Witam,
obecnie przebywam na stypendium za granicą. Zauważyłam tu wiele różnic w relacjach damsko-męskich. Zastanawiam się, czy macie spostrzeżenia podobne do moich.
Po pierwsze:
u nas ciągle króluje kult macho. I to nie jest tak, że tylko mężczyźni sobie tego życzą. Kobiety chcą, by ich wybranek pokazywał zawsze marsową minę, chełpił się honorem i był jak rycerz. Dla mnie te oczekiwania są trochę śmieszne.
Po drugie:
Matki strasznie uzależniają synów od siebie. To powoduje, że taki chłopak szuka potem nie kobiety-partnerki, ale drugiej mamy. Kobieta ma matkować facetowi, rozwiązywać jego problemy. Mężczyźni są psychicznie uzależnieni od partnerek. Kobiety podejmują większość decyzji, ich "macho" ma jedynie funkcję reprezentacyjną. Poza tym strasznie wodzą mężów za nos. W domu mało kto liczy się ze zdaniem ojca, to matka "dowodzi", do niej idą wszyscy po radę, bo świetnie ogarnia rzeczywistość, jest optymistycznie nastrojona i silniejsza psychicznie. Nawet jak znajdzie się facet, który chciałby przejąc dowodzenie, ona mu nie pozwala, bo "przecież ona wie lepiej, ona to, ona tamto, ona lepiej zna się na wychowaniu dzieci". Dzieci w Polsce tęsknią za ojcami, ale takimi prawdziwymi, silnymi psychicznie, zdecydowanymi, potrafiącymi funkcjonować bez partnerek.
Wg mnie byłoby lepiej, gdyby moje rodaczki dały trochę porządzić mężczyznom (oni to lubią wbrew pozorom), a same pozwoliły sobie być bardziej kobiecymi (nie pisze tu o wyglądzie, tylko zachowaniu), a nie tyrankami w spódnicy.