netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Wybrać miłość z "rozsądku", czy czekać na to COŚ ?

5 odpowiedzi2 160 wyświetleńzałożony przez netkobietaaa, 20.11.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Wybrać miłość z "rozsądku", czy czekać na to COŚ ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: Wybrać miłość z "rozsądku", czy czekać na to COŚ ?

Cześć, potrzebuję Waszej opinii na mój temat, bo ja dostaję już na głowę.
Na wstępie napiszę, że mam 20 lat.
Od roku jestem z chłopakiem, dokładnie od października, a wszystko między nami poszło bardzo szybko. Poznaliśmy się na rodzinnej imprezie, na której byłam jako osoba towarzysząca z kolegą, a on jako osoba towarzysząca ze swoją dziewczyną, z którą zerwał kilka dni po weselu. Znaliśmy się może z 3tyg i od razu zaczęliśmy się spotykać. No i jesteśmy tak do dzisiaj, ale.. no właśnie, ALE ! Gdy zaczęłam się z nim spotykać od razu powiedział, że dostanie awans w pracy i będzie musiał za pół roku się przeprowadzić 200km od naszych stron. Ja byłam w klasie maturalnej, kończyłam technikum (w tym roku zaczęłam zaoczne studia), a on jest na trzecim roku studiów, jest 4 lata starszy ode mnie. Wiadomość o jego przeprowadzce.. na początku hm, wie, że się przeprowadza, a mimo to zaczyna tworzyć relacje z dziewczyną "na miejscu" - dziwne. Okazało się, że po mojej maturze ja będę miała dołączyć do niego, byłam na rozmowie z jego kierownikiem. X jest już tam od maja, ja dołączyłam do niego dopiero we wrześniu. Kurczę, to jest tam skomplikowane, że nawet nie wiem, jak mam to Wam przekazać, byście zrozumieli o co mi chodzi. Ja jestem bardzo zżyta ze swoją rodziną, jestem bardzo wesoła, żywiołowa, lubię jak coś się dzieje... i czasami mam wrażenie, że nie dorosłam jeszcze do bycia w związku. Pewnie powiecie - co się dziwić, masz dopiero 20 lat, kawał życia przed Tobą. Miałam wcześniej chłopaka, z którym spotykałam się przez dwa lata, ale to był chory związek, pełen zazdrości z jego strony, ograniczeń, w którym się po prostu wypalałam, ale miał w sobie to COŚ, podobał mi się od dobrych czterech lat, aż w końcu dostałam to, czego chciałam - miałam go i mimo, że sprawiał mi wiele przykrości, ja cały czas chciałam walczyć, mega mi zależało, ale po dwóch latach walczenia z wiatrakami odpuściłam, bo traciłam wiarę w to, że może być dobrze, zmieniłam o sobie zdanie, miałam mega niskie poczucie wartości. Wypaliłam się przez ten związek, zero imprez, zero znajomych, tylko on. I po tych dwóch latach zaczęłam na nowo korzystać z życia, znajomi, jakieś wieczorne spotkania i piwko, wspólne wyjazdy na kręgle, dyskoteki, nad morze - z ręką na sercu 2015 rok był moim najlepszym rokiem! Aż teraz się uśmiecham, jak wspominam wszystko, co się działo. No aż w końcu poznałam Pana X i zaczęłam się z nim spotykać. Fajnie nam się gadało, wesoły chłopak, który przede wszystkim - lubi się bawić, a to jest dla mnie bardzo ważne. Gadka się kleiła, miło spędzaliśmy czas, dba o mnie, kocha nad życie, troszczy się, na każdym kroku pokazuje mi i powtarza, jak wielkie jest jego uczucie. Ale skończyły się wypady ze znajomymi, skończyły się spotkania z koleżankami, zaczęły się spowiedzi, kto gdzie i z kim. Jak gdzieś bym chciała sama wyjść to później zgrzyty... no ale do sedna sprawy. Jestem już z Panem X TUTAJ, 200km od domu, pracujemy, mieszkamy razem, no prowadzimy wspólne życie, ale.. ja nie jestem tutaj w 100% szczęśliwa. I nie jestem pewna, czy to jest ten, z którym chcę spędzić resztę życia. Tak jak wspominałam wcześniej, jestem mega zżyta z rodziną i strasznie za nią tęsknie i za pieskiem big_smile przykro mi się robi, jak rozmawiam np. z mamą, czy bratem, że oni to to tamto i sramto, że są tak w "kupie", że w każdej chwili mogą się zobaczyć, pogadać, gdzieś pojechać, a ja tu nie mam nawet znajomych. I na chwilę obecną mamy być tu na stałe. Wszystko kręci się wokół pracy i czuję się, jakbym miała 40 lat i mnóstwo obowiązków, ale ja mam dopiero 20 lat ! Praca, dom i co dwa tygodnie zjazdy na studiach i tak ciągle. Brakuje mi trochę takiej wolności, takiego spontanu. Przede wszystkim nie wyobrażam sobie, żebym miała tu zostać na stałe. Kiedyś chciałam mieszkać jak najdalej od rodzinnych dom i mieć w nosie wszystko, ale jak już się przekonałam, jak to jest, tak stwierdzam, że właśnie nie wyobrażam sobie mieszkać z dala od rodziny i widywać ich później tylko raz na miesiąc. A z Panem X... nie czuję już tej chemii.. wydaje mi się, że oczarował mnie tym, że jest całkiem inny, niż były, że jest czuły, opiekuńczy, chociaż przez ostatnie dwa miesiące jest między nami sztywno. Nie umiem dokładnie opisać, no. Powiecie pewnie, że skoro mam chłopaka przy sobie, to czego więcej mi potrzeba. Ja wiem, że trzeba będzie w końcu odciąć pępowinę i zacząć swoje życie, ale to jeszcze chyba nie jest ten czas. Ja mam duże problemy ze zdrowiem i z sercem i z kręgosłupem i rodzice bardzo się cieszą, że trafiła się taka szansa i taka dobra praca, bo mam papierkową robotę - siedzę przed biurkiem. Lekarz zabronił mi pracowania w zawodzie sprzedawcy, nie mogę dźwigać, nadwyrężać się, bo to wszystko na moją niekorzyść. Więc rodzice zadowoleni. Ale ja nie za bardzo. Nie wiem, czy to wynika z mojego nastawienia, że sama się zniechęcam, czy na prawdę jest coś nie tak. Dużo razy dochodziło między nami do spiny, bo on nie rozumie, że łączy mnie taka silna więź z rodziną i nie rozumie, jak może mi się tu nie podobać i że jak ja mogę nie chcieć tu być. Raz już miałam kryzys, myślałam, że to przez moje złe nastawienie i próbowaliśmy to wszystko ogarnąć, ale po miesiącu te dziwne myśli znowu mnie nawiedzają.
Nie wiem co o tym wszystkim myśleć?!

2

Odp: Wybrać miłość z "rozsądku", czy czekać na to COŚ ?

Nigdy nie budować na kłamstwie i obłudzie.

3

Odp: Wybrać miłość z "rozsądku", czy czekać na to COŚ ?

Nie odcielas pepowiny. Poprostu.
Ja Ci nic nie doradze, bo ja odciac swoja pepowine musialam w wieku 17lat. Od 8lat juz tak naprawde nie wiem jak to jest miec rodzine blisko siebie... moc pojechac do babci w niedziele na ulubiony obiad, nie byc u niej gosciem...
Ale... albo wezmiesz sie w garsc, zaczniesz sie cieszyc z tego, ze masz taka prace jaka wykonywac mozesz, i znajdziesz jakies pozytywy, albo wykonczysz sie psychicznie widzac za duzo negatywow we wszystkim

4

Odp: Wybrać miłość z "rozsądku", czy czekać na to COŚ ?
netkobietaaa napisał/a:

Cześć, potrzebuję Waszej opinii na mój temat, bo ja dostaję już na głowę.
Na wstępie napiszę, że mam 20 lat.
Od roku jestem z chłopakiem, dokładnie od października, a wszystko między nami poszło bardzo szybko. Poznaliśmy się na rodzinnej imprezie, na której byłam jako osoba towarzysząca z kolegą, a on jako osoba towarzysząca ze swoją dziewczyną, z którą zerwał kilka dni po weselu. Znaliśmy się może z 3tyg i od razu zaczęliśmy się spotykać. No i jesteśmy tak do dzisiaj, ale.. no właśnie, ALE ! Gdy zaczęłam się z nim spotykać od razu powiedział, że dostanie awans w pracy i będzie musiał za pół roku się przeprowadzić 200km od naszych stron. Ja byłam w klasie maturalnej, kończyłam technikum (w tym roku zaczęłam zaoczne studia), a on jest na trzecim roku studiów, jest 4 lata starszy ode mnie. Wiadomość o jego przeprowadzce.. na początku hm, wie, że się przeprowadza, a mimo to zaczyna tworzyć relacje z dziewczyną "na miejscu" - dziwne. Okazało się, że po mojej maturze ja będę miała dołączyć do niego, byłam na rozmowie z jego kierownikiem. X jest już tam od maja, ja dołączyłam do niego dopiero we wrześniu. Kurczę, to jest tam skomplikowane, że nawet nie wiem, jak mam to Wam przekazać, byście zrozumieli o co mi chodzi. Ja jestem bardzo zżyta ze swoją rodziną, jestem bardzo wesoła, żywiołowa, lubię jak coś się dzieje... i czasami mam wrażenie, że nie dorosłam jeszcze do bycia w związku. Pewnie powiecie - co się dziwić, masz dopiero 20 lat, kawał życia przed Tobą. Miałam wcześniej chłopaka, z którym spotykałam się przez dwa lata, ale to był chory związek, pełen zazdrości z jego strony, ograniczeń, w którym się po prostu wypalałam, ale miał w sobie to COŚ, podobał mi się od dobrych czterech lat, aż w końcu dostałam to, czego chciałam - miałam go i mimo, że sprawiał mi wiele przykrości, ja cały czas chciałam walczyć, mega mi zależało, ale po dwóch latach walczenia z wiatrakami odpuściłam, bo traciłam wiarę w to, że może być dobrze, zmieniłam o sobie zdanie, miałam mega niskie poczucie wartości. Wypaliłam się przez ten związek, zero imprez, zero znajomych, tylko on. I po tych dwóch latach zaczęłam na nowo korzystać z życia, znajomi, jakieś wieczorne spotkania i piwko, wspólne wyjazdy na kręgle, dyskoteki, nad morze - z ręką na sercu 2015 rok był moim najlepszym rokiem! Aż teraz się uśmiecham, jak wspominam wszystko, co się działo. No aż w końcu poznałam Pana X i zaczęłam się z nim spotykać. Fajnie nam się gadało, wesoły chłopak, który przede wszystkim - lubi się bawić, a to jest dla mnie bardzo ważne. Gadka się kleiła, miło spędzaliśmy czas, dba o mnie, kocha nad życie, troszczy się, na każdym kroku pokazuje mi i powtarza, jak wielkie jest jego uczucie. Ale skończyły się wypady ze znajomymi, skończyły się spotkania z koleżankami, zaczęły się spowiedzi, kto gdzie i z kim. Jak gdzieś bym chciała sama wyjść to później zgrzyty... no ale do sedna sprawy. Jestem już z Panem X TUTAJ, 200km od domu, pracujemy, mieszkamy razem, no prowadzimy wspólne życie, ale.. ja nie jestem tutaj w 100% szczęśliwa. I nie jestem pewna, czy to jest ten, z którym chcę spędzić resztę życia. Tak jak wspominałam wcześniej, jestem mega zżyta z rodziną i strasznie za nią tęsknie i za pieskiem big_smile przykro mi się robi, jak rozmawiam np. z mamą, czy bratem, że oni to to tamto i sramto, że są tak w "kupie", że w każdej chwili mogą się zobaczyć, pogadać, gdzieś pojechać, a ja tu nie mam nawet znajomych. I na chwilę obecną mamy być tu na stałe. Wszystko kręci się wokół pracy i czuję się, jakbym miała 40 lat i mnóstwo obowiązków, ale ja mam dopiero 20 lat ! Praca, dom i co dwa tygodnie zjazdy na studiach i tak ciągle. Brakuje mi trochę takiej wolności, takiego spontanu. Przede wszystkim nie wyobrażam sobie, żebym miała tu zostać na stałe. Kiedyś chciałam mieszkać jak najdalej od rodzinnych dom i mieć w nosie wszystko, ale jak już się przekonałam, jak to jest, tak stwierdzam, że właśnie nie wyobrażam sobie mieszkać z dala od rodziny i widywać ich później tylko raz na miesiąc. A z Panem X... nie czuję już tej chemii.. wydaje mi się, że oczarował mnie tym, że jest całkiem inny, niż były, że jest czuły, opiekuńczy, chociaż przez ostatnie dwa miesiące jest między nami sztywno. Nie umiem dokładnie opisać, no. Powiecie pewnie, że skoro mam chłopaka przy sobie, to czego więcej mi potrzeba. Ja wiem, że trzeba będzie w końcu odciąć pępowinę i zacząć swoje życie, ale to jeszcze chyba nie jest ten czas. Ja mam duże problemy ze zdrowiem i z sercem i z kręgosłupem i rodzice bardzo się cieszą, że trafiła się taka szansa i taka dobra praca, bo mam papierkową robotę - siedzę przed biurkiem. Lekarz zabronił mi pracowania w zawodzie sprzedawcy, nie mogę dźwigać, nadwyrężać się, bo to wszystko na moją niekorzyść. Więc rodzice zadowoleni. Ale ja nie za bardzo. Nie wiem, czy to wynika z mojego nastawienia, że sama się zniechęcam, czy na prawdę jest coś nie tak. Dużo razy dochodziło między nami do spiny, bo on nie rozumie, że łączy mnie taka silna więź z rodziną i nie rozumie, jak może mi się tu nie podobać i że jak ja mogę nie chcieć tu być. Raz już miałam kryzys, myślałam, że to przez moje złe nastawienie i próbowaliśmy to wszystko ogarnąć, ale po miesiącu te dziwne myśli znowu mnie nawiedzają.
Nie wiem co o tym wszystkim myśleć?!

no witaj dziecko w DOROSŁYM ZYCIU ono wlasnie tak wygląda,ze trzeba ponosić KONSEKWENCJE SWOICH WYBOROW ,masz prace,jak piszesz biurowa ,mimo nikłego wyksztalcenia,chlopaka,dorosle życie ,a jeczysz za mamcia jak mala.  dziewczynka...
weszlas wlasnie w doroslosc i uwaga ,uwaga cofnąć sie nie da bo to droga w jedna strone

5

Odp: Wybrać miłość z "rozsądku", czy czekać na to COŚ ?

Bądź szczera wobec siebie i tego chłopaka. Po co jesteś z kimś z kim nie jesteś szczęśliwa i kogo nie kochasz?

6

Odp: Wybrać miłość z "rozsądku", czy czekać na to COŚ ?

Masz 20 lat i to że nie zalazłaś jeszcze tego "czegoś", nie jest dramatem. Dramatem będzie, jak dasz nadzieję osobie której nie kochasz, okłamiesz, skrzywdzisz, wykorzystasz. To będzie dramat. I dla Ciebie i dla niego. Już zaczęłaś to robić, teraz kwestia tego czy dla własnej wygody pociągniesz to dalej.
Bardzo mądre zdanie napisała LUSILJU "weszlas wlasnie w doroslosc i uwaga ,uwaga cofnąć sie nie da bo to droga w jedna strone".

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Wybrać miłość z "rozsądku", czy czekać na to COŚ ?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026