związek z rozsądku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » związek z rozsądku

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 88 ]

Temat: związek z rozsądku

Hej! Co myślicie o takim związku z rozsądku? Przeszło pół roku temu poznałam pewnego chłopaka, zaprzyjaźnilismy się i złapalismy świetny kontakt, ale ja go wrzuciłam do szufladki 'friend zone'. Domyślałam się, że mogę się mu podobać, ale nie dopuszczałam tej myśli, że nasza relacja mogłaby wykroczyć poza margines przyjaźni i mieć charakter romantyczny. Przez te pół roku zbliżyliśmy się bardzo do siebie, chociaż nasza relacja opierała się głównie na komunikatorach, gdyż wyprowadziłam się na pewien czas z Polski. W międzyczasie zaczęło mi się zmieniać postrzeganie jego i naszej relacji, a po powrocie do kraju jakoś tak wyszło, że zostaliśmy parą. Mimo, że byłam bardzo niepewna tego, to właściwie określiliśmy naszą relację mianem związku.
To super człowiek, uczuciowy, dobry, kochany, uczynny, empatyczny, kulturalny i bardzo zaangażowany w naszą relację. Stawia moje potrzeby ponad wszystko inne. Ponadto dobrze rokuje życiowo na przyszłość. Wiem, że mu zależy. I tu pojawia się problem, bo mam wrażenie, że weszłam w ten związek z racjonalnych powodów, którymi w zasadzie są jego cechy charakteru i chęć poczucia stabilizacji. Bo niestety cytując współczesnego klasyka: "nie ma fal, nie ma fal". Czuję ogromne pokłady ciepła i sympatii względem niego.  Czułość, pocałunki, seks - również wszystko jest i napewno nie są one wymuszone. Poza tym już zaczęło się pomieszkiwanie u siebie. Może trochę szybko, ale mieszkamy rzut beretem od siebie i czasem zostajemy u siebie na noc. Są sytuacje, w których trochę baranieje ze swoim myśleniem, np gdy on mówi, że tęskni, a ja tego nie czuję. Nie przechodzą mi te słowa przez gardło. Poza tym nie ma motylków, szału emocji, endorfin itp. Jest po prostu...stabilnie. Czuję się jakbym była już z nim z 10 lat :)
Domyślam się, że mogłam wejść w tę relację głównie dlatego, że czuję się przy nim dobrze i mamy jakąś płaszczyznę porozumienia. Ja jestem sama już 5 lat nie licząc marnych prób budowania stałej relacji. W między czasie m.in. fatalnie się zakochałam w mężczyźnie, który brutalnie zerwał ze mną znajomość, a ja to potem odchorowywałam przez rok czy też wpakowałam się w prawie roczną, toksyczną relację, w której doznałam dość mocnej karuzeli emocjonalnej. Obecnego partnera (?) nie chcę skrzywdzić, wie o moich obawach, które wynikały początkowo głównie z różnicy wizji na przyszłość i stylów życia, a teraz dodatkowo dochodzą moje obawy o to, że nie ma TEGO CZEGOŚ i boję się, że to się za jakiś czas rozleci. Poza tym on się zaczyna dla mnie zmieniać, ja na nim niczego nie wymuszam, bo nie chce by robił cokolwiek wbrew sobie i ciagle mu to wbijam do głowy.
Ogólnie nie wiem jak na to patrzeć, czy się za bardzo przejmuje i analizuje? Czy robię jednak słusznie rozkładając sytuacje na czynniki pierwsze i powinnam się z tego wyplątać? Znajomi mówią bym przestała wybiegać na x czasu do przodu i bym się skupiła na tu i teraz, a czas pokaże, ale nie odpowiada mi do końca taki stan rzeczy i rozkładam ręce.
Help.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: związek z rozsądku

chyba sama sobie odpowiedziałaś w ostatnim zdaniu.

3

Odp: związek z rozsądku

Napiszę Ci z punktu widzenia mojego małżeństwa (15 lat) i związku (kilka lat dłużej).
Na początku była miłość (z mojej strony większe zaangażowanie, niż ze strony męża), po kilku latach uczucie się skończyło, a kolejne konflikty i kryzysy byliśmy w stanie przetrwać dzięki temu, że każde z nas powiedziało sobie "chcę być z tą drugą osobą" i dla tego, że jesteśmy przyjaciółmi/partnerami. Po drodze każdemu z nas zdarzały się zauroczenia i przelotne fascynacje. Ale nie poddawaliśmy im się, bo wybraliśmy siebie nawzajem.

Mój staż małżeński jest jeszcze krótki, znam małżeństwa, które są ze sobą ponad pół wieku. I nie jest to w przypadku tych ludzi wielka miłość, a wzajemny szacunek i przyjaźń.

4 Ostatnio edytowany przez serdeczna (2019-02-08 09:02:29)

Odp: związek z rozsądku

A ja jestem tak skonstruowana, że nie potrafiłabym stworzyć związku i zaangażować się w niego w pełni z kimś kto nie byłby tą miłością. Przyjaźń to przyjaźń, jak dla mnie mega platoniczne uczucie bez cienia erotyzmu. Mam na myśli też seks bez zobowiązań, bo dla mnie taka relacja z kolei to po prostu seks, znajomość ale nigdy przyjaźń taka prawdziwa.

Może niektórzy z was się zdziwią, ale wolę być sama i na starość także niż być w związku bez chociażby tej początkowej miłości, zauroczenia, zakochania, bo inaczej chyba bym zwiędła jak niepodlewany kwiat. I choć motylki owszem przemijają to jednak inaczej postrzegamy kogoś z kim te motylki były i nas przyciągnęły do siebie a inaczej kogoś z kim ich nie było i nie ma później, bo to tak jakby związać się z bratem. To że ktoś jest dobry, miły, pomocny, to jeszcze nie powód żeby się z nim wiązać i próbować tworzyć intymną relację, trzeba jeszcze iskry, uczucia... Są tacy którzy potrafią bez tego, ja nie potrafię.

Dla przykładu podam, że byłam w relacjach z mężczyznami, na których mi zależało, czułam rodzące się we mnie uczucie, oni spotykali się ze mną, spędzali czas, uprawialiśmy sex, ale po jakimś czasie twierdzili, że choć jestem seksowna, dobra, to nie wystarczyło im to żeby się związać bo też nie czuli iskry, lub ta iskra z czasem się ulotniła, ale najwyraźniej nie chceli tkwić w relacji bez "tego czegoś", nawet jeśli było im ze mną dobrze na co dzień i w łóżku. Czasem to boli ale to rozumiem, bo sama tak mam. Nigdy nie dałam szansy meżczyźnie, z którym od początku wiedziałam że być nie chcę, bo np. nie jest w moim typie, nie podoba mi się jego charakter czy wygląd. Nigdy bym się do niczego nie zmuszała, ani nie chciałabym zmuszać kogoś do bycia ze mną. Ale nawet gdyby bycie razem nie polegało na zmuszaniu się ale braku tej chemii, tego zakochania, to dla mnie i tak byłoby to za mało, bo wiem że stać mnie na coś dużo lepszego, a poza tym to chyba nie jest satysfakcjonujące iść przez życie z kimś dla kogo nie jesteś miłością.

Byłam w zwiazku, w którym chłopak mnie nie kochał ale mówił, że darzy przyjaźnią. I że jemu to wystarcza, bo on już był zakochany, ale tamta jego ukochana go nie chciała. W takiej sytuacji czułam się jak marna nagroda pocieszenia, to rodziło we mnie tylko kompleksy, bo ta jego "przyjaźń" mi nie wystarczała. Więc stanowczo odradzam takie związki. Wychodzę z założenia że lepiej być samą niż być z byle kim, byleby być w parze.

"Istnieje tylko jedna osoba, która kiedykolwiek może uczynić Cię szczęśliwym i tą osobą jesteś Ty"

5

Odp: związek z rozsądku

Wg mnie w ogóle nie ma sensu wchodzić w takie związki. Może potrzebujesz bliskości, ale to jest strasznie nie fair w stosunku do tego chłopaka. On pewnie wszystko odbiera zupełnie inaczej, myśli, że jest wzajemność, a tak naprawdę nie ma. Skoro uważasz go za dobrego człowieka to jest materiał na przyjaciela a nie na partnera.
Z drugiej strony Ty na dłuższą metę też pewnie nie czułabyś się szczęśliwa, może na początku. Potem pewnie zaczęłabyś chcieć czegoś więcej, emocji i miłosci.

6

Odp: związek z rozsądku

Zanim skreślisz relację, powiem tak:
Emocje w związkach są bardzo ważne i dobrze zidentyfikowałaś czynnik tęsknoty za  kimś- jako wyznacznik.
Relacje zaczynają się różnie- zwykle od jakiegoś Bum! i wtedy nie ma takich wątpliwości jak twoja- ale bywają też takie, gdzie bum na początku nie ma, a potem przychodzi może nie bum, ale zauroczenie i właśnie ta tęsknota. Mam i takie i takie doświadczenie .
Aby do tego punktu dojść- związek  musi się rozwijać. Jeśli on stanie w miejscu, to znaczy że takiego potencjału nie ma.
Pytanie, jak to u Was wygląda? Czy szukacie nowych płaszczyzn w życiu, wasza relacja pogłębia się, odkrywacie się na siebie w różnych dziedzinach, czy gdzieś stanęła?

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

7

Odp: związek z rozsądku
marsylia napisał/a:

Są sytuacje, w których trochę baranieje ze swoim myśleniem, np gdy on mówi, że tęskni, a ja tego nie czuję. Nie przechodzą mi te słowa przez gardło. Poza tym nie ma motylków, szału emocji, endorfin itp. Jest po prostu...stabilnie. Czuję się jakbym była już z nim z 10 lat :)

Nie czujesz tęsknoty bo on nie daje Ci zatęsknić. On tak bardzo spragniony bliskości zawsze zatęskni szybciej niż Ty. Pokaż mu że nie potrzebujesz aż tak dużej troski z jego strony.

Moim zdaniem związki oparte na wielkich emocjach są przereklamowane. Są wielkie uniesienia i wielkie doły wywołane niekoniecznie przez obiekt westchnień tylko przez nas samych przypisując duży ładunek emocjonalny czynom partnera. Motylki przestają latać w brzuchu i takie związki rozpadają się z hukiem.  Nagle się okazuje że ukochany partner zwyczajnie irytuje.

Przez tysiące lat ludzie wiązali się z sobą z rozsądku. Partnera wybierała rodzina . Takie związki miały jedną zaletę były trwałe. Teraz ludzie pobierają się z powodów emocji i niewiele z tego wynika bo liczba rozwodów nigdy nie była tak duża.

Brak Ci w tym związku emocji ale nie jesteś bezwolną istota co nie ma wpływu na swoje życie. Naucz swojego partnera jak ma wzbudzić w Tobie emocje powiedz czego oczekujesz. Jak nic nie wymyśli to przecież zawsze możecie te emocje wywołać np jadąc na wyprawę , uprawiając wspólnie jakiś ekstremalny sport np skakać na spadochronie. Albo idź z nim do klubu i każ mu tańczyć z innymi a sama się przyglądaj.

8

Odp: związek z rozsądku
Ela210 napisał/a:

Zanim skreślisz relację, powiem tak:
Emocje w związkach są bardzo ważne i dobrze zidentyfikowałaś czynnik tęsknoty za  kimś- jako wyznacznik.
Relacje zaczynają się różnie- zwykle od jakiegoś Bum! i wtedy nie ma takich wątpliwości jak twoja- ale bywają też takie, gdzie bum na początku nie ma, a potem przychodzi może nie bum, ale zauroczenie i właśnie ta tęsknota. Mam i takie i takie doświadczenie .
?

A bywa, że Bum nadchodzi, ale jest skierowane całkiem do innej osoby. Pół biedy, jak to jest dość świeży związek, ale jak już jest po ślubie, sytuacja robi się niefajna :(
Przypomniała mi się jedna koleżanka. Była w "związku " z facetem, gdzie on właśnie nie czuł tego Bum, ale dobrze się dogadywali, przyjaźnili ze sobą, spotykali itak dalej i tak dalej, ale z jego strony fajerwrków nigdy nie było. Po czym pewnego dnia poznał on dziewczynę, rzucił tą moją koleżankę niemal natychmiast ( po ponad 2latach chodzenia ze sobą). Za pół roku oświadczył się, a w rok po poznaniu tej drugiej wziął z nią ślub. Od tamtego czasu minęło bo ja wiem z 10 czy 12 lat, z tego co mi wiadomo, żyją i mają się dobrze. Koleżanka natomiast wiem, że obecnie jest nadal sama. Na siłę związku nie zbudujesz.
Ogólnie znam parę historii, gdzie para chodziła ze sobą i chodziła i tak naprawdę jakiś planów nigdy nie było (co do przyszłości) i nagle on lub ona poznał kogoś z zewnątrz, a dalej wszystko poleciało ekspresowo, nowy związek, zaręczyny, potem ślub, u niektórych dzieci (inni nie chcieli) i tak to wygląda.

gg 48623644

9

Odp: związek z rozsądku

Ja mam takie przekonanie, ze jeśli się do czegos trzeba przykonywac, to najczęściej oznacza, ze jednak to nie to. Czegos Ci u tego chłopaka brakuje, i nie oszukasz się na dluzszą mete.

?

10

Odp: związek z rozsądku

Zgadzam się z przedmówczynią. Poza tym - jeśli wejście w relacje zaczyna się od chłodnych kalkulacji i potem zastanawia, czy właściwe uczucie się pojawi, to to nie jest dobra droga.

11

Odp: związek z rozsądku

U mnie się taki związek nie sprawdził. Przygoda okej ale ślubu bym nie wzięła. Tylko raz byłam w takim związku i pierwszy raz doświadczyłam, że przyjaźń z byłym jest możliwa :P Myślę, że było warto.
No ale to mój przypadek. Jak będzie w Twoim to czas pokaże.

12

Odp: związek z rozsądku

tak Rossanko :) dlatego jak nie ma bum przed ślubem, to należy dać sobie spokój. Nie czekać latami.
No chyba  że pogodzić się, nie oczekiwać-  na boki nie rozgladać.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

13

Odp: związek z rozsądku
Ela210 napisał/a:

tak Rossanko :) dlatego jak nie ma bum przed ślubem, to należy dać sobie spokój. Nie czekać latami.
No chyba  że pogodzić się, nie oczekiwać-  na boki nie rozgladać.

Właśnie o to mi chodziło. Można trochę poczekać, parę tygodni znajomości, albo miesiąc, dwa, a jak nic z tego to nic z tego.  A potem po latach płącz, bo pojawił się ktoś inny, a mąż był tylko z rozsądku, bo lata leciały, rodzinie odpowiadał, a w sumie nie można mieć wszystkiego...

gg 48623644

14 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-02-08 18:06:39)

Odp: związek z rozsądku
Krzyś321 napisał/a:

Zgadzam się z przedmówczynią. Poza tym - jeśli wejście w relacje zaczyna się od chłodnych kalkulacji i potem zastanawia, czy właściwe uczucie się pojawi, to to nie jest dobra droga.

Brak wielkiego "Bum" i wejście w taki związek nie musi być chłodną kalkulacją.
Pomiędzy tym "Bum" a "związkiem z rozsądku" jest pewna przestrzeń, w której jak najbardziej może być miejsce dla uczuć - niekoniecznie tych największych, szalonych i powodujących, że traci się świat z oczu. I związek, który nie zaczął się od tego szaleństwa, a nawet w którym ono nigdy się nie pojawiło, nie musi być złym związkiem, czy też wykalkulowanym. Zdarza się, szczególnie w sytuacjach, kiedy wszystko zaczyna się od przyjaźni, że etap "motyli" zostaje przeskoczony i od razu pojawiają się dojrzalsze, acz spokojniejsze uczucia - może właśnie miłość, a nie tylko zakochanie, zauroczenie? Tylko, że my mamy pewne wyobrażenia o tym, jak związek powinien się zacząć, jak rozwijać, co powinniśmy czuć. Kiedy toczy się to inaczej, coś nam nie pasuje.
I właśnie pytanie, na ile nie pasuje i czy obie strony potrafią to zaakceptować i świadomie wybrać siebie, mimo wrażenia, że mogłoby być więcej, mocniej, lepiej. Czy sobie naprawdę wystarczają, czy tylko próbują się o tym przekonać.
Jeżeli tak, jeśli to jest szczere i ostateczne, to problemu nie ma.
Gorzej, kiedy wchodzą w taki związek z nastawieniem, że oto zaklepali sobie jakąś opcję na wypadek, gdyby już nie spotkali kogoś, do kogo poczują więcej, a kiedy pojawi się "szaleństwo", to po prostu zostawią obecnego partnera. To jest wyrachowanie.

/Każdy może na ciebie spojrzeć, lecz spotkanie kogoś, kto widzi ten sam świat co ty, jest zjawiskiem dość rzadkim./

15

Odp: związek z rozsądku
niepodobna napisał/a:

I właśnie pytanie, na ile nie pasuje i czy obie strony potrafią to zaakceptować i świadomie wybrać siebie, mimo wrażenia, że mogłoby być więcej, mocniej, lepiej. Czy sobie naprawdę wystarczają, czy tylko próbują się o tym przekonać.


W jakim sensie "więcej, mocniej, lepiej"? Zazwyczaj mało kto otwiera na początku całego siebie, a wręcz powinno nas to zaniepokoić, gdy tak się dzieje. Dużo też zależy, jakich cech u danej osoby się poszukuje, jednak tym "kurkiem", od którego zależy, ile z tego człowieka wypływa jego osobowości jest temperament, ale to już cecha zaliczająca się do tych bliższych cechom zewnętrznym - trudnym do zmiany, a w skutkach widoczne na ogół na pierwszy rzut oka.

16

Odp: związek z rozsądku

Jeśli tego chcesz i wiesz sama, że z tą drugą osobą wszystko gra i jest jakoś tam w Twoim typie, to uczucie się pojawi. Wchodzenie w związki przez motylki w brzuchu  - czyli popęd seksualny - zbyt racjonalne nie jest generalnie, chociaż wiadomo, że taki model dominuje.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet, nie zapomnij bicza!

17 Ostatnio edytowany przez prudencja (2019-02-08 21:10:23)

Odp: związek z rozsądku

Gorzej jak kiedyś jednak pojawi się taki od motylków. I kolejna drama na scenie.

18

Odp: związek z rozsądku

Pojawi się jeśli na to pozwolisz i tego chcesz. Równie dobrze możesz mieć takiego od motylków i pojawi się następny. Poza tym motylki trwają raczej krótko. To nie przypadek, to nie siła wyższa, to zwykła rozwiązłość.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet, nie zapomnij bicza!

19

Odp: związek z rozsądku
Burzowy napisał/a:

Jeśli tego chcesz i wiesz sama, że z tą drugą osobą wszystko gra i jest jakoś tam w Twoim typie, to uczucie się pojawi. Wchodzenie w związki przez motylki w brzuchu  - czyli popęd seksualny - zbyt racjonalne nie jest generalnie, chociaż wiadomo, że taki model dominuje.

Szczerze umiałbyś być z kobietą, którą lubisz, przyjaźnisz się, macie wspólne poglądy, zainteresowania, nigdy się nie kłócicie, ale w sumie nic więcej do niej poza przyjaźnią nie czujesz?
Mi to się kojarzy z takimi związkami z wyrachowania : wyjdę zaniego za mąż, bo się nie kłócimy, obydwoje jesteśmy religijni, on trochę zarabia i przy nim nie zginę, poza tym nie ma co przebierać może nikt inny się nie trafi.

gg 48623644

20

Odp: związek z rozsądku
Burzowy napisał/a:

Pojawi się jeśli na to pozwolisz i tego chcesz.ć.

Przechodziłam to parę razy w życiu ( a zauważcie na mój słuszny wiek 41lat). Nigdy się nie pojawiło. Na dodatek straciłam tylko czas. A i druga strona miała pretensję (i słusznie), że "czemu jak nic do mnie nie czułaś dawałaś mi nadzieję?" - i masz babo placek. Ale doświadczenie przychodzi z wiekiem i już od lat się w to nie bawię.

gg 48623644

21 Ostatnio edytowany przez Burzowy (2019-02-08 21:21:25)

Odp: związek z rozsądku

Tak zrobiłem i bardzo szybko się zakochałem. Wiedziałem, że po wcześniejszych super znajomościach jestem dosyć zamknięty na nowe, ale to będzie "to". No i tak było. Kobietom może być ciężej to sobie wyobrazić, bo Wy bardziej wszystko opieracie o seksualność i to dla Was ważniejsza sfera, dlatego szukacie tego "bum", ale to wszystko przyszło dość szybko.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet, nie zapomnij bicza!

22

Odp: związek z rozsądku
Burzowy napisał/a:

Tak zrobiłem i bardzo szybko się zakochałem. Wiedziałem, że po wcześniejszych super znajomościach jestem dosyć zamknięty na nowe, ale to będzie "to". No i tak było. Kobietom może być ciężej to sobie wyobrazić, bo Wy bardziej wszystko opieracie o seksualność i to dla Was ważniejsza sfera, dlatego szukacie tego "bum", ale to wszystko przyszło dość szybko.

A ja tak zrobiłam i nie raz i nie dwa i nie trzy. Nawet więcej niż cztery. I nie trwało to tydzień tylko powiedzmy parę miesięcy. Bum jak nie było tak nie było.
I co Pan na to Panie Burzowy :D
ps, rozumiem, że u Ciebie tak mogło być, ale jakby jednak to Bum nie nadeszło? Jak byś się zmusił?

gg 48623644

23 Ostatnio edytowany przez Burzowy (2019-02-08 21:39:09)

Odp: związek z rozsądku

Różnica myślę była w tym, że ja się nie zmuszałem, ja tego chciałem i byłem pewien moich emocji i tego jak wszystko zadziała. To była osobą, z którą się dogadywałem tak dobrze jak z żadną inną. Gdybym miał to robić zaraz z 3 kolejnymi, to pewnie nie przejdzie. Obstawiam też, że niestety rossanko, ale głównie oczekiwałaś, tak po kobiecemu. No i pewnie to przeszkodziło.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet, nie zapomnij bicza!

24

Odp: związek z rozsądku
Burzowy napisał/a:

Różnica myślę była w tym, że ja się nie zmuszałem, ja tego chciałem i byłem pewien moich emocji i tego jak wszystko zadziała. To była osobą, z którą się dogadywałem tak dobrze jak z żadną inną. Gdybym miał to robić zaraz z 3 kolejnymi, to pewnie nie przejdzie. Obstawiam też, że niestety rossanko, ale głównie oczekiwałaś, tak po kobiecemu. No i pewnie to przeszkodziło.

No widzisz, ja też byłam pewna swoich emocji,i wiedziałam, że to nie to.

gg 48623644

25

Odp: związek z rozsądku

Bo albo umiesz się zachwycać człowiekiem, albo wyszukujesz w nim wad. :)
Lepiej to pierwsze zdecydowanie.. Choćby i kiedyś padło- to warto :)

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

26 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-02-08 22:14:03)

Odp: związek z rozsądku

Bum i fajerwerki źle mi się kojarzą. Z czymś, co prędzej się kończy niż zaczyna. Wolałabym spokojne, bezpieczne uczucie - właśnie takie ciepłe i stabilne. Jeśli pan jest oprócz zalet charakteru pociągający fizycznie, czuję się przy nim pozytywnie, to mnie to satysfakcjonuje.

27

Odp: związek z rozsądku
Piegowata'76 napisał/a:

Bum i fajerwerki źle mi się kojarzą. Z czymś, co prędzej się kończy niż zaczyna. Wolałabym spokojne, bezpieczne uczucie - właśnie takie ciepłe i stabilne. Jeśli pan jest oprócz zalet charakteru pociągający fizycznie, czuję się przy nim pozytywnie, to mnie to satysfakcjonuje.
Niedawno byłam na takim spotkaniu, które oceniam jako bardzo udane. Tak właśnie chciałabym zacząć znajomość. Tyle tylko że pan zupełnie mi się nie podobał z wyglądu, wię skończyło się na przyjaźni.

No i sama widzisz. Num nie było, czyli pociągu nie było i nici z tego wyszły. Bum nie musi być przy pierwszym spotkaniu ani nawet po drugim. Ale jak w przeciągu pół roku nic się nie zmienia to chyba lepiej dać sobie spokój.

gg 48623644

28 Ostatnio edytowany przez serdeczna (2019-02-08 22:19:52)

Odp: związek z rozsądku
Burzowy napisał/a:

Tak zrobiłem i bardzo szybko się zakochałem. Wiedziałem, że po wcześniejszych super znajomościach jestem dosyć zamknięty na nowe, ale to będzie "to". No i tak było. Kobietom może być ciężej to sobie wyobrazić, bo Wy bardziej wszystko opieracie o seksualność i to dla Was ważniejsza sfera, dlatego szukacie tego "bum", ale to wszystko przyszło dość szybko.

Burzowy, piszesz że zaryzykowałeś i się zakochałes - czyli jednak pyknęko, więc to zupełnie inna sytuacja. Co innego nie być nigdy zakochanym w tej osobie z którą się jest, a co innego dać szansę na relację i zakochać się z czasem.

Znów przytoczę przykład mojego byłego związku, chłopak się nie zakochał pomimo 2 lat spędzonych razem, ale deklarował że chce być ze mną z przyjaźni, i też dogadywaliśmy się w innym sferach życia jak nigdy, bo wiele nas łączyło. ty się jednak zakochałes, on by takiego określenia w stosunku do mnie nie użył "zakochakem się w niej" tylko "bardzo ją lubię". I wątpię żeby z biegiem czasu, nagle poczuł że się zakochał.

Ja myślę że wiele osób trochę źle to wszystko interpretuje, bo nie chodzi przecież o to by od pierwszego wejrzenia wybuchła namiętność i miłość po grób, bo chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę że uczucie u każdego z nas przychodzi z czasem, ważne tylko żeby ten czas nie trwał nie wiadomo jak długo, albo żeby się w ogóle nie pojawił. Bo nie ma to jak związek, w którym uczucie nawet po 10 latach się nie pojawia, jest tylko i wyłącznie przyjaźń od początku a taki związek trwa, podczas gdy ludzie w nim tkwiący marzą o wielkim uczuciu, które ich de facto nie łączy.

Czym innym jest nie kochać partnera w ogóle od poczatku, a czym innym danie szansy na przyjście tego uczucia z osobą rokującą ku temu.

Też wybierałam do relacji mężczyzn, którzy mi się podobali, ale nie czułam wielkiego bum, ono przychodziło z czasem, miesiąc po miesiącu, bo wiedziałam od początku  że szanse duże są. Chyba raz w życiu oszalałam na czyims punkcie od razu, z marszu, wystarczył mi jego widok. Ale i tak prawdziwe uczucie się buduje a nie zastaje zbudowane i gotowe.

"Istnieje tylko jedna osoba, która kiedykolwiek może uczynić Cię szczęśliwym i tą osobą jesteś Ty"

29

Odp: związek z rozsądku

Ross, to chyba źle zrozumiałam "bum". Tobie chodziło o poczucie, że to jest to, a mnie się skojarzyło z jakimś szalonym porywem. Szaleństwa i piorunów z jasnego nie ba nie chcę.

30 Ostatnio edytowany przez serdeczna (2019-02-08 22:21:39)

Odp: związek z rozsądku
Piegowata'76 napisał/a:

Ross, to chyba źle zrozumiałam "bum". Tobie chodziło o poczucie, że to jest to, a mnie się skojarzyło z jakimś szalonym porywem. Szaleństwa i piorunów z jasnego nie ba nie chcę.

To ja chyba też coś źle rozumiem. Wielkie bum z jasnego nieba, to raczej marny fundament do związku, raczej nasza projekcja umysłowa i wewnętrzne wchodzenie w rolę Romea i Julii, które ma się nijak do rzeczywistości. Też tak to zinterpretowałam.

"Istnieje tylko jedna osoba, która kiedykolwiek może uczynić Cię szczęśliwym i tą osobą jesteś Ty"

31 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-02-08 22:23:50)

Odp: związek z rozsądku
serdeczna napisał/a:
Burzowy napisał/a:

Tak zrobiłem i bardzo szybko się zakochałem. Wiedziałem, że po wcześniejszych super znajomościach jestem dosyć zamknięty na nowe, ale to będzie "to". No i tak było. Kobietom może być ciężej to sobie wyobrazić, bo Wy bardziej wszystko opieracie o seksualność i to dla Was ważniejsza sfera, dlatego szukacie tego "bum", ale to wszystko przyszło dość szybko.

Burzowy, piszesz że zaryzykowałeś i się zakochałes - czyli jednak pyknęko, więc to zupełnie inna sytuacja. Co innego nie być nigdy zakochanym w tej osobie z którą się jest, a co innego dać szansę na relację i zakochać się z czasem.

Znów przytoczę przykład mojego byłego związku, chłopak się nie zakochał pomimo 2 lat spędzonych razem, ale deklarował że chce być ze mną z przyjaźni, i też dogadywaliśmy się w innym sferach życia jak nigdy, bo wiele nas łączyło. ty się jednak zakochałes, on by takiego określenia w stosunku do mnie nie użył "zakochakem się w niej" tylko "bardzo ją lubię". I wątpię żeby z biegiem czasu, nagle poczuł że się zakochał.

Ja myślę że wiele osób trochę źle to wszystko interpretuje, bo nie chodzi przecież o to by od pierwszego wejrzenia wybuchła namiętność i miłość po grób, bo chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę że uczucie u każdego z nas przychodzi z czasem, ważne tylko żeby ten czas nie trwał nie wiadomo jak długo, albo żeby się w ogóle nie pojawił. Bo nie ma to jak związek, w którym uczucie nawet po 10 latach się nie pojawia, jest tylko i wyłącznie przyjaźń od początku a taki związek trwa, podczas gdy ludzie w nim tkwiący marzą o wielkim uczuciu, które ich de facto nie łączy.

Czym innym jest nie kochać partnera w ogóle od poczatku, a czym innym danie szansy na przyjście tego uczucia z osobą rokujące do tego.

Też wybierałam do relacji mężczyzn, którzy mi się podobali, ale nie czułam wielkiego bum, ono przychodziło z czasem, miesiąc po miesiącu. Chyba raz w życiu oszalałam na czynią punkcie od razu, z marszu, wystarczył mi jego widok. Ale i tak rawdzuwe uczucie się buduje a nie zastaje zbudowane i gotowe.

Bo gdzieś tam pisałaś, o ile dobrze zapamiętałam, że ten co 2 lata z nim byłaś- miał złamane serduszko i po prostu nie dał Wam szansy, bo nie chciał lub nie umiał- jego strata.
Myślę Piegowata, że i wielkie bum jest ok, :) zależy co tam dalej z nim ludzie zrobią.. Można i zamienić na spokojnie płynące paliwo.. :)

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

32

Odp: związek z rozsądku
Piegowata'76 napisał/a:

Ross, to chyba źle zrozumiałam "bum". Tobie chodziło o poczucie, że to jest to, a mnie się skojarzyło z jakimś szalonym porywem. Szaleństwa i piorunów z jasnego nie ba nie chcę.

Nie skąd :)
Dla mnie Bum, to nie taki grom z jasnego nieba przy pierwszym spotkaniu (co mi się nie zdarzyło jeszcze, ale wśród moich koleżanek - tak), tylko ogólnie takie zauroczenie, zakochanie, motyle i inne biedronki, które pojawią się powoli, po paru tygodniach może miesiącach (ale nie przesadzajmy, bo jak np para spotyka się regularnie i przez pół roku nic, to ja bym już sobie dała dawno spokój).
To akurat dla mnie jest proste, albo się z kimś dogadujesz, pociąga Cię i chcesz się z nim spotykać dalej, albo nie i tu nic nie zrobisz.

gg 48623644

33

Odp: związek z rozsądku
Ela210 napisał/a:
serdeczna napisał/a:
Burzowy napisał/a:

Tak zrobiłem i bardzo szybko się zakochałem. Wiedziałem, że po wcześniejszych super znajomościach jestem dosyć zamknięty na nowe, ale to będzie "to". No i tak było. Kobietom może być ciężej to sobie wyobrazić, bo Wy bardziej wszystko opieracie o seksualność i to dla Was ważniejsza sfera, dlatego szukacie tego "bum", ale to wszystko przyszło dość szybko.

Burzowy, piszesz że zaryzykowałeś i się zakochałes - czyli jednak pyknęko, więc to zupełnie inna sytuacja. Co innego nie być nigdy zakochanym w tej osobie z którą się jest, a co innego dać szansę na relację i zakochać się z czasem.

Znów przytoczę przykład mojego byłego związku, chłopak się nie zakochał pomimo 2 lat spędzonych razem, ale deklarował że chce być ze mną z przyjaźni, i też dogadywaliśmy się w innym sferach życia jak nigdy, bo wiele nas łączyło. ty się jednak zakochałes, on by takiego określenia w stosunku do mnie nie użył "zakochakem się w niej" tylko "bardzo ją lubię". I wątpię żeby z biegiem czasu, nagle poczuł że się zakochał.

Ja myślę że wiele osób trochę źle to wszystko interpretuje, bo nie chodzi przecież o to by od pierwszego wejrzenia wybuchła namiętność i miłość po grób, bo chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę że uczucie u każdego z nas przychodzi z czasem, ważne tylko żeby ten czas nie trwał nie wiadomo jak długo, albo żeby się w ogóle nie pojawił. Bo nie ma to jak związek, w którym uczucie nawet po 10 latach się nie pojawia, jest tylko i wyłącznie przyjaźń od początku a taki związek trwa, podczas gdy ludzie w nim tkwiący marzą o wielkim uczuciu, które ich de facto nie łączy.

Czym innym jest nie kochać partnera w ogóle od poczatku, a czym innym danie szansy na przyjście tego uczucia z osobą rokujące do tego.

Też wybierałam do relacji mężczyzn, którzy mi się podobali, ale nie czułam wielkiego bum, ono przychodziło z czasem, miesiąc po miesiącu. Chyba raz w życiu oszalałam na czynią punkcie od razu, z marszu, wystarczył mi jego widok. Ale i tak rawdzuwe uczucie się buduje a nie zastaje zbudowane i gotowe.

Bo gdzieś tam pisałaś, o ile dobrze zapamiętałam, że ten co 2 lata z nim byłaś- miał złamane serduszko i po prostu nie dał Wam szansy, bo nie chciał lub nie umiał- jego strata.

Nie dał szansy, albo po prostu to nie było to. Jak się w innej zakocha, to się nie będzie zastanawiał tylko leciał do jubilera po pierścionek zaręczynowy, bo tak to bywa. Już pisałam gdzieś o tej mojej koleżance, którą z dnia na dzień zostawił facet bo poznał inną i to było To :)

gg 48623644

34

Odp: związek z rozsądku
Ela210 napisał/a:
serdeczna napisał/a:
Burzowy napisał/a:

Tak zrobiłem i bardzo szybko się zakochałem. Wiedziałem, że po wcześniejszych super znajomościach jestem dosyć zamknięty na nowe, ale to będzie "to". No i tak było. Kobietom może być ciężej to sobie wyobrazić, bo Wy bardziej wszystko opieracie o seksualność i to dla Was ważniejsza sfera, dlatego szukacie tego "bum", ale to wszystko przyszło dość szybko.

Burzowy, piszesz że zaryzykowałeś i się zakochałes - czyli jednak pyknęko, więc to zupełnie inna sytuacja. Co innego nie być nigdy zakochanym w tej osobie z którą się jest, a co innego dać szansę na relację i zakochać się z czasem.

Znów przytoczę przykład mojego byłego związku, chłopak się nie zakochał pomimo 2 lat spędzonych razem, ale deklarował że chce być ze mną z przyjaźni, i też dogadywaliśmy się w innym sferach życia jak nigdy, bo wiele nas łączyło. ty się jednak zakochałes, on by takiego określenia w stosunku do mnie nie użył "zakochakem się w niej" tylko "bardzo ją lubię". I wątpię żeby z biegiem czasu, nagle poczuł że się zakochał.

Ja myślę że wiele osób trochę źle to wszystko interpretuje, bo nie chodzi przecież o to by od pierwszego wejrzenia wybuchła namiętność i miłość po grób, bo chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę że uczucie u każdego z nas przychodzi z czasem, ważne tylko żeby ten czas nie trwał nie wiadomo jak długo, albo żeby się w ogóle nie pojawił. Bo nie ma to jak związek, w którym uczucie nawet po 10 latach się nie pojawia, jest tylko i wyłącznie przyjaźń od początku a taki związek trwa, podczas gdy ludzie w nim tkwiący marzą o wielkim uczuciu, które ich de facto nie łączy.

Czym innym jest nie kochać partnera w ogóle od poczatku, a czym innym danie szansy na przyjście tego uczucia z osobą rokujące do tego.

Też wybierałam do relacji mężczyzn, którzy mi się podobali, ale nie czułam wielkiego bum, ono przychodziło z czasem, miesiąc po miesiącu. Chyba raz w życiu oszalałam na czynią punkcie od razu, z marszu, wystarczył mi jego widok. Ale i tak rawdzuwe uczucie się buduje a nie zastaje zbudowane i gotowe.

Bo gdzieś tam pisałaś, o ile dobrze zapamiętałam, że ten co 2 lata z nim byłaś- miał złamane serduszko i po prostu nie dał Wam szansy, bo nie chciał lub nie umiał- jego strata.

No tak, miał złamane serduszko ale szansę dał - tyle że uczucie się nie pojawiło, a on dalej w ukryciu projektował sobie to wielkie bum do tamtej.

"Istnieje tylko jedna osoba, która kiedykolwiek może uczynić Cię szczęśliwym i tą osobą jesteś Ty"

35

Odp: związek z rozsądku
rossanka napisał/a:
Ela210 napisał/a:
serdeczna napisał/a:

Burzowy, piszesz że zaryzykowałeś i się zakochałes - czyli jednak pyknęko, więc to zupełnie inna sytuacja. Co innego nie być nigdy zakochanym w tej osobie z którą się jest, a co innego dać szansę na relację i zakochać się z czasem.

Znów przytoczę przykład mojego byłego związku, chłopak się nie zakochał pomimo 2 lat spędzonych razem, ale deklarował że chce być ze mną z przyjaźni, i też dogadywaliśmy się w innym sferach życia jak nigdy, bo wiele nas łączyło. ty się jednak zakochałes, on by takiego określenia w stosunku do mnie nie użył "zakochakem się w niej" tylko "bardzo ją lubię". I wątpię żeby z biegiem czasu, nagle poczuł że się zakochał.

Ja myślę że wiele osób trochę źle to wszystko interpretuje, bo nie chodzi przecież o to by od pierwszego wejrzenia wybuchła namiętność i miłość po grób, bo chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę że uczucie u każdego z nas przychodzi z czasem, ważne tylko żeby ten czas nie trwał nie wiadomo jak długo, albo żeby się w ogóle nie pojawił. Bo nie ma to jak związek, w którym uczucie nawet po 10 latach się nie pojawia, jest tylko i wyłącznie przyjaźń od początku a taki związek trwa, podczas gdy ludzie w nim tkwiący marzą o wielkim uczuciu, które ich de facto nie łączy.

Czym innym jest nie kochać partnera w ogóle od poczatku, a czym innym danie szansy na przyjście tego uczucia z osobą rokujące do tego.

Też wybierałam do relacji mężczyzn, którzy mi się podobali, ale nie czułam wielkiego bum, ono przychodziło z czasem, miesiąc po miesiącu. Chyba raz w życiu oszalałam na czynią punkcie od razu, z marszu, wystarczył mi jego widok. Ale i tak rawdzuwe uczucie się buduje a nie zastaje zbudowane i gotowe.

Bo gdzieś tam pisałaś, o ile dobrze zapamiętałam, że ten co 2 lata z nim byłaś- miał złamane serduszko i po prostu nie dał Wam szansy, bo nie chciał lub nie umiał- jego strata.

Nie dał szansy, albo po prostu to nie było to. Jak się w innej zakocha, to się nie będzie zastanawiał tylko leciał do jubilera po pierścionek zaręczynowy, bo tak to bywa. Już pisałam gdzieś o tej mojej koleżance, którą z dnia na dzień zostawił facet bo poznał inną i to było To :)

No właśnie, więc po co było to wchodzenie ze mną w związek, skoro nie kochał. Wiedział to od początku, więc taki związek z góry był skazany na porażkę. Dodam, że na odchodne usłyszałam od niego, że gdy patrzy w oczy tamtej to od razu ma ochotę się oświadczyć, argumentując jednocześnie że z nią nie ma o czym rozmawiać tak jak ze mną...

"Istnieje tylko jedna osoba, która kiedykolwiek może uczynić Cię szczęśliwym i tą osobą jesteś Ty"

36

Odp: związek z rozsądku

Ja związałam się z facetem trochę na siłę, tak z rozsądku, bo myślałam, ze to superporządny facet (urodą nie grzeszył), idealny materiał, żeby się ustabilizować, przyszły mąż i ojciec marzeń. Sprawiał wrażenie najporządniejszego faceta na świecie. Ostatecznie typ okazał się wtrętną świnią, zostawił mnie z dnia na dzień 2 dni przed urodzinami (po zaręczynach). Niesmak do siebie po takiej sytuacji jest ogromny - człowiek zrezygnował z "motylków", zakochania, a spotkało go takie coś.
Pamiętaj, że związek z rozsądku nie gwarantuje samych profitów i wszystkiego, co najlepsze w życiu, jedynie poza motylkami. Myślę, ze jak rozpada się związek, w którym była prawdziwa miłość, to człowiek nie czuje do siebie takiego niesmaku.

37 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-02-08 22:34:10)

Odp: związek z rozsądku

No tak.. tylko to dawanie szansy drogie Panie, nie ma na tym polegać- to ja Ci daję szansę, spędzimy czas razem, a Ty mi coś udowodnij- tylko naprawdę otwieram się na drugiego człowieka..nie boję się go "dotknąć i powąchać" :)

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

38

Odp: związek z rozsądku
serdeczna napisał/a:

No właśnie, więc po co było to wchodzenie ze mną w związek, skoro nie kochał. Wiedział to od początku, więc taki związek z góry był skazany na porażkę. Dodam, że na odchodne usłyszałam od niego, że gdy patrzy w oczy tamtej to od razu ma ochotę się oświadczyć, argumentując jednocześnie że z nią nie ma o czym rozmawiać tak jak ze mną...

Ja się domyślam dlaczego tak było. Być może było tak, że wszedł z Tobą w związek, bo na początku, jakkolwiek nie było zauroczenia itd, to po prostu dobrze mu się z Tobą rozmawiało, może mieliście podobne poglądy, lubiliście w określony sposób spędzać czas. wyglądem nie straszyłąś (sorry :) ), może i miał nadzieję, że kiedyś przyjdzie z jego strony uczucie, ale nie przyszło i Wasz związek był po prostu dobrym koleżeństwem z bonusem (przepraszam, że tak prosto z mostu piszę, ale tak to wygląda), on Cię faktycznie bardzo lubił, może seks też był dość udany (wiadomo, ludzie potrzebują seksu), ale - jak piszesz - jak on patrzy tamtej w oczy to ma się ochotę od razu oświadczyć - bo ta druga jest właściwą osobą. On sie nie zastanawia, czy ją kocha, co do niej czuje, czy chce się z nią ożenić itd - bo to po prostu wie.
I może z nią nie ma o czym tak rozmawiąć jak z Tobą, ale jednak ją widzi jako swoją partnerkę a nie Ciebie. A tylko rozmawiać - to się to robi właśnie z koleżanką.

gg 48623644

Posty [ 1 do 38 z 88 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » związek z rozsądku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018