Witam, piszę tutaj ponownie, bo po prostu potrzebuję pomocy. Swój problem opisałam w tym wątku:
http://www.netkobiety.pl/t72421.html
Sytuacja zmieniła się o tyle, że po prostu zakończyłam ten "związek". Zakończyłam go telefonicznie, gdyż Mariusz przebywa obecnie ze swoją ex żoną na wyjeździe. Rozmawiał ze mną chłodno, gdy mu mówiłam, że odchodzę, powiedział, że jeśli poczuję się z tym lepiej, to mam odejść. Nie prosił, bym została, nie mówił, że cokolwiek zmieni, by być ze mną, tylko cały czas powtarzał, że to zły czas, że gdyby nie było ex, bylibyśmy razem, a on jej musi dać szansę widząc, jak ona się stara, by do niej wrócił. Cały czas tylko ona, jakby mnie nawet w rozmowie o nas nie było. Rozmowa trwała dwie godziny. Odeszłam, ale wcale nie czuję się z tym dobrze, czuję się załamana, czuję się jak rzecz, w dodatku zostałam już całkiem samotna, co potęguje to okropne uczucie pustki i ból. Mimo wszystko, czuję, że kocham tego człowieka nadal. Chcę zabić w sobie tę miłość, pracuję, ale po pracy wracam do pustego domu i znów przeżywam koszmar. To nie jest moje pierwsze rozstanie, ale przeżywam je najokropniej z tych, których doświadczyłam. Nie mogę znaleźć sobie miejsca, nie mogę jeść, spać, a w pracy chodzę jak cień, nic do mnie nie dociera. Proszę o jakieś rady, jak radziłyście/ radziliście sobie po trudnych rozstaniach, ponieważ moje sprawdzone z poprzednich rozstań metody w tym przypadku po prostu nie skutkują, boli mnie ogromnie, nie chce mi się po prostu żyć, nie mam na nic siły :-( Z nim było źle, choć miałam nadzieję, która mnie trzymała na duchu, ale bez niego jest jeszcze gorzej- nie do zniesienia :-(
Podobne tematy
Cześć
Jesli chodzi o sprawdzone sposoby, to mój był taki, żeby wygadać się, wygadać sie i wygadać ile wlezie, do momentu aż Ci sie przestanie chcieć na jego temat gadać. Ja jestem drugi raz w sytuacji, w której nie moge sie pogodzic z rozstaniem, dlatego szukam po forach mozliwości "wygadania" sie, poniewaz za pierwszym razem pomogło, trwalo długo, ale pomogło. Tyle, że pierwszym razem byłam zdradzoną żoną i znalazłam forum dla zdradzonych, gdzie ludzie mieli podobne problemy i chetnie o nich słuchali i wypowiadali się. Bo wiadomo, że w realu możesz owszem powiedzieć komus o swoim problemie, ale przeciez nie bedzie on z Tobą roztrząsał każdej sytuacji codziennie od nowa. Teraz nie wiem na jakim forum mam sie "zagnieździc", zeby móc się wygadać, bo w tym przypadku partner nie wyrządził mi żadnej krzywdy, a odszedł tylko dlatego, ze moje dziecko miało problemy z zaakceptowaniem go i stwierdził, że to nie ma sensu. Byłam w szoku, że nie chciał walczyć, przeciez to tylko dziecko i po prostu potrzebowało wiecej uwagi i cierpliwosci, a wszystko ułożyłoby się. Ale wróćmy do Ciebie:)
Piszesz, że z nim było źle, ale bez niego jeszcze gorzej - to, że było z nim źle to juz jest jakis plus tej sytuacji, bo oznacza to że nie byłabys z nim do końca szczesliwa i miej to na uwadze teskniąc za nim. To, że bez niego jest gorzej, to nie oznacza, że Twoje szczęście jest uzależnione od jego osoby, oznacza to tylko tyle, że Ty sama uzalezniłas sie od niego. Spróbuj, bo ja próbuje choć z różnym skutkiem, pomysleć że na świecie są tez inne sprawy, nie tylko damsko-męskie, które moga dawac szczęście i satysfakcję. I gadaj, i pisz tutaj jak najwięcej, rozstrząsaj kazdy szczegół zwiazku, jesli tylko pomoze Ci to dojsc do jakis konstruktywnych wniosków. Moje roztrząsanie zdrady małżeńskiej zajęlo mi 8 miesięcy! 8 miesięcy piałam codziennie na forum, az w końcu przyszedł moment, że miałam ochotę zwymiotować już mysląc o tym temacie i wtedy poczułam się wolna:) Czekam na to uczucie z wytęsknieniem i tym razem.
Właśnie, stram się tutaj wygadać, bo w realnym życiu po prostu nie mam w swoim gronie osób, które mogłyby mi poświęcić choć trochę czasu, czy po prostu wysłuchać. Grono znajomych mam nieliczne, wszyscy w związkach- do tego udanych i już z góry się asekurują, żebym im głowy nie zawracała, bo czasu nie mają. Tak, z nim było źle, ale tylko ze względu na to, że odkąd mnie poznał, nie potrafił dokonać wyboru pomiędzy mną, a swoją byłą żoną, z którą rozwiódł się wiele lat wcześniej. Gdyby nie ta sytuacja, bylibyśmy bardzo szczęsliwi, bo niczego złego o nim powiedzieć nie mogę, traktował mnie dobrze, czułam z jego strony uczucie, choć nigdy nie mógł powiedzieć, że mnie kocha- właśnie ze względu na sytuację z ex żoną. On po wielu latach od rozwodu nadal miał z nią kontakt, ona mu nie dawała spokoju, a on odbierał to jako próbę z jej strony odbudowy ich związku, dlatego nie mógł stworzyć pełnego związku ze mną, bo stwierdził, że rodzina jest najważniejsza i musi dac jej szansę, jeżeli ona tego chce. A żeby było zabawniej, on sam się z nią rozwiódł, bo całe ich małżeństwo było jedną wielką kłótnią i okropnie go poniewierała. Opamiętała się i zmieniła dopiero po rozwodzie i przez lata zabiegała o jego względy ponownie. On ogromnie wierzy, że ona się naprawdę zmieniła, choć podobno nawet podczas tych spotkań po rozwodzie pokazuje swoją dominującą naturę, obrażalska jest, chce, by wszystko było po jej myśli, ale on jest tak zaślepiony nią, że wszystkie jej zachowania usprawiedliwia. To był powoód tego, ze postanowiłam odejść, bo już dłużej czekać nie mogłam, aż on wybierze! Proponował mi, że mam poczekać, na jakieś jej deklaracje i jeśli ona nie zechce go to zostanie ze mną i będzie równie szczęśliwy, bo ze mną miał bardzo dobrą relację od poczatku, żadnych sprzeczek, pełne zaufanie i porozumienie, ale on nie może zapomnieć, że ona była jego żoną, że tworzyli rodzinę i niby z tego względu jej należy się druga szansa i wybaczenie. Nie wytrzymałam tego po prostu i skończyłam to telefonicznie, gdy wyjechali razem na wycieczkę. Do kńca nie mógł zadeklarować z kim chce być, bo powiedział, że nie wie! Że z jednej strony tam jest jego rodzina, a z drugiej ze mną ma udany "związek" oparty na szacunku i dobrym porozumieniu, ale on nie może podjąć decyzji, bo nie wie, z kim chce być! Przyznam, że w głębi duszy wciąż mam jakąś nadzieję, że on kiedyś jeszcze ze mną będzie, że ex go w tyłek kopnie, jak z nią zamieszka, że wróci. Wiem, ze tak robić nie powinnam, ale kocham go tak cholernie, ze trudno mi wyobrazić sobie bez niego resztę życia... ![]()
Czy "On" ma dzieci z byłą? Dlaczego go tak do niej ciągnie?
Czy "On" ma dzieci z byłą? Dlaczego go tak do niej ciągnie?
Tak, ma dzieci, już dawno pełnoletnie. Mówi, że sam nie wie, dlaczego go tak ciągnie do niej, że to pewnie przez to, ze ona się tak zmieniła od rozwodu, że nie jest już tyranem, a normalnie z nim rozmawia, normalnie traktuje. Mówi, ze coś go z nią łączy, ze on nie potrafi się od niej uwolnić, choć ona mu ponoć żadnych uczuć nie okazuje, jest zupełnie zimna, tyle tylko, że normalnie rozmawia, miło spędzają czas- w tym jest zmiana, bo w trakcie trwania małżeństwa był jej ofiarą, ubliżała mu, niszczyła psychicznie, nawet do rękoczynów się posuwała. Wytrzymali razem kilkanaście lat, on odszedł, ale po rozwiodzie nie dała mu spokoju i od prawie 10 lat ciągle do niego wydzwania, on wciąż spędza z nią czas- ona się tego domaga, a on jest na każde skinienie. Mnie poznał, gdy się pokłócili i ona długo się nie odzywała, byliśmy szczęsliwi, ale ona się odezwała, a on mimo, że płakał, bo zaangazował się uczuciowo ze mną, to nie potrafił jej odmówić i twierdzi, że ma dwie kobiety i nie wie, którą wybrać! Z jedną ma rodzinę, ona po rozwodzie stała się miła choć zimna nadal i okazuje mu zainteresowanie, bo wydzwania i domaga się spotkań, ale nie okazuje mu uczuć, a z drugą (ze mną) mówił, że jest szczęsliwy, że czuje się kochany, ale to dla niego coś zupełnie nowego, musiałby w dojrzałym wieku całkowicie nowe życie rozpocząć, a też z jej rodziną ma wręcz wzorowe stosunki, on ich i oni jego uwielbiają. Z ex żoną od 10 lat się spotykają, nawet sypiają w jednym łóżku, ale ona jest ponoć zimna i on sobie nawet nie wyobraża, by choć przytulić by mu się dała, jest podobno całkowicie fizycznie i emocjonalnie niedostępna, choć zabiega o niego te 10 lat, 10 lat się spotykają, razem czas spędzają, ale nie proponowała mu przez ten czas zejścia się, wspólnego mieszkania, więc ja nie wiem, czy ona go kocha, będąc jednocześnie tak chłodna, a on jest zupełnie zdezorientowany, nieszczęsliwy, bo nie wie, na czym stoi i w którą stronę iść, mówi, że nie wie, przy której spotka go upragnione szczęście w życiu
facet miał i ma pranie mózgu , ubezwłasnowolniony przez ex , to jest to samo co przy przemocy w domu (pije , bije ) a na policji wycofuje oskarżenia , tu potrzeba radykalnej zmiany , wyjazd , zerwanie kontaktu (ale czy on by tego chciał ) ???
facet miał i ma pranie mózgu , ubezwłasnowolniony przez ex , to jest to samo co przy przemocy w domu (pije , bije ) a na policji wycofuje oskarżenia , tu potrzeba radykalnej zmiany , wyjazd , zerwanie kontaktu (ale czy on by tego chciał ) ???
Nie, on nie da rady. Gdy ex się obraziła na niego, po czym się odezwała, on płakał wręcz, widziałam, że w głębi duszy chciał mieć od niej spokój. Jego ex także stosowała przemoc wobec niego podczas kilkunastu lat małżeństwa- była to przemoc psychiczna, ponoć do rękoczynów także się posuwała, rzucała ciężkimi przedmiotami, krzyczała na cały dom, że on ją bije, a on ją bije, by on w oczach sasiadów był najgorszy, ale on jej nigdy palcem by nie tknął- bo to niska i bardzo drobna kobieta, jedynie trzymał jej ręce, by ona go nie biła. Więc to można pod przemoc podciągnąć. Po rozwodzie zamieniła się w anioła niemal- szanująca, dobrotliwa, zaczęła zabiegać o niego i tak już 10 lat go mami, nie wiadomo, jakie mając plany wobec niego i on sam nie wie, czy ona to robi z miłości, czy po prostu z egoizmu, zeby samotną nie być... On jest jakby całkowicie... ubezwłasnowolniony- tak się zachowuje- jak marionetka na sznurku i każdy jego krok zalezy od jej decyzji, aona wciąż i w kazdej sytuacji zdanie i decyzje zmienia- jest strasznie chwiejna pod każdym względem