Depresja- co mam robić? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Depresja- co mam robić?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

Temat: Depresja- co mam robić?

Witam smile  To mój pierwszy post na forum. Jestem wprawdzie mężczyzną, ale nie jest to jedyne forum, na którym opisuję mój problem. Co więcej myślę, że tutaj potencjalna dyskusja będzie na jakimś poziomie (na innych forach różnie z tym bywa). Więc z góry dziękuję, że jeśli ktoś będzie skłonny się ustosunkować do tematu.
Moim największym problemem jest to, że jestem chorobliwie nieśmiały. Wręcz mam fobię społeczną (dość mocną). Nie mam żadnych znajomych, o przyjaciołach nie wspominając. Mam prawie 26 lat i aktualnie nie mam żadnej osoby (poza mamą), z którą mogę porozmawiać albo na którą mogę w jakiś sensie liczyć. Jeszcze jak byłem dzieckiem (podstawówka/gimnazjum), miałem wielu znajomych czy nawet bliskich znajomych (?prawie przyjaciół)?. Tzn. zawsze byłem nieśmiały, ale nie miałem dużych problemów z poznawaniem nowych osób. W liceum było z tym już dużo gorzej. Dostałem się do środowiska osób, których wcześniej nie znałem. Stąd zawsze już tam byłem na uboczu. Jako jedyny ze szkoły (na ponad 200 osób w roczniku) nie poszedłem na studniówkę. I to nawet pomimo tego, że klasa znalazła mi partnerkę na tę studniówkę. Było to dla mnie zbyt trudne, aby pójść na taką imprezę. Potem zaczęły się studia i znowu to samo. Nowe osoby i ogromne kłopoty, aby kogoś poznać. Przez 5 lat studiów nie nawiązałem z żadną osobą jakiejś bliższej znajomości. Były to dla mnie osoby na ?cześć-cześć?. Ewentualnie, aby pogadać o kolokwiach czy zaliczeniach. Nic więcej. Na ostatnim roku pojechałem nawet na Erasmusa (wymiana studencka) do jednej ze stolic europejskich na pół roku. I tam też miałem przeogromne problemy, aby kogokolwiek poznać. Całe moje życie tam polegało na chodzeniu na zajęcia i siedzeniu samemu w akademiku. Byłem zadowolony z korzyści czysto naukowych oraz z turystycznych (podczas pobytu tam trochę pojeździłem po Europie; odwiedziłem jeszcze dwie inne stolice europejskie).  Ale jeśli spojrzę na ten wyjazd od strony towarzyskiej, to było to ?mniej niż zero?. Czyli fatalnie. Przez niecałe 6 miesięcy tylko siedziałem w pokoju w akademiku i myślałem o powrocie do domu. Potem skończyłem studia i poszedłem do pierwszej pracy. I było znowu fatalnie. Przez 8 godzin pracy nie można było się odzywać ani nawet nic zjeść (!). I tak codziennie.  Do tego ciągłe intrygi, donoszenie do kierownictwa i straszenie, że kogoś zwolnią. I to nie odnosiło się aż tak do mnie. Ale miałem w pokoju Panią ?D.?, która cały czas straszył Panią ?M.?, że ją wyrzucą z pracy, że ona za wolno pracuję, że ona się źle zachowuję i trzeba o tym informować kierownictwo. I tak tam miałem co dzień. Aż w końcu skończyła mi się umowa (poczułem ulgę) i wylądowałem na bezrobociu. I tak od prawie roku nie mogę znaleźć pracy. Byłem już ponad setce rozmów kwalifikacyjnych. Były one różne, od nawet sympatycznych do prześmiewczych. Zazwyczaj pierwsze pytanie ?Po co Pan do nas przychodzi?? nie wróży dobrze. Aktualnie nie mam nawet pieniędzy, aby znowu jeździć na rozmowy. Straciłem już sporo na szukaniu pracy. Nawet na prace sporo poniżej moich kompetencji nie chcą mnie przyjąć. Wszędzie liczą się znajomości. A ja takich nie mam. Nie umiem się otworzyć na takiej rozmowie, aby dobrze wypaść. Chodziłem też z CV po zakładach pracy, ale to wypadało jeszcze gorzej. Nawet raz Mi grożono, że wezwą ochronę i mnie wyrzucą (tłumaczyli, że skoro oni nikogo nie potrzebują, to po co przynoszę CV). Więc nie wiem, jak mam znaleźć pracę. Już praktycznie przestałem szukać ofert i wysyłać aplikacji. Od września zacząłem znowu naukę (studium). Ale powoli kończą mi się pieniądze. A jak nie znajdę pracy, to będę musiał zrezygnować ze szkoły (a tego nie chce). Wyjechać też nie mogę, bo mam wspomnianą szkołę, więc muszę szukać pracy na miejscu.
Jak wspomniałem, mam ogromne problemy z nawiązywaniem relacji z nowymi osobami. Teraz to się tak pogłębiło, że nie wiem, o czym rozmawiać z osobami które znam bardzo dobrze od wielu lat. Z takimi osobami, z którymi zawsze miałem wiele wspólnych tematów teraz nie mam o czym rozmawiać. Mam pustkę w głowie. Obracam się w środowisku osób, które mają podobne zainteresowania jak ja (na wspomnianym studium oraz w grupach zainteresowań). Ale pomimo tego nie potrafię nawiązać z nimi żadnej relacji. Tak samo miałem zresztą na studiach. Przez całe życie nie byłem nigdy na żadnej imprezie. Raz w życiu byłem w pub-ie. Ale pomimo, że byłem tam z osobami które znałem bardzo dobrze, wspominam to bardzo źle. Oni rozmawiali, a ja siedziałem i nic nie mówiłem. To było straszne. Podobnie wyglądało jedno jedyne wesele, na jakim byłem. Też tylko siedziałem i ani nie tańczyłem, ani nic nie zjadłem ani nie wypiłem. Zawsze wszyscy ludzie są dla mnie mili (mniej lub bardziej). Ale ja nie potrafię się na nich otworzyć. Powoduje to, że z czasem one i tak się ode mnie odsuwają. I tak mam praktycznie z każdą nowo poznaną osobą. Pisałem również przez Internet z wieloma osobami. W ciągu ostatniego roku spotkałem się z kilkudziesięcioma osobami poznanymi poprzez neta. Były to zarówno kobiety jak i mężczyźni. Były to osoby w różnym przedziale wiekowym (najstarsza osoba miała 45 lat). Zdecydowana większość tych spotkań była miła i poznałem ciekawych ludzi. Ale pomimo tego nie potrafiłem nawiązać z nimi żadnej głębszej relacji. Kończyło się na jednym spotkaniu (mój rekord to 3 spotkania z jedną osobą). Po jednym spotkaniu mam tak, że uważam że już wiem wszystko o danej osobie i nie będę miał o czym rozmawiać z nią na następnym. Zazwyczaj tematów starcza mi na jedno spotkanie. Stąd nawet boję się proponować kolejnego spotkania. W realu w ogóle nie potrafię nawiązać relacji z kimkolwiek. Zazwyczaj siedzę sam i do nikogo się nie odzywam. Ze studiów musiałem jeździć na tzw. ćwiczenia terenowe. Trwały one zazwyczaj ok. tygodnia. Ale nawet tam nie potrafiłem się przed nikim otworzyć. Siedziałem sam w pokoju, jak inni imprezowali. Wielokrotnie na studiach miałem zaproszenie na jakieś imprezy w akademiku. Ale nigdy na coś takiego nie poszedłem. Bałem się, że będę siedział sam i tylko stracę czas. Oni będą ze sobą rozmawiać, ja będę milczał na uboczu. Kiedyś (czasy liceum) dostałem zaproszenie na Sylwestra. Tam też nie poszedłem, bo skończyło by się to tak jak zawsze. Pomimo, że osoby które tam miały być znałem bardzo dobrze i jeszcze wtedy mięłam z nimi dobry kontakt. Nawet w zeszłym roku dziewczyna, z którą pisałem maile, chciała mnie namówić na pójście na Sylwestra gdziekolwiek. Ale ja się nie zgodziłem. Z czasem przez mój trudny charakter urwał mi się kontakt z nią. Zresztą ja jeszcze nigdy nie byłem nigdzie na Sylwestra. Dla mnie ten dzień już od paru lat wygląda tak, że poczytam wieczorem jakąś książkę i idę spać przed północą (tak jak w normalny dzień). Teraz to będzie wyglądało podobnie. Zresztą moja frustracja przenosi się na moje otoczenie. Już od 2 lat praktycznie nie obchodzimy w domu świąt Bożego Narodzenia. Tzn. nie ubieramy choinki, nie dajemy sobie prezentów. Ja nie widzę w tym żadnego sensu. Moja mama już też nie widzi. W święta tylko się idzie do kościoła na Pasterkę (i nic po za tym). Kiedyś Święta wyglądały inaczej. Zjeżdżał się rodzina. Była wieczerza, choinka, prezenty, potem jeszcze dwa dni świętowania w rodzinnym gronie. Teraz nie lubię Świąt ani Sylwestra.
Nigdy nie miałem też dziewczyny. Ale powodem tego są dodatkowo jeszcze inne problemy niż nieśmiałość. Mogę jedynie napisać, że raczej łatwiej jest znaleźć dziewczynę niż pracę.
To wszystko powoduje, że mam już chyba depresję. Mam jej wszystkie objawy: źle sypiam (są czasami noce, kiedy nie zmrużę oka przez całą noc), mam myśli samobójcze (przy życiu trzyma mnie tylko to, że nie chcę zostawić Mamy samej), przejadam się (nigdy wiele nie jadłem, teraz mam ataki, że jem bez opamiętania), nie cieszą mnie rzeczy, które kiedyś sprawiały mi radość. Interesuję się wieloma rzeczami. Od długiego czasu biegam (przebiegłem już półmaraton), chodzę na siłownie, gram na dwóch instrumentach muzycznych. I nagle to wszystko przestało mnie cieszyć. Nawet oglądanie sportu w TV mnie nie cieszy (co też zawsze lubiłem). Kiedyś też uwielbiałem jeździć na mecz koszykówki (jako kibic). Ale i to mnie przestało interesować. Teraz tylko bym siedział i się umartwiał. Do tego mam czarne myśli, że kiedyś wyląduję jako bezdomny na ulicy (bez pracy i perspektyw). Do tego przeraża mnie myśl, że zostanę sam. Że do końca życie będę tylko sam ze sobą i nie będę miał dzieci, wnuków, itp. Ze jak w przyszłości zachoruję, to nikt nawet się mną nie zainteresuję. Znam takie przypadki i wiem, że jak tak dalej pójdzie, tak skończę. Nie mam praktycznie żadnej rodziny (po za mamą). Więc wiem, że jak Mi jej kiedyś zabraknie, to nie będę miał nikogo. Z jednej strony lubię być sam ze sobą, z drugiej strasznie boję się samotności.
To się trochę rozpisałem. Jeśli ktoś dobrnął do końca, to dziękuję. Ale musiałem to z siebie wyrzucić. Jeśli ktoś chce mi coś doradzić, będę wdzięczny. Jeszcze dodam, że nie widzę siebie u psychologa czy też psychiatry. Nie dość, że nie wierze, aby mi to cokolwiek pomogło, to jeszcze mnie teraz na to nie stać finansowo. Przepraszam też, że mój problem opisałem na forum dla kobiet. Ale powody tego podałem na początku mojego postu.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Depresja- co mam robić?
Amadeusz89 napisał/a:

To wszystko powoduje, że mam już chyba depresję. Mam jej wszystkie objawy: źle sypiam (są czasami noce, kiedy nie zmrużę oka przez całą noc), mam myśli samobójcze (przy życiu trzyma mnie tylko to, że nie chcę zostawić Mamy samej), przejadam się (nigdy wiele nie jadłem, teraz mam ataki, że jem bez opamiętania), nie cieszą mnie rzeczy, które kiedyś sprawiały mi radość. Interesuję się wieloma rzeczami. Od długiego czasu biegam (przebiegłem już półmaraton), chodzę na siłownie, gram na dwóch instrumentach muzycznych. I nagle to wszystko przestało mnie cieszyć. Nawet oglądanie sportu w TV mnie nie cieszy (co też zawsze lubiłem). Kiedyś też uwielbiałem jeździć na mecz koszykówki (jako kibic). Ale i to mnie przestało interesować. Teraz tylko bym siedział i się umartwiał. Do tego mam czarne myśli, że kiedyś wyląduję jako bezdomny na ulicy (bez pracy i perspektyw). Do tego przeraża mnie myśl, że zostanę sam. Że do końca życie będę tylko sam ze sobą i nie będę miał dzieci, wnuków, itp. Ze jak w przyszłości zachoruję, to nikt nawet się mną nie zainteresuję. Znam takie przypadki i wiem, że jak tak dalej pójdzie, tak skończę. Nie mam praktycznie żadnej rodziny (po za mamą). Więc wiem, że jak Mi jej kiedyś zabraknie, to nie będę miał nikogo. Z jednej strony lubię być sam ze sobą, z drugiej strasznie boję się samotności.
To się trochę rozpisałem. Jeśli ktoś dobrnął do końca, to dziękuję. Ale musiałem to z siebie wyrzucić. Jeśli ktoś chce mi coś doradzić, będę wdzięczny. Jeszcze dodam, że nie widzę siebie u psychologa czy też psychiatry. Nie dość, że nie wierze, aby mi to cokolwiek pomogło, to jeszcze mnie teraz na to nie stać finansowo. Przepraszam też, że mój problem opisałem na forum dla kobiet. Ale powody tego podałem na początku mojego postu.

Moim zdaniem, jeżeli nie widzisz siebie u psychologa czy psychiatry, to raczej żadne forum nie sprawi, że Twoje samopoczucie się poprawi. Bo nikt nie ma takiej siły, żeby zmienić taki stan rzeczy jaki opisałeś niż Ty sam. A żeby to zmienić potrzebujesz pomocy. I to raczej pomocy specjalisty (tym bardziej, ze piszesz o myślach samobójczych, o bezsenności, jedzenie napadowe). Jesteś zapewne ubezpieczony - psychiatra przyjmuje na NFZ. Nie potrzeba skierowania. Ewentualnie psycholodzy pracujący przy jakiś fundacjach, stowarzyszeniach. Bo teraz to jest tak, jakbyś szukał porady na forum co robić przy zapaleniu wyrostka robaczkowego zamiast szybko udać się do lekarza.... Skutek zaniechania może być ten sam...

"W związku z tym, że wraca moda na rzeczy retro mam nadzieję, że zdrowy rozsądek i inteligencja znowu wrócą do łask."

3

Odp: Depresja- co mam robić?

Autorze twoje problemy ciągną się strasznie długo, skoro przez tyle lat nie dałeś rady sam tego zmienić jak mogą ci w tym pomóc forumowicze?
Posłuchasz nagle rad obcych ludzi?

Sam mówisz że masz w sobie jakąś blokade która nie pozwala ci raz zaczętej znajomości pociągnąć dalej, Wydaje ci sie że już wszystko o tej osobie wiesz to poco się spotykać.

w przypadkach gdy chodzi o twoje życie, masz przecież ewidentną depresję z myślami samobójczymi myślisz że ktoś postronny weźmie na siebie doradzanie ci?
Pomyśl trochę ,wolisz zaufać radom postronnych anonimowych ludzi niż specjaliście który może ci pomóc?
Chodzi o twoje życie i ty możesz sobie pomóc ale w wsparciu fachowca. To może być tylko psychiatra lub psycholog. Jeśli pójdziesz do psychiatry to nie jest powiedziane że dostaniesz proszki i juz ..
Lekarz może stwierdzi że leki nic ci nie pomogą i dać skierowanie do terapeuty.

Autorze i tak cie terapia nie ominie, twoje kłopoty izolują cie od społeczeństwa i doprowadzą cie w końcu do jakiegoś aktu zniszczenia.
Jeśli targniesz się na życie a ci się nie uda to i tak trafisz pod przymusem do psychiatry i potem do psychologa.
Twoje kłopoty nie mina jak ręka odjął musisz podjąć prace nad sobą z psychologiem to jedyny sposób by sobie pomóc.
Psychiatra nic nie kosztuje, zapisujesz się na wizytę i czekasz. Darmowego psychologa z doświadczeniem znajdziesz przy Powiatowych Centrach Pomocy rodzinie.
Czasu ci nie brakuje wiec do ciebie należy ruch by iść poszukać dla siebie pomocy.

Piszesz że nie wierzysz w psychologów a ja jestem przykładem że psycholog uratował mi życie. Miałam tak wiele ran i kłopotów z dzieciństwa i dorosłości że doszłam do kresu. Mówiłam sobie że chce zniknąć.
Miałam już własna rodzinę męża a ciągle żyłam jak z betonowymi butami na nogach.
Wmawiałam sobie że to już koniec nie dam rady, siedziałam w styczniu na mrozie na dworcu i nie chciałam wrócić do domu.
Tylko ze względu iż miałam się za świra(według mnie) poszłam do psychiatry , czekałam godzinami pod drzwiami z myślą że mnie zamkną po tej wizycie w szpitalu.
Weszłam lekarz poprosił czy mogą mu opowiedzieć o sobie czego oczekuje.
Pamiętam ze cała się trzęsłam jak galareta a on po wysłuchani kazał mi wyjść.Ja w szoku ale dlaczego przecież ja nie mogę wrócić do domu bo w końcu sama się zabije.
A on wiesz co mi powiedział? Na nieszczęśliwe życie i smutek niema cudownej tabletki. Jest pani bardzo nieszczęśliwa i ja pani nie pomogę dając leki.
Pomóc może sama pani sobie idąc do psychologa, dał kartkę z namiarem i wystawił mnie za drzwi....
Byłam w totalnym szoku ale nie chciałam wracać do domu, powiedziałam trudno pójdę zawalczę o siebie.

U psychologa w rejestracji pani siedziała i mówi proszę przyjść za 3 tygodnie a ja mówię nie dam rady.
Zaczęłam ryczeć nie mogłam zrobić kroku i wyszedł pan i zaprosił mnie do siebie.
Po wysłuchaniu obiecał mi że moje życie się zmieni, że zapomnę dawne krzywdy, odpuszczę.
1.5 roku chodziłam na terapie dwa razy w tygodniu , wiele razy wyłam jak wyciągałam wspomnienia.
Ale uwierz mi jestem innym człowiekiem, nie mam koszmarów znów żyję smakuje świat.
Gdybym nie podjęła walki o siebie dawno by mnie nie było.

Ty tez możesz zawalczyć o siebie, wszystko w twoich rękach.

4

Odp: Depresja- co mam robić?

DO pscyhologa dostaniesz skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu. To bezpłatna pomoc na nfz

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

5

Odp: Depresja- co mam robić?

Dziękuję wszystkim za odpowiedź smile

Więc mogę pójść do lekarza rodzinnego po skierowanie do psychologa (refundowanego przez NFZ)? Mieszkam w mniejszej miejscowości i boję się, że się rozniesie, że chcę pójść do psychologa (a to byłoby źle odebrane). Tym bardziej się boję, że to nic nie pomoże.

Dzisiaj znowu fatalnie spałem (tzn. obudziłem się przed 3:00 i już nie zasnąłem). Już którąś noc z rzędu tak mam. Do tego wczoraj dzwonili do mnie w sprawie pracy, a ja nie odebrałem (mam ogromny lęk przed rozmowami telefonicznymi).

6

Odp: Depresja- co mam robić?

Amadeusz sam widzisz że twoja choroba nie pozwala ci normalnie funkcjonować. Na co ty czekasz?

Im szybciej udasz się do specjalisty tym szybciej zaczniesz nad swoimi nerwicami panować.

Młody inteligentny facet po studiach a boi się pójść do lekarza. Amadeusz a jak cie ząb boli to nie idziesz do dentysty bo sąsiedzi pomyślą że masz próchnice?
Albo z uczuleniem na skórze nie pójdziesz do dermatologa, bo ludzie w kolejce pomyślą że masz świerzb?

Tak jak do dentysty z zębami tak z nerwicami i lękami idziesz do psychologa. Tam obowiązuje tajemnica lekarska nikt nie ujawnia ilu pacjentów i jakich przychodzi.
w kolejce w poradni spotkasz sąsiada to pomyśl że tez chłop ma jakieś silne problemy, z niczym by tam nie przyszedł.
Nie myśl o opinii innych myśl o sobie by wydobrzeć.

7

Odp: Depresja- co mam robić?

No właśnie takie forum może uda ci otworzyć :)masz ochotę pogadac zapraszał

8

Odp: Depresja- co mam robić?

Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję.
Ja mam ogromny lęk przed pójściem do lekarza i "otwarcia się przed nim". Tzn. powiedzenia mu o swoich problemach. Obawiam się, że będę potrafił z taką osobą szczerze porozmawiać. To trochę tak samo, jak z pójściem do spowiedzi. Tam też nie potrafię się "otworzyć" i być szczerym.

Co do reakcji otoczenia to też mam spore obawy. Mam sąsiadkę, która przeżyła załamanie nerwowe (spowodowane alkoholizmem męża) i trafiła do psychiatry. I teraz jest wytykana przez niektóre osoby, np. nie mówią jej już dzień dobry jak ją spotkają na ulicy! I to pomimo tego, że ona teraz normalnie pracuje i nawet zdała egzamin na prawo jazdy (a jest w wieku 60+). Nie zmienia to faktu, że jest wytykana przez część osób. Boję się, że ja będę miał podobnie.

9

Odp: Depresja- co mam robić?

No i witam w klubie smile mam 23 lata, od dziecka byłam baaaaardzo nieśmiała i jestem nadal smile Fakt jest taki, że z niewinnej  "nieśmiałości" można naprawdę spieprzyć sobie życie.Lubisz być sam bo masz fobie społeczną, mało tego- możliwe, że masz już nerwice lękową, ludzie z nerwicą lękową rezygnują z tego czego pragną.Dlaczego? Bo się boimy.

Ty właśnie przechodzisz drogę jaką ja przeszłam. Od fobii społecznej do  nerwicy i depresji.To naturalne, że lęk doprowadza do depresji, wydaje nam się,że jesteśmy do kitu i nie nadajemy się do życia i stąd się biorą stany depresyjne.

O tym temacie można pisać i pisać.Moja pierwsza rada dla Ciebie: znajdź materiały o depresji i lęku, wiele rzeczy zrozumiesz.To nie jest proste zdać sobie sprawę, że nasze życie było i jest podporządkowane lękowi.

To mało popularne co teraz napisze, ale nie śpiesz się z lekarzami i psychologami .Nasi lekarze z NFZ są tak zdolni, że zamiast pomóc to jeszcze Cię dobiją, a psychologowie to jakieś kiepskie żarty.

Znajdź sobie byle jaką pracę.Serio.I wykonuj ją tak, jakby zależało od tego życie. Nie możesz siedzieć w domu.Będzie coraz gorzej.

Jęśli masz duże wymagania wobec siebie i zycia  to sprowadź je do parteru, mając problemy psychiczne na razie nic nie zrobisz, a tylko sobie zaszkodzisz.Najpierw rozwiązujemy problemy ze sobą a potem porywamy sie na większe rzeczy.


Twoje  obżeranie to zachowanie kompulsywne, ja zamiast normalnych posiłków wcinałam słodycze, tak, że czułam do siebie obrzydzenie.Powoli zamieniałam na owoce. Na nerwy polecam słonecznik, popcorn, orzeszki.

Jeśli chodzi o złe myśli to może Cię rozbawię, ale blokuj je smile Jak przychodzą samobójcze albo w stylu: ja się nie nadaje do niczego.Po prostu powiedz im stop, jęśli nie będziesz powstrzymywać destrukcyjnych myśli, one będą napędzać depresję to jest ślepe koło.Spieprzyłeś coś? Ojej to spieprzysz jeszcze wiele razy w życiu.Wiem, żę samobójcze same wypływają dlatego trzeba je zwalczać.

A i nie przejmuj się za bardzo tym co inni ludzie mówią, jesteś dorosły i inteligentny, półgłówki  niech gadają co chcą, dorośli robią to na co mają ochotę smile Zyczę Ci powodzenia: ja w życiu  przez lęk i nieśmiałość wtopiłam bardzo wiele rzeczy

10

Odp: Depresja- co mam robić?

Tak jak zresztą sam napisałeś, nieśmiałość nie istnieje. To jest lęk przed ludźmi. Lęk przez bliskością, lęk przed otworzeniem się przed nimi, lęk że to są obcy i nie zrozumieją ciebie. Pomaga uświadomienie sobie że wszyscy ludzie tworzą jedną rodzinę i można ich traktować jednakowo. Oczywiście należy uważać i starać się naprzód trochę rozmawiać z kimś żeby zobaczyć, czy ta osoba jest przyjazna, jednak nie można z góry zakładać że nie jest przyjazna. Praca nad sobą i uczestnictwo w grupie wsparcia może dużo pomóc. Nie polecam grup terapeutycznych organizowanych przez ośrodki zdrowia, bo to często jest patologia, szczególnie wydaniu prowadzących je psychologów którzy zwykle sami mają zaburzenia. Gdy będziesz z nimi polemizował wytykając im niewłaściwe podejście do pacjentów i pewnych spraw, to zamiast uznać twój punkt widzenia, po prostu napiszą ci że masz jeszcze większe zaburzenia. Służba zdrowia odnośnie psychiatrów i psychologów w Polsce jest w większości szkodliwa dla pacjentów. Jakakolwiek różnica zdań między psychiatrą czy psychologiem a pacjentem jest zapisywana na karcie pacjenta jako choroba. Jeśli zaś otwarcie skrytykujesz lekarza czy psychologa, to napiszą ci w karcie, że masz chorobę psychiczną. Piszę o tym na moim blogu alteroaltero na wordpress.

11

Odp: Depresja- co mam robić?

Dzięki wszystkim za odpowiedzi smile

Wiem, że powinienem znaleźć pracę. Tylko nie wiem, jak mam to zrobić. Siedzenie w domu mnie dobija. Ale już od roku szukam jakiejkolwiek pracy i znaleźć nie potrafię. Boję się odbierać telefony z obcych numerów. Czuję nawet ogromny lęk z odbieraniem telefonów od osób, które znam. O wykonaniu samodzielnie telefonu do kogokolwiek nie ma mowy. Byłem już chyba na ponad stu rozmowach kwalifikacyjnych. Nawet w całej Polsce, nie tylko u siebie. I nic z tych rozmów nie wynikało. Teraz nie mam już pieniędzy, aby dojeżdżać na jakiekolwiek rozmowy. Jeszcze bardziej mnie dobija to, że przez cały okres szkoły i studiów się uczyłem. I w wakacje i weekendy. Nawet w Sylwestra przez całą noc zazwyczaj się uczyłem. Przez 5 lat studiów nie spotykałem się z nikim z roku w celach towarzyskich, bo po pierwsze strasznie się tego bałem, po drugie wolałem ten czas poświęcić na naukę. A teraz z tego nic wynika. Na większości rozmów dowiaduję się, że jestem zbyt nieśmiały, aby u nich pracować. A do wszelkich prac poniżej moich kwalifikacji nawet mnie nie chcą zaproście na rozmowę. Zazwyczaj jak mnie już zaprosili na taką rozmowę, to ich odpowiedź była taka, że mnie nie mogą zatrudnić, ponieważ gdy dostanę lepszą ofertę, to od nich od razu odejdę. Pewnie jest w tym trochę racji.

Dodatkowo zabija mnie wewnętrznie napięta sytuacja w domu. Nigdzie nie czuję się dobrze, ani w domu ani poza nim. Najlepiej czuję się sam ze sobą. Ale wiem, że to mnie do niczego dobrego nie doprowadzi. Piszę przez Internet w kilkoma osobami, ale aktualnie nie mam nawet pieniędzy, aby się z nimi spotkać. Mieszkam na wsi, a musiał bym dojechać do miasta (20 km), aby się z kimś spotkać. Skoro już nawet nie mam funduszów, aby pojechać na rozmowę kwalifikacyjną, to tym bardziej mi szkoda pieniędzy, aby pojechać w celach nie zawodowych.

Od kilku miesięcy chodzę też do studium. Zapisałem się tam, aby realizować swoje pasje, podnieść jakoś swoje kwalifikacje, ale też aby spotkać się z ludźmi. Zresztą nauka zawsze mi jakoś wychodziła. Tylko że już powoli brakuję mi pieniędzy, aby kontynuować tam naukę. Muszę znaleźć pracę, ale nie wiem jak.

Strasznie się boję pójść do lekarza z takim problemem. No bo i co mam powiedzieć? Ja nie wiem, co mam powiedzieć i strasznie się lękam, jak mam iść do lekarza rodzinnego, jak jestem chory na grypę. A co dopiero,  jak mam lekarzowi powiedzieć o problemach osobistych natury psychologicznej?

Chciałbym blokować myśli samobójcze, ale nie potrafię. Ja po prostu nie widzę innego wyjścia. Być może pracy nigdy nie znajdę. Do tego zawsze będę sam. Wyląduję w końcu na ulicy jako bezdomny. Jak o tym pomyślę, to tym bardziej nie chcę już żyć. Ja naprawdę chciałbym, aby rok 2015 był już ostatnim w moim życiu. Wiem już, że najprawdopodobniej nie zrealizuję już tego, co chciałem zrobić w życiu. Mało tego, nie osiągnę nic. Chciałbym robić to co lubię, coś co sprawia mi choć trochę przyjemności. Aby ktoś to doceniał. Chciałbym być akceptowany w grupie (np. w pracy). Wiadomo, że nigdy nie jest tak, że wszyscy wszystkich lubią. Ale ja zazwyczaj nie potrafiłem nawiązać relacji z NIKIM przez kilka lat przebywania z tymi samymi osobami (liceum, studia).

I tak się koło zamyka. Najgorsze, że nie widzę możliwości wyjścia z tego zamkniętego kręgu.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Depresja- co mam robić?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021