Jestem na tym forum już od kilku lat i bardzo sobie go cenię. Tematy, które wcześniej mnie zajmowały przerobiłam wzdłuż i wszerz jednak ten jest dla mnie nowy i chciałabym poznać opinie innych.
W pewnym wieku siłą rzeczy spotykamy osoby po przejściach, rozwodach, mających dzieci itd. Nawet jeśli na starcie z założenia dziecko partnera czy partnerki nam nie przeszkadza, różnie to wychodzi w tak zwanym praniu.
Ja mam to szczęcie, że córka mojego obecnego partnera mnie bardzo polubiła ale moja koleżanka ma z tym duży problem bo jej syn nie akceptuje jej nowego faceta. Niby na początku mówił, że cieszy, że mama szczęśliwa ale po czasie już go nie lubi i nie chce by przychodził.
Wiadomo, że dla matki najważniejsze dziecko tylko gdzie jest granica?
Ostatnio rozmawiając z nią padła teza, że kiedyś to rodzice akceptowali lub nie wybranków, a teraz dzieci.
Jestem ciekawa opinii na ten temat.
Pewnie niektórzy uważają "pchanie się" w związki z osobą posiadającą dzieci, za chodzenie po polu minowym. Pomijając już hierarchię ważności między nowym partnerem a dziećmi, jaka się wytwarza u jednej strony, to często trudno w ogóle nawiązać porozumienie z takim dzieckiem, tym bardziej kiedy jest w wieku nastoletnim i przechodzi okres buntu. Spróbujesz coś takiemu powiedzieć i usłyszysz: " Nie jesteś moją matką/ojcem, żeby mówić mi, co mam robić!" Nawet, jak dziecko traci jednego z rodziców w wyniku chociażby nieszczęśliwego wypadku, to i tak jest mu ciężko zaakceptować, że miejsce jego matki/ojca zajmuje inna osoba. Także, gdyby miał się wiązać, to szczerze miałbym wątpliwości, czy to dobry pomysł
Ty Rox masz szczęście, że trafiłaś na wyrozumiałą dziewczynę, choć jeśli ma te niewiele ponad 20 lat, to już chyba lepiej, niż jakby to była nastolatka..
3 2020-05-25 16:39:39 Ostatnio edytowany przez Roxann (2020-05-25 16:43:32)
Ty Rox masz szczęście, że trafiłaś na wyrozumiałą dziewczynę, choć jeśli ma te niewiele ponad 20 lat, to już chyba lepiej, niż jakby to była nastolatka..
To prawda, ona ma już 23 lata i kiedyś wprost ją zapytałam czy nie ma z tym problemu, że jej ojciec jest z inną kobietą, na co ona... może w innym przypadku bym miała ale nie z tobą, widzę, że się kochacie itd. itd. Nawt wiem, że mu czasem doradza w kwestii prezentu dla mnie czy innych rzeczy.
Moja koleżanka ma natomiast dziecko 13-soletnie. Fakt pewnie czas buntu i różnych rozterek i jest jej naprawdę bardzo ciężko w sumie już teraz wybierać między komfortem czy widzimisię dziecka a jej relacją z facetem z którym już jest od roku.
Na początku się lubili ale wystarczyło, że jej nowy partner zwrócił mu na coś uwagę i się zaczęło. Nie jesteś moim ojcem itd.
Nie miałam problemów ani z córką, ani tym bardziej z synem męża. Sama dzieci nie mam. ![]()
5 2020-05-25 17:31:59 Ostatnio edytowany przez Roxann (2020-05-25 17:35:41)
Nie miałam problemów ani z córką, ani tym bardziej z synem męża. Sama dzieci nie mam.
A w jakim jest wieku ten syn?
Mi nie tyle chodzi o nas dorosłych co w takie relacje wchodzą, tylko o dzieci i jaki one mają na to wpływ.
6 2020-05-25 17:59:06 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2020-05-25 17:59:30)
Mam trójkę dzieci, jestem po rozwodzie. I teraz mam partnera.
Zanim jednak to co wyżej, weszłam w związek z mężczyzną, który miał dwoje nastoletnich dzieci i z nim właśnie wzięłam ślub i mamy tę wspólną trójkę. Byłam i jestem po obu stronach barykady.
czekoladazfigami napisał/a:Nie miałam problemów ani z córką, ani tym bardziej z synem męża. Sama dzieci nie mam.
A w jakim jest wieku ten syn?
Mi nie tyle chodzi o nas dorosłych co w takie relacje wchodzą, tylko o dzieci i jaki one mają na to wpływ.
Syn dwadzieścia parę. Rok młodszy od mojej siostry. Natomiast córka praktycznie dorosła nastolatka.
Mam trójkę dzieci, jestem po rozwodzie. I teraz mam partnera.
Zanim jednak to co wyżej, weszłam w związek z mężczyzną, który miał dwoje nastoletnich dzieci i z nim właśnie wzięłam ślub i mamy tę wspólną trójkę. Byłam i jestem po obu stronach barykady.
A mogłabyś, jeśli chcesz oczywiście, bardziej rozwinąć wątek relacji dzieci z nowym partnerem?
Gdyby moje dziecko nie akceptowało mojego partnera, nie byłoby związku.
Gdyby moje dziecko nie akceptowało mojego partnera, nie byłoby związku.
Ciekawe, bo zazwyczaj patrzy się z odwrotnej perspektywy. Kiedy partner wchodzi w nasze życie a w nim jest już dziecko z poprzedniego związku. Zatem kiedy akceptuje to, że jesteśmy przecież z dzieckiem dłużej i musimy podzielić czas między jego i dziecko, to już połowa sukcesu. Spojrzenie z perspektywy dziecka jest o tyle utrudnione, że dziecko może mieć na początku zupełnie fałszywy, powierzchowny obraz kolejnego partnera rodzica, jeśli np zbyt wcześnie straciło tego drugiego..
Miałam 8 lat, gdy moja mama ponownie wyszła za mąż. Akceptowałam jej partnera, on mnie na początku też, ale im byłam starsza, tym było gorzej. On miał już dwóch synów z poprzednich związków, a dodatkowo jakiś czas potem urodziła się jeszcze moja siostra. Mnie nie było wolno dosłownie nic. Wyprowadziłam się szybko z domu, zaraz po 18-tce, ale relacje z ojczymem polepszyły się dopiero kilka lat temu. Wiele lat później małżeństwo mojej matki rozpadło się, jedynym ''dzieckiem'', które utrzymywało kontakt z ojczymem, byłam ja. Miał jeszcze trójkę własnych dzieci, które go olały, bo ojcem był raczej kiepskim. Niestety, rok temu zmarł, jakoś dwa miesiące przed śmiercią przepraszał mnie bardzo za to, jaki był, a miesiąc przed śmiercią odwiedziłam go, to było wzruszające wydarzenie.
Czemu tak mnie traktował? Nie wiem, ale przypuszczam, że przerosła go opieka nad ''cudzym'' dzieckiem, nie umiał się w tym odnaleźć. Chociaż dla swoich dzieci też nie był dobrym ojcem. Może to taki typ, co się po prostu nie nadawał do rodzicielstwa. Jak to wszystko na mnie wpłynęło? Na pewno na poczucie własnej wartości, dłuuuuugo obwiniałam się za to, że nie jestem wystarczająco dobra i grzeczna, by on mnie pokochał. Pewnie rzeczy zrozumiałam dopiero jako dorosła kobieta.
Temat na pewno ważny i trudny.
Zielony_Domek napisał/a:Mam trójkę dzieci, jestem po rozwodzie. I teraz mam partnera.
Zanim jednak to co wyżej, weszłam w związek z mężczyzną, który miał dwoje nastoletnich dzieci i z nim właśnie wzięłam ślub i mamy tę wspólną trójkę. Byłam i jestem po obu stronach barykady.A mogłabyś, jeśli chcesz oczywiście, bardziej rozwinąć wątek relacji dzieci z nowym partnerem?
Relacje są więcej niż dobre, ale to nie przyszło od razu.
R pojawił się w życiu dzieci dwa lata temu, syn miał 5 lat, dziewczynki 3, czyli maluszki.
Co u nas się sprawdziło?
Mówienie jednym głosem, wątpliwości - wszelkie uwagi - załatwiamy wieczorem, gdy dzieci śpią, choć nie zawsze (czasem ja źle na coś reaguję, czasem on - nawet przy dzieciach - bez krzyków - szybka akcja - reakcja - w zasadzie momentalnie dochodzimy do porozumienia)
Nie ma podważania autorytetu. Ani z jednej, ani z drugiej strony.
Oboje potrafimy dzieci przeprosić jeśli zdarzy się jakaś sytuacja, która tego wymaga.
R nauczył się je słuchać, a one widzą, że zasady (ja jestem niestety pobłażliwa) są dla nich dobre, wiedzą na czym się opierać. Jest coraz mniej ścięć, jakiegoś buntu, dopasowali się.
R poświęca im czas, uwagę, miłość, zaangażowanie, także pieniądze. Odprowadza i zaprowadza je z przedszkola, gotuje im, ubiera, myje.
Taka rodzinka.
I co ważne dla mnie, mówią mu po imieniu, określenie "wujek" źle mi się kojarzy, zresztą to żaden wujek. Nie ma ambicji by mówiły: "Tato", bo Tatę te dzieci mają i zawsze będą mieć, mamy poprawne stosunki z ex, uczestniczy w wychowaniu dzieci.
Przykre, ale chyba rzeczywiście niektórzy ludzie nie nadają się na rodziców. Gorzej w sumie, jak z jednym dzieckiem się dogadują, ale już z drugim idzie im to kiepsko.
Nigdy w zyciu nie bylabym z facetem, ktory ma dzieciaka.
To jest moje osobiste podejscie do tego.
Dziecko albo ma racje w tym, ze nie lubi partnera rodzica, albo nie ma. Jezeli ma powody, ktore sa prawdziwe i sensowne to warto sie nad tym zastanowic bo moze widziec cos czego rodzic nie widzi. Pogadac z dzieckiem.
Jezeli dziecko nie ma racji i jest zwyczajnie zazdrosne i zaborcze to jest idealny czas na lekcje, ze rodzic jest czlowiekiem i nie jest wlasnoscia dzieciaka.
15 2020-05-28 10:21:25 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-05-28 10:36:27)
Zawsze jestem za rozsądkiem, a nie za odgórnymi założeniami. Życie stwarza różne sytuacje.
Byłam pól rok z facetem, który okazał się... hm... nieodpowiedni.
Pewne sygnały miałam od początku, ale cóż... podobał mi się, pokazał się od lepszej strony (no, ba!) i zdecydowałam się spróbować, pożyć, zobaczyć, co będzie dalej. Życie poskąpiło mi pozytywnych i normalnych związkowych doświadczeń, chciałam to przeżyć choć przez chwilę. I przeżyłam, więc nie żałuję ani chwili.
Do rzeczy jednak.
Otóż mój syn (15 lat, niecałe
) po pierwszych ostrzegawczych sygnałach wiedział: nie lubi tego pana. Zapowiedziałam mu (synowi) wyraźnie, że nie pozwolę, by ktokolwiek krzywdził moje dziecko, w konfliktach (takie otwarte były ze dwa) brałam w obronę, gdy uważałam to za słuszne, ale też nie broniłam syna ślepo i gdy słuszność była nie po jego stronie, informowałam go o tym. Mojemu przyjacielowi zaś zapowiedziałam, że jeśli przyjdzie mi wybierać kogoś z nich, to syna.
Syn wiedział i wie, że choć jestem po jego stronie, nie on decyduje o moim życiu.
Koniec końców jednak okazało się, że syn dobrze pana wyczuł. Czuję wielki szacunek do dziecięcej (tudzież młodzieżowej) intuicji i mądrości. Nie musimy dzieciom ulegać, ale warto ich posłuchać.
Z panem już nie jestem. Okazał się alkoholikiem i człowiekiem nieuczciwym.
Fakt, dzieci mają często w sobie jakiś szósty zmysł, do wyczuwania złych intencji nowych partnerów. Zresztą i tak inaczej patrzą, bo my zwykle jesteśmy trochę zaślepieni nową miłością, szczególnie na początku. Dostrzegamy same pozytywy, widzimy partnera przez te przysłowiowe różowe okulary i czasami nie możemy zauważyć niektórych niepokojących sygnałów.
17 2020-05-28 11:23:16 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-05-28 11:37:12)
Bagiennik, ja wszystko widziałam, ale nie byłam pewna, a chciałam spróbować. Wcale tego nie żałuję, zostało sporo fajnych wspomnień, ale na dłuższą metę to nie rokuje, więc zakończyłam tę historię.
Wniosek po tej historii mam następujący: więcej zaufania do własnych przeczuć. Właśnie tak, jak robią to dzieci. One nie kombinują, nie grzebią się w wątpliwościach, tylko postępują tak, jak czują. Nie do końca może, ale warto wziąć z nich przykład.
Spoko
Fajnie, że jednak chciałaś się upewnić, być może człowiek jest wtedy mniej zaskoczony, gdy coś go nagle dopadnie. Ale czekaj, Ty nie mówisz o swojej niedawnej relacji, gdzie ktoś powoli zdobywał Twoje zaufanie?
Koniec końców jednak okazało się, że syn dobrze pana wyczuł. Czuję wielki szacunek do dziecięcej (tudzież młodzieżowej) intuicji i mądrości. Nie musimy dzieciom ulegać, ale warto ich posłuchać.
Z panem już nie jestem. Okazał się alkoholikiem i człowiekiem nieuczciwym.
Bardzo możliwe, że i w przypadku mojej koleżanki tak jest. Mi jest bardzo ciężko jej cokolwiek doradzić, widzę jak bardzo przeżywa tą sytuację ale ograniczam się tylko do słuchania póki co. Nie chcę wyjść na hipokrytkę bo sama mniej więcej w tym samym czasie co ona poznałam faceta (po rozwodzie z dzieckiem) i nam się jak na razie bardzo fajnie układa, choć ten mój ma też sporo za uszami. I to ona początkowo mi wciąż powtarzała bym uważała. Sama natomiast twierdziła, że spotkała ideał, jej dziecko początkowo też było zadowolone ale po kilku miesiącach podobnie jak u Ciebie, przestało lubić tego Pana, a teraz to już wręcz nienawiść. Ciężko powiedzieć czy to zwykła zazdrość lub widzimisię, czy też widzi ono więcej niż matka, która zapewne inaczej patrzy na tego faceta bo jest w nim zakochana.
20 2020-05-28 13:09:24 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-05-28 13:14:05)
Bagiennik, ja wszystko widziałam, ale nie byłam pewna, a chciałam spróbować. Wcale tego nie żałuję, zostało sporo fajnych wspomnień, ale na dłuższą metę to nie rokuje, więc zakończyłam tę historię.
Wniosek po tej historii mam następujący: więcej zaufania do własnych przeczuć. Właśnie tak, jak robią to dzieci. One nie kombinują, nie grzebią się w wątpliwościach, tylko postępują tak, jak czują. Nie do końca może, ale warto wziąć z nich przykład.
Myślę że i tak pewien mądry dystans jakaś czujność i uważność to Ciebie "chroniły i uratowały" przed zabrnięciem za daleko
dodatkowym bonusem jest syn, który obserwował sytuację z jeszcze innego miejsca i dystansu, reagował po swojemu.
Dobrze mieć pewien zapas dystansu bezpieczeństwa jeżeli ma się zamiłowanie do eksperymentów, żeby nie było ja mam podobne zamiłowania
Widać - niektórzy tak miewają .
21 2020-05-28 13:16:56 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-05-28 13:23:39)
Spoko
Fajnie, że jednak chciałaś się upewnić, być może człowiek jest wtedy mniej zaskoczony, gdy coś go nagle dopadnie. Ale czekaj, Ty nie mówisz o swojej niedawnej relacji, gdzie ktoś powoli zdobywał Twoje zaufanie?
Tak, Bagiennik, to ten. Tym mnie zresztą bardzo ujął - że choć do nieśmiałych i pozbawionych inicjatywy nie należał, moje zdanie miało znaczenie, mogłam otwarcie mówić o swoich oczekiwaniach, nie było głupiego nagabywania i przymusu. Bardzo mi pomógł pozbierać się po przeprowadzce i towarzyszących jej emocjach (a było to wkrótce po śmierci mojego byłego męża). Nie jestem skora do zakochiwania się bez pamięci ani idealizowania, ale miał wiele zalet i pod wieloma względami bardzo mi odpowiadał. Powiedziałam mu na koniec: gdyby nie twoje picie, to byłbyś jak dla mnie uszyty.