Witam, jestem Justyna i mam 22lata, moj chłopak jest o dwa lata starszy. Jesteśmy ze sobą dwa lata i miał być to poważny związek (z nieoficjalnych źródeł wiem ze planował zaręczyny). Jak to w związku raz było idealnie raz była kłótnia ale zawsze wychodzilismy na prostą. Mój chłopak jest osobą trochę nerwową ale widzę ze stara się coś z tym robić i jak najbardziej mu to wychodzi. Jednak ostatnio wydarzyły się sytuacje które stanowczo dały mi do myślenia. Były imieniny jego wujka który zaprosił na imprezę również mnie, bardzo się ucieszyłam. Mialo to wyglądać tak ze ja przyjadę do domu chłopaka i razem z jego rodzicami i bratem pojedziemy wszyscy do wujka. Jego ojciec bardzo mnie lubi natomiast matka jest neutralna ale darzy mnie sympatią, pyta się chłopaka co u mnie słychać i widać ze ja interesuje. Nigdy wcześniej nie obchodziło mnie to co ona o mnie myśli, zawsze starałam się być miła i naturalna. Zauważyłam że jego mama ma charakter przywódcy w domu i niestety mąż i synowie są jej podporządkowani.
Kiedy weszłam do domu chłopaka zauważyłam że jest już coś nie tak, był lekko zdenerwowany, pytałam co się dzieje ale on uważał ze jest ok. Na imieninach siedział i nic się nie odzywal... Juz po wszystkim przyjechaliśmy do mnie i zapytałam raz jeszcze co się takiego stało, okazało się ze jego mamusia zrobiła mu "awanture" przed moim przyjazdem, że jak to się stało ze ja jadę a on wcześniej nic jej o tym nie powiedział (czy to by coś zmieniło? Nie sadzę ), że my nawet nie jesteśmy zaręczeni a ja już jeżdżę do ich rodziny ze to za wcześnie. Na imieninach zrobiłam na wszystkich podobno bardzo dobre wrażenie. Ja oczywiście przymknelam oko na ta sytuacje.
Chwilę później jego mama usłyszała od kogoś coś na temat mojej rodziny, moj chłopak zapytał mnie grzecznie czy to prawda, ja powiedziałam ze nie i temat się zakończył. Kolejnego dnia na Facebooku rano otrzymałam litanie ze jego mama twierdzi ze to prawda (sprawa nie dotyczyła mnie osobiście lecz plotka tyczyla się moich rodziców
) ze skoro jesteśmy tyle ze sobą a ja jemu nie powiedziałam tego tzn ze mogę go oklamywac w innych kwestiach, stwierdził że nie ufa mi, nie jest mnie pewny i nie wie czy będzie do mnie w ogóle przyjeżdżał. Zaczęłam go uspokajać ze ktoś powiedział jakaś plotkę, że sprawa nie dotyczy mnie osobiście. Ten stwierdził że to koniec. Nie mogłam uwierzyć i zaczęłam płakać. Kiedy powiedziałam o tym moim rodzicom zaczęli się śmiać i powiedzieli ze jego mama mogła się wcześniej zastanowić czy warto mu mówić plotki słyszane od osób trzecich. W efekcie powiedział na mnie same najgorsze rzeczy, potem okazało się ze się nakręcił i wcale tak nie myśli tylko po prostu uwierzył mamie.
Od tego minęło już sporo czasu, on przyjeżdża z kwiatami i błaga na kolanach ze takie coś się nie powtórzy ze jego mama bardzo żałuję że to powiedziała i przez taką głupotę związek się rozpadł,że ona nie ma zamiaru się wtracac a on mnie kocha nad życie i będzie o mnie walczył. Teraz ja zaczynam siebie obwiniać ze może ja go nakręciłam bo tez byłam zdenerwowana tym wszystkim. Chłopak mnie kochał i dużo dla mnie robił ale boję się że takie coś się będzie powtarzać. Powiedzcie mi obiektywnie czy warto dać szansę czy skończyć to raz na zawsze?