Hej,
Sytuacja jest taka: jestem na kilku portalach randkowych, gdzie swoje konto założyłam głównie w zamyśle poznania tego jedynego
No ale jestem też otwarta na to, co może przynieść życie, wiadomo, nie zawsze znajomości wypalają w ten spoósb, więc przyjaźń też jest okej. Mam dość rozbudowany, szczery opis w profilu.
Na co dzień obracam się raczej w środowisku pełnym kobiet. Mężczyźni wyłącznie żonaci lub zainteresowani tą samą płcią - czyli w ogóle mnie nie interesują.
Problem dotyczy dwóch rzeczy - pierwsza: wyszłam z wprawy w "chodzeniu na randki, byciu w związku, itp.", mój ostatni był bardzo nieudany (tzn. koniec był ciężki), a do tego dawno temu i ho ho ho ;> Druga sprawa: offline raczej nie narzekam na tłum adoratorów (wróc: żadnych nie stwierdzono ;P), więc myślałam, że w necie będzie może nieco lepiej, ale w sumie podobnie. Mój błąd - ku mojemu zaskoczeniu pojawiło się sporo osób piszących do mnie całkiem z sensem, ciekawych, miłych. Z kilkoma się spotkałam na kawie/herbacie, pogadaliśmy, pośmialiśmy się - ogólnie było miło. Z kilkoma mam się jeszcze spotkać (po raz pierwszy). Nie jestem w stanie stwierdzić po pierwszym spotkaniu na pewno, czy dany mężczyzna to jest ktoś, z kim dalej chciałabym stworzyć związek. Na żadnej z randek nie było "fajerwerków", płomiennych wyznań miłości, motyli w brzuchu itd. ale ja tego nie szukam. Wierzę, że to się da osiągnąć stopniowo, poznając drugą osobę, wchodząc w głębszą relację, więc bardziej skupiam się na ogólnych odczuciach, na tym, czy chciałabym się z nimi spotkać po raz kolejny. W większości przypadków odpowiedź brzmi: "tak". Zresztą z czasem po tym ostatnim związku być może nieco jestem ... wycofana, bardziej ostrożna, nie wykluczam tego.
I teraz pytania, które się pojawiły:
- czy to jest okej, że jednocześnie (nie dosłownie oczywiście) spotykam się z kilkoma osobami poznanymi w necie?
- czy Ci mężczyźni mają mieć świadomość tego, że tak jest? Chodzi mi o uczciwość wobec nich vs. ich mylne poczucie, że są tylko "opcją z wielu", że szukam facetów na ilość, itp. Żadnemu nic nie obiecywałam, ale któryś z nich może mylnie odczytać moją zgodę na 2 spotkanie jako początek bycia parą. Nie jest moją intencją zranienie któregokolwiek z nich. Wiem, że ostatecznie pewnie zrobię przykrość niektórym kończąc znajomości, ale to jest przynajmniej fair i normalna część poznawania się. Podejrzewam oczywiście, że część z nich też chodzi na randki z różnymi kobietami, ale zdaję sobie sprawę z tego, że - przynajmniej teoretycznie- faceci ponoszą większe koszty (nie mówię tylko o kasie, ale też) takich spotkań.
Podejrzewam, że będę musiała indywidualnie wybadać, jak postępować z każdą poznaną osobą, ale może macie dla mnie jakieś wskazówki, przemyślenia?
Będę szczególnie wdzięczna za info od Panów - spojrzycie na to męskim okiem. Bo może tylko niepotrzebnie dzielę włos na czworo....
Z góry dzięki i pozdrawiam,
H_E