Witam wszystkich serdecznie. Jestem nowa na tym forum i pisze, gdyz mam wielki problem i bede wdzieczna za kazda rade.
A wiec jestem w zwiazku od lekko ponad 3 lat. Ja Polka, on Amerykanin. Poznalismy sie i mieszkalismy razem w Anglii az do teraz, gdy sie okazuje, ze on musi wracac do rodzinnego miasta, by pomoc rodzicom w ich biznesie, podczas gdy oni ida na emeryture i to zajmie mu min. 2 - 3 lata a moze w ogole bedzie chcial tam zostac na dluzej.
Oczywiscie naturalnie decyzja zostala podjeta, ze ja przeprowadzam sie z nim. I teraz jest problem: to sa Stany i trzeba miec wize. Wyjscie nr 1 jest takie, ze ide do miejscowej szkoly studiowac biznes, czyli cos, co mnie w ogole nie interesuje i z czym za bardzo nawet nie wiaze swojej przyszlosci. Oprocz tego szkola trwa 2 lata, kosztuje 20 tys dolarow, szkola nieznana i wiekszosc ludzi nawet nie wie gdzie ona jest. Tu problem jest taki, ze ja nie mam tych pieniedzy i nie chce studiowac czegos, tylko dlatego, by byc z moim facetem.
No i do tego dochodzi mieszkanie z tesciowa, bo wynajem jest bardzo drogi.
Rozwiazanie nr 2 to takie, ze on mnie zatrudnia, ja dostaje wize praownicza (co i tak nie jest zagwarantowane) i z nim pracuje. I tu tez robilabym cos, czego nie chce robic: praca, ktora mnie nie interesuje i spedzanie 24/7 w towarzystwie swojego partnera, co po jakims czasie staje sie po prostu nie do zniesienia... (w stylu rozmowa o pracy od switu do nocy, zero nowych znajomych, w pracy tez nikogo bo to biznes rodzinny wiec wszystko jest zalatwiane w czterech scianach it...). Wiem, bo probuje tego od miesiecy i co 2 tygodnie mam swoje regularne napady placzu i paniki, gdyz nie jest mi z tym dobrze.
Opcja nr 3 - ostatnia - to slub. Ale on nie chce. Z roznych powodow: nie jest gotowy, nie jest do konca pewien, jest teraz zajety praca itd....
Wiec jesli chce z nim byc musze wybrac pomiedzy szkola na sile, albo praca, ktora nie sprawia mi radosci i przetwarza zwiazek w dwoch partnerow biznesowych a nie dwoch kochankow.
W czym jest problem? W tym, ze ja go bardzo kocham i wiem, ze on mnie tez kocha. To dla mnie on przeprowadzil sie do Anglii, wiec w sumie teraz pora na mnie, z tym, ze on ma takze brytyjskie obywatelstwo i nie mial zadnych problemow z praca czy pobytem tak, jak ja mam tutaj. Wiem, ze on tez mnie kocha i ja chce bardzo z nim byc, ale nie wiem jak! Czuje sie jak pomiedzy mlotem a kowadlem i nie potrafie podjac decyzji... Becze codziennie i juz nie wiem co mam robic: becze nad moja sytuacja w Usa (to nie sa dokladnie Usa, tylko terytorium amerykanskie poza kontynentem, ale to nie jest istotne), bo nic mi sie tu nie podoba i jesli zostane, to jedyne co jest pozytywne to ON. Ale jest mi zle.. Jesli wroce do Polski albo jakiegokolwiek innego kraju, bede miec prace, dom, rodzicow blizej itd ale nie bede miec czlowieka, ktorego kocham. Naprawde nie wiem co mam zrobic. Nawet staralam sie sprawic jakos, by ta szkola zaczela mi sie podobac, staram sie jakos polubic biznes i chciec sie uczyc tych wszystkich numerkow i strategii i moze nawet uda mi sie zapozyczyc i bede splacac kredyt latami (ON sie nie dolozy - powiedzial) ale co po 2 latach? Bede miec taki sam problem z wiza jak teraz. Staralam sie polubic prace w dwojke, ale regularnie co 2 tygodnie mam stany depresyjne i nawet nie chce mi sie wstawac z lozka.
Prosze powiedzcie co o tym myslicie.
I nie mowcie, ze on jest egoista i ze mu nie zalezy, bo moze nie przedstawilam wszystkich aspektow nalezycie, ale mu zalezy! Wiem, ze mnie kocha, jest cudownym facetem, wiernym i kochajacym, i rozumiem, ze moze nie chce sie zenic, ja z jednej strony tez wole zwiazek na kocia lape, choc w odwrotnej sytuacji...... nie zawachalabym sie ani troche, jesli to on mialby przyjezdzac do Polski i to by mu pomoglo. W kocnu jestesmy razem ponad 3 lata a znamy sie od 4. Ach, wspomne, ze oboje mamy po 26 lat.
Dziekuje Wam za pomoc!