Witam wszystkich. Nie raz szukałam ratunku w internecie wpisując jakieś głupie frazy w przeglądarkę i próbując podbudować się historiami innych, a właściwie tym że jest sporo osób które mają podobne problemy
. Tak więc to chyba będzie dobre miejsce na kilka słów o mnie. Nie lubię się użalać nad sobą wiec i nie oczekuje jakiegoś pocieszenia, ciekawią mnie opinie innych ludzi.
Uważam, że nie miałam złego dzieciństwa, kocham moją rodzinę i jestem wdzięczna za to że żyje, chociaż był moment temu zaprzeczający... Wiele rzeczy, problemów zaczyna się od szkoły to ona nas wychowuje, kształtuje poglądy zachowania umiejętność odnalezienia się w środowisku.
Od dziecka byłam raczej osobą nieśmiała, a właściwie od kiedy zaczęłam chodzić do szkoły. Czasu podstawki, gimnazjum. Rodzice wpoili mi bym uczyła się pilnie i dobrze. Ten czas w sumie w większości wspominam jako czas nauki ale i swobody beztroski, mimo że nigdy nie lubiłam szkoły. Nie czułam się w niej dobrze, już wtedy zaczął się strach do ludzi. Wolałam swoje małe grono znajomych i jakoś się żyło. Bo w sumie spotkałam ludzi pełnych empatii. Potem zaczęło się liceum, ze względu na swoje zainteresowania biologią, natur a ect. naiwnie wybrałam biol-chem. Naiwnie bo teraz z perspektywy czasu wiem że mój stan zdrowia ogranicza mnie do podjęcia wymarzonych studiów. (nie do końca sprawna siłowo)
Ale kierunku nie żałuje to o niczym nie przesądziło ;] Natomiast o wiele bardziej samej szkoły gdzie liczyli się najlepsi!! że trzeba być najlepszym, rywalizować i piąć się w górę! bo życie jest złe i okrutne i w ogóle... i trzeba być najlepszym. To... bardzo złe podejście....
Niektórzy nigdy nie będą w stanie podołać takiej poprzeczce, a uczenie się ze strachu przed przyszłością a nie dla siebie. Nie może poskutkować niczym efektywnym. Takie moje zdanie, mi udało się wylądować na lekach depresyjnych. Miałam bardzo destruktywne myśli o sobie. Ale wiedzieli o tym tylko najbliżsi. W szkole byłam po prostu spokojną. nieśmiała osobą, która miernie ale sobie radziła w szkole. Tylko nikt nie wiedział ile mnie to wszystko kosztowało. Nie radziłam sobie... cóż minęło.
Kontakt z ludźmi się urwał, oprócz garstki
i przyjaciółki która mam do dziś (bezcenne). Ludzie po wybywali na studia, ja zaczęłam dość późno szukać coś dla siebie. Stan psychiczny nie bardzo pozwalał mi na wyjazdy na studia, dlatego postanowiłam zostać w mieście i zrobić 2-letnie studium. Przyznam ze to był bardzo pozytywny okres w życiu, podbudował mnie.
Ale to tylko przerwa w życiorysie, chciałam czegoś więcej. Postanowiłam dostać się na ASP Grafikę. Moją miłością od dziecka był rysunek. Wiec czemu nie spróbować? Niestety nie udało się. Ale za to znalazłam coś innego prywatna uczelnie z kierunkiem projektowania komunikacji no i wyjechałam nas studia. Reklama, marketing. Przyszłościowe gówno. Wiecie mamy XXI wiek teraz liczy się tylko reklama, wyzysk na innych ludziach, choćby po trupach. I wmawianie im ze czegoś potrzebują mimo że to gówno prawda. Wiecie? brzydzę się tym skończyłam (chyba) 2 rok studiów ale szczerze się tym brzydzę i.... no cóż jestem kiepska w tym co robię ledwie zdałam... a moje projekty są hmm przestarzałe i oldskulowe z natury mimo że wkładam w to cholernie dużo pracy a mojemu towarzystwu ze studiów idzie to o wiele łatwiej, nawet jak zrobią prace na ostatnią chwile to i tak będzie ona lepsza od tej na która ja poświecę 2 tygodnie.<wzdych> Na studiach nie znalazłam bratniej duszy, to tylko mi pokazuje jak bardzo nie pasuje i do tego kierunku i do osób które widzą w tym przyszłość... mam ochotę się poddać... Zwłaszcza że przez całę te studia znowu zaczęłam potrzebować leków... a depresja albo nerwica bo już sama nie wiem wywołuje za dużo skutków ubocznych.
I jak tu żyć w tym porąbanym świecie, wszędzie czuje że nie pasuje, a cały świat totalnie oszalał. Ale gdzie tu uciec od tej realności? Co by było jakby ludziom nagle zabrakło Internetu? To jak w ciemności bez latarki, nierealne dla większości. Widzę dzieciaki "z nosem w komórkach albo grajach na PC 24h". Gdzie te czasy gdzie dzieci bawiły się razem na podwórku, uczyły się co to przyjaźń, zaufanie, praca zespołowa... czy naprawdę żyjemy w pięknych czasach...