Witam wszystkich
Mam na imię Marcelina, mam 18 lat. Urodziłam się w Londynie. Miałam tam wielu, wielu znajomych, prawdziwą przyjaciółkę i chłopaka. Byłam wesołą dziewczyną, przepełnioną od stóp do głów optymizmem. Rok temu moja przyjaciółka zjechała do Polski na studia. Opowiadała jak to w Polsce jest fajnie, więc ja też postanowiłam wrócić do ojczyzny razem z chłopakiem. Przez pewien czas było dobrze, fajnie nam się układało, poszłam na zaoczne studia. Jednak miałam w sobie pewną pustkę, która z dnia na dzień zaczęła rozprzestrzeniać się po całym moim sercu. Teraz? Jest fatalnie. Nie potrafię nawiązać kontaktu z rówieśnikami. Nie mam znajomych którzy by mnie lubili. Ciągle jestem smutna i przygnębiona. Cały czas czegoś się boje, chociaż nie wiem czego. Przeraża mnie moja przyszłość - mam wrażenie, że wszystko co najlepsze mam już za sobą. Okropnie boję się tej mojej przyszłości. Mam same negatywne myśli, nie potrafię myśleć pozytywnie. Nie mam ochoty na NIC. Cały czas mogłabym tylko spać. Rzeczy, które kiedyś sprawiały mi radość - już nie sprawiają mi jej w ogóle, nie cieszę się zupełnie z niczego, pomimo, że kiedyś cieszyłam się nawet z malutkiej rzeczy. Odtrącam od siebie swojego chłopaka, on chce mi pomóc, ale ja go odtrącam.. co najgorsze, mam wrażenie, że ja już nie chcę miłości, że chcę być sama. Ciągle wypominam mu jak kiedyś mnie zranił, pomimo, że to była drobnostka. Widzę w nim całe zło. Denerwuje mnie wszystkim co robi, zresztą nie tylko on, ale każda inna osoba. Zachowuję się jakbym miała od roku PMS. Jestem rozdrażniona, wszystko mnie dołuje. Codziennie płaczę, w nocy śnią mi się koszmary... Nie wiem co na mnie tak wpłynęło, w mojej głowie panuje śmietnik... Czuję się samotna... Przecież mam wspaniałych rodziców, dom, przyjaciółkę, chłopaka, miłe wspomnienia, całe życie przed sobą... nikt nie potrafi mnie zrozumieć. Przestałam lubić siebie, a zaczęłam wręcz siebie nienawidzić - nie tylko wygląd, ale i charakter. Jestem chodzącym złem. Czasami mam myśli samobójcze, ale wiem, że nie potrafiłabym tego zrobić. Nikt nie potrafi się już ze mną dogadać... Co na mnie tak wpłynęło? Wyjazd do Polski? Wiem, że mogę wrócić do Londynu w każdej chwili, ale mam myśl, że i tak już nie będzie jak dawniej, że nic się nie zmieni, że i zostanę taka jaka jestem... lękam się tego wszystkiego, proszę, powiedźcie mi co mam zrobić. Polska-Anglia? Dlaczego mam takie zachowanie? Pomocy
Chciałabym znów być wesołą dziewczyną, który każdy znał z tego, że chodzę i uśmiecham się sama do siebie ![]()
Podobne tematy
Na początek zbadaj tarczycę.
Pierwsze co się nasuwa na myśl to depresja - rzeczywiście przejawiasz wiele syndromów. Jeśli wychowywałaś się w Londynie, zmiana mogła tak właśnie na Ciebie wpłynąć - i wtedy lekiem byłaby terapia. ALE depresja często jest mylona z niedoczynnością tarczycy, a jest to zaburzenie hormonalne i wpływa właśnie tak ogólnie na stan zdrowia i psychiki - zachęcam się przepadać u lekarza rodzinnego - gruntownie ![]()
To też taki wiek, kiedy hormony buzują i nie do końca wiemy, o co nam chodzi.
Witam wszystkich
Mam na imię Marcelina, mam 18 lat. Urodziłam się w Londynie. Miałam tam wielu, wielu znajomych, prawdziwą przyjaciółkę i chłopaka. Byłam wesołą dziewczyną, przepełnioną od stóp do głów optymizmem. Rok temu moja przyjaciółka zjechała do Polski na studia. Opowiadała jak to w Polsce jest fajnie, więc ja też postanowiłam wrócić do ojczyzny razem z chłopakiem. Przez pewien czas było dobrze, fajnie nam się układało, poszłam na zaoczne studia. Jednak miałam w sobie pewną pustkę, która z dnia na dzień zaczęła rozprzestrzeniać się po całym moim sercu. Teraz? Jest fatalnie. Nie potrafię nawiązać kontaktu z rówieśnikami. Nie mam znajomych którzy by mnie lubili. Ciągle jestem smutna i przygnębiona. Cały czas czegoś się boje, chociaż nie wiem czego. Przeraża mnie moja przyszłość - mam wrażenie, że wszystko co najlepsze mam już za sobą. Okropnie boję się tej mojej przyszłości. Mam same negatywne myśli, nie potrafię myśleć pozytywnie. Nie mam ochoty na NIC. Cały czas mogłabym tylko spać. Rzeczy, które kiedyś sprawiały mi radość - już nie sprawiają mi jej w ogóle, nie cieszę się zupełnie z niczego, pomimo, że kiedyś cieszyłam się nawet z malutkiej rzeczy. Odtrącam od siebie swojego chłopaka, on chce mi pomóc, ale ja go odtrącam.. co najgorsze, mam wrażenie, że ja już nie chcę miłości, że chcę być sama. Ciągle wypominam mu jak kiedyś mnie zranił, pomimo, że to była drobnostka. Widzę w nim całe zło. Denerwuje mnie wszystkim co robi, zresztą nie tylko on, ale każda inna osoba. Zachowuję się jakbym miała od roku PMS. Jestem rozdrażniona, wszystko mnie dołuje. Codziennie płaczę, w nocy śnią mi się koszmary... Nie wiem co na mnie tak wpłynęło, w mojej głowie panuje śmietnik... Czuję się samotna... Przecież mam wspaniałych rodziców, dom, przyjaciółkę, chłopaka, miłe wspomnienia, całe życie przed sobą... nikt nie potrafi mnie zrozumieć. Przestałam lubić siebie, a zaczęłam wręcz siebie nienawidzić - nie tylko wygląd, ale i charakter. Jestem chodzącym złem. Czasami mam myśli samobójcze, ale wiem, że nie potrafiłabym tego zrobić. Nikt nie potrafi się już ze mną dogadać... Co na mnie tak wpłynęło? Wyjazd do Polski? Wiem, że mogę wrócić do Londynu w każdej chwili, ale mam myśl, że i tak już nie będzie jak dawniej, że nic się nie zmieni, że i zostanę taka jaka jestem... lękam się tego wszystkiego, proszę, powiedźcie mi co mam zrobić. Polska-Anglia? Dlaczego mam takie zachowanie? Pomocy
Chciałabym znów być wesołą dziewczyną, który każdy znał z tego, że chodzę i uśmiecham się sama do siebie
Witaj serdecznie, pozwolisz że napiszę krótko i na temat. Nie jest ważne gdzie mieszkasz, Londyn czy Polska. Ważne jest teraz tylko to że, wszystko co się dzieje w Tobie pokazuje Ci że musisz znaleźć na nowo swoją pasję. Co chcesz robić w życiu? Czy robisz to co chcesz robić, to co kochasz w głębi siebie? Jeżeli nie jesteś pewna, lub nie wiesz musisz udać się w długą podróż i odnaleźć ten cichy głos który wyraża się obecnie w ten a nie inny sposób. Pozdrawiam