Witajcie,
z góry zaznaczam, że jestem młodą osobą- chodzę do 3 klasy czteroletniej szkoły ponadgimnazjalnej. Kolejny raz przechodzę przez taki etap w swoim życiu, gdzie nie mam już na nic siły.
Zacznę od szkoły. Nigdy nie byłam osobą śmiałą i pewną siebie, przez co nie miałam zbyt wielu znajomych. W gimnazjum byłam nielubiana, przeniosłam się do drugiego, co tylko pogorszyło sprawę, bo od tej pory byłam także i gnębiona. Wyzywano mnie, wyśmiewano, pluto we mnie gumami. Miałam też nieprzyjemność uczestniczyć w dwutygodniowym rajdzie, gdzie codziennie nocowaliśmy w innym kraju, a osoby towarzyszące mnie gnębiły. To mocno zniszczyło moją psychikę.
Wybierając liceum zastanawiałam się nad szkołą MOS- Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii. Są to licea, gdzie pomaga się uczniom z różnymi problemami, gnębionym. Ostatecznie wybrałam klasę dwujęzyczną, do której teraz chodzę. Oczywiście znowu to samo- może nie jestem gnębiona, ale nikt mnie nie lubi i mają mnie za gorszą. Osoby, z którymi się trzymam, są fałszywe. To samo w sobie bym jeszcze wytrzymała, ale do tego doszli nauczyciele... Mam najlepszą średnią w klasie (nie jakąś rewelacyjną, bo poziom klasy to dno...), a nauczyciele mnie kompletnie nie szanują. Nie doceniają moich starań i ambicji, są wiecznie zmęczeni i źli. Nie poprawiają błędów w moich pracach, nie tłumaczą mi, co robię źle, nie pozwalają się poprawiać, wrzeszczą cały czas. Nie szanują mojego czasu.
Do tego dochodzą problemy w domu. Jako, że nie mam zbyt wielu znajomych (oprócz chłopaka), to nie mam komu się wygadać. Chłopak pracuje i studiuje, nie zawsze ma tyle czasu, ile bym potrzebowała. Mieszka 100 km ode mnie, widzimy się tylko w weekendy. Ja sama nie chcę go swoimi problemami zadręczać.
Za to mama pracuje od rana do nocy, nie ma czasu ze mną porozmawiać. Tata ma nowotwór, ale nie wiadomo jeszcze, czy łagodny czy złośliwy. Aktualnie nie ma pracy, siedzi cały dzień w domu. Często jest wściekły (jest furiatem) i złośliwy.
Wiem, że moi rodzice mają swoje problemy, ale ja już na prawdę nie mam żadnego wsparcia... Rodzina nie, znajomi nie, nauczyciele nie... Nie radzę sobie z tym wszystkim. Do tego dochodzi zagrożenie z jednego przedmiotu.
Dlatego teraz zastanawiam się nad zmianą szkoły na MOS. Na ich stronie napisane jest, że przyjmują m.in.: osoby z "trudnościami emocjonalnymi wynikającymi z okresu adoloscencji lub trudnych sytuacji życiowych" oraz "przynależne do grup subkulturowych" (ja sama słucham metalu). Czy uważacie, że to dobry pomysł?