Witam wszystkich, proszę o poradę w kwestii pewnego delikatnego problemu. Jestem obecnie na urlopie w Solcu Zdroju, w domu wypoczynkowym w którym przebywam zakwaterowana jest też pewna dziewczyna. Jest sama no i co tu dużo mówić - podoba mi się. Widujemy się od kilku dni, uśmiechała się do mnie, próbowaliśmy rozmawiać itp. Wczoraj zaproponowałem jej wyjście razem, mamy tu dużo atrakcji, są kawiarnie, bary, restauracje, baseny, nawet kino, ale ona powiedziała że nie ma przy sobie pieniędzy. Dla mnie to żaden problem, potrafię się dostosować, więc powiedziałem, że nic nie szkodzi, możemy przecież pójść tam gdzie nie trzeba płacić, na spacer albo nawet posiedzieć w świetlicy w naszym domu wypoczynkowym, tam jest bilard, darmowa herbata, telewizor. Ona jednak się wycofała, chociaż z początku miałem wrażenie że była ucieszona propozycją wspólnego wyjścia. Co gorsza mam wrażenie zę teraz mnie unika. Chciałbym jakoś delikatnie z nią porozmawiać i powiedzieć że dla mnie pieniądze nie mają dużego znaczenia i nie będę jej przekreślał, ale nie wiem co ona mogła sobie o mnie pomyśleć, że poluję na panny z grubym portfelem? Nie wiem czy uda mi się to naprawić, ale przecież nawet nei zasygnalizowałem, że mi to przeszkadza. Proszę doradźcie mi co zrobić.
Podobne tematy
A jesteś pewien że to chodzi o to chodzi że nie ma pieniędzy??jak o to chodzi to możecie przecież zrobić coś za co nie trzeba płacić iść na spacer albo coś innego ![]()
A moze jej chodzilo o to, abys to Ty za nia zaplacil?
Spróbuj z nią na ten temat porozmawiac. Może ona jest niesmiala. Albo poprostu chciała byś ty płacił bo tak naprawdę niechciala kasy wydawać.
równie dobrze mogła po prostu się wykręcić, bo nie jest zainteresowana. gdyby chciała to pewnie poszłaby z tobą choćby na spacer ![]()
A moze jej chodzilo o to, abys to Ty za nia zaplacil?
też tak myślę
Ja uważam że dziewczyna się zawstydziła że nie ma kasy.I dlatego woli cię unikać .Spróbuj z nią pogadać.
Miki zrobił co należało. Dziewczyna ściemniła z kasą, bo pewnie liczyła na sponsoring, teraz unika, bo wie, że nie ma na co liczyć.
Normalna dziewczyna zareagowałaby pozytywnie na spacer choćby. Ma problemy ze sobą, bo pewnie myśli - gość chciał mnie zaliczyć za friko. Niedoczekanie, nie jestem Tania ![]()
równie dobrze mogła po prostu się wykręcić, bo nie jest zainteresowana. gdyby chciała to pewnie poszłaby z tobą choćby na spacer
też tak sądzę. Jeśli było ją stać na wakacje, to na kawę w kawiarni już jej zabrakło?
Sorry, ale zawaliłeś. Zasada jest prosta - płaci ten kto zaprasza. Już nie mówię o tym, że na pierwszej randce podział "każdy płaci za siebie" nieraz skutkuje tym, że dziewczyna nie ma zamiaru zadawać się z takim facetem skąpym.
Też racja. Popieram
12 2014-07-19 15:04:54 Ostatnio edytowany przez KajkaKa (2014-07-19 15:07:16)
Nie dziwię się jej. Gdybym od faceta usłyszała, po tym, jak powiedziałabym mu, że nie mam pieniędzy, że nic nie szkodzi, będziemy chodzić w miejsca, w których nie trzeba płacić, to też bym się w życiu nie umówiła.
I tu nie chodzi o szukanie sponsora. Kawa czy piwo na mieście to nie sponsoring, bez przesady. Facet musi umieć rozróżnić, czy proponuje wyjście kumplowi czy może zaprasza kobietę, którą chciałby poznać i być może stworzyć związek.
Mam wrażenie, że niektórzy faceci to już niedługo zażądają, by to kobieta w ramach postępu za nich płaciła.
Postęp postępem, ale są sytuacje, które nie muszą ulegać zmianie. No niechże się szczypią... tylko niech nie mają pretensji, że naprawdę fajne kobietki wybiorą kogoś, kto nie ma węża w kieszeni (to dla nich informacja, którą podświadomie czytają, że taki mężczyzna w przyszłości będzie chciał o nią, ich potomstwo dbać), a im zostaną jakieś desperatki, które naprawdę będą gotowe zapłacić za tą randkę. ![]()
"Złoty środek" jak zawsze się sprawdza.
Jakiś czas temu byłam na spotkaniu zapoznawczym. Facet postawił mi piwo. I to było ok. Jednak po jakimś czasie zaproponował, że postawi mi kolację, na co się nie zgodziłam. Gdy wyszliśmy z baru, zaciągnął mnie niemal siłą na kebaba... ale też się nie zgodziłam, by zapłacił. Dlaczego? Nie byłam pewna czy jestem nim zainteresowana i nie chciałam, by miał poczucie, że "tyle" zainwestował. Tak było uczciwie.
Trochę przegiął, moim zdaniem. Taki facet (o ile nie jest jakimś krezusem) to też trochę wypada jak desperat. Na pierwszym spotkaniu oczywiście... nie w związku. ![]()
No i inna sytuacja. Inny facet. Pierwsze spotkanie. Spacer. Proponuje kawę. Ja się nie zgadzam. W sumie nie miałam ochoty, ale też wiem, że nie pracuje. Kolejne spotkanie. Proponuje piwo. Ok. Zgadzam się. Proponuję jednak miejsce w które sama mogę dojść piechotą, choć spory kawałek. On musi dojechać. Jakieś 10 minut autobusem. Kręci nosem, proponuje coś bliżej niego. No żesz... bez przesady. To on jest facetem. To on powinien "się poświęcić". To on powinien się martwić, by partnerka nie wracała po nocy sama. Hmm... nie oczekuję, by przyjechał na białym koniu i mnie porwał... i nawet jak widać, daję szansę mimo że nie pracuje... ale czegoś takiego nie zdzierżę.
Żenada tacy faceci.
![]()