cześć dziewczyny, szukam osób które chorują na agorafobię, nie mam z kim o tym porozmawiać w swoim gronie, a te osoby które znam i zmagają się z nerwicą nie mają z tym do czynienia, chciałabym po prostu porozmawiać jak sobie radzicie w tej chorobie, jak wygląda Wasze codzienne życie, jeżeli ktoś również zmaga się z tym okropieństwem proszę, odezwijcie się ..
Podobne tematy
hey butterfly:)
Otóż ja Cierpiałam na agarofobie, w marketach, galeriach , urzędach przeżywałam katusze brrr jak sobie przypomnę..nieraz cały wózek z zakupami na środku zostawiałam i biegłam do wyjścia... Ogólnie nie mogłam złapać pełnego powietrza, suchość w ustach, nogi z waty , zawroty głowy, czułam że podłoga robi się jak trampolina , osuwa się. A jak już miałam stać w kolejce ooo to już w ogóle był meksyk;p Ogólnie było ciężko... udało się wyjść z tego , nie powiem bo wspomogłam się tabletkami, w sumie na krótko ale do tego stopnia , że dały radę coś tam ze mną zrobić a później moja praca nad sobą... wchodziłam do sklepu to do siebie w myślach gadałam, tłumaczyłam do siebie różne rzeczy, wyzywałam w myślach na siebie, później starałam się odwracać uwagę wiele rzeczy robiłam aż jakoś z tego wyszłam... Polecam wybrać się do psychologa i później ewentualnie do psychiatry i na jakiś krótki okres wspomóż się lekami bo samej będzie mega ciężko ;p
Witaj.
I ja proponuję Ci, abyś poszukała pomocy u specjalisty. Po co się męczyć ? ?:) Śmiało ![]()
Hej
ja z tym świństwem zmagam sie o 5 lat, na poczatku nie bylo zle, tylko jazda z Wrocławia do domu rodzinnego sprawila mi problem, ale wzięłam afobam i bylo okej, ale z czasem docjodzily nowe miejsca których sie balam, teraz jestem w takim momencie gdzie mozna powiedzieć, że są dni, kiedy boję sie własnego cienia. Do galerii nie wejde, do supermarketu tez nie, do tramwaju nie wsiądę, przez most nie przejdę, wind sie boje potwornie, boje się zostawać sama w domu, boję sie nawet wyjac do sklepu pod blokiem... Bylam na prawie polrocznym zwolnieniu, gdzie przez 3 miesiące chodziłam na oddział dzienny leczenia nerwic. Troche pomoglo, ale kiedy wrocilam do pracy wszystko wrocilo... Poszłam później na hipnozę, pomogala na 3 dni i znow to samo. Po okolo półtora miesiąca pracy, dzis znów poszłam na zwolnienie. Chłopak mi powiedzial ze on mnie utrzymywał nie bedzie, ze mam wziac sie w garść. Ale ja nie umiem. Czuje, ze nikt tego nie rozumie, nie mogę o tym swobodnie z nikim pogadać, dlatego chciałabym z kimś kto ma podobny problem podzielić sie wszystkim. Nie wiem jiz czy to ja się użalam nad sobą czy poprostu juz nie mam sily z tym walczyć...