Hej dziewczyny ! Od paru miesięcy nie mogę się dogadać z moim chłopakiem. Jesteśmy razem już prawie 4 lata. Nie wiem czy próbowałam już wszystkiego czy nie. W każdym razie starałam się rozmawiać spokojnie i nic. Krzyczałam i nic. Beczałam i nic. Pomyślałam, że może jak mejla napiszę to może tą drogą ale też nic. Problem polega na tym, że od jakiegos czasu On się zmienił. Niby cały czas mówi, że kocha , mówi o ślubie, spotykamy się, piszemy do siebie, dzwonimy ... Ale ... mój chłopak bez problemu odwołuje spotkania : umawia się ze mną a potem odwołuje, obiecuje inny dzień a różnie też to potem wychodzi. Mówi, że zadzwoni o tej i o tej a dzwoni po godzinie od tego czasu. Mówi że bedzie o 17 a jest prawie o 18. Mówi, że nagra mi film a filmów jak nie ma tak nie ma ... Mamy weekendy kiedy to możemy spotkać się wcześniej i pobyć ze sobą dłużej , to on śpi pół dnia potem sie umawia ze mną na 17-18 a przecież możemy wcześniej ? Gdyby tylko mu zależało
Nie widujemy się często bo on pracuje na zmiany. Jak ma drugą to widzimy się dopiero przez weekend. Ja zawsze czekam na spotkanie, zależy mi. Staram się zrobić wszystko co musze żebym mogła pojechać do niego w sobotę jak najwcześniej i wreszcie się z nim zobaczyć a on ? On nawet jak sie umówimy na 17 i ja o tej porze jestem to on i tak nie jest przygotowany. A to wykąpać się jeszcze musi a to do sklepu skoczyć ... Kurczę nie ma mnie na codzień i ja odbieram jego zachowanie że mu nie zależy. Ja zawsze czekam na niego przygotowana , nigdzie nie wychodzę jak on przyjedzie, poświęcam jemu czas a ja ? Będąc u niego znów musze na niego czekać
To jedna sprawa a druga jest taka , że bardzo mnie boli jak odwołuje spotkania z powodu kumpli
Bo koleżka przyleciał skądś i trzeba się z nim spotkać i ja idę w odstawkę
Bo albo sie nie widzimy albo widzimy sie krócej. Ja to mogę jeszcze zrozumieć że chce się z nim spotkać : logo. Ale nie musi to być tego dnia gdy my jesteśmy umówieni. Mało tego potem kumpel wyjeżdża i znów trzeba go pożegnać. I znowu to samo. Ja też się denerwuję bo dzwonią do niego o 22 i wyciągają na spotkanie a on im nie odmawia , a mi tak
Mówiłam mu to ale on tego nie rozumie, Jemu się wydaje, że chce żeby wybierał albo ja albo kumple a ja go prosze by sie nie umawiał z nimi kiedy jest już umówiony ze mną bo to się zdarza za często. Ale to jak grochem o ściane jeszcze potrafi mi wykrzyczeć, że nie mam prawa zabraniać mu spotkań z kumplami. Ale ja tłumacze że nie zabraniam , ja się cieszę że tak dużo ich, martwiłabym się raczej gdyby ich nie miał jednak ja z nimi przegrywam a on tego nie widzi. Mnie ponoć aż kocha a ich tylko lubi ale to oni mają go częściej , więcej i dłużej : nie ja !
I ostatnia sprawa, która mnie strasznie zdołowała i od tej pory jest już inaczej
Dostaliśmy zaproszenie na wesele jego kumpla. Dla mnie żadem problem możemy iść. Ale mojemu chłopakowi się nie chciało. Powiedziałam , że to jego kumpel i jeśli bedzie chciał iść to pewnie że pójdziemy a jak nie to nie. Zadzwonił do mnie i powiedział, że jemu się nie chce i żebyśmy nie szli , ok powiedziałam. Jednak w dzień ślubu dostałam od niego sms , że idzie do kościoła . Sam
smutno mi się zrobiło, bo ja chciałam iść to jemu się nie chciało. Powiedziałam że mógł mi wcześniej powiedzieć to jakąś kartkę bym wypisała itp. Zapytałam czy na wesel się też wybiera ... Odpowiedział że absolutnie nie idzie na wesele, bo beze mnie tam nie idzie i że dziś postanowił pójść do tego kościoła bo się głupio mu zrobiło że oleje kumpla. No to powiedziała ok idź do kościoła, złóż im życzenia. Poszedł. Zadzwonił później, w tle usłyszałam orkiestrę : był na weselu ! Poczułam się paskudnie
powiedziałam jedynie : baw się dobrze ! Coś we mnie pękło. Oszukał mnie. Poszedł tam sam a obiecał że beze mnie ... Dzwonił pare razy nie odbierałam. Byłam wściekła. Po 2 godzinach odebrałam. Zaczął coś tłumaczyć że on tylko na obiad poszedł. Tylko ? Po 2 godzinach dalej tam był. Zaproponował że może spotkamy sie po 19 u niego ... Nie miałam ochoty, poza tym poczułam sie jak zero jak nic , dziewczyna na telefon ... " ja się pobawiłem teraz mam czas dla ciebie". Nie tak sie umawialiśmy ! Nie spotkałam się z nim w sobotę a on na weselu został do końca ! Pękło coś we mnie wtedy, nie ufam mu już ! Miałam ochotę zerwać. Następnego dnia miała 70 połęczeń od niego nieodebranych. W końcu się spotkaliśmy. Obacał kota ogonem, że to moja wina bo gdybym się nie rozłączyła wtedy jak mnie informował że poszedł tylko na obiad , to bysmy sie normalnie spotkali. Nie rozumiał, że sprawił mi przykrość, że mnie okłamał ... Nie rozumie tego do dziś, nie rozmawiamy juz na ten temat bo to nie ma sensu. Starałam się mu przedstawić sytuację, że gdybym ja tak zrobiła ... ale nic nie pomogło.
1. Nie potrafie mu wytłumaczyć, że czuję się samotna , że mnie zostawia i nie korzysta z możliwości , które mamy ( chociaż te weekendy kiedy możemy spotkać się dłużej ).
2. Nie potrafię mu pokazać jak bardzo absorbuja go kumple, że ja nie jestem przed nimi tylko za
tak sie czuję, bo do każdego biegnie zaraz, to ja zawsze czekam.
3. Zawiódł moje zaufanie tym weselem i tymi sytuacjami, że mówi iż będzie tak i tak a jest zupełnie inaczej. Obiecuje spotkanie, którego nie ma. Godzina spotkania która się zmienia. Obiecuje że coś mi mejlem prześle i tego nie robi. Chciałam mu uzmysłowić, że takim postepowaniem cały czas powoduje, że nie wierze jego słowom. Rzuca je na wiatr. Jak mam potem wierzyć jak mówi , że chce abysmy się pobrali ?
Kocham go z całego serca ! Kiedys wcale się nie kłóciliśmy teraz nie ma tygodnia bez kłótni. Wiem, że też mnie kocha ale odbieram Go tak, że przestaje mu zależeć ... ja już nawet komplementów nie słyszę , a kiedyś były często (też mu to powiedziałam) . Co mam robić bo chce o nas walczyć tylko wiem też , że sama tego ciągnąć nie chce i nie bede.
Podobne tematy
2 2010-09-25 19:29:45 Ostatnio edytowany przez katrinelka (2010-09-25 19:30:39)
Witaj Kasiu,
Przeczytałam całą Twoją wypowiedź i jestem zdania, że powinnaś usiąść z nim i porozmawiać, ale nie krzyczeć, spróbować nie płakać.
Na pewno rozmowa będzie ciężka, powinnaś go zapytać dlaczego sie tak zachowuje i powiedz o tym, ze Cie to strasznie boli i czujesz sie ignorowana. Zapytaj czy mu w ogole zalezy na Tobie, na waszym zwiazku, ktory budowaliscie tyle czasu!
Napisalaś, że dzieje się tak od paru miesięcy, może on ma jakis problem, z ktorym nie potrafi sobie poradzic? Sprobuj go takze o to zapytac.
Powodow do takiego zachowania moze byc bardzo wiele.. nawet moze byc ktos inny w jego zyciu obok Ciebie, ktos nowy?
Nie chce z gory tego zakladac, ale tez tak moze byc.
Takze spróbuj z nim porozmawiac, rozmowa do klucz do porozumienia sie. Jesli szczera rozmowa nic nie pomoze, nie napraszaj sie, nie proponuj spotkan, udawaj, ze Ci nie zalezy. BYC moze on zrozumie, ze Cie traci i poprawi swoje zachowanie.
Trzymaj sie, wszystko na pewno bedzie dobrze.
dla mnie facet jest bezczelny i jasne że nie chciał z tobą tam iść (na wesele)
co za tupet..przepraszam ze Ci to piszę ale czytając to co napisałaś dla mnei jest jasne przesłanie że mu nie zależy
jak słusznie sama zauważyłaś
na twoim miejscu (a nie jestem) poważnie bym się zastanowiła nad kontynuowaniem tego związku
wiem, to jest brutalna prawda ale takiej chyba oczekiwałaś pisząc...
wszytko na to wskazuje że cię mocno lekceważy
a sytuacja ze ślubem jest tego ewidentnym i ostatecznym przykładem
nie chciał iść z Tobą i zrobił wszytko żebyś tam nie szła...lawirował, kłamał i jeszcze na domiar złego usiłował z Ci w mówić ze to Twoja wina...
tak się zachowują kłamcy..perfidni....
przemyśl to
życzę powodzenia ![]()
cześć wiem co czujesz.... mam wrażenie ze twoje problemy to moje.... mam niemal identycznie... tyle ze my mieszkamy razem i czuje sie okropnie, czuje sie jak bym mieszkała z kims kto chodzi po domu a nie mieszka razem, tak jakbym mogła mieć a nie moge dotknąć. Tak bardzo go kocham ze nie da sie tego opisać ale przez to tyle wycierpiałam, bo wiecznie wybaczam a robie to dla tego bo nie wyobrażam sobie życia juz z nikim innym. Opowiem ci ostatnia moją historie... wydawało sie wszystko super praca, dom, film, pisaliśmy itp on pisał ze ma mnóstwo pracy i jest zmęczony, ze nie bardzo może pisać bo ma dużo pracy..bo chodzi na zmiany raz na dzien, raz na noc, raz jeszcze inaczej...ja go żałowałam ze jest taki zmęczony, akurat miałam tydzien urlopu..wiec czekałam z obiadkiem i uśmiechem czasem z piwkiem wszystko cacy. W wekend mieliśmy iść na wesele więc szukałam sukienki, fryzjer. Idziemy na wesele, ponieważ miał iśc rano do pracy to stwierdziłam, ze niech sie cieszy i ja nie bede pić i ja bede wracac samochodem. Ucieszył sie bardzo i pojechaliśmy, było wszystko świetnie naprawde, pił smiał sie, ja też, tańczyliśmy, całowaliśmy sie bylo idealnie... do momentu kiedy wypił za dużo i spotkal kolege... stałam gadałam z nimi ale było okropnie wiec poszłam na papierosa widziałam ze tez poszedł ale nie podszedł, wrociłam na sale i czekałam i czekałam z godzine az sie wkurzyłam, jak wrocił to powiedziałam ze mnie zostawił i nie było mi fajnie a on zebym nie psuła imprezy! to ja wielkie oczy powiedziałam ze mi przykro ze tak zrobił to ten ze sie czepiam i poszedł sobie.. pogadałam z kolezanka i stwierdziłysmy ze jest pijany zebym jeszcze raz do niego poszla i wszystko bedzie dobrze, poszłam a ten na mnie z morda ze ma mnie dosyc ze mam o wszystko pretensje i w skrocie ze zrywa... ja w płacz wszyscy oczy na wierzch bo to było wesele z jego strony jego ojciec chcial z nim porozmawiac, brat jeden drugi wszystko na nic....beczałam czułam sie jak taksówka na jego impreze nic do niego nie docierało nie dał sie dotknąć to było dla mnie takie okropne przeżycie ze nie jadłam tydzien. Nastepnego dnia poszedl do pracy i po południu zapytał jak pies myślałam ze wytrzeźwial i probuje zagadać ale to było wszystko... w poniedziałek miałam urodziny myslalam ze wszystko wrociło do normy ale cały dzien sie do mnie nie odezwał nic nie kupił po pracy tylko powiedzial ze kwiaciarnia była zamknieta... wtorek znowu nic caly dzien nic, juz nie wytrzymałam napisałam mu list ze tak nie moge mieszkac ze nie rozumiem czemu tak jest ze w pracy sie nie odzywa a w domu udaje jakby nic sie nie stało(prawie) ze rozumiem ze był pijany i ze może i ja rzeczywiście zawiniłam i przepraszam.... gdy wrociłam z pracy byla 21 jego nie było napisałam smsa za ile bedzie a on odpisał zebym nie czekała ze musi pobyć sam i pomyśleć wtedy wiedzialam ze nie czuje sie winny wrocił o 2 a mi koleżanka napisała o 3 gdzie byl był u koleżanki i śmiał sie jak głupi taki biedny chlopczyk. jak wrocil to jeszcze tego nie wiedzialam i go przepraszałam i czułam sie winna okropnie bo wiem ze był pijany ale coś mnie tknęło następnego dnia go sprawdzilam.... to czego sie dowiedziałam było kopem w dupe okazało sie ze od miesiąca! jeszcze przed weselem jak było wszystko ok tylko nie mogl do mnie pisać bo miał tyle pracy pisal z jakąś dziewczyną ponad miesiąć a naj gorsze jest to ze telefon miał czyściutki jak łza, sprawdziłam go na stronie orange i tam wszystko było numer godzina data pisal z nią zaraz po wyjsciu z domu i jeszcze w garażu pod domem..rece mi sie trzesły nie wiedziałam ze stac go na cos tkiego. jestem wybuchowa wiec kopem go obudziłam i powiedziałam co wiem zeby sie wynosił ze jest podły ze tak go przepraszałam a to on jest gnojem.... i wtedy wszystko sie zmienilo nagle zdał sobie sprawe jak mnie kocha jak zawinił na weselu mimo ze wczesniej tylko on miał racje przepraszał mnie za urodziny ze mnie okłamał ze zranił nawet plakał powiedział ze nigdy mnie nie zdradził ze pisał z nią bo kiedyś raz ja widzial i ona do niego napisała i tak mu jej szkoda sie zrobilo i tak pisał ale nigdy sie z nia nie spotkał. powiedział ze zmieni numer ze nigdy wiecej sie do niej i innych nie odezwie. a ja mu uwierzyłam mowiłam mu co ja dla niego robie i powiedziałam zeby wymienił choc jedną rzecz jaka on robi dla mnie - nie umiał nic wymienic i dalej przepraszal był tak miły tak wszystko wiedział jaki jest okropny obiecywał ze bedzie inny ze mu uwieżyłam do tej dziewczyny napisał ze nie bedzie juz pisac bo mnie kocha i nie bedzie mnie ranic i ze chce sie ze mna orzenic a ona coś odpisala dlaczego on jej to robi... mialam wrażenie ze cos wiecej ich łaczylo... ale juz koniec z tym było na prawde wszystko super był kochany a teraz ostatnio nic znowu go nie rusza jak zostaje dłuzej w pracy ze nie bedziemy sie widziec ze on idzie do pracy jak ja mam wolne nic go to jakby nie obchodzi i czulam ze cos sie szykuje, dziś chciałam go odprowadzić do szkoly a on mowi ze poradzi sobie to ja nie to nie i sie nie odzywałam cos chyba zrozumial bo przeprosił i go odprowadziłam z psem. ale caly dzień sie nie odzywał wiec mu napisalam ze ma tego dosyć ze mnie olewa ze woli gzić sie z dziewczynami na przerwie niz zapytać czy zyje a on odp ze znowu mam jakies pretensje.... cały dzień na niego czekałam a on co? wrocił o 18 i oznajmił mi ze nie bedzie sie klucił i jedzie do matki tylko ja czuje przez skore ze tam nie jest..... takiego mam chlopaka nerwy zjadają moj żoładek........ i co ja mam robić
ja to mam jedno pytanie do Was
dlaczego się unieszczęśliwiacie?
czy przechodząc to wszystko (w imie czego?) macie jeszcze nadzieje ale na co?
dziewczyny !!!!!!!
ZASŁUGUJECIE NA NORMALNYCH FACETÓW I FAJNE ZWIĄZKI !!!!
będę was buntowała bo nie wierzę w naprawę czy poprawę
ktos jaki jest taki będzie na litość boska nie krzywcie siebie
zabierajcie manatki i zaczynajcie od nowa ale z kimś innym !!!
ale ja nie umiem juz z nikim zyc znam go 10 lat jesteśmy ze sobą ponad 2 dwoch chlopakow z nim zdradziłam... i wiem ze potrafi być kochany jak w bajce..... ale sa dni ze jest inna osoba
ale ja nie umiem juz z nikim zyc znam go 10 lat jesteśmy ze sobą ponad 2 dwoch chlopakow z nim zdradziłam... i wiem ze potrafi być kochany jak w bajce..... ale sa dni ze jest inna osoba
chyba nie bardzo zrozumiałam ![]()
mocno się zaplątałaś ....a po co?
daje Ci to szczęście?
jak wymaże z pamięci złe chwile to jestem szcześliwa bardzo, ale teraz cały dzień go nie ma a ja tak czekalam... wszedł i wyszedł i jeszcze go niema i czuje sie podle i nie mam chęci żyć z nim
jak wymaże z pamięci złe chwile to jestem szcześliwa bardzo, ale teraz cały dzień go nie ma a ja tak czekalam... wszedł i wyszedł i jeszcze go niema i czuje sie podle i nie mam chęci żyć z nim
koniecznie musisz się czymś zająć!!!
przestać koncentrować swojego życia na facecie
to jest ewidentny brak zajęcia
nie czekaj...bo doprowadzisz się do depresji
sprzątaj mieszkanie jak nie wiesz co robić....musisz znaleźć zajęcie
wiem że wyda Ci się to głupie, ale wierz mi to jest dobre...zajmiesz ręce i odciążysz głowę...emocje...
juz sprzatnełam.... robie to codziennie bo chodze do pracy na 17 dlatego tak mnie to boli ze jak on konczy o 19 a ja ide na 17 to ja jestem caly dzien sama, potem ide do pracy i wracam, zamienimy pół słowa i idziemy spać dziś wziełam wolne bo wczoraj sie nie widzieliśmy i czekałam a on to olał.... jutro juz cały dzien go nie bedzie. mam dosyć ale nie umiem zerwac
juz sprzatnełam.... robie to codziennie bo chodze do pracy na 17 dlatego tak mnie to boli ze jak on konczy o 19 a ja ide na 17 to ja jestem caly dzien sama, potem ide do pracy i wracam, zamienimy pół słowa i idziemy spać dziś wziełam wolne bo wczoraj sie nie widzieliśmy i czekałam a on to olał.... jutro juz cały dzien go nie bedzie. mam dosyć ale nie umiem zerwac
umiesz...tylko jeszcze nie jesteś gotowa..
boshe to jest okropne...przechodziłam przez coś takiego
długo zajęło mi podjęcie decyzji ale teraz jest lepiej pod tym względem że mam wolna głowę i ja jestem wolna...
nie ma szarpaniny
jest spokój....i z tego jestem zadowolona
jest ciężko bo jest się samemu nie będę Cie okłamywać
ale wydaje mi się że to jest lepsze niż życie w ten sposób
tym bardziej że my kobiety mamy tendencję do czekania w nieskończoność a może będzie dobrze, łudzenia się,oszukiwania siebie i szukania wymówek...
Kurczę to jest bez sensu , nie wiem dlaczego tak jest. Dlaczego w związkach następuje taka zmiana ?
Ja wiem na początku są różowe okulary i wszystko jest piękne, potem one opadają i dostrzegamy nawzajem swoje wady. Podejmujemy decyzje o tym czy akceptujemy partnera takim jakim jest , jeśli cos nam bardzo przeszkadza rozmawiamy o tym : na tym polega dopasowanie się ! Jedna strona jak i druga starają się zmienić dla wspólnego dobra. wiadomo, że nie możemy oczekiwać zmiany o 180 stopni bo to niemożliwe, pewne zachowania są w nas zakorzenione. Ale każdy związek się dociera. Szkoda, że tak ciężko się czasem rozmawia
nie można się zrozumieć ... Kocham bardzo, całą sobą mojego M. za to jaki jest i pomimo tego jaki jest. Jednak czasem mam wrażenie, że to tylko ja tak kocham. Mój M. zarzuca mi, że mało sie przytulam i mało inicjuje tego typu zachowań. Według niego to kobiety są przytulańskie a ja taka nie jestem ... jestem ale ... gdy mnie zrani po prostu nie potrafię z siebie nic wykrzesać
mam żal to boli a w głowie mysli typu : dlaczego ? jak on mógł ? Prawdą jest to że szybko wpadamy w zły nastrój, bardzo łatwo się pokłócić, powiedzieć ostre słowa ... to idzie szybko
ale żeby potem wrócił miły klimat to już potrzeba czasu. Tak bynajmniej jest ze mną. Jeżli on powie mi w złości że np. powinnam schudnąc itp. (wiem że tak nie jest, jestem szczupła chociaż jak każda prawie dziewczyna mam własne kompleksy) to te słowa długo we mnie zostają ... niby tłumacze sobie, że powiedział tak w złości (zreszta on mnie za to przeprosi i powie że wcale tak nie uważa) to jednak później w jakiś intymnych chwilach włacza mi sie to co powiedział i nie potrafie wyluzować w sensie, że myślę o tym. Biore słowa do siebie, zawsze tak było odkąd pamietam. Gdzieś we mnie zostają. Nie robie z nich tragedii żeby się umartwiać ale ...
Nie wiem czy mamy kryzys ... bo od jakiegoś czasu to sie ciągle kłócimy, wcześniej było super ... Związek trwa 4 lata jest podstawą do planowania wspólnej przyszłości ale najpierw musimy wyjść z tego jakby dołka. Oboje chcemy być razem, żeby było dobrze ... ile to już rozmów było, ile metod wymyslaliśmy by sie nie kłócić, by żadne z nas nie poleciało ze słowami ... ale niestety metody okazały się porażką
Nawet przez wakacje potrafimy sie pokłócić zamiast cieszyć się wspólnymi chwilami. Tak było teraz. Przez to, że często sie kłócimy mnie już bardzo łatwo ponoszą emocje ... wystarczy byle głupota i poszło
Kocham go jak nikogo, nie chce się rozstawać. Nie chce dawać nam czasu np. że przez kilka tygodni mamy sie nie widywać, że każde ma się zastanowić ... Nie chce bo my i tak nie widujemy się jakoś często, góra 3 razy w tygodniu a i to nie zawsze. Więc co da taka rozłąka ? Według mnie możemy sie tylko oddalić albo zatęsknić za sobą ... mam wystawić nas na taka próbę ? Że może jak zatęsknimy za sobą to docenimy to co mamy a co można stracić ?? Bardzo Was prosze poradźcie mi ... Macie doświadczenia w związkach , jedne są pewnie podobne do moich, inne różne, nie o to chodzi ... Co robić ???? Jak radzicie sobie z problemami ???
oddalenie nic nie da...
problemu są zawsze....
ale myślałam ze ze sobą mieszkacie....
nie wiem czy sami sobie poradzicie...bo to co sobie mówicie bardzo utkwiło w środku i w Tobie i w Nim
może pomoc jakiegoś specjalisty rodzinnego ?
jeśli teraz się nie dogadacie...dalszy związek a nie daj boże małżeństwo szybko się rozpadnie
bo problemy i żal się nawarstwiają
WITAM!! Mam pytanie , bo nie wiem co mam robić:(((( Jestem z mężczyzną od 4 lat. On jest jedynakiem i stracił ojca 5lat temu. Jest bardzo opiekuńczy i kochany. Poznaliśmy się rok przed maturą i po 2latach znajomości zaręczyliśmy się .Gdy poszłam na studia dzienne pojechał za mną do koszalina i poszukał pracy by mieszkać ze mną i być mnie blisko.Super było itd...... w tym roku obroniłam licencjat i mój narzeczony był ze mną na obronie wspierał mnie w każdym momencie przez te 4 lata.
Od obrony w lipcu zaczęłam się i ja starać ale byłam za nerwowa i zaczęły się kłótnie... nie mogłam tego znieść i chciałam na próbę się z nim rozstac i nie pisać z nim NIE WIEDZIAŁAM ze w ten dzień gdy się rozstaliśmy on pojechał do fryzjerki młodej rozwiedzionej laski i został u niej na noc:( ufam mu i wiem ze miał blokadę i mimo ze z nią leżał w łóżku to mnie nie zdradził....ale ja powoli dochodzę do siebie bo to boli mimo ,że znów jesteśmy razem. CZY KTOŚ Z WAS BY WYBACZYŁ TAKIE POSUNIĘCIE< ze zamiast do mnie przyjechać porozmawiać to pojechał do niej????????
Planujemy ślub mamy już sale orkiestrę i jeżdzimy na nauki ale ON zaczyna SIę bać co to będzie po ślubie?? On się boi a ja się staram i już sama nie wiem co mam robić.. Przecież teraz czas na przygotownie ślubu to czas radości , oczekiwania ....a ja nie wiem co mam myśleć bo on jest nie pewny a ja nie chce by robił coś co by żałował(a przez te 4 lata to on mnie namawiał na ślub, teraz role się odwracają)
.
Bardzo chcę być z nim ...choć są granice, nie na chama wiadomo. Pomóżcie mi !!!!!
Moja przyjaciółka miała identyczną sytuację. Dosłownie jakbym czytała o niej. Walczyła jak lwica, chociaż bardzo dużo razy traciła cierpliwośc. Ile ona łez wylała, ile się naawanturowała. I wszystko na nic. W akcie ostatecznej desperacji zaczęła kompletnie olewać, jak jej pisał, że niedługo do niej przyjdzie, to ona odpisywała, że nie ma jej w domu i nie mogą się spotkać, w ostatniej chwili odwoływała albo przesuwała godziny spotkań. I co? Jak znam gościa dłużej niż ona, to w życiu bym się nie spodziewała, że on potrafi tak do baby latać! Teraz nie dość, że częściej do niej przychodzi, to jeszcze jest strasznie zazdrosny (co się nigdy nie zdarzało) i wszędzie ją ze sobą zabiera! Uwierzcie mi dziewczyny, że warto czasem zacisnąć zęby i wziąć faceta na dystans. Ja też uważałam, że nic dobrego z tego nie będzie, bo widziałam jak on się zachowuje. Jestem w szoku, jak on się zmienił.
16 2010-11-02 03:43:57 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2010-11-02 03:47:09)
Przestan na niego czekac, przestan z nim rozmawiac i prosic. Pare razy go olej, zapelnij sobie czas. Zobaczymy, czy sie obudzi ![]()
Zawsze dziewczyny w ''twoim typie'' probuja facetowi tluaczyc najprostsze rzeczy. Jaki w tym sens? Przeciez on wie, ze cie zawodzi. Ale co z tego - przeciez nie ma konsekwencji takiego postepowania. Nadal jestes na jego skinienie.
Edit: Wlasnie przeczytalam post P&P,ktora..radzi to samo
Dla mnie to intuicyjne rozwiazanie. Nie wiem,co cie takiego w nim, P&P,dziwilo
Olac, a jesli by facet nie walczyl to kopnac go w dupe, bo zwiazek na sile sensu nie ma.
zgadzam sie w 100% z P&P
!!
Pisałam tutaj kiedyś o problemie z moim facetem...nadal jestem z nim, ale już na innych relacjach...on nawet tego pewnie nie odczuwa....
Zaczęłam się sobą zajmować, kończę 5 rok studiów...znalazłam dorywczą pracę na pół etatu, zapisuję się na siłownię...
Zajmuje sobie czas by tylko o nim nie myśleć, staram się nim nie przejmować, staram się wszystko teraz robić dla siebie, nie dla niego...nawet zaczęłam zauważać przystojnych facetów....nie zasługuje na złe traktowanie...żadna z was!!
BO JESTEM FAJNĄ DZIEWCZYNĄ I FACECI ZA MNĄ LATAJĄ I MOGĘ MIEĆ TAKICH JAK ON NA PĘCZKI !!!!
DZIEWCZYNY zacznijcie tak do tego podchodzić. NIE DAJMY SIĘ!!!
Kasia 27 nie wiem, czy mi się wydaje czy nie, ale chyba kiedyś wypowiadałaś się w dziale psychologia, w wątku dotyczącym syndromu piotrusia pana?
I moja odpowiedź na Twoje obawy, rozterki odnośnie chłopaka jest taka, że on jest jak typowy pitruś pan. Niedojrzały, nieodpowiedzialny, egoistyczny i wszytsko to co nie dotyczy jego i jego potrzeb ma głęboko gdzieś. Nie rozumie, bo nie chce zrozumieć, jego móźdźek najwyraźniej tego nie ogarnia. Sorry ale jak ja to czytam to od razu myślę o moim chłopaku.
U mnie też tak jest, że przekłada ciągle spotkanie. Potrafi zjawić się z trzy i więcej godzin później. A jak do niego przychodzę to wiecznie jest nie gotowy, muszę czekać bo on musi się umyć, potem zjeść, potem jeszcze coś itp. Mam wrażenie, że w ogóle mną się nie zajmuje, równie dobrze mogłoby mnie tam nie być.
Pewnie mu zależy na Tobie. Jednak zwyczajnie nie myśli, po co ma się zastanawiać... jest pewny że go kochasz, jesteś z nim. Po co ma się starać przecież powinnaś go kochać za sam fakt, że z Tobą jest. Ale jeśli faktycznie on ma syndrom piotrusia pana to pamiętaj, że najbardziej to on kocha samego siebie.
Ja też wiele razy się zawiodłam. Może nie mialam dokładnie takiej sytuacji jak Ty z tym weselem, ale podobne rzeczy też miały miejsce. I najgorsze jest to, że w ogóle go nie obchodziło co czułam, jak mi było z czymś tam źle, no bo przecież on czuł się świetnie. ...zatem w czym problem?
Wiem to trochę ostro napisane, ironicznie, ale jak coś takiego czytam to złość mnie ogarnia.
20 2010-11-04 19:37:53 Ostatnio edytowany przez Kasia27 (2010-11-04 19:48:45)
Droga etnicza ... dokładnie masz racje i to ze wszystkim co piszesz ! i wcale nie napisałaś ostro tylko prawdę
Głupia sytuacja : moi rodzice kupili samochód, autko jest zarejestrowane na mnie (kiedy znajdę już pracę to będę mogła sobie nim jeździć bo będę mogła go opłacać itd) ... bardzo sie cieszyłam bo autko jest śliczne, małe czarne drapieżne
Więc kiedy mój M. przyjechał a moich rodziców nie było w domu to chciałam mu ten nabytek pokazać. Usłyszałam od niego : innym razem ! Potem dowiedziałam się więcej cytuję : to nie twoje auto, mnie interesuje tylko to co ja mam a nie to co mają inni i może to dla ciebie dziwne ale nie intersuje mnie oglądanie auta, to nie moje i nie będę go ogladał ! Piotruś Pan ? Użył bardzo ważnych słów : MNIE INTERESUJE TYLKO TO CO JA MAM A NIE TO CO MAJĄ INNI ! I tak jest ze wszystkim . Jego potrzeby są ważne, jego problemy i wszystko to co tyczy sie jego osoby : nie mnie ! Kiedy ja mówię co mnie boli to słysze że bzdury opowiadam. Nie słucha mnie , nie słyszy co mówię , nie interesuje go to !!! A mi jest wstyd
przed soba samą
przed Wami też ! Bo mnóstwo z was sobie pomysli co ja z nim dalej robię. Opisana tu sytuacja to pikuś to nic z całą reszta ... jestem wyniszczona w środku. Juz sie nie usmiecham. Ale nie liczę na słowa otuchy, na współczucie ... trwam w tym a przecież jestem dorosła, mam rozum i potrafię podejmować decyzje.
I jeszcze coś ... mój M. lubi mnie sprawdzać : prowokuje jakieś sytuacje żeby sprawdzić jak się zachowam , czy sie wkurze czy sie do niego przytule a może jeszcze cos innego. Zazwyczaj komentarz jego jest taki że go nie zaskoczyłam. I zazwyczaj liczy na przytulanie sie z mojej strony kiedy ja sie złoszczę. Chora sytuacja bo inaczej nazwać tego nie mogę ! To że mi nagada i jest mi przykro to nieważne, przecież powiedział prawde ( nazywa to jeszcze mówieniem własnego zdania , obrazi mnie a potem usprawiedliwia się że ma prawo mieć swoje zdanie) i oczekuje ode mnie że jak by nigdy nic sie przytule kiedy ja mam ochotę uciec.
A przytulasz sie do niego potem? ![]()
I odpowiedzialas sobie na pytanie, czemu z nim jestes?
Nie wiem, wyobrazasz sobie z czlowiekiem tego typu jakas przyszlosc, dom, dzieci?
Kasia27 pamiętam jak kiedyś wróciłam po irytująym mnie pewnym spotkaniu i bardzo chiałam mu (mojemu chłopakowi) opowiedzieć co się stało i jak się czuję, chciałam się wygadać to usłyszałam: "nie mam ochoty tego słuchać i psuć sobie humoru Twoimi problemami".
Rozumiem stan kiedy nie ma się już totalnie ochoty z kimś być, bo to co się głónie odczuwa to złość, zniechęcenie, zmęczenie, irytacja. Jednak jeśłi już dość długo się trwa w takim stanie to może ogarnąć nas coś w stylu sparaliżowania, gdzie nie reagujesz, znosisz wszytskie przykrości, czekasz nie wiadomo na co... Nie rozumiesz dlaczego na to pozwalasz i wciąż w tym trwasz. Nie wiem czy to wciąż miłość, czy uzależnienie? Czy może trudno porzucić nam marzenia, które miały być naszym udziałem, miało przecież być tak pięknie? Kochamy i wciąż usilnie chcemy to zatrzymać...
Najtrudniej zdobyć się na tą najtrudniejszą decyzję. Najtrudniej pogodzić się z faktem, że to nie ten?
Etnicza znowu masz rację ! Jestem tak wyniszczona w środku, że kolejne sytuację dziwnie na mnie działają bo ranią ale ja się do tego przyzwyczaiłam ... Czasami jest mi strasznie ciężko. Do tego jeszcze wciąż nie mogę znależć pracy i przez to wszystko pogłębiam sie w tym dołku, bo brakuje mi odskoczni. Staram sie sobie sama organizować czas. Umówić sie z koleżankami, poczytać książki, wypożyczyć filmy, które zawsze chciałam oglądnąć i nawet zatracić się grając w jakąś śmieszną grę. Coś żeby nie mysleć, aby się nie dołować. Nie wiem sama na co czekam
Wstyd mi rozmawiać o tym z koleżankami, często wstyd mi pisząc nawet o tym tutaj. Jestem jak dwie osoby bo z jednej strony wszystko widze i nie chce juz tak dłużej żyć , bo widzę że tracę radość życia gasne , a z drugiej strony nie potrafię odejść. Dlaczego ? Nie wiem. Czy kocham? Tak. Ale miłość nie zniesiesie wszystkiego, czekam ... może zrani jeszcze bardziej, może moja miłość umrze i wtedy zacznę normalnie żyć. Kiedy mu mówię jak bardzo mi źle , jak mam dość nawet życia : on to zlewa, Bzdury to dla niego. I dokładnie brak konsekwencji przez co on robi co tylko chce
Potrafię jedynie nie odbierać od niego telefonów, nie odpisywać i powiedzieć mu, że nie mam czasu sie z nim zobaczyć. Nie odbieram i nie odpisuje bo mnie zranił i nie dam rady, czuje wtedy taką pustkę i bezradność, tak jakby nic we mnie nie było , jak robot jakiś czy maszyna. Nie chce sie z nim spotkać (pomimo że bardzo bym chciała ale chciałabym miłego spotkaniu albo przynajmniej normalnego!) ale robie to by zobaczył, że właśnie nie jestem na zawołanie, że nie pojadę bo on tak chce, że powiedział za dużo. Ale co z tego skoro cały czas jest to samo
Podejrzewanie mnie o zdradę , kiedy ja sama nawet bym o tym nie pomyslała. Ocenia mnie swoją miarką ? Nie mam dowodów. Ile razy czytam od niego : pozdrów go
Kogo ? wie tylko on sam
Kiedys byłam dusza towarzystwa, śmiałam się, cieszyły mnie kolorowe wystawy sklepowe i inne maleńkie głupie rzeczy. Teraz ? Nic. Czy mogę zrobic sie totalnie zimna ? Zimna na wszystko ... marzenia ? Miałam je kiedyś teraz w nie już nie wierzę
Zresztą ciągle słysze od niego jaka jestem beznadziejna ( nie jest to "to" słowo uzyłam tutaj podsumowania), bo ciągle cos jest źle, ciągle czegoś nie robię, nie piszę, nie daję ... Kiedys robiłam i dawałam i pisałam dużo ale tyle razy sie zawiodłam, tyle razy nie dotrzymał słowa , że teraz nie dam się znowu wystawić. Dam coś jeśli on da i tu jest problem. Bo przeciez on nic dawać nie musi a ja powinnam !!!
Kiedy czasem pare rzeczy sie nawarstwia to miałam ochotę w ogóle wjechać w jakieś drzewo albo coś ale tak żeby to był koniec na zawsze i wszystkiego. Ale jestem na tyle słaba lub silna (nie wiem już), że tego nie zrobiłam nigdy i staram się odganiać te mysli. Tłumacze sobie, że nie warto.
24 2010-11-08 14:55:14 Ostatnio edytowany przez gabisiula (2010-11-08 15:00:43)
Autorko! P&P ma rację!
Zbyt bardzo to ty starasz się o Wasz związek, on zrobił się leniwy a wiesz czemu?? bo jesteś na każde jego zawołanie. Zmień się! Postaraj się częściej wychodzic z domu z przyjaciółkami, skoro on idzie z kumplami to ty też się gdzieś wybierz! na kręgle, do baru, do domu koleżanki, zacznij życ! Zacznij miec jakieś swoje pasje, hobby, zapisz się na kurs tańca, albo na fitness, zacznij robic tak jak on, że nie masz dla niego dziś czasu bo zaplanowałas już swój czas, i nie mów mu tego obrażona czy zła ale np.: "słuchaj kochanie, umówiłam się dziś z Kasią na babski wieczór, idziemy tu i tu, fajnie będzie, dawno się z nią nie widziałam itp" Mogę się założyc że poczuje zazdrosc! ukłuje go to że ty gdzieś idziesz, że masz swoje towarzystwo i swoje własne plany, zobaczysz że to podziała. Musisz się od niego trochę uwolnic, pokazac że ty też możesz sobie zorganizowac fajnie czas a nie wiecznie użalac się że spóźnił się na spotkanie z Tobą. Jak się spóźni to wyjdz z domu, baw sie dobrze i przedewszystkim nie pokazuj mu że się tym przejmujesz!
doczytałam twój ostatni post i dziewczynoo! przecież to jest karygodne! twój facet cię wyniszcza:( skoro ty masz takie myśli że wjedziesz w drzewo, nie masz chęci do życia to musdi byc bardzo źle. Teraz to już sama nie wiem co ci poradzic. Może postaw sprawę jasno, że jeśli się nie zmieni to odejdziesz od niego, może się przestraszy?? skoro kocha to może wreszcie przejrzy na oczy, że może Cię stracic.
Drogie Kobietki - tak czytam i oczom nie wierzę!!!!!!! Piszecie że jesteście w związkach kilka lat (naprawdę krótko) a piszecie o samotności, sytuacjach każdy sobie rzepkę skrobie jestem w szoku. Pomyślcie jak wyobrażacie sobie dalsze życie z tymi facetami - uwierzcie nie będzie lepiej ale "gorzej" więcej problemów, odpowiedzialności nie tylko emocjonalnej ale i finansowej, dzieci lub ich brak i co wtedy skoro już dziś wasze problemy są tylko wasze, wasz smutek to histeria i fochy itd... Dla mnie ci Panowie nie dorośli do poważnych związków i wszystkiego co się z tym wiąże - nie twierdze że są beznadziejnymi przypadkami ale że nie są gotowi na bycie naprawdę z drugą osobą.
I jeżeli chcecie koniecznie właśnie z nimi być to albo zaciskajcie zęby i brnijcie w to dalej z nadzieją że wyrosną z pieluch zamin wy się zesarzejecie, albo znajdźcie odpowiedzialnych partnerów którzy wiedzą co znaczy związek z drugim człowiekiem. Bo z mojej perspektywy to te pierwsze lata związku są właśnie najlepszym czasem dla obojga partnerów i wedy ludzie nie chcą nikogo i niczego tylko tej drugiej osoby nawet jak są sprzeczki i problemy.
Mądrych wyborów!!!!