przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Strony 1 2 3 35 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 1,922 ]

Temat: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Mam 30 lat. Pracuję jako przedstawiciel handlowy w branży rolniczej. Jeżdżąc poznałam męża. Hodowca, w moim wieku, bardzo przystojny, bardzo inteligentny. Od razu zaiskrzyło. Spotykaliśmy się wiele miesięcy. Rozmowy, niepewność co będzie. Czy przerwać to, czy kontynuować. Bo przecież ile można spotykać się na chwilę przejeżdżając 100 km w jedną czy drugą stronę? Mieszkał z mamą, bratem i brata dziewczyną. Ja całe życie w mieście. Od urodzenia, od kilku lat samodzielna we własnym mieszkaniu, ekskluzywnie urządzonym, podróże do Egiptu, Stanów Zjednoczonych, Francji.... no dosłownie wszędzie. Samodzielna w 100% kobieta sukcesu. Młoda, bardzo energiczna. Ale coś ciągnęło do niego..... Pokochałam go. Jego inteligencję. Zaradność. Był taki jak ja - stanowczy, samowystarczalny. Uwierzyłam, że miłość czyni cuda, jest ponad granice, które nas dzielą ? ja naprawdę w to wierzyłam. Jakie obraliśmy wyjście? Z tego powodu że ma krowy mleczne i nie może z dnia na dzień wszystkiego zostawić, a nawet nie chce bo to kocha, to zrobimy tak: ja przeprowadzę się na wieś, z bratem i jego dziewczyną ustalił, że wyprowadzą się, zostanie z nami tylko jego mama - jak się wydawało bardzo poczciwa kobiecina. Ja będę dalej pracować. Pomieszkamy w starym domu z jego mamą jakiś czas, w tym czasie będziemy budować dom obok. Remont ruiny w której on mieszka pewnie pochłonąłby tyle samo środków co nowy dom i bez teściowej - co najważniejsze. Na własną rękę, własną pracą wybudowany. Wszystko ustaliliśmy. Bardzo szczęśliwi z decyzji zdecydowaliśmy się na dziecko. Wyszło od razu. Niestety poroniłam w drugim miesiącu. Od tego chyba się zaczęło...... Małżeństwem byliśmy dopiero po poronieniu, więc dalej wierzyłam że może być dobrze. Jak to wygląda teraz? Zaledwie pól roku po poronieniu i 5 miesięcy po ślubie? Faktycznie brat się wyprowadził. Zostaliśmy we trójkę. Ja nie mogę się przestawić. Niby pracuję, ale mąż wymusza na mnie odejście z pracy dla krów. Sam mówi że nie daje rady, a przedtem, przez 6 lat jakoś dawał sobie radę sam (teść nie żyje a brat pracował w innym miejscu). Teściowa uważa że jeżdżę sobie tu i tam jak latawica. To nie jest dla niej praca tylko latanie na ploteczki i jak wracam do nich i robię sobie kawę, to pyta mnie czy nikt mi dziś kawy nie "zafundował". Dla niej i dla męża kobiety misją jest nagotować chłopom, nakarmić świnie i pozbierać jajka z kurnika. To jest dopiero prawdziwa praca, prawdziwe życie, a ja jeżdżę sobie po znajomych i sklepach cały dzień. Pracuję w gospodarstwie normalnie, czyli karmię i już umiem wydoić krowy, czyli miałam zająć się swoją pracą, a pracuję na dwa albo nawet trzy etaty. Tak wygląda mój dzień powszedni: pobudka 6 (jak u większości i nic w tym dziwnego - tu się nie czepiam, gdzie się nie mieszka - tak mniej więcej się wstaje), praca mniej więcej od 7 do 16, od 16 do 17 gotowanie od 17 do 19 dojenie po 19 sprzątanie. Pewnie nic strasznego. Przecież mam wybór mogę nie pracować na etat. Tylko ustalenia przed ślubem były inne. Weekend ? pobudka rano i praca przy krowach cały czas, żadnego wyjazdu, a przecież można pojechać po dojeniu na piwo czy do kina. Byliśmy raz po ślubie, ze względu na moje 30te urodziny. Co do budowy domu, mogę zapomnieć. Właściwie nie wiem jaka jest prawdziwa przyczyna. Czy to że mój mąż kupuje sprzęt i bierze kredyt na 200 tysięcy i nie ważne czy ja tego chcę czy nie. Czy boi się ze kredytów będzie za wiele? Ale w takim razie czy lepiej jest jeździć super ciągnikiem (mimo, że ma jeszcze trzy inne), czy mieć dom? Załatwiliśmy już wiele, Wydzieliliśmy działkę, zrobiliśmy mapy, przyznali nam kredyt. Kiedy przyjechał architekt, jego ciekawska mama siedziała z nami, zamiast iść sobie na przykład telewizję pooglądać. Po wyjściu architekta wpadła w rozpacz jak to będzie po co to nam, przecież mamy dom ? a ja widzę ten dom tak: cieknący dach, jak jest deszcz jest akcja rozstawiania misek, sień śmierdzi od ugnojonych gumiaków, bo po co zostawiać te w gównie w szopie a przychodzić do domu w czystych? Tylko ja zmieniam buty. Paniusia z miasta. Pod schodami przebieralnia z oborowych na normalne. Ok. Kuchnia ? piec kaflowy, i niby kuchenka na 2 palniki. Cala w tłuszczu. Ok. można posprzątać, ale jak teściowa gotuje na sadle to nie można doczyścić. Łazienka i kotłownia razem, bo do piwnicy nikomu by się nie chciało latać palić, lepiej w sadzy mieć wszystko, cieknie bojler, wszędzie rozstawione miski, wanna zatkana, cała w rdzy, niezasilikowana, cieknie na podłogę, jakbyś nie kierował prysznica. Całe lato zimna woda, bo żal na nią rozpalać pieca. W schładzarce mleka w oborze jest ciepła, więc po co żyć po ludzku jak można lecieć do obory się ochlapać. Kupiłam piekarnik, toster, frytkownicę, żeby było łatwiej. Jego mama wszystko wyniosła po kilku dniach z kuchni bo przeszkadza (kuchnia to 16mkw). Nawet jak chcę zrobić coś na obiad i mówię, że mam ochotę, pomysł to ona mówi że się cieszy, że w końcu odpocznie. Ale robi swoje ? czyli swój obiad. Oczywiście to zrozumiale że przy doświadczeniu jej obiad jest szybciej i smaczniej ugotowany. Wiadomo, co wybiera mąż. I jakby ktoś mnie zapytał, co jest takiego złego w mieszkaniu z tą kobietą, to nie umiem odpowiedzieć. Tylko tyle że jest? Że obiad gotuje, że jak przyniosłam do domu dwa rodzaje ryb, bo mieli przyjechać moi rodzice i chciałam zrobić jedną pieczoną a drugą smażoną, to zanim zdjęłam kurtkę to jedna ryba była posolona, a druga już przeznaczona na rybę w occie. Powiedziałam, że mam inne plany, że tę rybę to ja chcę usmażyć. Odpowiedź mnie wmurowała: ?do usmażenia to ja mam zamrożone polędwiczki, a ta będzie w occie?. I koniec była w occie, bo to jej dom jej kuchnia, Ja mogłam tylko popłakać w pokoju, żeby mąż nie widział, bo nie chcę sprawiać mu przykrości. Bo przecież jego mama chce dobrze. Tak jak chciała dobrze, kiedy poprosiłam męża żeby nie wkładał po praniu pewnej koszulki, to mu ją zaszyję. Kiedy wzięłam koszulkę po praniu, była cała?? bez dziury?? Płakałam w tę koszulkę i płakałam bez końca aż bolała głowa i cała klatka piersiowa. Wystraszyłam się tego uczucie, że nie panuję nad sobą i to gdzieś musi znaleźć ujście. Pomyślałam sobie że zwierzę się jednak mężowi, bo przecież jest przyjacielem. Ochrzanił mnie że nic nie robię i jeszcze mam pretensje że ktoś robi. A przecież pracuję (nikt nie zauważył że nie za darmo, może nawet za większe pieniądze niż te całe krowy, ale mentalność na wsi jest taka, że z krów może wyżyć kilka pokoleń i to ma sens, nie kalkuluje się inaczej) poza tym normalnie gotuję, Poczucie tego że robię to żeby zarobić na spanie u nich dobija mnie. Oni są jak małżeństwo, a ja tam tylko mieszkam. Oni omawiają między sobą ważne sprawy do załatwienia w domu. A to chyba mąż z żoną powinien to ustalać. Tym bardziej na przykład inwestycje takie jak kupienie czegoś za kilka tysięcy. Przecież to też moje pieniądze, a może ja nie chcę inwestować w ich dom tylko zbierać na swój. Ustalenia przed ślubem były inne. Sama siedzę godzinami w pokoju i płaczę. Boję się iść do kuchni. Schudłam 8 kg przez te 5 miesięcy. Nie jem ich rzeczy, nigdy nie zajrzałam do jej szafek w kuchni i nigdy do zamrażalki. Czuję się jak w długiej nieprzyjemnej gościnie. Czekam na wyjazd i zaczynam sobie zdawać sprawę z tego, że ten wyjazd nigdy nie nastąpi. I zaczynam się nakręcać jak tego nienawidzę, zaczynam myśleć o samobójstwie. Mąż ma mnie dosyć, Nie rozumie o co mi chodzi. Przecież jest cudownie we trójkę, a ja mu nie potrafię wybaczyć że dał mi nadzieję na dom, mój azyl, moje miejsce na ziemi, a on zrezygnował. Nie mogę mu wybaczyć, że nie podejmujemy decyzji razem, tylko on decyduje o tym co mnie czeka. On twierdzi że jestem materialistką, bo chcę nowy dom ? w sensie jako budynek, a ja chcę mieć swoje miejsce, do którego będę chciała wracać. Zaszantażował mnie, że z krów zrezygnuje jak nie zostawię pracy i wtedy domu nie będzie bo nie będzie za co spłacić kredytu. Zdziwił się że szantaż nie pomógł, a wręcz przeciwnie, że się cieszę, że nie będziemy uwiązani, a przekwalifikować się zawsze można i możemy wtedy pojechać mieszkać w moim mieszkaniu, które wynajęliśmy lokatorom. Był zdziwiony i powiedział, że matki nie zostawi i nawet jakby dom był nowy to on ją zabiera, bo 50 metrów dalej to ona już sama mieszkać nie może. Czuję się jakby to oni byli małżeństwem. Namówiłam męża na remont jego pokoju na tchnięcie nowoczesnością, żeby było mi lepiej ? materialistce. Zgodził się. Wytargaliśmy 40-letnie meble z różnych parafii. Najpierw małą szafkę ? na chwilę zostawiliśmy ją pod schodami, żeby wynieść większe do garażu na narzędzia. Kiedy wróciliśmy po małą była już zaadoptowana na marchewkę i inne niezbędne rzeczy. Tak została pod schodami do dziś, a jego mama nie mogąc przeżyć, po co nam nowe meble, korzystając, że nas nie było w domu, poszła do garażu, ale nie mogąc sama wziąć całego słupka segmentu, popiłowała go na 3 części i przyniosła z powrotem do domu. Dziś stoją na nim kwitki, pod nim ułożyła gumoleon i jest pięknie. Nie umiem tego zrozumieć. Nie radzę sama ze sobą, boję się myśli samobójczych, chcę wpaść pod tira, potem jadę do lasu i płaczę zamiast wykonywać swoją pracę. Próbowałam rozmawiać z mężem, ale on nie rozumie, nie ma podobno we mnie subtelności z jaką powinnam przekazywać swoje emocje, nie ma cierpliwości i żeby budować dom to najpierw musi być dziecko, żeby była nierozerwalna spoina. Poszłam do psychiatry bo chcę pomocy. Niestety powiedział, że to normalna reakcja na zmiany. Nie przepisał leków, bo jeśli chcę zajść w ciążę to one są niebezpieczne dla płodu. Na razie niby nie chcę, bo chcę być pewna siebie i swojego męża, naszej więzi. Nie stosuje się pigułek przy antydepresantach, bo i to i to działa na hormony. Bez pigułek nie chcę ryzykować z antydepresantami, bo wtedy jak zajdę w ciążę wpłynie to negatywnie na płód. Tylko stricto chore osoby mogą brać te leki w ciąży, bo takie leczenie ma większy priorytet niż płód. Nie wiem co robić. Poprosiłam męża o konkretną odpowiedź w sprawie domu. Zastanawia się jeszcze przez kilka kolejnych dni. Ma dać odpowiedź. Nawet nie myślę, że będzie negatywna. Jednak się boję. Nie wiem, co wtedy zrobić. Nie chcę być całe życie nieszczęśliwa, z drugiej strony bardzo kocham męża i szczerze chcę z nim spędzić życie. Może ktoś umie mi pomóc? Coś doradzić? Może powinnam jeszcze poprosić o pomoc psychologa? Moja koleżanka jest dobrym psychologiem, tylko czy mam mówić o tym znajomym, czy lepiej iść do obcej osoby? Nie chcę mówić dookoła nic złego na męża.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

to co piszesz jes straszne i wcale nie jest normalne! majac meza powinnas byc szczesliwa a nie myslec o samobujstwie na twoim miejscu takiego chama bym zostawila masz przeciez szanse ulozyc sobie normalne zycie masz stala prace nie zarabiasz malo i mozesz poznac kogos kto bedzie traktowac cie jak kobiete a nie przyblede! a jak nie to powinnas postawic na swoim ty masz tez jakies prawa zarabiasz pieniadze i masz prawo nimi dysponowac powiedz mezowi co czujesz czego od niego oczekujesz i niech sie zmieni bo nie zasluyzylas na takie traktowanie!!! a jesli jest mamin synkiem to niech spada!!!

kiedy smieje sie dziecko smieje sie caly swiat smile

3

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

witaj, moim zdaniem powinnaś spokojnie porozmawiać z mężem a później, w zależności od tego co powie podjąć decyzję o tym czy zostajesz na wsi
Jednak z mojego skromnego doświadczenia wiem,że świat ludzi mieszkających na wsi i ich sposób postrzegania świata bardzo różni się od "miastowego". Na wsi kobieta pracuje na gospodarstwie(jeśli posiada się takowe),rodzi dzieci(najlepiej syna), słucha się męża i teściowej bo oni przecież wiedzą lepiej niż jakiś mieszczuch co i jak powinno być zorganizowane.... I tego raczej nie zmienisz, nie przeskoczysz niestety sad Spróbować możesz zawsze ale ciężko będzie, zwłaszcza jesli mąż nie stoi po Twojej stronie... Kieruj się raczej rozumem w podejmowaniu decyzji niż sercem bo co to za miłość jak zawsze bedziesz traktowana jak obca i pozbawiona prawa glosu osoba...

Pozdrawiam serdecznie
Trzymaj się i pisz jak sie sprawy potoczyły dalej

4 Ostatnio edytowany przez nikaa1982 (2010-11-17 18:30:25)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Smutka ta Twoja historia. Może dlatego, że osobiście przez wiele lat przyglądałam się podobnej historii. Sama pochodzę ze wsi. Jednak nigdy nie mieliśmy gospodarstwa, kur, zwierząt (poza psami) itp. Więc dla mnie życie na wsi to była sielanka. Świeże powietrze, duży schludny dom, rodzice pracowali w pobliskim miesce. Nigdy nie doświadczyłam dojenia krów i całej tej pracy w gospodarstwie. Właściwie to zawsze współczułam tym ludziom a przede wszystkim dzieciom pracującym od najmłodszych lat w gospodarstwie. Obok nas mieszkali "prawdziwi gospodarze"- starsza pani, mąż, żona i dwójka małych dzieci (trochę młodszych ode mnie). Mężczyzna typowy rolnik, fakt nawet przystojny gdy ubierał się w "odświętne" ciuchy. Natomiast kobieta.... śliczna, wykształcona, fenomenalnie ubrana, zawsze umalowana. Nie jakaś tam lalunia ale kobieta z klasą. Owa kobieta nigdy nie zrezygnowała z pracy, choć wiem, że naciskał na nią zarówno mąż jak i teściowa i dobrze się stało bo teraz po 20 latach to wyłącznie ona ich utrzymuje. Facet nastawiany przez swoją mamę totalnie przestał szanować żonę. Nie raz słyszałam jak ją wyzywał. Początkowo nawet myślałam, że on tak krzyczy na psa, krowę bądź też na inne jakieś zwierze. Starała się wprowadzić jakiś ład w domu ale widać nie wyszło. Będąc ostatnio w odwiedzinach u rodziców, patrzyłam na to totalnie podupadłe gospodarstwo sąsiadów, syf okropny, facet chyba przyrósł do gumiaków i gnoju. Mam wrażenie, że nawet w nich śpi a ona.... ona zmęczona i styrana życiem, zero uśmiechu na twarzy..... Nie mówię, że Twoje życie będzie wyglądać tak samo. Pamiętaj, że nie tylko Ty masz chodzić na kompromisy w Waszym małżeństwie. I nie rezygnuj z pracy. Jeśli to zrobisz to będzie tylko gorzej. Poza tym Twój mąż niech sobie najmie parobka. Napewno wyjdzie go taniej niż gdybyś Ty rzuciła pracę. Życzę powodzenia i mam nadzieję, że Twoja sytuacja jakoś się "wyprostuje"

Ps. Zawsze się zastanawiałam co moja sąsiadka widzi w swoim mężu. Byli totalnym przeciwieństwem. Na początku musiała go bardzo kochać bo przeprowadziła się do niego z  namorskiego kurortu do wsi na lubelszyźnie zabitej dechami

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

bznwrblwsk.... przeczytałam z uwaga do samego końca... Smutno mi. Przykro mi, współczuję Ci tej sytuacji, oczywiście wierzę głęboko, że jest wyjście smile Teściowa jest po prostu "the best" - masakra. Twój mąż ma problem i to poważny w moim odczuciu, bo ma tak silną więź z matką, wręcz o wiele za silną, bo nie umie życia z żoną/Tobą prawidłowo ułożyć. Ah...  Jeśli on nie rozumie twoich poglądów, nie dociera to do niego, co Ty mówisz, co czujesz, to ja bym się chyba wyniosła sad ale na Twoim miejscu sprobowałabym jeszcze moze bardziej dac mezowi do zrozumienia, jak sie czujesz, jak przezywasz te wszystkie sytuacje, czesciej go o tym informowac. Zeby wiedzial do jasnej ch****! wybacz, ale mnie to emocjonuje. Masz racje, ja tez bym nie mogla tak zyc. To oznaka braku wzniesienia sie na wyzszy poziom rozwoju, brak poczucia smaku, estetyki, piekna - moze dla Twojej tesciowej to malo praktyczne i glupie myslenie, ale ona jest po prostu na nizszym poziomie! bo estetyka i piekno pojawily sie duzo pozniej w rozwoju ludzkosci, jak juz inne osiagniecia takie jak umiejetnosc zdobycia pozywienia i schronienia np. byly zapewnione. jak rozmowy nie pomoga, to moze ultimatum - ona albo ja? albo, zeby nie wtracala sie tak w wasze zycie. A jak bylo przed slubem? Czy znalas ja przed slubem? widzialas ich relacje...

NotAgirlNotYetAwoman - obecnie już dawno 'Woman' smile

6

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Dziękuję, że ktoś wogóle przeczytał moją historii. Ogólnie dwa ostatnie dni były lepsze. Nie rezygnuję z rozmów z mężem. Na razie nic z tego nie wynika. Jest to bardziej mój monolog niż rozmowa, ale na pewno nie zrezygnuję bez walki. Jak to wogóle brzmi? Walki o własny dom? O męża? Jak właściwie można o to walczyć? Nie chciałam opisać mego męża jako "chama" bo tak nie uważam. Wręcz przeciwnie. Jest bardzo inteligentny, oczytany. Sama nie wiem jakie są przyczyny tej jego upartości, że domu nie będzie. Może właśnie to, że ja jestem ciągle smutna, że płaczę, że siedzę sama w pokoju, żeby tylko nie iść na dół do kuchni, gdzie siedzi jego mama. Może on ma tego zwyczajnie dosyć, bo ile można wytrzymać, jak ktoś tylko płacze i płacze. Praca przy krowach w pojedynkę też go wykańcza. Pewnie myślał, że będę robiła to z nim, że jakoś mnie przekona po ślubie. Nie udało się i trzeba myśleć o przekwalifikowaniu. W tym będę go wspierać, ale wiadomo jak człowiek coś w życiu zmienia to pewnie trzeba będzie z domem poczekać, bo nie będzie z czego rat spłacać zanim się nie rozkręci. Mamy już pewne pomysły na nowe życie, ale niestety nadal w ich domu, z jego mamą. Oj trudna ta cała sytuacja. Może jestem zbyt zatwardziała, że nie chcę na przykład swego mieszkania sprzedać i domu za to budować - co on mi ciągle proponuje. Niby boi się kredytu, potem mówi, to nie jest mnie pewien, czy ja wytrzymam. Jedno jest pewne. Jak wychodzę do pracy - to oby jak najszybciej i na jak długo się da, a jak wracam, to żyć mi się nie chce. Nienawidzę tam wracać. To jest straszne.

7

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Podziwiam Cię, że możesz tak zyć. Twój mąz jest moze dobry i oczytane, może jest inteligentny, ale z drugiej strony niszcy Ciebie, Twoje zycie, zabija Twoje marzenia. Z Twojego postu nie wynika żebys przesadzała, sama zastanawiasz się dlaczego Ci jest źle... a Tobie jest źle bo to nie jest Twój świat, te krowy, gnój i praca non stop. Twpoja tesciow ato może dobra osoba ale żadna teściowa nie bedzie wspaniala jesli sie z nia mieszka, młodzi muszą miec swoje miejsce. W domu w którym mieszkasz zadzi Twoja tesciowa a Twój mąz to typowy syn, dla którego matka jest wzorem kobiety na całe życie, nigdy jej nie dorównasz.

Nie zniosłabym gdyby mój facet podejmował ważne finansowe decyzje ze swoja matką, nie informując mnie o niczym.
Spróbuj spojrzec na swoje życie z boku, oczami obserwatora, zaobserwuj całą ta sytuację... czy Ty napewno chcesz tak żyć? Czy Ty napewno chcesz z tym człowiekiem mieć dzieci? Czy to jest miłość jakiej oczekiwałaś?

Ja bym postawiła mężowi sprawę jasno, albo budujecie dom i jego matka zostaje u siebie i matka zajmują sie na zmianę z bratem, albo wracasz do siebie.
To co piszesz jest straszne, po 5 miesiacach małżeństwa Ty myslisz o odebraniu sobie życia? Powinnaś by cala w skowronkach, cieszyc siękązdym dniem, wychodzić z mężem do  ludzi, śmiać się i bawić ... po prostu cieszyc się życiem, a nie zamykac sie sama w Pokoju, w domu w którym czujesz się obco.

Twój maz musi liczyc sie z twoim zdaniem, z tym co Ty czujesz, czego chcesz... nie moze uzależniać Waszej przysżłości od jego matki i dotychczasowego życia.
Dla mnie w kwestii domu to zwykłe oszustwo - on Cię okłamał. Zdoby l Twoje zaufanie, twoja miłość, wyszłaś za niego, więc dostał co chciał ze spełnieniem obietnic jest juz gorzej... Czy to jest milość??

8

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Zmieniłam nick na jeżyk123 i tym będę się posługiwać.
Droga betil83.... masz rację. Przecież byłam taką energiczną wesołą kobietą. Wszystko było do osiągnięcia. A teraz? Jestem jak szczur..... Nie można podziwiać kogoś kto na własne życzenie zniszczył sobie życie. Z głupoty uwierzyłam, że mogę żyć jego życiem. Moja głupota mnie tak boli.... że sama sobie to wybrałam. Uwierzyłam w milość i że ludzie z dwóch innych światów mogą być szczęśliwi.
Dom miał być około 100 m od starego, więc właściwie na tym samym podworku, więc nie widzę problemu. Kiedy tylko będzie chciał będzie siedział z mamą. Będę jej pomagać we wszystkim, tylko chcę mieć możliwość gotować wieczorem.... wogóle gotować. Chcę przyjmować gości i ....ogólnie żyć normalnie.
Chyba postawię ultimatum, ale tak się boję, że odmówi, bo wiem, że jak powiem A to będę musiała powiedzieć Z. Nie ma rzucania słów na wiatr w takich sprawach. Boję się tego bo chcę z nim żyć, ale w naszym domu tylko my i dzieci.

9

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Kochana, ale musisz wziąc sprawy w swoje ręce! Swoje życie! Rozumie że go kochasz i chesz z nim być, stworzyć normalna rodzinę... tylko jesli on sie na to nie godzi to znaczy że on tego nie chce.Macie inne pragnienia i inne plany, Twój mąż nawet na żaden kompromis nie jest gotowy? Zapyatj go co musiałaby się stać, żebyście wresczie mogli poważnie pomyśleć o swoim domu? Zobacz co Ci powie, jeśli powie Ci kategoryczne nie i nic nie zmieni jego decyzji, zapytaj go jak wyobraża sobie kompanie małego dziecka (które przecież planujecie) w oborze latem, bo szkoda zagrzewac wody w łazeince? Jeśli przecieka dach, to zepewne w domu jest wilgoć, a to niesie niebezpieczeństwo dla zdrowia malucha... napewno sama możesz wymyslec jescze wiele takich przykładów. Przecież rodzice chca zawsze jaknajlepiej dla swojego dziecka, a on chce aby jegio dziecko wychowywało sie w rozpadającym sie domu? może spróbuj od tej strony, może to go ruszy... pokaż mu plusy życia bez mamy pod jednym dachem. Przeciez ona nie ejst małym dzieckiem, ani nie jest niedołęzna, daje sobie sama rade, bo przeciez nawet gotowac Ci nie pozwla.

Przygotuj sobie listę wszytskich rzeczy które Ci się  nie podobają.. mów mu o konkretach,a nie ogólnikami - popieraj to przykładami.
Jesli naprawdę jesteś gotowa mimo wszystko z nim być, walcz o swoje racje, mów głośno o tym co Ci się nie podoba, teściowej również, nie odpuszczaj!

10

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

betil83 rozmowa i przekonanie meżczyzny mieszkajacego na wsi i silnie z ta wsią i rodziną związanego, nie są łatwe.Zazwyczaj każdy facet chce jak najlepiej dla dziecka ale.... i tu jest jedno i najwazniejsze ale: jesli ja się tak wychowałem, jestem zdrowy, doszedłem do czegoś to znaczy,że nie jest tak źle. Poza tym zazwyczaj teściowe tak kochaja i dbaja o synków,że żadna obca(w ich mniemaniu) kobieta racji nie ma i to właśnie wpajaja swoim synom.Na kobiety"miastowe" na wsi patrzy sie zazwyczaj z pogardą i niełatwo sobie zapracować na szacunek i poważanie...
jeżyku nie rezygnuj ale tez nie pozbywaj sie mieszkania,które posiadasz, rozmawiaj:spokojnie tłumacz... przeciez jeśli ożenił sie z Tobą to pewnie cos do Ciebie czuje i możliwe,ze perswazją wiele zdziałasz

trzymaj się cieplutko

11

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Ja z wielu rzyczy zrezygnowałam dla niego i oczekuję, że on dla mnie zrezygnuje z mamy. Zresztą jak to wszystko brzmi. Walka, rezygnacja. Mam tego dosyć. Marzę o świętym spokoju i moim domu - azylu.
Na moje argumenty o wychowaniu dziecka odpowiedź jest krótka, że wymyślam sobie problem, że piątka dzieci tu się wychowała i wszystkie jak dęby zdrowe i silne są. Kiedy nakreślam mu wizję jak to by było tylko we dwójkę to mówi, że przecież jesteśmy tylko my, a na to że mama jest on nie może nic poradzić bo to jego obowiązek. Pewnie, że obowiązek, ale nie w momencie kiedy kobieta ma wiecej wigoru niż ja. Zdrowa i młoda. Bzdura totalna.
Dziękuję wszystkim za wsparcie.

12

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Byłam 3 dni u rodziców. Ustaliłam z mężem, że to czas który mamy poświęcić na przemyślenia. Właśnie wróciłam od rodziców do... nich. U rodziców było tak schludnie, czysto, a tu najpierw mnie przewitało chlapnięcie wody na bluzkę po odkręceniu zapowietrzonego kranu. I płacz od samego wejścia.
Podjęłam decyzję. Nigdy nie chciałam sprzedać mieszkania, ale skoro chodzi tylko o pieniądze, skoro mąż boi się kredytów, to będzie gotówka. Może to głupie, może będę żałować, ale zrobię wszystko, żeby wyprowadzić się od teściowej. Mieszkanie będzie stało, a ja latami będę tu tkwić nieszczęśliwa? Wolę być biedna a szczęśliwa. Skoro już zdecydowałam się być z nim do końca... Mam nadzieję, że życie mnie nie zmusi do wyprowadzki, bo wtedy nie będę miała za bardzo gdzie. Nie myślę tymi kategoriami, bo wtedy nigdy bym nie wyszła za mąż. Wyszłam za męża po to, żeby spędzić z nim życie, a nie się wyprowadzać.
Wieczorem czeka mnie rozmowa z mężem. Powinien się ucieszyć, ale jeśli nadal nie będzie chciał budować domu, to znaczy, że chodzi mu tylko o mamusię. Albo jest moim mężem, albo mężem mamusi. Wszystko się dziś wyjaśni.

13

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Jeśli już zdecydowałaś odnośnie budowania domu pomyśl, by uregulować sprawę własności działki, żeby nie było tak że postawisz dom na ICH  (męża i teściowej) działce i nie będziesz mieć do niego żadnego prawa (w razie gdybyście się rozstali). Ja nie mówię, że tak będzie ale lepiej pomyśleć zawczasu. Powodzenia

14

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

ja bym ta sprawe ze sprzedaza przemyslała... sprzedaz  mieszkanie i bedziesz budowac dom, to nie jest takie łatwe, będziesz na pewno potrzebowało wiecej pieniedz niz ze sprzedazy miszkania, zeby si epotem nie okazało ze staniesz w połowie budowy i dalej bedziesz mieszkac z tesciowa bo nie bedziesz miala kasy n wykonczenie budowy. to co napisał nikaa1982 to tez prawda i bardzo wazna rzecz... zasatnow sie jescze

nic na sile... aha... czy ty naprawde chcesz mieszkac na tej wsi??

15

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Droga bznwrblwsk twoj maz slyszy co do niego mowisz ale cie nie rozumie.Dla ciebie to jest logiczne , wazne ale on tego nie pojmuje.Sam kiedys nie rozumialem i slyszalem tak jak twoj maz rzeczy ktore uwazalem za trywialne kiedy dziewczyna mowila mi je ze lzami w oczach.Ale w koncu zrozumialem.Nie dlatego , ze ktos mi wytlumaczyl tylko dlatego , ze ja stracilem.Kiedy odeszla nadal nie rozumialem tylko obarczalem ja wina.Z czasem myslac o tym wszystkim po roku jednak zrozumialem jak bardzo sie mylilem i jak nie docenialem potrzeb drugiej osoby.Z tego co piszesz absolutnie nic nie mozna ci zarzucic , jestes wyjatkowo pracowita i upapranie sie w gnoju twojego honoru nie razi widac tez ze naprawde kochasz swojego meza.Rzeczy ktorych sie domagasz naprawde nie sa wydziwianiem ale normalnymi potrzebami kobiety , ktorych jednak twoj maz ani tym bardziej twoja tesciowa nie rozumieja.Mozesz porzucic swoje potrzeby i calkowicie zastosowac sie do ich modelu rodziny albo odejsc..Wyprowadz sie do swojego mieszkania wtedy moze twoj maz zacznie rozumiec albo przynajmniej zacznie sie starac ciebie zrozumiec.Mimo wielkiej milosci jesli nie bedzie zrozumienia bedzie tylko nieszczescie w twojej duszy a jak juz teraz tak silnie to przezywasz to co bedzie pozniej.

omnis homo mendax

16

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Strasznie dziękuję za odpowiedzi.
Jestem po rozmowie z mężem. Zapytałam go jakie decyzje podjął przez te kilka dni samotności. Nie będzie budowy, bo skoro, on rezygnuje z krów, to nie będzie mógl spłacać kredytu. Powiedziałam mu o swoich decyzjach, o sprzedaży mieszkania. Zamurowało go, nic nie mówił. Dopiero po jakimś czasie oświadczył, że nigdy mi nie wybaczy tego, że obraziłam jego mamę, że mu powiedziałam jak się czuję - czyli jakby to oni byli małżeństwem, a nie my, że jestem dzika, zamknięta w sobie, materialistka. Nie wiedział jak się bronić, szukał argumentów, że nie wybaczy mi tego, że nie chcę mieszkać z jego mamą, bo gdybym okazała cieprliwość i szacunek to dom by był, a teraz to on myśli o rozstaniu ze mną a nie o życiu.
Kompletna pustka, bezradność... to czuję. Właściwie co mogę? Nie odzywaliśmy się resztę wieczoru, bo ja już jestem bezsilna.
Jeśli chodzi o działkę, to jest wyznaczona data na wydzielenie na 26.11, czyli za 3 dni. Zapytałam co teraz, jak przyjedzie geodeta. Mąż powiedział, że niech już wydzieli, skoro przyjedzie. Potem miał być notariusz i wspólnota na mnie i na męża. Inaczej na pewno nie zamierzałam zacząć budowy.
Natomiast wiem że pieniędzy na budowę by nie starczyło z mieszkania, ale na stan surowy zamknięty na pewno. Potem 100.000 kredytu wzięłabym sama. Bez problemu mam taką zdolność. Nie boję się takiego kredytu. Poza tym dlaczego on może kupować ciągnik za 200 tys i spełniać swoje marzenia, a ja oddając caly majątek po rodzicach nie mam prawa do dysponowania pieniędzmi?
Zresztą teraz to i tak bez znaczenia. Na razie jest tylko cisza. Nie wiem co on postanowi. Pozwolę mu to przemyśleć. Sama też to zrobię,
żeby nie żałować, bo decyzję o rozstaniu podejmuje się tylko raz i na zawsze, więc lepiej poczekać aż emocje opadną i wtedy zdecydować. Żeby tak się czuć po 5 miesiącach małżeństwa, nie umieć rozmawiać i być nieszczęśliwym to nie jest dobre. Czasem lepiej być samemu niż z byle kim.
Ktoś zapytał, czy jestem zdecydowana mieszkać na wsi. Tak jestem, pracuję normalnie i gdbybym mieszkała tylko z meżem i kiedyś z dziećmi to bardziej bym chciała w domu na wsi niż w mieście. Tymbardziej, że przecież z krów mąż będzie rezygnował. Myśli o fermie danieli lub o zwykłym pójściu do pracy.

17

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Prawdziwa ironia losu. Coś mnie tknęło i zrobiłam test ciążowy. Wyszedł pozytywny. Mam nadzieję, że lekarz to potwierdzi. Nic i nikt nie zmąci teraz mojej radości. Mimo wszystko jestem szczęśliwa.

18

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Myśl teraz tylko o sobie i dziecku( jeśli lekarz potwierdzi wynik testu). Mieszkanie na wsi wcale nie jest takie złe. wiem co mówię bo sama mieszkałam. Życzę powodzenia i pamiętaj nie rezygnuj z marzeń.

19

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Trzymam kciuki za diagnozę lekarza:) Domyślam się jak bardzo pragniesz dziecka.

Pamiętaj, nigdy nie rezygnuj z marzeń! One się na prawdę spełniają.
Powodzenia życzę:)

ps.daj nam znać co powiedział lekarz

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia,
obywać się bez tego, co niezbędne
i znosić rzeczy nie do zniesienia.

20

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Mąż bardzo szczęśliwy. Nie rozmawiamy na razie o niczym innym.
Ale teściowa zrobiła znowu swój skandaliczny wyczyn przemeblowań, chyba najgorszy z najgorszych. Przeniosła dywanik spod drzwi w sieni do łazienki. Tam wszyscy wchodzili po nim z podwórka w butach, psy zaglądały, gumowce z obory na nim stały, a teraz teściowa wytrzepała (mam nadzieję że i umyła) i położyła w łazience, żeby bosą nóżką wychodzić z wanny. Czasem myślę czy nie przesadzam, czy sobie nie wymyślam, chcę ją zrozumieć ale naprawdę się nie da, bo to wariatka. I najgorsze jest to że ja zwarjuję przy niej. To głupie, ale jakiś dywanik będzie argumentem w moich przemyśleniach co dalej. Chyba na prawdę jestem materialistką. Chociaż zawsze myślałam że tylko estetką.

21

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Nie jesteś żadną materialistką i nie próbuj nawet tak myśleć. Mało kogo by to nie zdenerwowało. Ja chyba bym poszła do teściowej powiedziała, że ten dywanik jest już zużyty, brudny itp i niech zostanie w tym miejscu co był a ja kupię nowy do łazienki. Wiesz co, ja ze swoją teściową też na początku miałam nieciekawie. Cokolwiek by nie zrobiła mnie to denerwowało. Nie mówiłam jej tego tylko mężowi i oczekiwałam że ON COŚ Z TYM ZROBI. Efekt był taki, że kłóciliśmy się coraz częściej. Postanowiłam coś z tym zrobić. Zamiast kłócić się z mężem i dąsać na teściową postanowiłam delikatnie mówić co mi nie pasuje i czy nie dało by się jakoś inaczej tego zrobić. Powiem Ci, że teraz jest po prostu IDEALNIE. Nikt na nikogo nie chodzi obrażony, wszystko da się załatwić rozmową ( choć kiedyś wydawało mi się, że z moją teściową nie da się rozmawiać).

22

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Jeżyku123  Twoja teściowa to jakiś przypadek bardzo ciężki, ale teraz kiedy byc moze jestes w ciazy nie możesz pozwolić, żeby jej zachowanie wyprowadzało Cię z równowagi.
Kochana nie przesadzasz- masz prawo do szczęścia i prawdziwego życia małżeńskiego i to Twój maż musi zrozumieć. Materializmu tutaj tez nie widzę, szkoda że Twojemu żęzowi wystarczają takie warunki zycia, że nie pragnie czegos lepszego dla swojej zony i przyszłych dzieci... może to dziećiatko zmieni jego myslenie.
Trzymam za Ciebie kciuki i wierzę że będzie dobrze ... z reszta teraz to już tylko radość powinna Ci towazyszyć smile

23

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Nikaa1982 może masz rację, będę probować, bo faktycznie do tej pory było tak, że skarżyłam się mężowi i wychodziły z tego tylko kłótnie.
Jestem pozytywnie nastawiona na wszystko. Żeby tylko to drugie dziecko było zdrowe, żeby żyło..... Bardzo się z mężem boimy. Czas jakby się cofnął. Jakbyśmy byli przed ślubem lub dopiero po. W końcu rozmawiamy. On mnie w końcu wysłuchał. Ja nie reszcie nie płakałam, bo radość jest silniejsza. Nie mogę w to uwierzyć, ale wczoraj po raz pierwszy razem oglądaliśmy projekty domów. Wybraliśmy dwa. Dziś geodeta wydziela działkę. Wszystko wspólnie ustaliliśmy, jak kiedyś. Widzę światełko w tunelu.
Wcześniej nie pomyślałam, że mąż przeżyl tak bardzo stratę pierwszego dziecka. Ja się wypłakałam, nie wstydziłam się tego. A on nic. Tylko mnie pocieszał, że wszystko się ułoży. Nawet nie zwracałam uwagi, że może on też potrzebuje wsparcia i rozmowy o tym. Dopiero teraz widzę jak się cieszy i boi za razem. Za mało go rozumiałam, a on mnie. Chyba dużo nauki przed nami

24

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Twoja teściowa żyła kiedyś tak jak teraz i zapewne dalej tak będzie żyć, a ty za żadne skarby świata jej nie przekonasz. Ona wie wszystko lepiej. I taki stan życia jej odpowiada. Według niej tak jest dobrze i nic nie należy zmieniać. Starszym osobom się nie przegada, oni mają swoje racje i twoje starania to jak grochem o ścianę.

Jedynie co możesz zrobić, to przekonać męża, do innego życia. Może właśnie teraz się wszystko ułoży? Jesteś w ciąży. W tym momencie liczycie się tylko ty i to maleństwo! Pamiętaj o tym! Dbaj o siebie, uwagi teściowej traktuj jak powietrze, bo teraz stresy mogą tylko zaszkodzić. Piszesz że zaczęliście z mężem rozmawiać, to dobra oznaka. Znaczy to że nic jeszcze nie jest przesądzone. Widzisz światełko w tunelu:) Powodzenia życzę kochana! Pisz jak będzie ci smutno, ale mam nadzieję że od dziś dostarczysz nam samych dobrych wieści:)
Pozdrawiam i trzymaj się cieplutko!

Pamiętaj dziecko wszystko zmienia, to prawda znana nie od dziś!

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia,
obywać się bez tego, co niezbędne
i znosić rzeczy nie do zniesienia.

25

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Geodeta wydzielił działkę, dziś ustaliliśmy ekipę budowlaną, jutro idziemy podpisać z bankiem umowę o kredyt. Wszystko zmieniło się jakby o 90 stopni.
Teraz to już wytrzymam z teściową, bo wiem, że to tylko jakieś 2 lata mieszkania u niej. Będę milczeć niech ona robi wszystko jak chce. Za dwa lata będę miała swój dom i wtedy będę normalnie żyć. Rozwinę skrzydła. Tak się cieszę.
A'propos krów. To już postanowione. Zmieniamy profil. Na daniele. Bylismy na kilku farmach. Można z tego żyć tak samo jak z krów. A mniej pracy trzeba włożyć.
Wszystko się układa smile

26

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

To się cieszę ogromnie że zaczyna ci się układać:)
Najważniejsze, że zaczęłaś się dogadywać z mężem. I waszym priorytetem jest w tym momencie wspólny dom. Dobrze również, że w sprawie profilu gospodarki też doszliście do porozumienia, może teraz twój mąż będzie miał więcej czasu dla ciebie, skoro chów danieli jest mniej pracochłonny.

Oby tak dalej! Pozdrawiam:)

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia,
obywać się bez tego, co niezbędne
i znosić rzeczy nie do zniesienia.

27

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Cieszę się razem z Tobą:)

28

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Wylądowałam w szpitalu z zapaleniem pęcherza. Zagraża ciąży. Wczoraj lekarz zrobił mi usg i potwierdził istnienie naszej kochanej kropeczki smile Mam tylko nadzieję, że to zapalenie pęcherza nie zabije, ani nie jej uszkodzi.
Dom będzie.

29

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Trzymaj się kochana i uważaj na siebie. Wszystko będzie dobrze!

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia,
obywać się bez tego, co niezbędne
i znosić rzeczy nie do zniesienia.

30

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Musi być dobrze, powodzenia!

31

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Łudziłam się nadzieją, że będzie dobrze. Udaję że jest.... Lekarz wypisał mi 2 tyg zwolnienia, pewnie na tym się nie skończy. Jestem załamana. Chcę do pracy!! Natychmiast. Tak czy inaczej chodzę do krów, mimo, że muszę leżeć. W dodatku się przeziębiłam. Ale fizyczny ból to nic. Znawu wróciłam do niej tej okropnej kobiety. Chyba jestem jedyną osobą na świecie, która chętniej leżałaby w szpitalu niż poszła do domu.
W sobotę wymieniali bojler. Teściowa dostała sraczki i kazała mi robić jedzenie. Robiłam jak umiałam. Ale dla niej wyszło źle, bo jak zupa dla chłopów bez zacierek, klusek czy makaronu. Matko!! Wpadła w szał, zaczęła robić jakieś kluski, potem oni przyszli i usiadłam z nimi - normalnie. Ona stała obok i tylko mi na migi pokazywała, żebym odeszła od stołu, bo tam miejsce dla chłopów, a dla bab to przy piecu z boku. Oczywiście nie wyszłam, udałam głupią, że nie rozumiem i jeszcze zjadłam z nimi zupę - teatralnie z triumfem, a potem kiedy wszyscy wyszli powiedziałam jej prosto w twarz, żeby ze mnie męczennicy nie robiła, bo ja żyję w innym świecie i gotowanie dla chłopów nigdy nie będzie moją misją. A siedzieć będę gdzie chciała i kiedy chciała. Potem tylko płakałam i płakałam cały dzień. Dziś też. To samo. Rano osrana z nerwów, że zaraz synuś wróci mówi mi zrób to i to na śniadanie (schabowe bo ona uważa że jej syn to tylko schabowe musi jeść - nawet na śniadanie) Powiedziałam żeby se same zrobiła, bo ja smażyć nie będę. Zrobiła, bo uważa że jak synuś zje tosty to do obiadu nie dożyje.
Najbardziej zszokowal mnie mój mąż. Siedzimy w kuchni. On ogląda gazetę i pokazuje mi salon w pięknymi wielkimi oknami, że takie zrobimy, a jego matka na to, że to śmiertelnie drogie i po co nam wogóle okna na górze. Mój mąż powiedział : "to ty mamo nie chcesz okien w swoim pokoju?" Myślałam że go zabiję, że umrę...... To moi rodzice zgodzili się sprzedać krwawicę swego życia - mieszkanie, żebyśmy my młodzi żyli w końcu bez teściowej, a on taki tekst puszcza? Powiedziałam mu że się nie zgadzam, żeby jego matka poszła mieszkać z nami. Powiedział, że tylko żartował, ale ja czasem myślę, że on naprawdę coś knuje przede mną. Ale jak już dom będzie to nie pozwolę na to.
Jestem smutna, załamana. Jak jak to przeżyję!!!!

32

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Drugi tydzień w domu. Jestem zmęczona na zwolnieniu... Pewnie dziwne, ale wstaję rano i przez cały dzień się nie kładę, bo.... teściowa. Co pomyśli, co powie, że jestem leń. Jestem załamana. Jestem w ciąży i zamiast być szczęśliwą, jestem kompletnie załamana. Chcę umrzeć. O niczym innym nie marzę.
Przysłali projekt domu. Kupiliśmy pustaki, zbrojenie. Wczoraj przywieźli dwa tiry. Powinnam być szczęśliwa, a myślę tylko o śmierci. O jeszcze dwóch latach u teściowej. Szczerze nienawidzę siebie za to co zrobiłam. Za ślub, za to dziecko, za to że zabrałam sobie wszestko co miałam. Wolność.

33

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Kochana, nie załamuj się! Przecież pragniesz tego dziecka. Skąd takie koszmarne myśli w twojej głowie? Traktuj swoją teściową jak powietrze, w końcu chodzi tu tylko o ciebie, o twoje zdrowie i dobre samopoczucie. Może wyjazd do rodziców ci coś pomoże? Dopóki nie wrócisz do pracy.
Nie możesz się poddać, nie teraz kiedy nosisz pod sercem ogromny skarb! Wytrzymaj jeszcze troszkę, a jak dziecko się urodzi to twój świat się zmieni o 180 stopni. Zobaczysz, tak będzie! Głowa do góry!

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia,
obywać się bez tego, co niezbędne
i znosić rzeczy nie do zniesienia.

34

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Przeczytałam wszystko od deski do deski... Kurde.. wiem że trudno jest odejść od kogoś z kim się pokłada nadzieje, ale ja jak bym miała swoje mieszkanie, byłabym kobieta niezależną taka jak TY, to pewnie bym nie wytrzymała psychicznie i wróciła na stare śmieci. Ale już po ptakach, Co u Ciebie, jak się dalej wam układa?Pozdrawiam ciepło:)

Skarbek2312

35

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Staram się nie zwariować. Ciąża rozwija się dobrze. Brzuch już lekko rośnie smile Dom będzie, tylko formalności trwają piekielnie długo.... no i zdecydowałam się sprzedać mieszkanie. Boli, ale to teraz najlepsze rozwiązanie jakie widzę. Jest szansa na własny azyl. To cudowne uczucie. Z krów też z rezygnujemy na rzecz danieli. Ja zajme się swoją pracą, potem dzieckiem i jakoś przeczekam te dwa lata z teściową. Staram się nie denerwować dla dziecka. To trudne. Są naprawdę złe dni gdzie jest tylko płacz, ale dam radę. Przeczekam. Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa.

36

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Wprawdzie tu nie pisałam, bo nie czuję się dość mądra i odpowiedzialna, żeby Tobie dawać jakieś rady, ale wszystko czytam na bieżąco, subskrybuje wątek i życzę Ci jak najlepiej. Będziesz pisała jak się rozwija sytuacja czy zamierzasz zamknąć wątek? Chętnie bym czytała co tam dalej u Ciebie. Nie dlatego, że jestem ciekawska czy traktuję to jako rozrywkę, tylko trochę się z Tobą zżyłam przez tą historię. Mam nadzieję, że wszystko się będzie układać po Twojej myśli.
Ściskam Cię mocno i serdecznie pozdrawiam. smile

The best is yet to come smile

37

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

będę pisać

38

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

jeżyk123 przeczytałam Twoją historię, wzruszyła mnie. Trafiłaś w całkiem inny świat, otoczenie, styl życia. Zdrowy, szczęśliwy związek to gdy ty i on zmieniacie tyle samo, a nie tylko ty się poświęcasz. Dodatkowo nie wierzę w pomyślność małżeństwa gdy mieszka się z teściową.
Teraz nosisz pod sobą maleństwo, które będzie szczęśliwe gdy Ty będziesz szczęśliwa.
Nie daj się teściowej. Jestem osobą postronną więc ją rozumiem-inne wychowanie, inny styl życia, zaściankowość. Nie umie żyć inaczej, ty i twoj styl życia jest dla niej obcy a co w związku z tym- dziwny, niewłaściwy.
Jeżeli ta przeprowadzka się urzeczywistni, będzie miała tylko sens wtedy gdy w Waszym domu nie będzie pokoju dla teściowej. W innym wypadku jest bez sensu.
Rozmawiaj z mężem ale jeżeli nic się nie zmieni to ja bym odeszła, jednak to Twoje życie...
Odezwij się co u Ciebie, pozdrawiam Cię ciepło :*.

"No cóż, ten, który kocha, powinien dzielić los tego, kogo kocha." /Woland

39

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

jezyk123 ja tez przeczytalam Twoja historie, prosze kobieto nie sprzedawaj mieszkania, mieszkalam z rodzicami i tesciami, zabrali po kawalku zycia, majac dzieci 2 nie mialam gdzie sie podziac a co jesli Twoj maz nie zartuje
przemysl to prosze

przepraszam ale mam klopoty z klawiatura i tylko na tyle mnie stac

,,Narzekałem, że nie mam butów,
dopóki nie zobaczyłem człowieka, który nie miał stóp."

,,Tylko dziecko potrafi wbić patyk w ziemię, nazwać go i pokochać.''

40

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Zgadzam się z orszulik, jeśli Twój mąż żartuje albo z jakiś czas się rozmyśli, zostaniesz bez wyjścia ewakuacyjnego.
Pomyśl nad tym i odezwij się:*

"No cóż, ten, który kocha, powinien dzielić los tego, kogo kocha." /Woland

41

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

jeżyk123 co u Ciebie?
Daj znać.

,,Narzekałem, że nie mam butów,
dopóki nie zobaczyłem człowieka, który nie miał stóp."

,,Tylko dziecko potrafi wbić patyk w ziemię, nazwać go i pokochać.''

42

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Tak jak pisałam staram się nie zwariować i staram się wierzyć w miłość. Ale.... jest źle. Nie ma co ukrywać. Płaczę ciągle. Nawet teraz a jest dopiero 8 rano. Dopiero, albo już 8, bo nie śpię od 5. Mój dużo starszy kolega z pracy (po 60tce) przed moim ślubem powiedział żebym się zastanowiła, bo skończy się na tym, że w chustce i gumiakach będę doiła krowy. Śmiałam się wtedy z tego, a on powtarzał, że szkoda mnie. I nagle dziś rano siedząc pod krową przypomniałam sobie jego słowa. Od razu się popłakałam. Zresztą płaczę bez przerwy. Dziecko zwariuje - jeśli jeszcze wogóle żyje przez moją depresję. Jestem na zwolnieniu, ale tym chyba tylko dodano mi pracy, bo codziennie wstaję na dzwięk budzika. Jeszcze ani razu podczas trwania ciąży, będąc na zwolnieniu się nie wyspałam porządnie. Teściowa źle patrzy, że rano nie pomagam. Leń jestem. No i mój dzień to prawdziwa harówa. Nigdy w mieście tak nie miałam, a będąc w ciąży.... nigdy by mi nie przeszło przez głowę, że akurat w tym okresie mego życia będę pracowała fizycznie ciężej niż kiedykolwiek. Nawet wiadra noszę. Specjalnie, teatralnie niosłam pełne wiadro wody przed mężem, żeby mi je zabrał, zabronił dzwigać, przecież mi nie wolno. A on nic. Tylko się uśmiechnął jaka to jestem dobra.
Czasem tak mi dobrze z nim. Jest mądrym chłopakiem, tylko nie rozumie innego świata..... Miałam szansę odejść, bo zrobiłam aferę w domu. Nie wytrzymałam. Akcja była taka: śniadanie ja, mąż i oczywiście znienawidzona przeze mnie teściowa. Siedzimy, jemy.
Tesciowa (do mnie): zrobisz ogórkową na obiad, a ja coś na drugie
Mąż: nie mamo, daj jej wszystko zrobić (bo jak mi potem wytłumaczył chcial stanąć w mojej obronie, że niby narzekam, że teściowa nie daje mi pola do popisu i jestem zazdrosna) a jeszcze możesz iść pokarmić krowy hi hi
T: a my pójdziemy spać hi hi
(Śmieją się)
Nie wytrzymałam i powiedziałam "Najlepiej razem"
Zerwała się burza. Nie będę opisywać, bo wiem że to moja wina, że przegięłam.
W tej całej aferze, mąż powiedział, że mogę wracać do domu, bo gdyby nie dziecko, to za takie słowa by mnie z domu wyrzucił i na pewno byśmy się rozstali. Wtedy był dobry moment na zebranie maneli i wyjazd, ale pomyślałam o dziecku, że nie mogę mu zbrać ojca, że dom przecież będzie, że dla mnie on zrezygnuje kiedyś z krów. Zostałam. Przeprosiłam, mimo, że myślę to co powiedziałam.
Jestem jak w więzieniu. Na zwolnieniu nigdzie nie wyjeżdżam, boję się obgadywania teściowej. Pracuję, bo czuję że tym zarabiam na lokal u nich. Jak słucham teraz swoich myśli, jak czytam to co piszę, sama w to nie wierzę. Powinnam uciekać jak najdalej, ale brnę dalej. Sprzedaję mieszkanie, buduję dom. doję krowy i  zaczynam ulegać namowom rezygnacji z pracy. Jestem nieszczęśliwa, ale na własne życzenie. Nie odejdę, bo moi rodzice się mnie wyprą, oni mowią że mąż mnie traktuje jak królową, a ja jestem niewdzięczna. Widząc go raz w miesiącu, takie wnioski można wysnuć, bo jest dla mnie wtedy bardzo miły.
Żyć mi się nie chce............. Do miasta 45 km................. Żeby było chociaż 10, czy 20.........
A i jeszcze lepsze. Na wiosnę chyba wraca z zagranicy brat męża i będzie z nami mieszkał. A miało być inaczej. Pięknie teraz będę gotować teściowej i dwóm chłopom.

43

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Jezyk- wspolczuje Ci nie wiem co napisac, moze pogadaj jakos z tesciowa, sle juz napewno nie nos tych wiader, czys Ty zwariowala. Co chcesz pokazac? Jezeli raz poronilas to ciaze ktora teraz nosisz okresla sie poronieniem zagrazajacym, wiec nie po to dostalas zwolnienie z pracy umyslowej aby zapierniczac fizycznie , oszczedzaj sie kochana, mysl o dziecku, wiem co pisze poronilam 3 razy.Pogadaj z tesciowa co Cie boli, zmien taktyke, baba czuje sie pewnie niepotrzebna I jej bije, poradz sie jej niech Ci np pokaze jak ugotowac jakies danie, albo ja pochwal jak cos dobrego ugotuje. Bylo takie powiedzenie , zaprzyjaznij sie z najgorszym wrogiem, zobaczysz ze omotasz se tesciowa wokol palca.

W bezsenna noc posylam ci motyla.....

44

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

jeżyk to co piszesz to jakaś masakra.... aż człowiek nie wie co doradzic bo brakuje słów na to wszystko. Ale jedno co musisz wiedziec, nie daj się jakiejś durnej babie! Żyj swoim życiem, oszczędzaj się jak tylko możesz, żebyś nie straciła tego dziecka! Żyj dla niego! Jeżeli znów poronisz to wcale nie będzie lepiej a gorzej. I nie noś tych wiader. A jak teściowa powie ci że jesteś leniem to powiedz jej że robisz to dla dziecka, że nie chcesz stracic kolejnego! Kurde no co za kobieta, współczuje ci takiej teściowej, naprawde! Wiesz, jak czytam twoje posty to oczami wyobraźni jestem tam i aż samo czytanie twoich wpisów jest męczące a co dopiero masz czuc ty.... to jest straszne. Minęło sporo czasu od twojego ostatniego wpisu, napisz coś, jak ci się żyje, czy jest lepiej??

45

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Tak się zastanawiam czy warto cokolwiek pisać.
Jesteś w ciąży, poprzednie dziecko straciłaś
zaczełaś tą ciążę wizytą w szpitalu i piszesz że oczekujecie tego dziecka, że Twój mąż to mądry człowiek- mądry facet nie pojmuje dobroci żony poprzez jej ciężką pracę (dzwiganie kubłów)
nie bardzo to wszystko pojmuje.

Jeżyk Twoje życie i życie tego maluszka leży w Twoich rękach i sama musisz zdecydować co dalej z nim zrobić.
Nie jesteś w złej sytuacji masz pracę i własne mieszkanie, gdzie mogłabyś spokojnie oczekiwać dzidziusia.
To jak zareagują rodzice ich sprawa, przecież z nimi nie mieszkasz.
A w małżenstwie wszystko miało byc inaczej a jest inaczej czy będzie lepiej życie pokaże.
Jeśli godzisz się na to wszystko Twoja sprawa i Twoje życie.

A teraz pomyśl, że mogłabyś stracić to maleństwo jak myślisz w kim by upatrywano przyczyny takiego stanu?
Czy taka sytuacja przyblizy Ciebie do męża i do teściowej?
Pracujesz bo boisz się języka teściowej, faktycznie tak jest?
A jeśli tak to kto jest ważniejszy dziecko czy teściowa?

Przepraszam ale nie rozumiem takiego postępowania

,,Narzekałem, że nie mam butów,
dopóki nie zobaczyłem człowieka, który nie miał stóp."

,,Tylko dziecko potrafi wbić patyk w ziemię, nazwać go i pokochać.''

46

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Bardzo zasmuciło mnie to co napisałaś... nie tego się spodziewałam. Zastanawiam się dlaczego Ty ciągle chcesz coś im udowadniać. Chcesz im udowodnić, że pomimo ciąży będziesz zapiepszać jak robot. To nie jest normalne. Ustawiasz sobie zbyt dużą poprzeczkę a oni będą wymagać od Ciebie więcej i więcej. Kobieto Ty urodzisz dziecko, noce nieprzespane i pewnie o 6 rano pójdziesz do krów. Póki co to widzę, że Ty rezygnujesz ze wszystkiego co dla Ciebie dobre w imię czego...miłości?? Miłość nie wymaga takich poświęceń. Na Boga nie rezygnuj z pracy. Będziesz od nich wtedy totalnie zależna. Ty mówisz, że Twój mąż Cię kocha i ciągle każe Ci z czegoś rezygnować? Wybacz ale to jest egoista. Ciąża to bardzo szczególny czas dla przyszłej matki i nie tak powinnaś ją spędzać. Wpędzasz się w depresję ale niestety mam wrażenie że na własne życzenie. Chcesz budować dom obok teściowej ale to nadal będzie 40 km do miasta. Mówisz, że mąż zrezygnuje kiedyś z krów... kiedyś albo nigdy. Dziewczyno Ty tam się zamęczysz. Nie każdy jest stworzony do mieszkania na wsi i dojenia krów. Rodzice na pewno się Ciebie nie wyprą bo to zawsze rodzice. Wybacz ale mam wrażenie, że jesteś dla teściowej i męża jak darmowa pomoc przy gospodarstwie.

47 Ostatnio edytowany przez Aguśka20 (2011-02-14 14:52:16)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany
jeżyk123 napisał/a:

W tej całej aferze, mąż powiedział, że mogę wracać do domu, bo gdyby nie dziecko, to za takie słowa by mnie z domu wyrzucił i na pewno byśmy się rozstali. Wtedy był dobry moment na zebranie maneli i wyjazd, ale pomyślałam o dziecku, że nie mogę mu zbrać ojca, że dom przecież będzie, że dla mnie on zrezygnuje kiedyś z krów. Zostałam. Przeprosiłam, mimo, że myślę to co powiedziałam.

Kochana na co ty czekasz? Ja bym po takich słowach męża spakowała walizki i już by mnie nie zobaczył. Czy to jest miłość?
Zapracowujesz się, a powinnaś odpoczywać i uważać na siebie. Pracujesz fizycznie za dwóch czy trzech. Żyjesz w atmosferze ciągłego wytykania błędów i jesteś z tym sama, bo na męża nie możesz liczyć. Czy tak umawialiście się z mężem przed ślubem? Czy tak miało wyglądać wasze wspólne szczęśliwe życie? Jeśli myślisz że coś się zmieni to sama siebie oszukujesz. Żyjesz nadzieją, bo tylko to ci pozostało.
Jeśli to jeszcze nie przesądzone- nie sprzedawaj mieszkania. Zawsze będziesz miała w razie czego gdzie wrócić. Po tym co piszesz, niczego nie możesz być już pewna.

Tak się czasem zastanawiam co by się musiało stać abyś jego zostawiła i zaczęła normalnie żyć z daleka od tego całego koszmaru...

Śledzę twój wątek od początku, ale im dłużej czytam twoje wypowiedzi tym mniej cię rozumiem. Musisz go po prostu mocno kochać, ale czy warto marnować swoje życie dla takiej "miłości"? Według mnie miłości tylko z twojej strony.

Wybacz mi jeśli poczujesz się urażona moją wypowiedzią. Ale piszę co myślę.

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia,
obywać się bez tego, co niezbędne
i znosić rzeczy nie do zniesienia.

48

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Jeżyk123...Posłuchaj mojej historii.Opiszę ja tak w skrócie,żebyś coś zrozumiała.Urodziłam się i mieszkałam przez wiele lat w mieście.Fajne życie,kupe koleżanek,wspólne wyprawy po mieście, na basen i było ok.Sklepy i wszelkie potrzebne urzędy wszystko na miejscu.Po wyjścu za maż też zamieszkałam w mieście.Niestety po paru latach małżeństwo mi sie rozpadło i postanowiłam na nowo ułożyć sobie życie.Poznałam gościa ze wsi i jak to na początku wszystko pięknie ładnie-bajeczka.Mimo wielkiego gospodarstwa,zadbany,elegancki,wesoły i pracowity człowiek.Mieszkał ze swoimi rodzicami 6 ha pola,krowy ,świnie,kury,konie itp.W domu syf,kiła i mogiła,a na podwórku szkoda opisywać-śmiecie gałęzie, koryta od bydła.wiadra.Wszystko rozwalone,jak po huraganie.Mimo wszystko zamieszkałam z nim(nimi) pomyślałam-Jestem obrotna,pracowita jakoś to ogarnę.I tak też sprzątałam ten cały syf przez 2 lata.Możesz sobie wyobrazić,że w jednym sezonie nie było to możliwe-takie pobojowisko.Ogarnęłam również mieszkanie.Dom jest piętrowy to zaczelismy remontować dla siebie górę.Sprzątając myślałam,że rodzice jego to starsi ludzie z dużą gospodarką,to sobie nie radza ze wszystkim i stąd ten bałagan.Mniej więcej po paru tygodniach stwierdziłam,że jestem w błędzie jak zaczeli mi robic na złosć.Podam ci parę przykładów..W kuchni powiesiłam swieze ścierki do naczyń a tesciu przyszedł i sobie w to nos wysmarkał albo nogi wytarł.A jak się golił to żal mu było wody z kranu,to brał wodę po parówkach co wczesniej gotowałam.Wyobraż sobie ze myje sie dwa razy do roku na Wielkanoc iBoże Narodzenie.Śmierdzi aż nos chce urwać.W domu nie było również wc zaraz jak sie wprowadziłam to zrobilismy,bo nie zamierzałam ..robic na polu w wychodku,albo myc sie w tzn. baliji.Bez wojny też sie nie obeszło,bo stwierdzili cyt. jak można srać w domu.Jakaś paranoja,ale przeszło ,minęło.Gorzej,bo z czasem  nauczył się sam załatwiać w domu.I tu tez nie było mi łatwo,bo zamiast do muszli lał poza nia,a ja musiałam po ,,gnoju" sprzątać.Lubię czystośc,a wprowadziłam sie do jakiejś obory.Po jakims czasie ogarnełam wszystko,ale co mnie to kosztowało to chyba nigdy nie zapomnę.Jednak dalej dają mi popalić najbardziej teściu,jak umyję podłogę to zaraz wlezie jak ta świnia w gumniakach,pełnych gnoju i przejdzie po mieszkaniu,a ja znowu myję podłoge.Naczyń natomiast wogóle nie myją,tylko jak zjedzą przetrą myjakiem i chowaja do szafki.Herbate pocukruje,łyzke wyliże i wsadzi do szuflady,a ja znów wyciągam i myje,bo jak po takim używać łyżeczki. Wanne umyję to przyjdzie ze stajni myje ręce całą schlapie gnojem,albo smarem z ciągnika. Na podwórku posprzatałam perfekt,posadziłam drzewka ozdobne,kwiaty itd Długo sie nie nacieszyłam tym porzadkiem bo zaraz naniósł koryt,paczek,worków po nawozach itp. A zamiast przed oknami widziec moje ozdobne drzewka i kwiaty to widziałam-ciągnik,pługi,rotacyjną i inne sprzety rolnicze.W nocy trzeba było dobrze patrzeć,żeby sobie zębów nie wybić.Stoczyłam juz tyle wojen o to wszystko,kłuciłam sie z mezem,ale on twierdził,że to tak nauczeni i juz sie nie oduczą. Takich i podobnych historyjek mogłabym opowiedziec ci tysiące,ale nie ma sie czym chwalić.Bo gdybym tu nie trafiła to nie wiedziała bym nawet że ludzie moga być takimi brudasami.Szlak mnie nieraz trafiał,ale cóż trzeba było żyć.Zrozumiałam,że to co mówie wogóle do nich nie dociera,więc wpadłam na inny sposób.Skończylismy remontować góre,tam zrobiłam kuchnię,łazienke i pokoje.Sami sobie gotujemy,mamy oddzielne naczynia,środki czystości poprostu wszystko.Wziełam z dołu lodówke,żeby na dół po nic nie schodzić,ale dla tesciów to nie problem bo jedzenie trzymaja  teraz w studni w wiaderku opuszczonym na sznurku.Mówia,że tak dawniej robili.Tak wiec nie chce miec z nimi nic wspólnego.Jak zrobi sie ciepło,to zamierzam podzielić podwórko na połowe,żeby czasem jakiś z mioch gości nie wybił sobie zebów na wiaderku,albo nie przebił widłami.Tak więc widzisz jeżyku123 jeżeli masz jak podzielić mieszkanie to zrób to bo zwariujesz.Gotować też możesz osobno.To tak w skrócie opisałam,żebys zrozumiała,że nie jesteś sama z twoim problemem.Inni mają podobnie.Życzę powodzenia

49

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Wasze posty czasem mnie bolą, czasem wspierają.
Niestety z teściową, ani co najgorsza z mężem nie da się pogadać, że ciężko jest mi coś robić, bo jak to moja teściowa określa każdą czynność "to tylko śmiech" - nienawidzę tego jej powiedzenia, którym wszysto popiera - to że kiełbasy sama mogę zrobić, deski poprzybijać, krowę zainseminować, a ostatnio namawiała mnie, żebym ciągnikiem nauczyła się operować w celu przywiezienia kiszonki do obory, bo jakby ona była młodsza - to by tę umiejętność nabyła natychmiast. Powiedziała mi dosłownie, że jak ona była w ciąży to worki z burakami nosiła, przechodziła przez wielkie płoty z wiadrami świnie karmić i nie narzekała i nikt nie patrzył.
Mój mąż po prostu tak został wychowany, że matka jak służąca ugotowała, posprzątała, zrobiła wszystko na podwórku to co należało i do kobiety i do mężczyzny i jak sama to określiła - zawsze słuchała męża jak ojca.
Post Mrówki333 jest odbijająco podobny do sytuacji w domu i na podwórku mojej teściowej. Ona nawet blaszek po cieście między jednym a drugim pieczeniem nie myje. Ma jedną wielką michę gdzie wrzuca przykrywki do garnków czyste i brudne, wrzuca tam też noże i duże łyżki kuchenne brudne, czyste lub prosto spod kranu ściekające wodą. Nie chcę sobie wyobrażać co dzieje się na dnie tej miski. Próbowałam posprzątać szafki w kuchni, ale żygać mi się chciało i jak doszłam do szafki z mąkami i podobnymi... rzuciłam sprzątanie i więcej do niego nie wrócę. Mam oddzielne szafki (przywiezione z mego mieszkania) swoje produkty i naczynia, a jeśli są używane jej to zawsze myję przed użyciem. Na podwórku nawet się nie brałam za porządki, bo wokół budynkow gospodarczych leżą sznurki, worki, metalowe przedmioty - zamiast wyrzucić to, lub schować do szopy walają się wszędzie. Jedyne co z mężem posprzątaliśmy to strych. Mąż wywiózł 3 przyczepy starych rzeczy. Jego matka nie nic nie mówiła, ale widziałam jak jej serce pęka za śmieciami.
Ale nie o tym miałam napisać. Wyobraźcie sobie czuję się lepiej. Co na to wpłynęło? Kilka rzeczy. Teściowa była kilka dni na pogrzebie i byłam z mężem tylko we dwoje. Było cudownie. Tak jak w małżeństwie być powinno. On w końcu zaczął mnie słuchać i chyba rozumieć. Kiedy poczuł jaką swobodę mamy i jakie relacje są między nami, kiedy mieszkamy sami przyznał mi we wszystkim racje, że też już ma dosyć mieszkania z mamą i że czeka z niecierpliwością na nasz dom. Niestety menda wróciła, ale jakoś przeżyję ten czas zanim będzie dom. Nie chodzę rano doić krów, śpię dłużej niż mąż i teściowa, tylko wstaję i robię śniadanie. Potem pomagam mężowi ale robię jakieś lekkie rzeczy.
Ważne dla mnie jest to, że będziemy niedługo mieszkać na swoim i tam będzie czysto i nowoczesnie. Koniec z meblami z rożnych parafii!!!!!!

50

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Ja chyba cały czas się oszukuję, że może być dobrze. Było dobrze jak teściowej nie było kilka dni w domu. Nawet przeszło mi przez myśl.... (Boże wybacz).... żeby jeszcze ktoś umarł i znowu wyjechała na pogrzeb. Inaczej to nie możliwe. Dzieci zapraszają ją do siebie na kilka dni, ale ona nie chce do nich jechać i koniec, mimo, że mieszkają 45 km od nas.Mogłaby chociaż na chwilę dać nam święty spokój.
Mąż jest przy niej inny. Kiedy jej nie było, było jak kiedyś. Czuliśmy się cudownie, a od kiedy wróciła znowu nie zmywa po sobie, nie naklada sam sobie obiadu. Czeka aż ja to zrobię. Wczoraj powiedział przy matce, że jak będziemy krowy wyprzedawać to będzie dużo chętnych, co na to teściowa "ale kilka krów zowtanie" a mój mąż "oczywiście zawsze będą dwie krowy na mleko dla dzieci, parę byczków, świnie i kury". Zrobiła się z tego awantura, bo ja zapytałam, że niby kto będzie moim dzieciom te krowy doił. Teściowa w szoku, że to mój obowiązek krowy, świnie i kury dopilnować. Więc oświadczyłam, że ja to wracam do pracy po macierzyńskim lub wychowawczym, a te zwierzęta niech mój mąż swoim dzieciom chowa. Mąż mnie wyzwał od dam z miasta i nie powiem jeszcze jak mnie nazwał, bo wstyd publicznie się przyznać. To przykre, że nie zauważył, że ta wiekla dama z miasta, zostawila dla niego cały swój świat, sprzedała mieszkanie, żeby on nie był samotny, i chodzi z nim codziennie doić krowy. Strasznie to przykre, że on tego nie widzi, że nie docenia. Twierdzi ciągle że jestem leniem, darmozjadem, a może mi naprawdę jest ciężko fizycznie coś zrobić, może ja naprawdę czasem krowy się boję. Ja w zamian mu wygarnęłam, że taki z niego wielki gospodarz co ma 50 krów, a nawet normalnej łazienki nie ma. Wieśniak zasrany. Co z tego że charuje jak nic z tego nie ma. Skończyło się na tym że on się do mnie nie odzywa.
Nigdy nie będzie dobrze przez tą głupią teściową. Przez nią nasz związek się rozpadnie, bo on we wszystkim slucha tylko jej. Szlak mnie trafił jak zajechaliśmy któregoś dnia do sklepu "wszystko dla rolnictwa", czekałam w samochodzie. Przyniósł 2 pary filców (takie cieple gumiaki na zimę). Szczęśliwa podziękowałam mu, że i o mnie pamiętał, bo mi strasznie zimno w starych butach było i zawsze muszę je suszyć, o czym doskonale wiedział. A on na to "ty też chcesz? to idę ci kupić" Wtedy się domyśliłam że to dla mamusi.... Było mi strasznie przykro. Wytłumaczył, że matka ma już takie stare, zniszczone. Tak .... a moje buty? Czy nie widzial w jakim są stanie? I że wogóle nie są przystosowane do mrozu? Powiedziąłam nie, że kupię sobie na przyszłą zimę. Byłam przekonana, że jego matka go poprosiła o te filce, ale nie.... nic nie wiedziała. Dał jej niespodziankę. Myślałam, że mi serce pęknie. Oni są jak małżeństwo. Dobija mnie to.

51

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

masakra;| znam skądś podobna historie.. mam koleżanke która była z chlopakiem ze wsi ona z miasta .. zaszla w ciaże , kłocili sie jak normalna para a jego mamusia do wszystkiego sie wtracala. otwierala im drzwi jak spali .. chyba chciala sprawdzic czy sexu nie uprawiaja;/..
wchodzila im z petami do pokoju .. wkoncu sie rozstali ona odeszla a on zostal ze swoja mamusia.
wkoncu mamusia wszystkim xD

przytulanie - najlepsza forma dziękowania za obecność

52

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Droga jeżyk 123 poruszyła mnie Twoja sytuacja. Nawet rozmawiałam o tym ze swoim mężem. Ja z miasta, on ze wsi. Mieszkamy już kilka lat na wsi, w jego domu rodzinnym. Mam oboje teściów w domu. Kuchnia, łazienka wspólna. Też miałabym listę o ich podejściu do sprzątania,  wchodzenia w gumiakach, ale o tym nie chce mi się teraz pisać.

Tu chodzi o Wasze Małżeństwo, o coś na czym Wam Zależy. Jak znaleźć sposób, by starać się sytuację poprawić? Myślę, może jakiś spokojny czas na rozmowę, wyznaczony, może w każdym dniu. Abyś mogła powiedzieć mężowi co czułaś w danej sytuacji i jak chciałabyś rozwiązać jakiś problem. Abyście mogli porozmawiać o swoich marzeniach na przyszłość... w atmosferze wzajemnego szacunku. Jest jeszcze trochę czasu do przyjścia na świat dziecka. Mężczyźni są malo domyślni i trzeba im mówic czego potrzebujemy jako kobiety, ich żony.
My już mamy dzieci i teraz tego czasu mamy mało. Raczej z mojej inicjatywy czasem usiądziemy przy herbacie pogadać.
Przy teściowej bym nie poruszała tematów zapalnych o nowym domu, planów na gospodarstwo. Ważne jest to co ustalisz z Mężem w spokojnej rozmowie w Waszym pokoju, nie pod wpływem emocji przy stole z mamą. Starsi ludzie nie są do zmiany już. Chcieliby aby młodzi żyli tak jak kiedyś lub dopełnili ich marzeń. A rolnictwo juz nie wygląda tak jak kiedyś i trzeba coś zmieniać by jakoś żyć. Mój mąż pracuje zawodowo, bo z naszego małego pola nie da się przeżyć, choć kiedyś żyli z powodzeniem, maszyn nie mamy, te pare krów co było sprzedane, choć wielki płacz był teściowej.

Przy okazji poszukałam coś na ten temat w internecie, np. taki artykuł - wpisać w google:
"Odcinamy pępowinę, czyli koniec problemów z teściową".
Pod nim jeden z ciekawych komentarzy dłuższy zakończony:
"najważniejsza jest jedność i solidarność małżonków. Jeśli małżeństwo jest jak skała, nikt nie będzie się na skałę porywał bo stępi zęby"

Pozdrawiam wieczornie.

Referendum edukacyjne - www. ratujmaluchy. pl

53

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Keli masz rację, jestem porywcza z natury, ale nie jestem na tyle idiotką, żeby przy wspólnym stole z teściową rozmawiać o nowym domu, czy naszych planach. Ja nigdy z nią nie rozmawialam na ten temat, ani na żaden mój prywatny temat. To moj mąż zaczyna o tym mówić. Dla niego to żadna tajemnica, jakie mamy plany. On uważa że wszystko możemy mamusi powiedzieć, a ona nam doradzi. Więcej, on z nią planuje, co będzie w naszym życiu dobre, a co nie. Czuję się wtedy zazdrosna, zdradzona przez męża, że on woli rozmowę z matką, niż ze mną. Boję się mu coś powiedzieć, że przy posiłku opowie o tym mamie.
Ostatnio przeglądałam wózki dla dzieci na allegro. Pokazałam mężowi niektóre z nich, jeden był za 2 i pół tysiąca zł. Przy kolacji mąż powiedział swojej mamie, że jest w szoku, bo wózek kosztuje tyle i tyle. Wyszłam i płakałam, a on znowu nie wiedzial "czemu beczę".
Zresztą nigdy nie wie czemu narzekam. "Nic nie robisz i jeszcze masz pretensje". Ostanio na kazdym kroku mi powtarza, że musi się za mnie wstydzić, że wszyscy mu przed ślubem odradzali, że jestem kobietą nie dla niego, że będzie mógł mnie włożyć pod klosz, a nie liczyć, na to że mu krowy będę doić. Wtedy nie wierzył, ale teraz widzi, że się pomylił.
Boże jak mie to boli. Ja go tak bardzo kocham, że dla niego jestem w stanie zrobić wszystko, a on mnie traktuje jak parobka.

54 Ostatnio edytowany przez keli (2011-03-01 00:48:39)

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Może nie zrozumiałam o tych rozmowach przy stole... Bolesne rzeczywiście. A posiłki muszą być z mamą? Eh...niewiem co napisać tak trudna ta sytuacja z ich relacją..., może jest możliwe, aby ktoś z zewnątrz pomógł coś, wsparł Ciebie...dobry psycholog, ksiądz, niewiem ktoś zaprzyjaźniony...
Dobry wózek ma swoją cenę. U mnie niektórzy w okolicy mówią, że za 1.000 to drogi wózek, bo są za 600 ( tylko jakie...).
A jak dzieciątko się rozwija, jak czujesz się?

Referendum edukacyjne - www. ratujmaluchy. pl

55

Odp: przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Dziękuję Keli, czuję się dobrze. Zacząl się piąty miesiąc, ale nie czuję jeszcze ruchów. Czytałam, że niedługo to nastąpi smile Nie znam też płci, ale za tydzień mam kolejne usg więc mam nadzieję, że bobas będzie współpracował i pokaże co tam ukrywa.
Jeść oddzielnie? Nie, no bez przesady, wtedy to ja byłabym okropną synową, żebym tak perfidnie się odizolowała. Aż tak bardzo źle nie jest, żeby się całkowicie separować. Ja chcę życ wlasnym życiem w prywatnych sprawach, chcę żeby stosunki były zdrowe. A oddzielne jedzenie, to już dla mnie trochę przegięcie.
Do rozpoczecia budowy domu zostały zaledwie 2 miesiące. Jak patrzę na zakupione materialy to świat wygląda bardziej kolorowo, a jak ruszą prace to myślę, że z dnia na dzień może być już tylko lepiej.
Jakoś przeżyję tę zołzę.

Posty [ 1 do 55 z 1,922 ]

Strony 1 2 3 35 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » przeprowadzka z miasta na wieś - stres i zmiany

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018