Tanika napisał/a:Ja też od zawsze marzyłam o czym i miałam konkretne cele w życiu do których dążyłam i nadal dążę. Jednak najważniejszy dla mnie był, jest i będzie ON.
Ok, nie mówię, że to jest złe, ALE czy Ty też dla niego jesteś najważniejsza? To są Twoje wybory - stawiasz jego powyżej siebie i swoich planów/marzeń, ale za kilka lat nie miej do niego pretensji, że on tego nie zrobił względem Ciebie. Czy on prosił Cię o to, abyś uczyniła go swoim priorytetem? Zapewne nie. Scenariusz jest znany. Za kilka lat możesz napisać, że Ty się dla niego poświęciłaś itp, a on- egoista nic.
Tanika napisał/a:I wydaje mi się, że to jest właśnie egoistyczne zachowanie - nie zgadzamy się no to żegnaj. Równie dobrze też i ja mogę wyprzeć na niego presję "albo będzie tak jak ja chcę albo koniec".
Czy egoistyczne jest dążenie do własnych celów i planów? Lepiej się męczyć i trwać w związku, którego priorytety mijają się zupełnie? W imię czego? Miłości? Tam, gdzie nie ma zgody, miłość się prędzej czy później ulatnia i zostaje zgorzknienie.
Widzisz, problem polega na tym, że Ty nie chcesz stawiać go pod ścianą "albo-albo" i słusznie. Ale nie zauważyłaś, że on właśnie tak robi względem Ciebie? Sama nazwałaś wątek "zatwardziały egoista" i doskonale wiesz, że nie było to przesadzone. Sama czujesz, że jest nie tak, jak powinno być, ale wypierasz to, bo kochasz, bo związek, bo kompromisy. Ty wiesz, że zapaliła Ci się czerwona lampka i się jej przestraszyłaś, dlatego teraz za wszelką cenę próbujesz ją uciszyć.
Tanika napisał/a:W dzisiejszych czasach jest tyle rozwodów i tak łatw przekreśla się tak ważne relacje i więź przy tak głupich problemach. Dzięki tej dyskusji uświadomiłam sobie, że po tym co tu przeczytałam zawalcze, postaram się i zrobię wszystko, znajdziemy takie rozwiązanie abyśmy oboje byli zadowoleni. I zobaczycie, że można! 
Po pierwsze, nie jesteście po ślubie, więc rozstać się jest dużo łatwiej. Te problemy wcale nie są głupie i dobrze o tym wiesz. To nie jest przypadłość, że on rozrzuca skarpetki, a Ty je zbierasz. Miejsce zamieszkania i wspólna przyszłość są dość istotne.
Możesz zawalczyć, oczywiście. Możesz pracować i szukać kompromisu. Tylko w tej całej walce opracuj sobie plan dla SIEBIE i wyjście awaryjne dla SIEBIE. Nikt nie powiedział, że się nie uda, ale też nikt nie gwarantuje sukcesu. Uważam, że zaczynając walkę powinnaś się przygotować na ewentualne odejście, bo 90% takich walk kończy się tym, że facet i tak stawia na swoim, a dziewczyna ze strachu i ze względu na staż związku, zostaje z nim, mimo, że jej się nic nie podoba.
Tanika napisał/a:Nie należę do osób, które przekreśliłyby kilkulteni związek z takiej przyczyny. Nie oznacza to, że dam się stłamsić i całkowicie podporządkuję się planom mojego faceta. Znajdziemy rozwiązanie choćbyśmy mieli dyskutować 3 lata. A jestem przekonana dlatego, iż wiem, że on mnie kocha i chce ze mną być. Ok, zależmu by mnie przeciągnąć na swoją stronę, ale jeśli jest tak jak mówi, to również nie chciałby bym była nieszczęśliwa. Ja też nie chcę by on robił to co ja zamarzę bez szczęscia i satysfakcji dla siebie.
"Taka przyczyna" to jest jego na wierzchu, a Twoje nieszczęście, czy to jest bzdura? Nie umniejszaj problemu.
Jesteś pełna chęci i nadziei na znalezienie rozwiązania, a on? Z tego co pisałaś, to raczej nie bardzo ma ochotę rozmawiać i coś zmieniać. Musisz zrozumieć, że on swoje plany miał już przed Tobą, a Twoje obecność wcale nie wpływa na to, żeby on te plany zmieniał. Po prostu, na moje oko, nie jesteś dla niego priorytetem. Oczywiście nie twierdzę, że to on ma się dostosować i zmieniać wszystko, bo Cię poznał, ale zwykle jest tak, że raczej się dyskutuje i bierze pod uwagę różne opcje. Ty to robisz, a on nie.
Jeszcze tak na zakończenie, z doświadczenia i wielu obserwacji doszłam do wniosku, że zdanie "planujemy wspólną przyszłość" jest puste i zbyt często powtarzane na tym forum. Na Twoim miejscu w ogóle bym się na tym nie opierała teraz, bo gadanie o wspólnej przyszłości jest zawsze, kiedy ludzie są zakochani, to naturalne. Dopóki Ci się nie oświadczy (czy tam nie odczyni czegoś, co uznasz za poważną i wiążącą deklaracje), to nie masz pewności, że jest to związek życie i że on FAKTYCZNIE planuje wspólną przyszłość z Tobą. On może mówić, opowiadać i snuć fantazje, ale CZYNY nie słowa się liczą, pamiętaj.