Wczoraj odszedł mój Kot - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wczoraj odszedł mój Kot

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 167 ]

1

Temat: Wczoraj odszedł mój Kot

Na wstępie proszę wszystkich z podejściem "przecież to tylko kot / to tylko pies, to tylko głupie zwierzę, więc jak można płakać" o niekomentowanie tego co napiszę.

Piszę tu bo muszę się wygadać i potrzebuję słów pocieszenia.

Mamy (mieliśmy) 4 koty i psa. Mieszkamy w bloku, więc możecie sobie wyobrazić ten zwierzyniec. Niemniej jednak o wszystkie zwierzęta dbaliśmy i kochaliśmy.

Jego oficjalne imię to Tomek, ale mówiliśmy na niego Maluszek. Chorował od najmłodszych lat, a za wszystkim prawie zawsze stały zęby. Zawsze schemat wyglądał tak samo: przestawał jeść, zwijał się w kulkę i nie reagował na nic, a z pyszczka śmierdziało. Jechaliśmy do weta który dawał antybiotyki, a gdy zapalenie się w miarę minęło, usuwał mu bałaganiące zęby, po czym kot wracał do żywych. Takich epizodów miał chyba z 5 czy 6 w ciągu życia. Ogólnie był chorowity, często łapał infekcje. Pół roku bez wizyty u weta to było święto, podczas gdy pozostałe koty bywały bardzo bardzo rzadko, oprócz sterylizacji chyba nigdy, bo odrobaczanie i tak miały w domu.

Wszystkie koty mamy od dzieciaczków, teraz to takie już seniory, od 10 do 14 lat. Maluszek miał 13,5 roku.
Ostatni epizod z zębami miał rok temu, wtedy tez miał zrobione wszystkie badania, morfologię, RTG, USG. Wyniki dla weta były niepokojące (kot bardzo schudł), ale lekarz kierował się w stronę chłoniaka i cukrzycy. Jednak kot, mimo chudości, żył sobie dalej normalnie, szczęśliwy i mający wielki apetyt. Więc wet stwierdził żeby go nie męczyć ciągłymi badaniami. Od tego czasu kot jednak bardzo, bardzo dużo pił wody (wcześniej niezbyt często, jadł głównie mokrą karmę).

Jakiś tydzień temu kot zrobił się osowiały i przestał się myć. Ale nadal dużo jadł, biegał, wskakiwał na kolana, mruczał. W niedzielę przestał jeść. Zwinął się w kulkę i spał. Uznałam że znów problem z zębami i w poniedziałek pojechaliśmy do weta, lekarz zrobił badania krwi, żeby wiedzieć co może a czego nie może podać. Wieczorem kot liznął tylko karmę i byłam już mocno zaniepokojona, bo wiem że koty nie mogą długo głodować. Ale wiedziałam że po południu będą wyniki badań więc lekarz będzie mógł mu podać antybiotyk i kot poczuje się lepiej. Nawet wychodząc do pracy, powiedziałam do kota "poczekaj na nas, po pracy ci pomożemy".

Z pracy zadzwoniłam do lekarza ok. 13-tej, powiedział że wyniki badan krwi są tragiczne i kot jest 90% po tamtej stronie.
Zatkało mnie. Przecież miało chodzić o zęby!
Lekarz powiedział że nie tym razem. Ciężka niewydolność nerek (kreatynina norma 1-168, kot miał 885; mocznik norma 5-11,3, kot miał 92,1).
Powiedział że albo dializy (ale dał temu tylko 5% powodzenia), albo eutanazja. Jak to, o czym on mówi?! Po pierwszym szoku postanowiłam że mimo 5% szans, spróbujemy z dializami.

Wraz z mężem o 14-tej wróciliśmy do domu, kota nigdzie nie było.... Znaleźliśmy go za łóżkiem, mąż krzyknął "tutaj jest i chyba nie żyje". Maluszek leżał z otwartymi oczami, w kałuży moczu. Ale oddychał. Mąż zapakował go do transporterka i popędził do weterynarza. Wrócił dosłownie za pół godziny z martwym kotem.... Lekarz powiedział że to był już stan agonalny. Dał mu zastrzyk.
Mąż chyba w tym szoku kota przyniósł do domu, bo przecież co mieliśmy z nim zrobić? Pod balkonem nie wolno nam zakopać, a w lesie zwierzęta by go zjadły. Do tego padało i wszędzie było błoto. Patrzyłam na transporterek z chudym, martwym ciałkiem i wyłam.
Mąż więc zaniósł go do weterynarza do utylizacji (jakie to straszne słowo!).

Kompletnie nie daję sobie rady, nie wierzę w to co się stało. Od tego momentu nie ma nawet chwili żebym nie płakała. Nie byłam w stanie dziś pracować, myśleć. Tak strasznie za nim tęsknię. Mam wyrzuty sumienia ze umierał tu samotnie gdy byliśmy w pracy. Czy i jak bardzo cierpiał? Czy inne koty dały mu spokój czy były zdziwione jego zachowaniem? Mam wyrzuty sumienia że ostatniej nocy wyniosłam go do drugiego pokoju, bo uznałam że będę mu przeszkadzać kręcąc się w łóżku. Gdybym wiedziała że to jego ostatnia noc, spałby ze mną (często spał).

Myślałam że to zęby, a on umierał...

Wczoraj wieczorem szłam z psem obok lecznicy, gdzie Maluszek wciąż leżał w lodówce (wet powiedział że firma przyjedzie dopiero jutro). Było ciemno, zimno, padał deszcz, a moje serduszko tam leżało...

To był najlepszy kotek z tych czterech jeśli chodzi o charakter. Nigdy nas nie drapnął, można było go głaskać po brzuchu. Jako jedyny lubił się z psem, przytulali się i lizali (pozostałe koty nie wchodzą z psem w interakcje). Jako jedyny po obudzeniu miział się z nami, a nie tak jak pozostałe koty - biegły do miseczki. Każda myśl o nim, każde wspomnienie to nóż wbijany w serce. Nawet mąż wczoraj płakał, a to wielki chłop który nie płacze.
Naprawdę wczoraj wyrwano mi kawałek serca.

Nie wiem co zrobić. Dałabym wszystko żeby wrócić. Chcę jeszcze go przytulić i pocałować. Oglądam filmiki z nim, mam wtedy choć przez chwilę wrażenie że znów jest.

Boli mnie, że nie ma w moim mieście cmentarzu dla zwierząt. Są tylko w dużych miastach i drogie. To nie do przyjęcia w czasach empatii wobec zwierząt, w czasach gdzie na każdym rogu jest weterynarz. A Maluszek wraz z innymi zwierzętami jak śmieci został zu-ty-li-zo-wa-ny.

Wciąż go słyszę, wydaje mi się ze zaraz pojawi się w drzwiach. Albo że weterynarz zadzwoni że się pomylił, że to nieprawda, że Maluszek żyje.

Boże, jak sobie z tym poradzić? Przeraża mnie że będę musiała to przeżyć jeszcze 4 razy...

To zdjęcie z dnia gdy go przygarnęliśmy, miał wtedy 3 miesiące.

PunBB bbcode test

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Przykro mi Madojo sad

Wiem doskonale jakie to uczucie i niestety, żadne słowa nie są w stanie ukoić tego bólu sad

3

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Przestaliśmy traktować zwierzęta domowe jak zwierzęta, a zaczęliśmy jak pełnoprawnych członków rodzin. Nie ma w tym nic złego.

Na razie pozwól sobie na żałobę. Na ból, żal, rozgoryczenie. Pozwól sobie na gniew i złość. Emocji nie można odpychać ani tłumić. Pozwól im być. Ale pozwól im dojrzewać i się zmieniać, a z czasem przemijać. Malejący z czasem ból nie będzie dowodem zapomnienia czy braku miłości do ukochanego pupila.

Wszystkich ostatecznie czeka nas to samo.

4

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Maluszek był śliczny.
Miał to szczęście, że trafił na Twój dobry dom i kochających opiekunów. To Wy sprawiliście, że kot dożył 13,5 roku mając dolegliwości, które w naturalnym środowisku pozbawiły bo go życia w najmłodszych latach. Kochany i zadbany dożył starości. Jeszcze w ostatni dzień, w ostatnich chwilach robiliście wszystko co możliwe  aby mu pomóc wyzdrowieć. Miał wielkie szczęście i pewnie bardzo Was kochał, dlatego ranne pieszczoty były dla niego ważniejsze  od miseczki.
On jest już w kocim raju i patrzy na Was z miłością z góry wink

5

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Madoja przykro mi, wiem co czujesz. W lutym pozegnałam mojego 15 letniego psa, w same walentyniki,  jak na ironię, Przed nim pożegnałam 15 lat wcześniej mojego pierwszego  również 15 letniego psa, rozpacz była wielka, po drugim psie, do dziś się nie pozbierałam, myślę, że mam żałobę jeszcze,
Nie jestes sama, może słaba to pociecha, ale niestety tak to jest. sad

Chciałam tylko napisać, ze mi przykro i wiem co czujesz.

6

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

też mi przykro sam miałem psy i jak straciłem je to ryczałem jak cholera

7

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Dziękuję Wam.

"Zapłacz
Kiedy odejdzie,
Jeśli cię serce zaboli,
Że to o wiele za wcześnie
Choć może i z Bożej woli.

Zapłacz
Bo dla płaczących
Niebo bywa łaskawsze
Lecz niech uwierzą wierzący,
Że on nie odszedł na zawsze.

Zapłacz
Kiedy odejdzie,
Uroń łzę jedną i drugą,
I – przestań
Nim słońce wzejdzie,
Bo on nie odszedł na długo.

Potem
Rozglądnij się wkoło
Ale nie w górę
Patrz nisko
I – może wystarczy zawołać,
On może być już tu blisko…

A jeśli ktoś mi zarzuci,
Że świat widzę w krzywym lusterku,
To ja powtórzę:
On wróci
Choć może i w innym futerku…"

8 Ostatnio edytowany przez ChuopskiChłop (2023-12-20 20:05:45)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Trzymaj się tam, też byłem załamany jak mój pierwszy kot mnie opuścił, był ze mną 16 lat, jak miałem 7 lat go przyniosłem w pudełku po płatkach, odszedł mi na rękach dosłownie...wiem co czujesz, kot jest prawdziwym przyjacielem i każdy kto miał go wie jak można się z nim zżyć...

9

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Szczerze ci wspólczuję..

W tym tygodniu byłam na pogrzebie przyjaciela, który odszedł na zawał serca. Facet miał 45 lat... Osierocił troje dzieci, o żonie nie wspomnę.

Także żałobę po twoim kocie trochę pominę milczeniem.  Przeżywaj ją jak potrafisz, ja jestem pogrążona w żałobie po kimś innym. Sorry..

10

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:

Szczerze ci wspólczuję..

W tym tygodniu byłam na pogrzebie przyjaciela, który odszedł na zawał serca. Facet miał 45 lat... Osierocił troje dzieci, o żonie nie wspomnę.

Także żałobę po twoim kocie trochę pominę milczeniem.  Przeżywaj ją jak potrafisz, ja jestem pogrążona w żałobie po kimś innym. Sorry..

Mogłaś po orostu ominąć ten temat i nic nie napisać.
Co Ci dał taki wpis tutaj?

11

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Szczerze ci wspólczuję..

W tym tygodniu byłam na pogrzebie przyjaciela, który odszedł na zawał serca. Facet miał 45 lat... Osierocił troje dzieci, o żonie nie wspomnę.

Także żałobę po twoim kocie trochę pominę milczeniem.  Przeżywaj ją jak potrafisz, ja jestem pogrążona w żałobie po kimś innym. Sorry..

Mogłaś po orostu ominąć ten temat i nic nie napisać.
Co Ci dał taki wpis tutaj?

Przeżywam żałobę, moja jest gorsza od twojej?

12

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Szczerze ci wspólczuję..

W tym tygodniu byłam na pogrzebie przyjaciela, który odszedł na zawał serca. Facet miał 45 lat... Osierocił troje dzieci, o żonie nie wspomnę.

Także żałobę po twoim kocie trochę pominę milczeniem.  Przeżywaj ją jak potrafisz, ja jestem pogrążona w żałobie po kimś innym. Sorry..

Mogłaś po orostu ominąć ten temat i nic nie napisać.
Co Ci dał taki wpis tutaj?

Przeżywam żałobę, moja jest gorsza od twojej?

Po coś Madoi tak napisała? Czemu w tym wątku?

13

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Różnie się przeżywa żałobę ten kot był u niej całe życie czasami zdarza się że bardziej kocha się zwierzę od człowieka

nie które zwierzęta bardziej zasługują na życie niż człowiek

14

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Mogłaś po orostu ominąć ten temat i nic nie napisać.
Co Ci dał taki wpis tutaj?

Przeżywam żałobę, moja jest gorsza od twojej?

Po coś Madoi tak napisała? Czemu w tym wątku?

Dzisssiss.., A gdzie miałam napisać o swojej żałobie, w jakim wątku według ciebie?

Puknij się głowę,.

Ten świat zwariował.

15

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Madojo przytulam. Doskonale rozumiem co czujesz. Niedawno pożegnałam kotkę która była ze mną 20 lat. Świadomość że muszę jej pozwolić odejść bo cierpi, bo już nic nie jest jej w stanie pomóc bolała bardzo. Tęsknię za nią mimo że minęło już kilka miesięcy. Brakuje mi jej obecności nawet jeśli ostatnie miesiące to było głównie jej spanie a moje znajdowanie brudów jakie zastawiała wymiotując i posikujac w różnych miejscach. Nie uważam ze zwierzęta są tak samo ważne jak ludzie ale mojego kota kochałam, był ze mną pół mojego życia i był naprawdę wyjątkowy. Kochany łagodny mądry i taki.. psi.
Wiesz co mi pomogło trochę odegnać smutek ? Świadomość że miała dobre życie ze mną, z nami przez te 20 lat. Że była kochana zadbana i zaopiekowana do samego końca.
Pomysl jakie szczęście miał Twój kotek że trafił na takich ludzi jak Wy? Czy każdy walczyłby o jego zdrowie i życie tyle razy? Czy inwestowałby czas, energię, serce i zapewne niemiałe pieniądze żeby go za każdym razem leczyć i ratować? Zapewne nie każdy. Ale on miał to szczęście że miał Was. Miał dobre życie a że odszedł tak jak odszedł to nie Wasza wina. Nie olaliście go przecież tylko byliście w pracy.
Przytulam :*

16

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Przeżywam żałobę, moja jest gorsza od twojej?

Po coś Madoi tak napisała? Czemu w tym wątku?

Dzisssiss.., A gdzie miałam napisać o swojej żałobie, w jakim wątku według ciebie?

Puknij się głowę,.

Ten świat zwariował.

W swoim?
Umiesz je zakładać?
A nie umniejszać cierpieniu...

17 Ostatnio edytowany przez wiatr_we_włosach (2023-12-20 21:35:28)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Współczuję i przytulam. Sama wiem jak to jest stracić zwierzę sad Umiera dziecko, najlepszy przyjaciel. Pamiętaj że czas leczy rany. I masz jeszcze 4 zwierzaczki które wymagają Twojej opieki.

Salomonka - to bardzo nie na miejscu co napisałaś.

Dla wszystkich innych którzy też stracili kiedyś futrzanego przyjaciela:

„Ta część nieba nazywana jest Tęczowym Mostem.

Kiedy odchodzi zwierzę, które było szczególnie bliskie komuś, kto pozostał po tej stronie, udaje się na Tęczowy Most. Są tam łąki i wzgórza, na których wszyscy nasi mali przyjaciele mogą bawić się i biegać razem. Mają tam dostatek jedzenia, wody i słońca; jest im ciepło i przytulnie.

Wszystkie zwierzęta, które były chore i stare powracają w czasy młodości i zdrowia; te które były ranne lub okaleczone są znów całe i silne, takie, jakimi je pamiętamy marząc o czasach i dniach, które przeminęły. Zwierzęta są szczęśliwe i zadowolone, z jednym małym wyjątkiem: każde z nich tęskni do tej jedynej, wyjątkowej osoby, która pozostała po tamtej stronie.

Biegają i bawią się razem, lecz przychodzi taki dzień, gdy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego lśniące oczy są skupione, jego spragnione ciało drży. Nagle opuszcza grupę, pędząc ponad zieloną trawą, a jego nogi poruszają się wciąż prędzej i prędzej.

To ty zostałeś dostrzeżony, a kiedy ty i twój najlepszy przyjaciel wreszcie się spotykacie, obejmujecie się w radosnym połączeniu, by nigdy już się nie rozłączyć. Deszcz szczęśliwych pocałunków pada na twoją twarz, twoje ręce znów pieszczą ukochany łeb; patrzysz znów w ufne oczy swego przyjaciela, który na tak długo opuścił twe życie, ale nigdy nie opuścił twego serca.

A potem przekraczacie Tęczowy Most – już razem…”

18

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Szeptuch napisał/a:
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Po coś Madoi tak napisała? Czemu w tym wątku?

Dzisssiss.., A gdzie miałam napisać o swojej żałobie, w jakim wątku według ciebie?

Puknij się głowę,.

Ten świat zwariował.

W swoim?
Umiesz je zakładać?
A nie umniejszać cierpieniu...

Cierpcie po stracie kota, co tu dodać...
Człowiek jest nieważny.

19 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2023-12-20 21:55:01)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Dzisssiss.., A gdzie miałam napisać o swojej żałobie, w jakim wątku według ciebie?

Puknij się głowę,.

Ten świat zwariował.

W swoim?
Umiesz je zakładać?
A nie umniejszać cierpieniu...

Cierpcie po stracie kota, co tu dodać...
Człowiek jest nieważny.

Dlaczego tak sądzisz ? Czy to że ktoś cierpi po śmierci zwierzaka który towarzyszył mu ileś tam lat oznacza ze jest nieczuły na śmierć człowieka ? Czy jest jakaś skala „ poprawnych reakcji” na śmierć zwierzęcia ? Co się w tej skali mieści ? Wzruszenie ramionami i powiedzenie oj no trudno ?
Bierzesz pod uwagę że odejście tego zwierzaka może boli nie tylko dlatego że Tobie jest przykro? Że może ten zwierzak był też ukochanym przyjacielem dziecka które nie rozumie gdzie jest jego kochany kotek ? Czy śpi i gdzie ? Szczególnie gdy ten kot przyjął dziecko z miłością i czułością godną podziwu mimo że był już sędziwym futrzakiem który generalnie bał się dzieci a Twoje zaakceptował od razu ?
Rozumiem że jest Ci przykro Salomonko bo odszedł ktoś Tobie bliski i czujesz złość niemoc może poczucie niesprawiedliwości. Jednakże umniejszanie prawa do smutku i cierpienia kogoś kto cierpi bo zaznał innego rodzaju straty nie wróci życia Twojemu znajomemu i jest cholernie nie na miejscu. To mniej więcej tak jakbym ja Ci teraz pocisnęła że dzieci umierają na onkologii nie dożywszy nawet 5 lat a tak wogole to na całym świecie z głodu i z powodu wojny giną setki tysiące ludzi, którzy są dla kogoś  ojcami matkami dziećmi  a Ty płaczesz po jednym człowieku. Zastanów się trochę co dało Ci to złośliwe wyżycie się na Madoji. Pomogło ? Nie sądzę.

20 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2023-12-20 22:00:34)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Mówi się, że miarą człowieczeństwa jest stosunek do zwierząt. Człowiek przywiązuje się do zwierzęcia, przez wiele lat zżyje się ze zwierzęciem. Przecież żal po stracie pupila w żaden sposób nie umniejsza "randze" śmierci człowieka. Tutaj jest jedynie żalem wyrażonym indywidualnie, w pełni subiektywnie.

21

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Bardzo wspolczuje moj kot tez odszedl kilka miesiecy temu

22 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2023-12-20 22:06:47)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
TheFrozen Autumn napisał/a:

A co ? Czym sie Zwierzatka roznia od ludzi ? To sa istoty zyjace ktore tez potrafia kochac ludzi nawet bardziej niz ludzie ! Ty chyba jestes jakas niemota

Czym się różnią? Rolą jaką pełnią w życiu ludzi wink.

23

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Czy was już kompletnie powaliło robić sobie tutaj rozważenia filozoficzne?

24

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
feniks35 napisał/a:
Salomonka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

W swoim?
Umiesz je zakładać?
A nie umniejszać cierpieniu...

Cierpcie po stracie kota, co tu dodać...
Człowiek jest nieważny.

Dlaczego tak sądzisz ? Czy to że ktoś cierpi po śmierci zwierzaka który towarzyszył mu ileś tam lat oznacza ze jest nieczuły na śmierć człowieka ? Czy jest jakaś skala „ poprawnych reakcji” na śmierć zwierzęcia ? Co się w tej skali mieści ? Wzruszenie ramionami i powiedzenie oj no trudno ?
Bierzesz pod uwagę że odejście tego zwierzaka może boli nie tylko dlatego że Tobie jest przykro? Że może ten zwierzak był też ukochanym przyjacielem dziecka które nie rozumie gdzie jest jego kochany kotek ? Czy śpi i gdzie ? Szczególnie gdy ten kot przyjął dziecko z miłością i czułością godną podziwu mimo że był już sędziwym futrzakiem który generalnie bał się dzieci a Twoje zaakceptował od razu ?
Rozumiem że jest Ci przykro Salomonko bo odszedł ktoś Tobie bliski i czujesz złość niemoc może poczucie niesprawiedliwości. Jednakże umniejszanie prawa do smutku i cierpienia kogoś kto cierpi bo zaznał innego rodzaju straty nie wróci życia Twojemu znajomemu i jest cholernie nie na miejscu. To mniej więcej tak jakbym ja Ci teraz pocisnęła że dzieci umierają na onkologii nie dożywszy nawet 5 lat a tak wogole to na całym świecie z głodu i z powodu wojny giną setki tysiące ludzi, którzy są dla kogoś  ojcami matkami dziećmi  a Ty płaczesz po jednym człowieku. Zastanów się trochę co dało Ci to złośliwe wyżycie się na Madoji. Pomogło ? Nie sądzę.

A gdzie ja się na niej wyżywam? Po prostu napisałam co czuję w porównaniu z tym, że "odszedł" jakiś kot. Kot, który podobno był dla kogoś przyjacielem, futrzakiem itd, itp. Co tam że umarł ojciec dzieciom, pewnie nie był dla nich przyjacielem ANI FUTRZAKIEM.

Co do tej onkologii, to mnie zwyczajnie rozbiłaś Feniks..

Pracuję od lat na oddziale paliatywnym jako psycholog. Chcesz mi powiedzieć, że śmierć nawet jednego, zdawaloby się nieważnego człowieka na oddziale onkologii w męczarniach i bólu okołorakowym, jest mniej ważna  niż śmierć nawet najbardziej kochanego kota, który zdechł ze starości?

Chyba się nie rozumiemy i niech tak zostanie.

25

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
madoja napisał/a:

Na wstępie proszę wszystkich z podejściem "przecież to tylko kot / to tylko pies, to tylko głupie zwierzę, więc jak można płakać" o niekomentowanie tego co napiszę.



PunBB bbcode test

Doskonale Ciebie rozumiem Madoju i współczuje.
Nie przypuszczałem 4 lata temu że aż tak bardzo polubię zwykłego dachowca ,trudno mi sobie wyobrazić że go nie ma.
Jak miał zabieg to cały dzień byłem zaniepokojony.

Trzymaj się w tym  to co czujesz

26

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Lucyfer666 napisał/a:

Czy was już kompletnie powaliło robić sobie tutaj rozważenia filozoficzne?

Filozofia jest częścią życia, więc o co Ci chodzi?

27

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Ja wierze, ze zwierzeta ida do Nieba,bo raz kiedys ogladalam out of death ecperience i kilka osob w hospicjach, co umieraly widzialy np swojego kota albo psa jak siedzial im na brzuchu i one je glaskaly,  ci co to widzieli mowili"ze umierajacy ruszali reka w taki sposob jakby glaskaly zwierzaka " wiec jak pojdziemy do Nieba to tam beda nasze zwierzeta na nas czekac

28

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
feniks35 napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Cierpcie po stracie kota, co tu dodać...
Człowiek jest nieważny.

Dlaczego tak sądzisz ? Czy to że ktoś cierpi po śmierci zwierzaka który towarzyszył mu ileś tam lat oznacza ze jest nieczuły na śmierć człowieka ? Czy jest jakaś skala „ poprawnych reakcji” na śmierć zwierzęcia ? Co się w tej skali mieści ? Wzruszenie ramionami i powiedzenie oj no trudno ?
Bierzesz pod uwagę że odejście tego zwierzaka może boli nie tylko dlatego że Tobie jest przykro? Że może ten zwierzak był też ukochanym przyjacielem dziecka które nie rozumie gdzie jest jego kochany kotek ? Czy śpi i gdzie ? Szczególnie gdy ten kot przyjął dziecko z miłością i czułością godną podziwu mimo że był już sędziwym futrzakiem który generalnie bał się dzieci a Twoje zaakceptował od razu ?
Rozumiem że jest Ci przykro Salomonko bo odszedł ktoś Tobie bliski i czujesz złość niemoc może poczucie niesprawiedliwości. Jednakże umniejszanie prawa do smutku i cierpienia kogoś kto cierpi bo zaznał innego rodzaju straty nie wróci życia Twojemu znajomemu i jest cholernie nie na miejscu. To mniej więcej tak jakbym ja Ci teraz pocisnęła że dzieci umierają na onkologii nie dożywszy nawet 5 lat a tak wogole to na całym świecie z głodu i z powodu wojny giną setki tysiące ludzi, którzy są dla kogoś  ojcami matkami dziećmi  a Ty płaczesz po jednym człowieku. Zastanów się trochę co dało Ci to złośliwe wyżycie się na Madoji. Pomogło ? Nie sądzę.

A gdzie ja się na niej wyżywam? Po prostu napisałam co czuję w porównaniu z tym, że "odszedł" jakiś kot. Kot, który podobno był dla kogoś przyjacielem, futrzakiem itd, itp. Co tam że umarł ojciec dzieciom, pewnie nie był dla nich przyjacielem ANI FUTRZAKIEM.

Co do tej onkologii, to mnie zwyczajnie rozbiłaś Feniks..

Pracuję od lat na oddziale paliatywnym jako psycholog. Chcesz mi powiedzieć, że śmierć nawet jednego, zdawaloby się nieważnego człowieka na oddziale onkologii w męczarniach i bólu okołorakowym, jest mniej ważna  niż śmierć nawet najbardziej kochanego kota, który zdechł ze starości?

Chyba się nie rozumiemy i niech tak zostanie.

Salomonko lubisz taką bezpośrednią szczerość?

29

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
JuliaUK33 napisał/a:

Ja wierze, ze zwierzeta ida do Nieba,bo raz kiedys ogladalam out of death ecperience i kilka osob w hospicjach, co umieraly widzialy np swojego kota albo psa jak siedzial im na brzuchu i one je glaskaly,  ci co to widzieli mowili"ze umierajacy ruszali reka w taki sposob jakby glaskaly zwierzaka " wiec jak pojdziemy do Nieba to tam beda nasze zwierzeta na nas czekac

Na Ciebie na pewno.

30

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
R_ita2 napisał/a:
wieka napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:

Ja wierze, ze zwierzeta ida do Nieba,bo raz kiedys ogladalam out of death ecperience i kilka osob w hospicjach, co umieraly widzialy np swojego kota albo psa jak siedzial im na brzuchu i one je glaskaly,  ci co to widzieli mowili"ze umierajacy ruszali reka w taki sposob jakby glaskaly zwierzaka " wiec jak pojdziemy do Nieba to tam beda nasze zwierzeta na nas czekac

Na Ciebie na pewno.

A ty wieko co rusz jestem złośliwa wobec Julki, co Ci to daje? Dzika satysfakcje że komuś umniejszysz czy co?

To nie była złośliwość.

31

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Przeżywam żałobę, moja jest gorsza od twojej?

Po coś Madoi tak napisała? Czemu w tym wątku?

Dzisssiss.., A gdzie miałam napisać o swojej żałobie, w jakim wątku według ciebie?

Puknij się głowę,.


Oj kobieto, po coś Ty tu weszła, zadyme robić, ludzi obrażać? Nie masz co robić w domu?
Co Ci to daje?
Jak pocieszyłaś autorke wątku? Nijak.
A teraz jeszcze obrażasz ludzi.

32

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Dzisssiss.., A gdzie miałam napisać o swojej żałobie, w jakim wątku według ciebie?

Puknij się głowę,.

Ten świat zwariował.

W swoim?
Umiesz je zakładać?
A nie umniejszać cierpieniu...

Cierpcie po stracie kota, co tu dodać...
Człowiek jest nieważny.

Każdy ma załobę kiedy chce , po kim chce.
Ale jeśli nie rozumiesz przechodzenia żałoby po zwierzęciu, co również może się zdarzyć,  po co w takim razie piszesz cokolwiek w takim wątku jak ten, nie ominiesz go po prostu?

33

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Po coś Madoi tak napisała? Czemu w tym wątku?

Dzisssiss.., A gdzie miałam napisać o swojej żałobie, w jakim wątku według ciebie?

Puknij się głowę,.


Oj kobieto, po coś Ty tu weszła, zadyme robić, ludzi obrażać? Nie masz co robić w domu?
Co Ci to daje?
Jak pocieszyłaś autorke wątku? Nijak.
A teraz jeszcze obrażasz ludzi.

Obrażam ludzi pogrązonych w żalobie po kocie.. No tak. NA PEWNO SIĘ TYM PRZEJMĘ.

34

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Dzisssiss.., A gdzie miałam napisać o swojej żałobie, w jakim wątku według ciebie?

Puknij się głowę,.


Oj kobieto, po coś Ty tu weszła, zadyme robić, ludzi obrażać? Nie masz co robić w domu?
Co Ci to daje?
Jak pocieszyłaś autorke wątku? Nijak.
A teraz jeszcze obrażasz ludzi.

Obrażam ludzi pogrązonych w żalobie po kocie.. No tak. NA PEWNO SIĘ TYM PRZEJMĘ.

Po pierwsze

madoja napisał/a:

Na wstępie proszę wszystkich z podejściem "przecież to tylko kot / to tylko pies, to tylko głupie zwierzę, więc jak można płakać" o niekomentowanie tego co napiszę.

Po drugie

WYPIERDALAJ

35 Ostatnio edytowany przez JuliaUK33 (2023-12-20 23:46:22)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Dzisssiss.., A gdzie miałam napisać o swojej żałobie, w jakim wątku według ciebie?

Puknij się głowę,.


Oj kobieto, po coś Ty tu weszła, zadyme robić, ludzi obrażać? Nie masz co robić w domu?
Co Ci to daje?
Jak pocieszyłaś autorke wątku? Nijak.
A teraz jeszcze obrażasz ludzi.

Obrażam ludzi pogrązonych w żalobie po kocie.. No tak. NA PEWNO SIĘ TYM PRZEJMĘ.

Ja tez bylam w zalobie jak moj kot poszedl do Nieba tzn ciesze sie,ze jest w Niebie, ale nie chcialam, zeby umieral

36

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
feniks35 napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Cierpcie po stracie kota, co tu dodać...
Człowiek jest nieważny.

Dlaczego tak sądzisz ? Czy to że ktoś cierpi po śmierci zwierzaka który towarzyszył mu ileś tam lat oznacza ze jest nieczuły na śmierć człowieka ? Czy jest jakaś skala „ poprawnych reakcji” na śmierć zwierzęcia ? Co się w tej skali mieści ? Wzruszenie ramionami i powiedzenie oj no trudno ?
Bierzesz pod uwagę że odejście tego zwierzaka może boli nie tylko dlatego że Tobie jest przykro? Że może ten zwierzak był też ukochanym przyjacielem dziecka które nie rozumie gdzie jest jego kochany kotek ? Czy śpi i gdzie ? Szczególnie gdy ten kot przyjął dziecko z miłością i czułością godną podziwu mimo że był już sędziwym futrzakiem który generalnie bał się dzieci a Twoje zaakceptował od razu ?
Rozumiem że jest Ci przykro Salomonko bo odszedł ktoś Tobie bliski i czujesz złość niemoc może poczucie niesprawiedliwości. Jednakże umniejszanie prawa do smutku i cierpienia kogoś kto cierpi bo zaznał innego rodzaju straty nie wróci życia Twojemu znajomemu i jest cholernie nie na miejscu. To mniej więcej tak jakbym ja Ci teraz pocisnęła że dzieci umierają na onkologii nie dożywszy nawet 5 lat a tak wogole to na całym świecie z głodu i z powodu wojny giną setki tysiące ludzi, którzy są dla kogoś  ojcami matkami dziećmi  a Ty płaczesz po jednym człowieku. Zastanów się trochę co dało Ci to złośliwe wyżycie się na Madoji. Pomogło ? Nie sądzę.

A gdzie ja się na niej wyżywam? Po prostu napisałam co czuję w porównaniu z tym, że "odszedł" jakiś kot. Kot, który podobno był dla kogoś przyjacielem, futrzakiem itd, itp. Co tam że umarł ojciec dzieciom, pewnie nie był dla nich przyjacielem ANI FUTRZAKIEM.

Co do tej onkologii, to mnie zwyczajnie rozbiłaś Feniks..

Pracuję od lat na oddziale paliatywnym jako psycholog. Chcesz mi powiedzieć, że śmierć nawet jednego, zdawaloby się nieważnego człowieka na oddziale onkologii w męczarniach i bólu okołorakowym, jest mniej ważna  niż śmierć nawet najbardziej kochanego kota, który zdechł ze starości?

Chyba się nie rozumiemy i niech tak zostanie.

Nie jestes psychologiem i nie pracujesz na żadnym oddziale paliatywnym.

37

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Dzisssiss.., A gdzie miałam napisać o swojej żałobie, w jakim wątku według ciebie?

Puknij się głowę,.


Oj kobieto, po coś Ty tu weszła, zadyme robić, ludzi obrażać? Nie masz co robić w domu?
Co Ci to daje?
Jak pocieszyłaś autorke wątku? Nijak.
A teraz jeszcze obrażasz ludzi.

Obrażam ludzi pogrązonych w żalobie po kocie.. No tak. NA PEWNO SIĘ TYM PRZEJMĘ.

Trolling.
Dajcie ignora na te wpisy.

38 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2023-12-20 23:49:58)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Dlaczego tak sądzisz ? Czy to że ktoś cierpi po śmierci zwierzaka który towarzyszył mu ileś tam lat oznacza ze jest nieczuły na śmierć człowieka ? Czy jest jakaś skala „ poprawnych reakcji” na śmierć zwierzęcia ? Co się w tej skali mieści ? Wzruszenie ramionami i powiedzenie oj no trudno ?
Bierzesz pod uwagę że odejście tego zwierzaka może boli nie tylko dlatego że Tobie jest przykro? Że może ten zwierzak był też ukochanym przyjacielem dziecka które nie rozumie gdzie jest jego kochany kotek ? Czy śpi i gdzie ? Szczególnie gdy ten kot przyjął dziecko z miłością i czułością godną podziwu mimo że był już sędziwym futrzakiem który generalnie bał się dzieci a Twoje zaakceptował od razu ?
Rozumiem że jest Ci przykro Salomonko bo odszedł ktoś Tobie bliski i czujesz złość niemoc może poczucie niesprawiedliwości. Jednakże umniejszanie prawa do smutku i cierpienia kogoś kto cierpi bo zaznał innego rodzaju straty nie wróci życia Twojemu znajomemu i jest cholernie nie na miejscu. To mniej więcej tak jakbym ja Ci teraz pocisnęła że dzieci umierają na onkologii nie dożywszy nawet 5 lat a tak wogole to na całym świecie z głodu i z powodu wojny giną setki tysiące ludzi, którzy są dla kogoś  ojcami matkami dziećmi  a Ty płaczesz po jednym człowieku. Zastanów się trochę co dało Ci to złośliwe wyżycie się na Madoji. Pomogło ? Nie sądzę.

A gdzie ja się na niej wyżywam? Po prostu napisałam co czuję w porównaniu z tym, że "odszedł" jakiś kot. Kot, który podobno był dla kogoś przyjacielem, futrzakiem itd, itp. Co tam że umarł ojciec dzieciom, pewnie nie był dla nich przyjacielem ANI FUTRZAKIEM.

Co do tej onkologii, to mnie zwyczajnie rozbiłaś Feniks..

Pracuję od lat na oddziale paliatywnym jako psycholog. Chcesz mi powiedzieć, że śmierć nawet jednego, zdawaloby się nieważnego człowieka na oddziale onkologii w męczarniach i bólu okołorakowym, jest mniej ważna  niż śmierć nawet najbardziej kochanego kota, który zdechł ze starości?

Chyba się nie rozumiemy i niech tak zostanie.

Nie jestes psychologiem i nie pracujesz na żadnym oddziale paliatywnym.

Myśl co chcesz, wisi mi to. Za dużo cierpienia ludzi widzę na co dzień, żeby współczuć komuś, kto zanosi się płaczem po stracie kota. A ilu ludzi opłakałaś dzisiaj mądralo? Ilu ludzi musiałaś powiadomić o śmierci ich najbliższych? Ile dzieci musiałaś przytulić, bo odszedł ich rodzic? Jak to porównać do śmierci kota? Ja nie umiem, ale podobno jestem suką bez serca.

39

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

A gdzie ja się na niej wyżywam? Po prostu napisałam co czuję w porównaniu z tym, że "odszedł" jakiś kot. Kot, który podobno był dla kogoś przyjacielem, futrzakiem itd, itp. Co tam że umarł ojciec dzieciom, pewnie nie był dla nich przyjacielem ANI FUTRZAKIEM.

Co do tej onkologii, to mnie zwyczajnie rozbiłaś Feniks..

Pracuję od lat na oddziale paliatywnym jako psycholog. Chcesz mi powiedzieć, że śmierć nawet jednego, zdawaloby się nieważnego człowieka na oddziale onkologii w męczarniach i bólu okołorakowym, jest mniej ważna  niż śmierć nawet najbardziej kochanego kota, który zdechł ze starości?

Chyba się nie rozumiemy i niech tak zostanie.

Nie jestes psychologiem i nie pracujesz na żadnym oddziale paliatywnym.

Myśl co chcesz, wisi mi to. Za dużo cierpienia ludzi widzę na co dzień, żeby współczuć komuś, kto zanosi się płaczem po stracie kota. A ilu ludzi opłakałaś dzisiaj mądralo? Ilu ludzi musiałaś powiadomić o śmierci ich najbliższych? Ile dzieci musiałaś przytulić, bo odszedł ich rodzic? Jak to porównać do śmierci kota? Ja nie umiem, ale podobno jestem suką bez serca.

Co Ci daje pisanie w tym temacie o 23ciej i wykłócanie się z ludzmi?

40

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Nie jestes psychologiem i nie pracujesz na żadnym oddziale paliatywnym.

Myśl co chcesz, wisi mi to. Za dużo cierpienia ludzi widzę na co dzień, żeby współczuć komuś, kto zanosi się płaczem po stracie kota. A ilu ludzi opłakałaś dzisiaj mądralo? Ilu ludzi musiałaś powiadomić o śmierci ich najbliższych? Ile dzieci musiałaś przytulić, bo odszedł ich rodzic? Jak to porównać do śmierci kota? Ja nie umiem, ale podobno jestem suką bez serca.

Co Ci daje pisanie w tym temacie o 23ciej i wykłócanie się z ludzmi?

Tyle samo co tobie. Dokładnie.

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Salomonka, jesteś dziś pijana, czy co? To aż nieprawdopodobne co piszesz. Jak można wyśmiewać i trywializować czyjeś cierpienie?
Masz gdzieś jakieś wykresy ile i jak należy wg Ciebie cierpieć po poszczególnych stratach?

42

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Dziękuję wszystkim (prawie). Myślałam że wygłupię się z tym postem i że niewiele osób to zrozumie. Jestem zdziwiona ilu z Was mnie zrozumiało, bo wielu z Was to przeszło.

Salomonka > Dlaczego uważasz że skoro cierpię po odejściu kota, to nie cierpię po odejściu człowieka? Czy według Ciebie można płakać tylko za zwierzętami lub tylko za ludźmi? Może nie widziałaś / nie pamiętasz, ale 2,5 roku temu założyłam temat o umieraniu mojego ukochanego taty. Bardzo to przeżywałam i do dziś się z tym nie pogodziłam.
Może po prostu kocham wszystkich moich bliskich, nieważne czy chodzą na dwóch czy na czterech nogach?

43

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
wiatr_we_włosach napisał/a:

Salomonka, jesteś dziś pijana, czy co? To aż nieprawdopodobne co piszesz. Jak można wyśmiewać i trywializować czyjeś cierpienie?
Masz gdzieś jakieś wykresy ile i jak należy wg Ciebie cierpieć po poszczególnych stratach?

Niestety nie ma takich, ale zdaje się że komuś tutaj najwyraźniej by się przydały.


Cierpcie sobie ile chcecie po stracie kota, ale nie umniejszajcie komuś po stracie człowieka. To dopiero jest wariactwo.

Nie umiem tego na jednej szali postawić, choćbyście tutaj pękli z trzaskiem.
Choć koty lubię i jestem jedną z wielu darczyńców utrzymujących koci zwierzyniec. Człowieka zawsze postawię na pierwszym miejscu, każdego przed kotem.

44

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Ale kto umniejsza cierpieniu po stracie człowieka? Gdzie i kto coś takiego napisał?

45

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Jaki śliczny Kitku ❤️ bardzo Ci współczuję, do zwierząt zawsze jesteśmy przywiązani, a często są one nam bliższe niż ludzie.

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Ja rzucę jeszcze jednym pięknym wierszem.

Panie Boże, nie jestem aniołem,
dziś niewielu jest takich na świecie,
może ci, co na ziemskim padole
pokochali zwierzęta i dzieci.

Panie Boże, powiedziałeś „Proście”,
rzekłeś „Proście, a będzie wam dane”…
Wiesz, że wczoraj po Tęczowym Moście,
szedł do Ciebie mój kot ukochany?

Panie Boże, poznasz go z łatwością,
miał sierść jedwabistą, cztery łapki, ogon,
proszę, o Panie, zawołaj go głośno,
bo miał w zwyczaju nie słuchać nikogo.

Panie Boże, nie proszę dla siebie,
znajdź mu jakąś osobę przyjazną,
by głodny i smutny nie był i żeby
przy kimś bezpiecznie mógł zasnąć.

Panie Boże, a gdy tak się stanie,
że i mnie zabrać stąd będzie trzeba,
pozwól, by wyszedł mi na spotkanie,
kiedy będę wędrować do nieba…

47 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2023-12-21 01:16:55)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Ogarnijcie się ludzie smile
Madoja, jak widzisz, to zupełnie naturalne, że kochasz swojego zwierzaka i martwisz się o jego dobre samopoczucie, nawet do tego stopnia, że przedkładasz jego dobro nad swoje. Powinnaś pamiętać, że chociaż więź, którą masz ze swoim zwierzakiem, jest naprawdę zdrowa, może maskować problem, jeśli okaże się, że staje się przeszkodą w cieszeniu się życiem towarzyskim. W tym przypadku mówilibyśmy o zależności emocjonalnej, która na dłuższą metę nie jest szczególnie korzystna.

Jack Levin, Arnold Arluke i Leslie Irvine przeprowadzili badanie, które skupiło się na zrozumieniu, dlaczego niektórzy ludzie czują szczególną więź z psami i kotami, a nie z innymi ludźmi. Wyniki wykazały, że ludzie bardziej martwią się bólem zwierząt niż ludzi w każdym wieku, z wyjątkiem dzieci. Więcej empatii okazywano dzieciom, szczeniętom i dorosłym psom i kotom niż dorosłym ludziom. Jest tak, ponieważ zarówno szczenięta, jak i dorosłe zwierzęta, a także niemowlęta i małe dzieci postrzegamy jako istoty bezbronne. Nasza empatia wzrasta, gdy ofiara nie jest w stanie się bronić i jest zależna od ochrony ze strony kogoś innego. Niewątpliwie utrata zwierzaka jest jednym z najbardziej bolesnych momentów, jakich kiedykolwiek doświadczą ci z nas, którzy decydują się dzielić z nim swoje życie. Nagły brak zwierzęcia w domu sprawia, że czujemy się smutni i całkowicie osamotnieni. Tylko dlaczego? Nie mamy wokól siebie zwierząt ze swego gatunku? Na pewno mamy, tylko ludzie mają zaburzone relacje z nimi, wolą koty i psy bo wsród nich czują się pewniej. Nie twierdzę, że nie należy otaczać się zwierzętami, ale na miłość boską! Madoja, kiedy zapytałaś swoją sąsiadkę staruszkę czy trzeba jej jakoś pomoc? Kiedy ostatnio zrobiłaś coś dobrego dla drugiego człowieka? Tak naprawdę dobrego? Tak dobrego, jak robiłaś to dla swojego kota? Kiedy nakarmiłaś kogoś głodnego, kupiłaś mu buty albo zwyczajnie ogrzałaś w zimę? Zalożę się, że nigdy. Dlatego rozumiem, że śmierć kota to dla ciebie taki dramat. Naprawdę rozumiem.

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Salomonka, jesteś okropną osobą, napastliwą tylko dlatego że ktoś kocha zwierzęta. Idź się wyspać albo po prostu

Lucyfer666 napisał/a:

WYPIERDALAJ

49

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Madoja, ściskam Cię bardzo mocno. I rozumiem, sama dwa lata temu straciłam ukochanego kota; tego pierwszego, najlepszego, takiego tylko mojego, przynajmniej dopóki nie pojawił się mój partner. I chociaż teraz mamy dwa inne i też je kocham, to jednak do więzi z tym pierwszym nie ma porównania. I dalej mi smutno i nieraz mokro w okolicy oczu, gdy o nim myślę.
U nas jeszcze było tak, że kot odszedł, akurat gdy mój partner był przez kilka tygodni w szpitalu i ja trochę weszłam w tryb zombie. Wstawałam, płakałam, a potem nic nie robiłam, zobojętniałam na wszystko i wszystkich. Do weterynarza pojechałam z dziadkiem (bo może jeszcze...), potem dałam znać mamie, która natychmiast spytała, czy ma się zwolnić i do mnie przyjechać; nie miała, ale następnego dnia wzięła wolne i pojechała ze mną skremować kota (też nie ma u nas cmentarza dla zwierzaków). Było strasznie, zostałam sama, ale technicznie mój partner miał chyba gorzej - też go kochał, nie mógł się pożegnać, być na miejscu, wrócił do domu, w którym już go nie było.
Spotkałam się tylko ze wsparciem. Ja o tym nie pisałam nigdzie dalej, ale w jakimś tam kręgu się rozniosło, rodzina, rodzina partnera, znajomi pisali, że im przykro, że wspierają, nawet - czy nie trzeba mi czegoś, zakupów zrobić itp. To było miłe, chociaż nie bardzo miałam ochotę na rozmowy i poza zdawkowym "dziękuję" zazwyczaj nie wykrzesałam z siebie nic więcej.

Ale też kiedyś miałam sytuację, w której koleżanka zareagowała tak, jak niektórzy tutaj. Moje delikatne kociątko rozdarło się raz tak przeraźliwie, że byłam pewna, że jakaś katastrofa, coś poważnego, więc ja stan przedzawałowy totalnie. Okazało się, że nic poważnego, na szczęście, a gdy opowiadałam o tym koleżance, usłyszałam coś w stylu, że co ja mogę wiedzieć o strachu o kogoś, że tylko kot, że bać to się można, jak dziecko krzyczy, że jej dziecko to... I zawsze się zastanawiam, czego oczekują takie osoby? Że ktoś im przyzna rację? Powie: "masz rację, odtąd będę mieć w tyłku zwierzaka, którego kocham, a zacznę przejmować się dzieckiem, z którym nic mnie nie łączy"? Przecież to nie ma znaczenia, czy mowa o dziecku, dorosłym, kocie, psie itd., bo boli nas nie ze względu na gatunek stworzenia, tylko na uczucia, którymi je darzymy. Więc raczej oczywiste, że bardziej przejmujemy się ukochanym kotem niż niemal obcą sąsiadką, cudzym dzieckiem itd.

50

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:

Pracuję od lat na oddziale paliatywnym jako psycholog.[...]

Musisz tam nieść zajebistą pociechę i wsparcie w trudnych chwilach...

51

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
feniks35 napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Cierpcie po stracie kota, co tu dodać...
Człowiek jest nieważny.

Dlaczego tak sądzisz ? Czy to że ktoś cierpi po śmierci zwierzaka który towarzyszył mu ileś tam lat oznacza ze jest nieczuły na śmierć człowieka ? Czy jest jakaś skala „ poprawnych reakcji” na śmierć zwierzęcia ? Co się w tej skali mieści ? Wzruszenie ramionami i powiedzenie oj no trudno ?
Bierzesz pod uwagę że odejście tego zwierzaka może boli nie tylko dlatego że Tobie jest przykro? Że może ten zwierzak był też ukochanym przyjacielem dziecka które nie rozumie gdzie jest jego kochany kotek ? Czy śpi i gdzie ? Szczególnie gdy ten kot przyjął dziecko z miłością i czułością godną podziwu mimo że był już sędziwym futrzakiem który generalnie bał się dzieci a Twoje zaakceptował od razu ?
Rozumiem że jest Ci przykro Salomonko bo odszedł ktoś Tobie bliski i czujesz złość niemoc może poczucie niesprawiedliwości. Jednakże umniejszanie prawa do smutku i cierpienia kogoś kto cierpi bo zaznał innego rodzaju straty nie wróci życia Twojemu znajomemu i jest cholernie nie na miejscu. To mniej więcej tak jakbym ja Ci teraz pocisnęła że dzieci umierają na onkologii nie dożywszy nawet 5 lat a tak wogole to na całym świecie z głodu i z powodu wojny giną setki tysiące ludzi, którzy są dla kogoś  ojcami matkami dziećmi  a Ty płaczesz po jednym człowieku. Zastanów się trochę co dało Ci to złośliwe wyżycie się na Madoji. Pomogło ? Nie sądzę.

A gdzie ja się na niej wyżywam? Po prostu napisałam co czuję w porównaniu z tym, że "odszedł" jakiś kot. Kot, który podobno był dla kogoś przyjacielem, futrzakiem itd, itp. Co tam że umarł ojciec dzieciom, pewnie nie był dla nich przyjacielem ANI FUTRZAKIEM.

Co do tej onkologii, to mnie zwyczajnie rozbiłaś Feniks..

Pracuję od lat na oddziale paliatywnym jako psycholog. Chcesz mi powiedzieć, że śmierć nawet jednego, zdawaloby się nieważnego człowieka na oddziale onkologii w męczarniach i bólu okołorakowym, jest mniej ważna  niż śmierć nawet najbardziej kochanego kota, który zdechł ze starości?

Chyba się nie rozumiemy i niech tak zostanie.

A gdzie ja napisałam że jest mniej ważna ?? Dokonałam porównania używając Twojego a nie swojego toku rozumowania. Widzę że brak argumentów na obronę swojego ataku na madoje sprawia że próbujesz teraz perfidnie zniekształcić moje intencje i przypisać mi duzo gorsze myślenie niż Twoje własne. Nie próbuj ze mną takich manipulacji bo ja się w takie coś nie bawię.
Z jednym się zgodzę nie zrozumiemy się i niech tak zostanie.

52

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:

Niewątpliwie utrata zwierzaka jest jednym z najbardziej bolesnych momentów, jakich kiedykolwiek doświadczą ci z nas, którzy decydują się dzielić z nim swoje życie. Nagły brak zwierzęcia w domu sprawia, że czujemy się smutni i całkowicie osamotnieni. Tylko dlaczego? Nie mamy wokól siebie zwierząt ze swego gatunku? Na pewno mamy, tylko ludzie mają zaburzone relacje z nimi, wolą koty i psy bo wsród nich czują się pewniej. Nie twierdzę, że nie należy otaczać się zwierzętami, ale na miłość boską! Madoja, kiedy zapytałaś swoją sąsiadkę staruszkę czy trzeba jej jakoś pomoc? Kiedy ostatnio zrobiłaś coś dobrego dla drugiego człowieka? Tak naprawdę dobrego? Tak dobrego, jak robiłaś to dla swojego kota? Kiedy nakarmiłaś kogoś głodnego, kupiłaś mu buty albo zwyczajnie ogrzałaś w zimę? Zalożę się, że nigdy. Dlatego rozumiem, że śmierć kota to dla ciebie taki dramat. Naprawdę rozumiem.


Chyba jednak nie rozumiesz.

Kot jest członkiem jej rodziny. Jej międzygatunkowego stada. Obcy ludzie nie są.

53

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:

Człowieka zawsze postawię na pierwszym miejscu, każdego przed kotem.

Los większości ludzi nie interesuje mnie w najmniejszym stopniu, bo i dlaczego miałby interesować? Podobnie nie interesuje mnie los większości zwierząt na świecie, bo i dlaczego miałby mnie interesować?
Interesuje mnie los ludzi i zwierząt, z którymi jestem we wzajemnych relacjach rodzinno - stadnych. Dla mojego psa jestem całym światem, a zatem odpowiadam za niego i przed nim czy ten świat jest dla niego odpowiedni i przyjazny.

54

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Snake napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Pracuję od lat na oddziale paliatywnym jako psycholog.[...]

Musisz tam nieść zajebistą pociechę i wsparcie w trudnych chwilach...


O tym samym pomyślałam, to że ktoś jest psychologiem nie zawsze świadczy, że jest dobrym, empatycznym człowiekiem. Znaleźć dobrego psychologia to CUD.

Ale wracając do wątku, bardzo, bardzo współczuję chociaż ja nigdy nie miałam żadnego zwierzątka, może dlatego, że bałabym się takiego odejścia, że mnie opuści ktoś kogo tak kochałam. Ale zawsze podziwiam ludzi którzy dają tyle miłości tym małym istotom, napewno był kotek z Tobą szczęśliwy, miał dobre życie, miał kochająca mamuśke i tatka. Piękne to.

55

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:

Ogarnijcie się ludzie smile
Madoja, jak widzisz, to zupełnie naturalne, że kochasz swojego zwierzaka i martwisz się o jego dobre samopoczucie, nawet do tego stopnia, że przedkładasz jego dobro nad swoje. Powinnaś pamiętać, że chociaż więź, którą masz ze swoim zwierzakiem, jest naprawdę zdrowa, może maskować problem, jeśli okaże się, że staje się przeszkodą w cieszeniu się życiem towarzyskim. W tym przypadku mówilibyśmy o zależności emocjonalnej, która na dłuższą metę nie jest szczególnie korzystna.

Jack Levin, Arnold Arluke i Leslie Irvine przeprowadzili badanie, które skupiło się na zrozumieniu, dlaczego niektórzy ludzie czują szczególną więź z psami i kotami, a nie z innymi ludźmi. Wyniki wykazały, że ludzie bardziej martwią się bólem zwierząt niż ludzi w każdym wieku, z wyjątkiem dzieci. Więcej empatii okazywano dzieciom, szczeniętom i dorosłym psom i kotom niż dorosłym ludziom. Jest tak, ponieważ zarówno szczenięta, jak i dorosłe zwierzęta, a także niemowlęta i małe dzieci postrzegamy jako istoty bezbronne. Nasza empatia wzrasta, gdy ofiara nie jest w stanie się bronić i jest zależna od ochrony ze strony kogoś innego. Niewątpliwie utrata zwierzaka jest jednym z najbardziej bolesnych momentów, jakich kiedykolwiek doświadczą ci z nas, którzy decydują się dzielić z nim swoje życie. Nagły brak zwierzęcia w domu sprawia, że czujemy się smutni i całkowicie osamotnieni. Tylko dlaczego? Nie mamy wokól siebie zwierząt ze swego gatunku? Na pewno mamy, tylko ludzie mają zaburzone relacje z nimi, wolą koty i psy bo wsród nich czują się pewniej. Nie twierdzę, że nie należy otaczać się zwierzętami, ale na miłość boską! Madoja, kiedy zapytałaś swoją sąsiadkę staruszkę czy trzeba jej jakoś pomoc? Kiedy ostatnio zrobiłaś coś dobrego dla drugiego człowieka? Tak naprawdę dobrego? Tak dobrego, jak robiłaś to dla swojego kota? Kiedy nakarmiłaś kogoś głodnego, kupiłaś mu buty albo zwyczajnie ogrzałaś w zimę? Zalożę się, że nigdy. Dlatego rozumiem, że śmierć kota to dla ciebie taki dramat. Naprawdę rozumiem.

W starej, bardzo mądrej komedii polskiej padły kiedyś takie słowa;
Zrozum człowieka, a on też cię zrozumie.
Nie myślę jednak, abys zrozumiała przesłanie tych słow.

56

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:

Ogarnijcie się ludzie smile
Madoja, jak widzisz, to zupełnie naturalne, że kochasz swojego zwierzaka i martwisz się o jego dobre samopoczucie, nawet do tego stopnia, że przedkładasz jego dobro nad swoje. Powinnaś pamiętać, że chociaż więź, którą masz ze swoim zwierzakiem, jest naprawdę zdrowa, może maskować problem, jeśli okaże się, że staje się przeszkodą w cieszeniu się życiem towarzyskim. W tym przypadku mówilibyśmy o zależności emocjonalnej, która na dłuższą metę nie jest szczególnie korzystna.

Jack Levin, Arnold Arluke i Leslie Irvine przeprowadzili badanie, które skupiło się na zrozumieniu, dlaczego niektórzy ludzie czują szczególną więź z psami i kotami, a nie z innymi ludźmi. Wyniki wykazały, że ludzie bardziej martwią się bólem zwierząt niż ludzi w każdym wieku, z wyjątkiem dzieci. Więcej empatii okazywano dzieciom, szczeniętom i dorosłym psom i kotom niż dorosłym ludziom. Jest tak, ponieważ zarówno szczenięta, jak i dorosłe zwierzęta, a także niemowlęta i małe dzieci postrzegamy jako istoty bezbronne. Nasza empatia wzrasta, gdy ofiara nie jest w stanie się bronić i jest zależna od ochrony ze strony kogoś innego. Niewątpliwie utrata zwierzaka jest jednym z najbardziej bolesnych momentów, jakich kiedykolwiek doświadczą ci z nas, którzy decydują się dzielić z nim swoje życie. Nagły brak zwierzęcia w domu sprawia, że czujemy się smutni i całkowicie osamotnieni. Tylko dlaczego? Nie mamy wokól siebie zwierząt ze swego gatunku? Na pewno mamy, tylko ludzie mają zaburzone relacje z nimi, wolą koty i psy bo wsród nich czują się pewniej. Nie twierdzę, że nie należy otaczać się zwierzętami, ale na miłość boską! Madoja, kiedy zapytałaś swoją sąsiadkę staruszkę czy trzeba jej jakoś pomoc? Kiedy ostatnio zrobiłaś coś dobrego dla drugiego człowieka? Tak naprawdę dobrego? Tak dobrego, jak robiłaś to dla swojego kota? Kiedy nakarmiłaś kogoś głodnego, kupiłaś mu buty albo zwyczajnie ogrzałaś w zimę? Zalożę się, że nigdy. Dlatego rozumiem, że śmierć kota to dla ciebie taki dramat. Naprawdę rozumiem.


To badanie pokazuje, że skoro ludzie okazują więcej empatii słabszym to tylko dobrze i o naszej naturze świadczy. Nie potrafisz wyciągać wniosków? Po co mamy się troszczyć o równie silna jednostkę co my, skoro naturalnie jesteśmy predysponowani do ochrony słabszych i bezbronnych. Jak najbardziej ludzki odruch, nic tylko się cieszyć że wykazuje my takie zachowania.
Nie wiem w jakim celu przytoczyłaś to badanie, skoro go nie rozumiesz.

Wiesz Salomonka, czasami jak się nie ma nic do powiedzenia, to nie warto się odzywać. Nie trzeba mieć zdania na każdy temat.

Poza tym, ja ciekawa jestem jak rozmawiasz z pacjentami "ej, Hans co się mażesz, umierasz tylko na raka płuc, ten Leon na raka jelita, ten to się ocierpi, ogarnij się typie " Z ciekawości pytam.

57 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2023-12-21 18:39:11)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Z moich obserwacji wynika, ze Salomonka jak powie cos nieszczesliwego lub podzieli sie bledna opinia, to niezaleznie od sily argumentow z drugiej strony, zamiast przyznac racje, idzie w zaparte (i rzadko to sie dobrze dla niej konczy).

Natomiast Wy drodzy empatyczni uzytkownicy, ktorzy tak dbacie o to aby inni sie dobrze czuli...
Wy mieliscie do wyboru po komentarzu Salomonki:

1. Polaczyc wasze wsparcie Madoi ze wsparciem Salomonki (ktora tez wlasnie przezyla strate przyjaciela) poprzez nadanie temu co napisala pozywniejszych intencji i zalagodzeniu tego (rozumiejac, ze sama musi przezywac trudny okres i moze sobie z tym nie radzic sama) - Opcja wydawaloby sie oczywista dla tak empatycznych ludzi.
2. Zignorowac komentarz lub skwitowac, ze sie nie zgadzacie z ta opinia i skupic sie na trzymaniu sie tematu - Opcja mniej empatyczna

Ale wybraliscie opcje 3 - Wyeskalowac problem i zmienic watek w niepowiazana z nim gownoburze po to aby rycersko wybronic jedna osobe a doyebac innej, ktora przezywa zalobe.

I cytujac Rossanke - co wam dalo to, ze wszyscy w obronie jednej osoby przechodzacej zalobe rzuciliscie sie na druga i zrobiliscie z tematu temat interrogacji i biczowania Salomonki?
Odpowiedz jest prosta: satysfakcje.

58

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
JohnyBravo777 napisał/a:

Z moich obserwacji wynika, ze Salomonka jak powie cos nieszczesliwego lub podzieli sie bledna opinia, to niezaleznie od sily argumentow z drugiej strony, zamiast przyznac racje, idzie w zaparte (i rzadko to sie dobrze dla niej konczy).

Natomiast Wy drodzy empatyczni uzytkownicy, ktorzy tak dbacie o to aby inni sie dobrze czuli...
Wy mieliscie do wyboru po komentarzu Salomonki:

1. Polaczyc wasze wsparcie Madoi ze wsparciem Salomonki (ktora tez wlasnie przezyla strate przyjaciela) poprzez nadanie temu co napisala pozywniejszych intencji i zalagodzeniu tego (rozumiejac, ze sama musi przezywac trudny okres i moze sobie z tym nie radzic sama) - Opcja wydawaloby sie oczywista dla tak empatycznych ludzi.
2. Zignorowac komentarz lub skwitowac, ze sie nie zgadzacie z ta opinia i skupic sie na trzymaniu sie tematu - Opcja mniej empatyczna

Ale wybraliscie opcje 3 - Wyeskalowac problem i zmienic watek w niepowiazana z nim gownoburze po to aby rycersko wybronic jedna osobe a doyebac innej, ktora przezywa zalobe.

I cytujac Rossanke - co wam dalo to, ze wszyscy w obronie jednej osoby przechodzacej zalobe rzuciliscie sie na druga i zrobiliscie z tematu temat interrogacji i biczowania Salomonki?
Odpowiedz jest prosta: satysfakcje.


Tej panie, tu nie dało się połączyć wsparcia po żałobie, bo Salomonka od wejścia uznała, że jej żałoba jej najjejsza, a cały ten koci cyrk to ona ma w poważaniu i wszyscy razem jesteśmy niepoważni, nic nie przeżyliśmy a jeszcze pojawiły się tam staruszki. Weszła z poziomu wyższości, to została łaskawie poproszona na początku grzecznie, aby opuściła sale. Nikt nie potrzebuje pouczania, kto jak ma gospodarować wolnym czasem, czy pomagać kotkom czy babciom.

Dało to, że może wreszcie ludzie na tym forum, być może i w życiu raz a dobrze odwalą sie od innych. Zawsze będzie się to tak kończyć i dobrze, bo jakbym chciała pogadać o wyższości jednego nad drugim to bym takim wątek założyła. A wątek jest o czymś innym i miał potencjał, choć raz w historii tego forum (przynajmniej za mojej rocznej kadencji) zjednoczyć jakoś ludzi. Ale nie, trzeba wejść, rozjebac co się tylko da i zostać jeszcze ofiarą.

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Strzelam że Salomonka nigdy nie miała zwierzaka. Niemożliwe by tak pisała osoba która miała ze zwierzęciem więź.
A jeśli miała, to czy po jego śmierci machnęła ręką i ani jej powieka nie drgnęła?
Bo to już zakrawa na psychopatię.

Jak można wyśmiewać płacz po zwierzęciu? Czy w takim razie właściciel który po wielu latach straci czworonoga ma wcale o tym nie myśleć, bo jakiś koleś gdzieś pod Radomiem miał zawał?

60

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Szkoda kota.

Wydaje mi się, że to mógł być nowotwór, skoro mocno schudł.

Sugerowałabym zmienić weterynarza, na ile rozumiem kot był pod opieką lekarską ale dostał błędną diagnozę.

Gdyby miało okazać się kiedyś potrzebne, warto przypilnować weterynarza podającego zastrzyk żeby najpierw użył środka nasennego i solidnie odczekał, zanim poda ten drugi, bo miałam w rodzinie przypadek że weterynarz chciał usypiać na chama na żywca. Lepiej odejść we śnie niż na przytomnie.

Tragedia nie będzie nigdy mniej tragiczna, ale z czasem będzie mniej miażdżąca i będzie rzadziej się przypominać.

61

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
madoja napisał/a:

Na wstępie proszę wszystkich z podejściem "przecież to tylko kot / to tylko pies, to tylko głupie zwierzę, więc jak można płakać" o niekomentowanie tego co napiszę.

Piszę tu bo muszę się wygadać i potrzebuję słów pocieszenia.

Mamy (mieliśmy) 4 koty i psa. Mieszkamy w bloku, więc możecie sobie wyobrazić ten zwierzyniec. Niemniej jednak o wszystkie zwierzęta dbaliśmy i kochaliśmy.

Jego oficjalne imię to Tomek, ale mówiliśmy na niego Maluszek. Chorował od najmłodszych lat, a za wszystkim prawie zawsze stały zęby. Zawsze schemat wyglądał tak samo: przestawał jeść, zwijał się w kulkę i nie reagował na nic, a z pyszczka śmierdziało. Jechaliśmy do weta który dawał antybiotyki, a gdy zapalenie się w miarę minęło, usuwał mu bałaganiące zęby, po czym kot wracał do żywych. Takich epizodów miał chyba z 5 czy 6 w ciągu życia. Ogólnie był chorowity, często łapał infekcje. Pół roku bez wizyty u weta to było święto, podczas gdy pozostałe koty bywały bardzo bardzo rzadko, oprócz sterylizacji chyba nigdy, bo odrobaczanie i tak miały w domu.

Wszystkie koty mamy od dzieciaczków, teraz to takie już seniory, od 10 do 14 lat. Maluszek miał 13,5 roku.
Ostatni epizod z zębami miał rok temu, wtedy tez miał zrobione wszystkie badania, morfologię, RTG, USG. Wyniki dla weta były niepokojące (kot bardzo schudł), ale lekarz kierował się w stronę chłoniaka i cukrzycy. Jednak kot, mimo chudości, żył sobie dalej normalnie, szczęśliwy i mający wielki apetyt. Więc wet stwierdził żeby go nie męczyć ciągłymi badaniami. Od tego czasu kot jednak bardzo, bardzo dużo pił wody (wcześniej niezbyt często, jadł głównie mokrą karmę).

Jakiś tydzień temu kot zrobił się osowiały i przestał się myć. Ale nadal dużo jadł, biegał, wskakiwał na kolana, mruczał. W niedzielę przestał jeść. Zwinął się w kulkę i spał. Uznałam że znów problem z zębami i w poniedziałek pojechaliśmy do weta, lekarz zrobił badania krwi, żeby wiedzieć co może a czego nie może podać. Wieczorem kot liznął tylko karmę i byłam już mocno zaniepokojona, bo wiem że koty nie mogą długo głodować. Ale wiedziałam że po południu będą wyniki badań więc lekarz będzie mógł mu podać antybiotyk i kot poczuje się lepiej. Nawet wychodząc do pracy, powiedziałam do kota "poczekaj na nas, po pracy ci pomożemy".

Z pracy zadzwoniłam do lekarza ok. 13-tej, powiedział że wyniki badan krwi są tragiczne i kot jest 90% po tamtej stronie.
Zatkało mnie. Przecież miało chodzić o zęby!
Lekarz powiedział że nie tym razem. Ciężka niewydolność nerek (kreatynina norma 1-168, kot miał 885; mocznik norma 5-11,3, kot miał 92,1).
Powiedział że albo dializy (ale dał temu tylko 5% powodzenia), albo eutanazja. Jak to, o czym on mówi?! Po pierwszym szoku postanowiłam że mimo 5% szans, spróbujemy z dializami.

Wraz z mężem o 14-tej wróciliśmy do domu, kota nigdzie nie było.... Znaleźliśmy go za łóżkiem, mąż krzyknął "tutaj jest i chyba nie żyje". Maluszek leżał z otwartymi oczami, w kałuży moczu. Ale oddychał. Mąż zapakował go do transporterka i popędził do weterynarza. Wrócił dosłownie za pół godziny z martwym kotem.... Lekarz powiedział że to był już stan agonalny. Dał mu zastrzyk.
Mąż chyba w tym szoku kota przyniósł do domu, bo przecież co mieliśmy z nim zrobić? Pod balkonem nie wolno nam zakopać, a w lesie zwierzęta by go zjadły. Do tego padało i wszędzie było błoto. Patrzyłam na transporterek z chudym, martwym ciałkiem i wyłam.
Mąż więc zaniósł go do weterynarza do utylizacji (jakie to straszne słowo!).

Kompletnie nie daję sobie rady, nie wierzę w to co się stało. Od tego momentu nie ma nawet chwili żebym nie płakała. Nie byłam w stanie dziś pracować, myśleć. Tak strasznie za nim tęsknię. Mam wyrzuty sumienia ze umierał tu samotnie gdy byliśmy w pracy. Czy i jak bardzo cierpiał? Czy inne koty dały mu spokój czy były zdziwione jego zachowaniem? Mam wyrzuty sumienia że ostatniej nocy wyniosłam go do drugiego pokoju, bo uznałam że będę mu przeszkadzać kręcąc się w łóżku. Gdybym wiedziała że to jego ostatnia noc, spałby ze mną (często spał).

Myślałam że to zęby, a on umierał...

Wczoraj wieczorem szłam z psem obok lecznicy, gdzie Maluszek wciąż leżał w lodówce (wet powiedział że firma przyjedzie dopiero jutro). Było ciemno, zimno, padał deszcz, a moje serduszko tam leżało...

To był najlepszy kotek z tych czterech jeśli chodzi o charakter. Nigdy nas nie drapnął, można było go głaskać po brzuchu. Jako jedyny lubił się z psem, przytulali się i lizali (pozostałe koty nie wchodzą z psem w interakcje). Jako jedyny po obudzeniu miział się z nami, a nie tak jak pozostałe koty - biegły do miseczki. Każda myśl o nim, każde wspomnienie to nóż wbijany w serce. Nawet mąż wczoraj płakał, a to wielki chłop który nie płacze.
Naprawdę wczoraj wyrwano mi kawałek serca.

Nie wiem co zrobić. Dałabym wszystko żeby wrócić. Chcę jeszcze go przytulić i pocałować. Oglądam filmiki z nim, mam wtedy choć przez chwilę wrażenie że znów jest.

Boli mnie, że nie ma w moim mieście cmentarzu dla zwierząt. Są tylko w dużych miastach i drogie. To nie do przyjęcia w czasach empatii wobec zwierząt, w czasach gdzie na każdym rogu jest weterynarz. A Maluszek wraz z innymi zwierzętami jak śmieci został zu-ty-li-zo-wa-ny.

Wciąż go słyszę, wydaje mi się ze zaraz pojawi się w drzwiach. Albo że weterynarz zadzwoni że się pomylił, że to nieprawda, że Maluszek żyje.

Boże, jak sobie z tym poradzić? Przeraża mnie że będę musiała to przeżyć jeszcze 4 razy...

To zdjęcie z dnia gdy go przygarnęliśmy, miał wtedy 3 miesiące.

PunBB bbcode test

Trzymaj się

62

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
madoja napisał/a:

Na wstępie proszę wszystkich z podejściem "przecież to tylko kot / to tylko pies, to tylko głupie zwierzę, więc jak można płakać" o niekomentowanie tego co napiszę.

Piszę tu bo muszę się wygadać i potrzebuję słów pocieszenia.

Mamy (mieliśmy) 4 koty i psa. Mieszkamy w bloku, więc możecie sobie wyobrazić ten zwierzyniec. Niemniej jednak o wszystkie zwierzęta dbaliśmy i kochaliśmy.

Jego oficjalne imię to Tomek, ale mówiliśmy na niego Maluszek. Chorował od najmłodszych lat, a za wszystkim prawie zawsze stały zęby. Zawsze schemat wyglądał tak samo: przestawał jeść, zwijał się w kulkę i nie reagował na nic, a z pyszczka śmierdziało. Jechaliśmy do weta który dawał antybiotyki, a gdy zapalenie się w miarę minęło, usuwał mu bałaganiące zęby, po czym kot wracał do żywych. Takich epizodów miał chyba z 5 czy 6 w ciągu życia. Ogólnie był chorowity, często łapał infekcje. Pół roku bez wizyty u weta to było święto, podczas gdy pozostałe koty bywały bardzo bardzo rzadko, oprócz sterylizacji chyba nigdy, bo odrobaczanie i tak miały w domu.

Wszystkie koty mamy od dzieciaczków, teraz to takie już seniory, od 10 do 14 lat. Maluszek miał 13,5 roku.
Ostatni epizod z zębami miał rok temu, wtedy tez miał zrobione wszystkie badania, morfologię, RTG, USG. Wyniki dla weta były niepokojące (kot bardzo schudł), ale lekarz kierował się w stronę chłoniaka i cukrzycy. Jednak kot, mimo chudości, żył sobie dalej normalnie, szczęśliwy i mający wielki apetyt. Więc wet stwierdził żeby go nie męczyć ciągłymi badaniami. Od tego czasu kot jednak bardzo, bardzo dużo pił wody (wcześniej niezbyt często, jadł głównie mokrą karmę).

Jakiś tydzień temu kot zrobił się osowiały i przestał się myć. Ale nadal dużo jadł, biegał, wskakiwał na kolana, mruczał. W niedzielę przestał jeść. Zwinął się w kulkę i spał. Uznałam że znów problem z zębami i w poniedziałek pojechaliśmy do weta, lekarz zrobił badania krwi, żeby wiedzieć co może a czego nie może podać. Wieczorem kot liznął tylko karmę i byłam już mocno zaniepokojona, bo wiem że koty nie mogą długo głodować. Ale wiedziałam że po południu będą wyniki badań więc lekarz będzie mógł mu podać antybiotyk i kot poczuje się lepiej. Nawet wychodząc do pracy, powiedziałam do kota "poczekaj na nas, po pracy ci pomożemy".

Z pracy zadzwoniłam do lekarza ok. 13-tej, powiedział że wyniki badan krwi są tragiczne i kot jest 90% po tamtej stronie.
Zatkało mnie. Przecież miało chodzić o zęby!
Lekarz powiedział że nie tym razem. Ciężka niewydolność nerek (kreatynina norma 1-168, kot miał 885; mocznik norma 5-11,3, kot miał 92,1).
Powiedział że albo dializy (ale dał temu tylko 5% powodzenia), albo eutanazja. Jak to, o czym on mówi?! Po pierwszym szoku postanowiłam że mimo 5% szans, spróbujemy z dializami.

Wraz z mężem o 14-tej wróciliśmy do domu, kota nigdzie nie było.... Znaleźliśmy go za łóżkiem, mąż krzyknął "tutaj jest i chyba nie żyje". Maluszek leżał z otwartymi oczami, w kałuży moczu. Ale oddychał. Mąż zapakował go do transporterka i popędził do weterynarza. Wrócił dosłownie za pół godziny z martwym kotem.... Lekarz powiedział że to był już stan agonalny. Dał mu zastrzyk.
Mąż chyba w tym szoku kota przyniósł do domu, bo przecież co mieliśmy z nim zrobić? Pod balkonem nie wolno nam zakopać, a w lesie zwierzęta by go zjadły. Do tego padało i wszędzie było błoto. Patrzyłam na transporterek z chudym, martwym ciałkiem i wyłam.
Mąż więc zaniósł go do weterynarza do utylizacji (jakie to straszne słowo!).

Kompletnie nie daję sobie rady, nie wierzę w to co się stało. Od tego momentu nie ma nawet chwili żebym nie płakała. Nie byłam w stanie dziś pracować, myśleć. Tak strasznie za nim tęsknię. Mam wyrzuty sumienia ze umierał tu samotnie gdy byliśmy w pracy. Czy i jak bardzo cierpiał? Czy inne koty dały mu spokój czy były zdziwione jego zachowaniem? Mam wyrzuty sumienia że ostatniej nocy wyniosłam go do drugiego pokoju, bo uznałam że będę mu przeszkadzać kręcąc się w łóżku. Gdybym wiedziała że to jego ostatnia noc, spałby ze mną (często spał).

Myślałam że to zęby, a on umierał...

Wczoraj wieczorem szłam z psem obok lecznicy, gdzie Maluszek wciąż leżał w lodówce (wet powiedział że firma przyjedzie dopiero jutro). Było ciemno, zimno, padał deszcz, a moje serduszko tam leżało...

To był najlepszy kotek z tych czterech jeśli chodzi o charakter. Nigdy nas nie drapnął, można było go głaskać po brzuchu. Jako jedyny lubił się z psem, przytulali się i lizali (pozostałe koty nie wchodzą z psem w interakcje). Jako jedyny po obudzeniu miział się z nami, a nie tak jak pozostałe koty - biegły do miseczki. Każda myśl o nim, każde wspomnienie to nóż wbijany w serce. Nawet mąż wczoraj płakał, a to wielki chłop który nie płacze.
Naprawdę wczoraj wyrwano mi kawałek serca.

Nie wiem co zrobić. Dałabym wszystko żeby wrócić. Chcę jeszcze go przytulić i pocałować. Oglądam filmiki z nim, mam wtedy choć przez chwilę wrażenie że znów jest.

Boli mnie, że nie ma w moim mieście cmentarzu dla zwierząt. Są tylko w dużych miastach i drogie. To nie do przyjęcia w czasach empatii wobec zwierząt, w czasach gdzie na każdym rogu jest weterynarz. A Maluszek wraz z innymi zwierzętami jak śmieci został zu-ty-li-zo-wa-ny.

Wciąż go słyszę, wydaje mi się ze zaraz pojawi się w drzwiach. Albo że weterynarz zadzwoni że się pomylił, że to nieprawda, że Maluszek żyje.

Boże, jak sobie z tym poradzić? Przeraża mnie że będę musiała to przeżyć jeszcze 4 razy...

To zdjęcie z dnia gdy go przygarnęliśmy, miał wtedy 3 miesiące.

PunBB bbcode test

Trzymaj się

63

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
KSandraK napisał/a:

Szkoda kota.

Wydaje mi się, że to mógł być nowotwór, skoro mocno schudł.

Sugerowałabym zmienić weterynarza, na ile rozumiem kot był pod opieką lekarską ale dostał błędną diagnozę.

Gdyby miało okazać się kiedyś potrzebne, warto przypilnować weterynarza podającego zastrzyk żeby najpierw użył środka nasennego i solidnie odczekał, zanim poda ten drugi, bo miałam w rodzinie przypadek że weterynarz chciał usypiać na chama na żywca. Lepiej odejść we śnie niż na przytomnie.

Tragedia nie będzie nigdy mniej tragiczna, ale z czasem będzie mniej miażdżąca i będzie rzadziej się przypominać.

Jaki ma sens teraz rozkminianie czy to był nowotwór czy nie? I czy diagnoza była dobra czy nie?
Nowotwory u kotów postępują błyskawicznie i są nie do zatrzymania. Dwa razy to przeszłam.

Rozkmina teraz, w jaki sposób lekarz podał zastrzyk też nie pomoże.

64

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Trzymaj się

65

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Ja wspolczuje ja tez zawsze wyje po stracie zwierzat a juz stracilam 2 koty, krolika, swinke morska i chomika,ale juz sa w Niebie szczesliwe. To jest zawsze ciezko jak zwierzak odchodzi.

Posty [ 1 do 65 z 167 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wczoraj odszedł mój Kot

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024