Hej, ostatnio coraz bardziej zauważam, że otoczenie, w którym właśnie przebywam, ma bardzo silny wpływ na mój nastrój. Dla przykładu, dziś wstałam pełna zapału i energii życiowej, od razu wyskoczyłam z łóżka i zaczęłam ćwiczyć, umyłam się itp, potem poszłam do sklepu. Jak zwykle pogorszyło mi to nastrój, bo wokół masa głównie starszych ludzi, a gdy przebywam w takim towarzystwie czuję się jak element takiego szarego motłochu, który żyje, bo żyje, ogarnia mnie wtedy takie poczucie bezsensu i znudzenia. Po powrocie powoli zaczął wracać dobry nastrój, znów jestem pełna entuzjazmu, niemalże czuję zastrzyk witamin ze zjedzonej pomarańczy, mam dużo energii i mimo bólu łydek mam zamiar jeszcze wyjść pobiegać po parku. W przeciągu krótkiego czasu nastrój zmienił mi się z radości w depresję i z powrotem. Czy na Was otoczenie też ma taki duży wpływ? Jak można to załagodzić?
Podobne tematy
wokół masa głównie starszych ludzi, a gdy przebywam w takim towarzystwie czuję się jak element takiego szarego motłochu, który żyje, bo żyje, ogarnia mnie wtedy takie poczucie bezsensu i znudzenia.
Gdybyś się potknęła na ulicy i uderzyła w głowę tracąc przytomność, to właśnie ci biedni starsi ludzie jako pierwsi staraliby ci się pomóc, podczas gdy młodsi by się z ciebie śmiali albo omijali szerokim łukiem, bo to nie ich problem i po co sobie psuć humor.
Tyle w temacie...
3 2014-05-06 13:33:39 Ostatnio edytowany przez enkeli (2014-05-06 13:37:54)
enkeli napisał/a:wokół masa głównie starszych ludzi, a gdy przebywam w takim towarzystwie czuję się jak element takiego szarego motłochu, który żyje, bo żyje, ogarnia mnie wtedy takie poczucie bezsensu i znudzenia.
Gdybyś się potknęła na ulicy i uderzyła w głowę tracąc przytomność, to właśnie ci biedni starsi ludzie jako pierwsi staraliby ci się pomóc, podczas gdy młodsi by się z ciebie śmiali albo omijali szerokim łukiem, bo to nie ich problem i po co sobie psuć humor.
Tyle w temacie...
No nie wiem, to raczej nie są tacy mili starsi ludzie, łatwiej tu usłyszeć narzekanie na wszystko. Więcej mam doświadczenia z takimi niemiłymi starszymi ludźmi więc pewnie dlatego mi się tak kojarzą.
Poza tym nie chodziło mi konkretnie o nich, podałam tą sytuację jako przykład wpływu choćby moich wyobrażeń o otoczeniu na nastrój. Podobne odczucia mam nawet u siebie na uniwersytecie, bo niby wszyscy są tu tacy wykształceni itp, ale oni wszyscy też staną się w większości zupełnie pospolitymi ludźmi, do tego wszyscy coraz mniej interesują się innymi i czuję się wyalienowana, bo nikogo nie obchodzą nieznajomi.
4 2014-05-06 13:46:46 Ostatnio edytowany przez ZaubererDE (2014-05-06 13:47:28)
Ty też raczej narzekasz w każdej wypowiedzi ![]()
Ludzie widzą i słyszą to co chcą widzieć i słyszeć. Jeżeli jesteś uprzedzona, uśmiechu przechodzącej starszej pani nie dostrzeżesz, narzekanie innej w autobusie usłyszysz.
Obiektywnie, rzeczywistość dookoła ciebie może być bardzo radosna, natomiast przez twoją apatię, z twojej perspektywy jest szara i smutna.
Jeżeli oczekujesz, że to świat ma ci dać szczęście, to się mocno rozczarujesz po kilku latach takiej postawy.
Tak jak Gandhi mówił "Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.".
To ty zacznij dawać innym swoją pozytywną energię, to będzie więcej radości w twoim codziennym życiu.
Ty też raczej narzekasz w każdej wypowiedzi
Ludzie widzą i słyszą to co chcą widzieć i słyszeć. Jeżeli jesteś uprzedzona, uśmiechu przechodzącej starszej pani nie dostrzeżesz, narzekanie innej w autobusie usłyszysz.
Obiektywnie, rzeczywistość dookoła ciebie może być bardzo radosna, natomiast przez twoją apatię, z twojej perspektywy jest szara i smutna.
Jeżeli oczekujesz, że to świat ma ci dać szczęście, to się mocno rozczarujesz po kilku latach takiej postawy.Tak jak Gandhi mówił "Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.".
To ty zacznij dawać innym swoją pozytywną energię, to będzie więcej radości w twoim codziennym życiu.
Chciałabym być dla innych taką osobą, ale oni tego nie chcą. Kiedy próbuję jakoś pozytywnie wpłynąć na rodzinę, przyjaciół, znajomych, zamykają się na mnie. Rodzina chyba uważa, że jestem głupia albo źle interpretują moje intencje, przyjaciele są przekonani, że sami sobie poradzą, a znajomi mają mnie gdzieś albo wyśmiewają mnie. Takie przynajmniej są moje odczucia. Mam ogromne pokłady miłości do oddania ale właściwie nikt jej nie chce. I to nie jest tak, że jestem zwykle taką ponurą osobą, jak na tym forum, zwykle staram się być pozytywna i podnosić ludzi na duchu. Ale oni nic sobie z tego nie robią. Czuję się całkiem bezsilna i wyalienowana.