodu. Jej mąż ją zdradzał i oszukiwał. Ona w tedy przychodziła z moim kumplem i tak ciągneli to przez jakieś 2,5 roku. Wyszło później jaki debil z niego. Zero szacunku do niej. Tragedia w łóżku itd.
Jakieś 3 miesiące temu w jednej z kawiarni siedzieliśmy ze znajomymi i ona tam była. Troszkę porozmawialiśmy. Przedtem mieliśmy znikomy kontakt. Ona ma 5-letnią córkę i powiedziała, że już musi iść, bo mała powinna iść spać, ale jak chcemy to żebyśmy poszli do niej na drinka. Ja mam bardzo dobre podejście do dzieci i zacząłem sie bawić z małą, a ona nie mogła wyjść z podziwu jakie mam podejście i cierpliwość do dzieci.
Dzień później była na dyskotece ze swoim chłopakiem. W zasadzie to świerzo z nim zerwała, ale pojechali jedną taxi i ja też tam dotarłem w nocy. On się upił i ją uderzył przy tym wszystkim. Miał chore sceny zazdrości. Ja spakowałem ją w taxi i wysłałem do domu. Na drugi dzień napisałem z pytaniem jak się czuje. Ona, że kac po wczorajszej nocy. Powiedziałem, że jestem w pobliżu i mogę jej podrzucić aspirynę i witaminy na co ona się zgodziła. To był wieczór, posiedzieliśmy i pogadaliśmy na chwilę. Potem się urwałem. Później przyszedł wtorek gdy zapytała z rana co u mnie itd. Tak pisaliśmy cały dzień, a wieczorem zaproponowałem byśmy wypili butelkę dobrego wina u niej. Również się zgodziła. Posiedzieliśmy, a na wyjściu ją pocałowałem z dużą wzajemnością. Poprosiła mnie o pare dni, bo chciała zamknąć sprawy z byłym. Po półtorej tygodnia pojechaliśmy razem do Wrocławia na weekend, który nam się udał. Dużo rozmawialiśmy. Coś zaiskrzyło. Po powrocie wylądowaliśmy u mnie w domu w łóżku. zaczęliśmy się traktowac jak para i w zasadzie zamieszkaliśmy razem od początku.
Następny weekend znów zaowocował wspólnymi wyjściami na dyskoteki. Nie należe do osób zazdrosnych więc nie chodziłem za nią krok w krok tylko gadałem ze znajomymi, ona ze swoimi. Był tam koleś który do niej podbijał, a ona cały czas mu odmawiała, ale jak wypiła trochę za dużo to dała mu swój numer. Rano ją o to zapytałem. Przeprosiła mnie bardzo i napisała do tamtego, żeby do niej nie pisał. I tu zaczęły się moje błędy:
Należę do osób zamożnych, ale wydających dużo pieniędzy. W tym momencie akurat miałem końcówkę pieniędzy i czekal, aż mi zejdą z kilku źródeł, a jej nic nie mówiłem. Tak dobrze się dogadywaliśmy, że nie chciałem jej stracić, ale przez tą sytuację rodziło się w mojej głowie pytanie czy, aby kogoś innego ona sobie nie szuka. Kasa nie zeszła w terminie. Ja nic nie mówiłem tylko udawałem, że jest wszystko ok. Minął miesiąc. Świata poza sobą nie widzieliśmy. Powiedziała mi jak bardzo jej na mnie zależy. Więc myślę koniec okłamywania. To był piątek. Na niedziele miałem w planie kolację i, że opowiem jej co jest, ale tego samego wieczoru znów na dyskotece i znów w momencie mocnego upojenia pozwoliła się pocałować koledze, ale zaraz oprzytomniała. Na drugi dzień rozmowa na ten temat. Widziałem, że żałuje i to bardzo, ale myśli na nowo powróciły i dalej ją ze wszystkim oszukiwałem. Żeby było ciekawiej kiedyś przy rozmowie na temat jej przyjaciółki jak byłem wypity skłamałem, że z Nią się kiedyś spotkałem parę razy. Kompletnie nie wiem po co.
Tak minęło znów trochę czasu, wszystko było naprawdę świetnie, ale ona się domyśliła, że coś u mnie nie tak. Pogadaliśmy i powiedziałem co jest, że parę tygodni dłużej muszę poczekać na kasę itd. Wybaczyła mi i powiedziała, żebym więcej nie oszukiwał, że dla niej to nie ważne.
Dwa dni później zapytała swojej przyjaciółki czy to prawda, że się spotykaliśmy i wyszło na jaw kolejne moje kłamstwo. Poprosiła mnie o dwa dni do namysłu i po tych dwóch dniach ze mną zerwała. Ja oczywiście próby przekonywania, prośby, błagania i tak przez tydzień. Wiem, że jeszcze bardziej ją tym wkurzyłem. Prosiła, bym sobie odpuścił, że decyzję już podjęła i jej nie zmieni. Po tygodniu odpuściłem i przeczekałem kolejny w ciszy. Dziś tzn. w wigilię napisalem do niej piękny list i dołączyłem bukiet kwiatów i wysłałem do domu jej rodziców, bo tam spędza święta wraz z córeczką. Napisała do mnie, że dziękuje za kwiaty, są piękne, list przeczytała, ale zdania nie zmieni. Ja cos tam odpisałem i ona na to. Ale dobrze napisałeś ja nie chcę....więc kwiaty itp nic tu nie pomoże. I muszę to napisać żegnam.
Daj mi spokój bo chce żyć po swojemu i swoim życiem. Nas nie ma i nie będzie nigdy.
Jak myślicie co robić. Nie ukrywam, że zależy mi na niej. Dawno z nikim się tak nie dogadywałem i w życiu i w łóżku. Dać sobie już całkiem spokój??