Korzenie mojej nerwicy tkwią w chorych, i zimnych relacjach rodzinnych. I dlatego też wszelkie święta źle mi się kojarzą. Ostatnie święta spędzałam z rodziną mojego partnera, ale też nie jest to to... mam nadzieję, że w grudniu wezmą mnie na oddział, to taka ucieczka przed... Każdy grudzień jest dla mnie koszmarem...:-(
Podobne tematy
Ja też nie lubię świąt. Po prostu nie lubię tej całej sztywnej atmosfery. Wszyscy się pozornie kochają i są dla siebie mili a po świętach już drą ze sobą koty. Jedyne co cenię w świętach to że są wolne dni ![]()
a u mnie oleńka ostatnie lata wyglądały tak, że mój ojciec z matką u siostry spędzali święta, bez ze mnie. Nie dogaduje się z siostrą, a mamie było wygodniej do niej chodzić, a ja nie miałam warunków by ich przyjąć wszystkich, za małe mieszkanie. Zawsze woleli ten czas spędzać z siostrą... dla mnie ten dzień mógłby nie istnieć, no chyba, że spędzałabym ten dzień tylko z moim facetem..
Takich swiat o jakich mowisz, to ja tez nienawidze. Ale poza tym uwielbiam - ale traktuje to jako fajna kolorowa komercje, bo nie jestem religijna.
My z mężem również nie lubimy świąt, podobnie dzieci oraz moja matka. Cala ta bieganina jest bezsensowna, podobnie jak spędy rodzinne, mnóstwo pracy, a później żale, bo ktoś nie docenił wysiłku. Mój mąż musi stawić się u rodziców obowiązkowo, ale później robimy co chcemy. Podobnie moja matka, która mieszka samotnie, ale za gwarem świąt nie tęskni. Jak dzwonię do niej, a czasem tam jestem, to czeka aż miną.
Lepiej brzuchem do góry poleżeć, odpocząć, nabrać sił, a jeśli już coś robić, to skromnie i bez takiej fety. Jak sobie pomyślę, że znów będzie tłok w sklepach, szukanie wolnego miejsca parkingowego zajmie kupę czasu - mam dosyć. Nawet koledzy zazdroszczą moim synom, bo oni są zmuszani do rodzinnych nasiadówek, a woleliby robić co chcą.
Ja też się dołączam do niechęci wobec świat. Za dużo chaosu, gonitwy, roboty, stresu, po to aby te dwa czy 3 dni siedzieć i żreć. Nic z tego nie ma oprócz kilku dodatkowych kg, zmęczenia i narzekania ile to się trzeba było narobić. Wkurza mnie to. Nie lubię też zjazdów rodzinnych, to takie wszystko na siłę jest..;/ Wolne i owszem, ale bez tej całej otoczki dziwnej i sztucznej przede wszystkim.
nie lubisz swiat czy spedow rodzinnych? Bo co ma jedno z drugim wspolnego? Ja nie lubie spedow ale siweta jako takie uwielbiam. Znaczy te zimowo-gwiazdkowa atmosfere.
A ktos Cie zmusza do swietowania z rodzina? W gory na narty pojedz i kwita.
Święta lubię ale spędy rodzinne to zło konieczne. Moja żona mimo, że jest z domu w którym rodzice traktują swoje małżeństwo jak kontrakt jest bardzo przywiązana do matki w związku z czym zawsze 90% czasu w święta spędzamy u nich. Dla mnie to męka. Latanina po sklepach żeby zrobić jakieś zakupy i nie jechać z pustymi rękami, później wyjazd kilkaset km. Czas u nich to dla mnie czas stracony - puste gadanie o niczym, teść który wyskakuje do wszystkich z pretensjami a w najlepszym wypadku olewa sprawę i kładzie się na sofie przed telewizorem. Pół biedy jak się nie zjadą jakieś ciotki i wujki (teściowa jest OK i wtedy mogę z nią po ludzku pogadać). Jak przyjadą to gorzej: "a kiedy drugie dziecko?", "remont mieszkania już robiliście?", "kiedy się do większego przeprowadzicie?" Aż by się chciało powiedzieć: "zajmijcie się k... swoim życiem". Później na szybko w drugi dzień na jakąś kolację do moich rodziców i ufff... nareszcie mogę odetchnąć
Coraz częściej myślę o tym, że święta chciałbym spędzić tylko z żoną i synkiem. Pobawić się z małym, pogadać i poprzytulać się z żoną czy poleżeć na tapczanie z książką. Jeśli już miałbym się z kimś spotkać to wolałbym z naszymi wspólnymi znajomymi bo z nimi przynajmniej jest wesoło i są jakieś tematy do rozmów. Jednak żona bardzo tęskni za swoją matką i chociaż w święta chce z nią spędzić trochę czasu co też rozumiem i dlatego nie naciskam w sprawie rezygnacji z tych wyjazdów
Poczekajcie jak Wasze dzieci pójdą na swoje.Wtedy odczujecie radość z tego jak tylko w święta będą mieli czas,żeby do Was zawitać.Moja córka poszła już na swoje i już w tej chwili myślę,żeby za wczasu zarezerwować drugie święto na odwiedziny u nas i godzinę kolacji wigilijnej,bo wiadomo,że mama chłopaka córki też nie odpuści.
Poczekajcie jak Wasze dzieci pójdą na swoje.Wtedy odczujecie radość z tego jak tylko w święta będą mieli czas,żeby do Was zawitać.Moja córka poszła już na swoje i już w tej chwili myślę,żeby za wczasu zarezerwować drugie święto na odwiedziny u nas i godzinę kolacji wigilijnej,bo wiadomo,że mama chłopaka córki też nie odpuści.
Eee tam. Wtedy to ja zaczne wreszcie spedzac swieta bezstresowo, np. w Tajlandii z drinkiem w dloni a nie klonujac sie miedzy sprzataniem, gotowaniem, zakupami itp. Albo alternatywnie sama sie do nich wybiore na pare godzin z wkupnym makowcem.
Zreszta rodzice i dzieci to jeszcze zaden sped, jesli wzajemne relacje sa ok, to ten czas moze byc przyjemny. Duzo zalezy od tego, jakie stosunki miedzy rodzicami i dziecmi panuja.
Gorzej, jak wlasnie na swieta dochodza ciotki, pociotki i kuzyni z piatej wody po kisielu. Brr, az dreszczy dostaje na sama mysl.
Żadnych świąt nie trzeba spędzać na gonitwie i przygotowując słynne 12 potraw, to ostatnie nawiązuję oczywiście do Bożego Narodzenia. Wystarczy barszcz czerwony czy zupa grzybowa w zależności od regionu i tradycji, ryba i deser.
To zajmuje trzy godziny w kuchni, serio
Pierwszy i drugi dzień świąt robię zwyczajny obiad, tylko podany w ładniejszej, świątecznej oprawie. Spędów rodzinnych również nie lubię*, ale trzeba mieć na względzie pozostałych członków rodziny i gdy trzeba wybieram się do wielopokoleniowej rodziny męża, bo wiem, że sprawia im to radość.
A święta właśnie po to są: by INNYM sprawiać radość. Choć przez chwilę.
* i wielu innych rzeczy nie lubię robić, a robię, bo życie to nie wyłącznie myślenie o tym, by tylko mnie było przyjemnie.
bulinka_1969 napisał/a:Poczekajcie jak Wasze dzieci pójdą na swoje.Wtedy odczujecie radość z tego jak tylko w święta będą mieli czas,żeby do Was zawitać.Moja córka poszła już na swoje i już w tej chwili myślę,żeby za wczasu zarezerwować drugie święto na odwiedziny u nas i godzinę kolacji wigilijnej,bo wiadomo,że mama chłopaka córki też nie odpuści.
Zreszta rodzice i dzieci to jeszcze zaden sped, jesli wzajemne relacje sa ok, to ten czas moze byc przyjemny. Duzo zalezy od tego, jakie stosunki miedzy rodzicami i dziecmi panuja.
Gorzej, jak wlasnie na swieta dochodza ciotki, pociotki i kuzyni z piatej wody po kisielu. Brr, az dreszczy dostaje na sama mysl.
Dokładnie. Święta z rodzicami czy nawet teściami jeśli człowiek jest się w stanie fajnie dogadać są w porządku. Najgorsze są spędy rodzinne i o tym tu mówimy
Żadnych świąt nie trzeba spędzać na gonitwie i przygotowując słynne 12 potraw, to ostatnie nawiązuję oczywiście do Bożego Narodzenia. Wystarczy barszcz czerwony czy zupa grzybowa w zależności od regionu i tradycji, ryba i deser.
To zajmuje trzy godziny w kuchni, serioPierwszy i drugi dzień świąt robię zwyczajny obiad, tylko podany w ładniejszej, świątecznej oprawie. Spędów rodzinnych również nie lubię*, ale trzeba mieć na względzie pozostałych członków rodziny i gdy trzeba wybieram się do wielopokoleniowej rodziny męża, bo wiem, że sprawia im to radość.
A święta właśnie po to są: by INNYM sprawiać radość. Choć przez chwilę.* i wielu innych rzeczy nie lubię robić, a robię, bo życie to nie wyłącznie myślenie o tym, by tylko mnie było przyjemnie.
niestety obce jest mi takie przeslanie: mecz sie w swieta i nadrabiaj mina dla dobra innych. Jakos malo z Matki Teresy jest we mnie. Zreszta malo komu sprawie radosc siedzac wkurzona jak na goracych palnikach przez cala wieczerze, a tak wlasnie czuje sie bedac na imprezkach wielopokoleniowych. Lepiej dla mnie i ogolu, jak sobie w swieta odpuszcze rodzinna kolacyjke.
Jedni lubia w kupie, inni wola solo - kazdy ma prawo wyboru i tak moze spedzic te swieta, zeby sobie tez sprawic przyjemnosc. A nie myslec o nich jak o zle koniecznym.
Massuko, wspomniałam, że też nie lubię, podobnie jak wesel równie mocno nie znoszę, spędu ludzi w ogólności celowo zebranego się w celu celebracji jakiegoś wydarzenia
Nie jestem jednak pępkiem świata i mogę się ten jeden dzień przemęczyć, nie umrę, nie zachoruję, trochę cierpliwości sobie nadszarpnę, poćwiczę tolerancję odmienności zachowań i kręgu kulturowego, a przy okazji sprawię komuś trochę radości.
Rozumiem jednak osoby, które nie są w stanie się przemęczyć, a czasem przyczyny są poważne i trzeba mieć bardziej na uwadze siebie niż tzw. święty spokój.
Massuko, wspomniałam, że też nie lubię, podobnie jak wesel równie mocno nie znoszę, spędu ludzi w ogólności celowo zebranego się w celu celebracji jakiegoś wydarzenia
![]()
Nie jestem jednak pępkiem świata i mogę się ten jeden dzień przemęczyć, nie umrę, nie zachoruję, trochę cierpliwości sobie nadszarpnę, poćwiczę tolerancję odmienności zachowań i kręgu kulturowego, a przy okazji sprawię komuś trochę radości.
Moglabym sie tak poswiecic raz albo dwa, za trzecim postawilabym zdecydowane veto i wybralabym swoja opcje milych i spokojnych swiat. Na ktore tez czekam caly rok i chce z nich czerpac radosc rowniez dla siebie.
O ile moja wlasna rodzina nie jest az tak wymagajaca i zaborcza, o tyle rodzina (wlasnie taka pokoleniowa) mojego partnera najchetniej widywalaby sie z nim co drugi weekend. Jakas masakra i nieodcieta pepowina miedzy babcia, mama i nim. Juz 3 razy pod rzad jezdzilismy w wakacje do nich (przejazdem ale na pare dni) i na przyszly rok zapowiedzialam zmiane trasy. Ja sie zwyczajnie dusze w takim gronie, gdzie jest babcia, mama, tata, siostra, ciocia, wujek, kuzynka, jej maz i teraz bobas, kuzyn i jego dzieci i jeszcze Bog wie kto. Wytrzymuje grzecznosciowe pol godziny i zwijam sie po angielsku, jade z corka na zamek albo do parku polazic. Zadna przyjemnosc tak w koleczku siedziec i pitu pitu o tym co kogo boli, kto z kim, dlaczego, po co itd.
Malo rodzinna jestem i raczej nie zmienie sie. Nie interesuje sie zyciem moich krewnych (poza tymi najblizszymi) ani nie opowiadam wiele o swoim. Nie mam takiej potrzeby.
Dlatego swieta w duzej rodzinie, to nie dla mnie.
Mi się nie podoba to że moja rodzina na święta zawsze musi się ze sobą kłócić (im więcej ludzi w pomieszczeniu tym gorzej), a potem obłudnie życzą sobie wszystkiego najlepszego. Nie jestem katoliczką więc traktuję święta jedynie jako przyjęcie z daniami jakich na co dzień raczej nie jadam, i alkoholem (który pijam tak czy siak, ale nie nałogowo).
Massuko, poświęcałaś więcej niż ja. Tyle razy pod rząd na wakacje to bym tam nie pojechała, ba, ani razu tam nie spędzałam urlopu
Mówię jedynie o jednodniowym świątecznym"poświęceniu"
tyle wytrzymam
i też nie każdego roku, choć wtedy ktoś od nich chce do nas przyjechać, a to byłoby jeszcze większe poświęcenie, bo nie wiadomo kiedy by wyjechali
Więc raz na kilka wyjazdów bywam "bardzo przeziębiona" ![]()