nigdycieniezawiodlem napisał/a:Pozwól że jako bardziej doświadczony coś Ci powiem.
Ustalmy po kolei co się działo i jakie były reakcje.
Zrywasz z facetem, ponieważ nie dostałas czego chciałaś, a czego nie mógł Ci dać i nie było to jego winą.
Chciałaś mieć wygodnie seksownego faceta, którego nie kochałaś, on Ciebie też nie i za wszystko obarczyłaś jego winą.
Wyśmiewałaś jego nieporadność.
On się odzywa, masz problem.
Napisał, że zastanawiał się co u Ciebie.
Odpisałaś zdawkowo, że nie masz czasu czy ochoty na rozmowę. Zrozumiał.
Uznałaś to za strzelenie focha.
Czemu? Bo mimo, że kopnęłaś go w tyłek, mimo że odzywa się do Ciebie to i tak nie spełnia Twoich wymagań?
Nie widzę w jego zachowaniu niczego negatywnego. W Twoim tak.
Nie bądź władcza, nie oczekuj sprzeciwienia się Tobie, kiedy określasz sytuację w jasny sposób. Mówisz nie, to znaczy nie. Mówisz, że musisz kończyć, to znaczy że kończysz. Jego rolą nie jest Ci sie sprzeciwiać i błagać o dalszą rozmowę. Nie w sytuacji kiedy próbujesz go na swój sposób urobić.
Nie jest dziwne, że wybrałas sobie uległego i zakompleksionego, ponieważ jesteś do niego podobna. Niestety chciałaś i chcesz ugrać zbyt wiele. Popracuj nad sobą, ponieważ nie stworzysz w takim stanie fajnej relacji z kimś kto będzie Cie traktował "odpowiednio". To od razu czuć.
Musiała Cię porządnie skrzywdzić jakaś kobieta, skoro aż tyle sobie dopowiadasz i za wszelką cenę próbujesz wykazać jaka jestem zła i niedobra. Współczuję.
Ustalmy fakty.
Zerwanie zaczęło się kłótnią o jego brak szacunku do mnie. Potem, gdy już niby się na siebie nie złościliśmy on był smutny. Zapytałam o czym myśli, a on odparł, że może mi powiedzieć, ale to nie będzie miłe. Odp., że wiem, że chce ze mną zerwać. Potem wspólnie analizowaliśmy za i przeciw, bo i on nadal się wahał (mieliśmy już kilka takich rozmów z inicjatywy albo mojej, albo jego). Na końcu ustaliliśmy, że nie ma sensu czekać na coś, co się nie pojawia (miłość), jesteśmy dla siebie dobrymi kumplami i tyle, dobrze nam ze sobą w łóżku, ja go pociągam, on mnie, ale lepiej zakończyć to co jest, bo może dzięki temu coś się lepszego urodzi. Było jeszcze milion małych powodów, ale nie będę przecież wszystkiego wymieniać. I tak zakończyliśmy związek. Dopił herbatę, wytuliliśmy się i pojechał do domu, bo już był środek nocy. Nikt nie miał o nic pretensji, wszyscy we względnie dobrych humorach.
ChciałaBYM mieć go do łóżka, ale nawet nie zaczynam tematu i czekam, aż mi ta ochota przejdzie, bo wiem, że by odmówił.
"Wyśmiewałaś jego nieporadność"- ? hahaha Skąd Ty to wziąłeś?
I niby w jakiej dziedzinie go wyśmiewałam?
"On się odzywa, masz problem.
Napisał, że zastanawiał się co u Ciebie.
Odpisałaś zdawkowo, że nie masz czasu czy ochoty na rozmowę. Zrozumiał.
Uznałaś to za strzelenie focha."- Strzelił focha. Znam go na tyle dobrze, by wiedzieć kiedy strzelił focha, a kiedy nie. Zresztą mam z tymi jego fochami już takie doświadczenie, że sama się dziwię, ze wytrzymałam.
"Nie bądź władcza, nie oczekuj sprzeciwienia się Tobie, kiedy określasz sytuację w jasny sposób. Mówisz nie, to znaczy nie. Mówisz, że musisz kończyć, to znaczy że kończysz. Jego rolą nie jest Ci sie sprzeciwiać i błagać o dalszą rozmowę. Nie w sytuacji kiedy próbujesz go na swój sposób urobić."- Nie próbowałam go urobić. Próbowałam go zbyć, bo nie miałam czasu. Mam sesję na głowie, 7 egzaminów plus jeszcze drugie tyle zaliczeń i projekt, nie wiem w co ręce włożyć, a ten mi tyłek zawraca bzdurną rozmową. No jeszcze rozumiem, gdyby on ze mną rozmawiał normalnie, ale on ciągnął gadkę na siłę i zachowywał się jakbym była dla niego obcą osobą, jakąś pieprzoną recepcjonistką. Po co miałam zatem ciągnąć rozmową skoro nie mam czasu? A chamskie zbycie wynikało z mojego wkurzenia na niego, za to, że ostatnio gdy ja do niego pisałam, to po prostu mnie perfidnie olał. Nawet mi właśnie łaskawie tego "sorry muszę kończyć" nie napisał. Dlaczego jeśli on mnie nie szanuje ja mam szanować jego?