Witam wszystkich.
Od kilku dni poszukuję pomocy w rozwiązaniu problemu z moją internetową sympatią. Mamy po 19 lat i "poznaliśmy się" w ubiegłe wakacje w grze internetowej. Była wtedy przygnębiona po rozstaniu z chłopakiem. Pocieszałem ją wtedy, dawałem różne rady, rozmawiałem z nią szczerze, więc szybko zostaliśmy przyjaciółmi. Pod koniec października zaczęliśmy pisać poprzez komunikator w telefonie, co znacznie zbliżyło nas do siebie. Początkowo pisaliśmy około dwóch godzin dziennie, później znacznie częściej. W końcu pisaliśmy praktycznie cały czas, od rana do wieczora. Na półmetku, imprezach, w szkole, w sklepie, w Sylwestra itd. Zazwyczaj budziłem się wcześniej niż ona i witałem ją jakąś ciepłą wiadomością. Pisaliśmy, pisaliśmy, pisaliśmy... Aż do zakończenia dnia, gdy padały słowa "dobranoc". W grudniu byłem bardzo zdołowany, kłóciliśmy się bardzo często o różne drobnostki. Jej bardzo na mnie zależało, ja teoretycznie byłem obojętny, bo bardziej traktowałem ją jak przyjaciółkę. Dopiero dzień przed Sylwestrem uświadomiłem sobie, jak bardzo mi na niej zależy. Byłem już wykończony tym wszystkim i powiedziałem "koniec". Ona rozpaczała i mówiła o złamanym sercu, mi rzekomo było to obojętne. Rzekomo, bo dopiero noc mi uświadomiła, że jest dla mnie niesamowicie ważna. Śniła mi się, po czym bardzo zadręczałem się tym wszystkim podczas prawie bezsennej nocy. To była męczarnia. Napisałem do niej następnego dnia i wszystko wróciło do normy. W tym czasie miałem przelotnie dziewczynę, jednak sympatia internetowa była dla mnie znacznie ważniejsza. Nasza relacja stawała się coraz bliższa. Zwyczajnie romansowaliśmy, jednak w końcu internetowej sympatii zaczęło przeszkadzać to, że mam dziewczynę, więc tamta przestała się dla mnie liczyć, w sumie i tak niezbyt nam się układało. No dobrze, zostaliśmy tylko we dwoje, więc staliśmy się jakby parą. W międzyczasie wielokrotnie pojawiała się zazdrość: ja byłem zazdrosny o jej znajomych, ona o moje dwie przyjaciółki. Czasami pojawiały się kłótnie, ale to były głównie takie jednodniowe nieporozumienia, które następnego dnia wracały do normy. Od czasu do czasu pojawiało się dwudniowe lub trzydniowe milczenie, ale to też nie były szczególnie istotne konflikty. Tylko raz mieliśmy sytuację, że nie odzywałem się do niej około pięć dni, bo obraziła mnie nieco bardziej. W tym czasie oczywiście wielokrotnie próbowała nawiązać kontakt, ale dopiero po czterech dniach się odezwałem. Później chyba nie działo się nic konkretnego. Zbliżaliśmy się do siebie i rozmawialiśmy o coraz bardziej intymnych sprawach typu: seks, małżeństwo, wspólne plany na przyszłość, jednak tak naprawdę nie wiedzieliśmy o sobie zbyt wiele. Było dobrze. Pisaliśmy ze sobą wręcz do końca dnia, czasami nawet jedna strona zasypiała podczas pisania. Przez pewien czas pisaliśmy ze sobą nawet w środku nocy, np. jedna osoba się przebudziła, więc pisała do drugiej i spędzaliśmy miło noc, aż doszliśmy do wniosku, że czas spać. Coraz częściej padały słowa "kocham Cię". Nawet były sytuacje, które można zaliczyć do kategorii cyberseksu, było to np. opisywanie przytulania się, całowania po całym ciele, głaskania, masowania, miziania itd. Tak naprawdę rozmawialiśmy ze sobą tylko raz, na początku marca. Wtedy byliśmy bardzo szczęśliwi i bardzo się kochaliśmy. Jedak po długiej przerwie ona powróciła do gry. Poświęcała mi mniej czasu, a ja byłem niesamowicie zazdrosny o jej internetowych kolegów z gry. Niby mógłbym również powrócić i utrzymywać ją przy sobie, ale naprawdę nie cierpię tej gry, bo kiedyś przysporzyła mi wielu problemów. Często obrażałem się na nią bez większego problemu, jednak około trzy tygodnie temu obraziłem się na nią i nie rozmawialiśmy przez trzy dni. Sądziłem, że się do mnie odezwie, jednak nic z tego. Trzeciego dnia ciszy zajrzałem do gry i spostrzegłem ją, gdy romansowała z jakimś kolegą. Wtedy już stała się obojętna, wycelowałem w nią artylerię pretensji i znowu padły ostre słowa, które zakończyły słowa "koniec". Było to jedenaście dni temu. Przez trzy dni nie rozmawialiśmy ze sobą, usiłowałem się z nią skontaktować na różne sposoby i w końcu udało mi się ją przekonać. Dokładnie tydzień temu nasze relacje powróciły do normy, jednak tylko na moment... Bardzo przytłaczała mnie zazdrość o nią, sześć dni temu przez dwa dni byłem jeszcze niesamowicie zdołowany po kłótni z nią, choć już teoretycznie było w porządku. Tak zdołowany, że w moim wnętrzu pojawiła się rozpacz i myśli samobójcze. Niestety, dałem jej odczuć mój zły humor i zacząłem rozżalać się nad sobą, że nie mam już na wszystko sił. W sobotę było jeszcze w porządku, ale lekko zażartowałem sobie, a ona odebrała to jak zakpienie z niej, czego nienawidzi. No i tu zaczął się problem... Od tego dnia stała się bardzo obojętna i niezbyt miła w stosunku do mnie. Mówiła, że już nie ma siły na to wszystko i każdego kolejnego dnia było coraz gorzej. W poniedziałek było całkiem dobrze, jednak traktowała mnie jedynie jak kumpla, co po tak długiej i zżytej relacji było niezbyt satysfakcjonujące. Dodatkowo popełniłem wielką głupotę, bo zasypywałem ją gradem wiadomości, próśb, błagań, przeprosin itd. We wtorek poinformowała mnie, że chce studiować w mieście około 200-300 kilometrów od jej rodzinnego miasta. My mieszkamy od siebie około 200 kilometrów, więc mieszkałaby ode mnie jeszcze dalej. Każdego dnia zasypywałem ją wiadomościami i było coraz gorzej, była coraz bardziej wściekła i obojętna, oraz twierdziła, że nasz "związek" ma coraz mniejsze szanse i sens. Również bardzo się kłóciliśmy przez ostatnie dni, wtedy padały coraz chłodniejsze słowa, a gdy udawało nam się uniknąć kłótni, to prowadziliśmy strasznie suchą i nerwową rozmowę. Trzy dni temu rozmawiałem o tym z dwiema przyjaciółkami. Jedna twierdzi, że to kategoryczny koniec i muszę się z tym pogodzić. Druga radziła mi, żebym po prostu przestał do niej pisać. Jestem zdania, że każde ludzkie relacje można odbudować, potrzeba do tego czasu i zaangażowania, więc bardziej odpowiadał mi pomysł drugiej przyjaciółki. Niestety, padały coraz gorsze słowa. Kilka dni temu moja sympatia mówiła, że jeszcze coś do mnie czuje, jednak nie to samo co dawniej. Wczoraj i dzisiaj zrobiło się bardzo gorąco, w negatywnym znaczeniu. Padały słowa, że nigdy jej nie kochałem, że w końcu uświadomiła sobie błąd bycia ze mną... Mimo zaleceń koleżanki, nadal pisałem do mojej sympatii i zwyczajnie męczyłem ją. Dzisiaj rano popełniłem największy błąd: napisałem w grze do tego chłopaka, którego podejrzewałem o romans z moją ukochaną. Wypytywałem go o relacje z nią, mówił że się do siebie zbliżają i mają się niedługo spotkać... Prosiłem go o dyskrecję, a w czasie rozmowy przypadkowo powiedziałem mu coś o jej byłym - moim poprzedniku. W tym czasie zacząłem pisać z pretensjami do mojej sympatii i obwiniać ją o zdradę, co destrukcyjnie wpłynęło na nasze relacje. Jej wielbiciel rzekomo ze mnie zadrwił i zrobił ze mnie pośmiewisko w grze. Moja sympatia straciła do mnie zaufanie, jakiekolwiek uczucia, odebrała mi nadzieję, ostatni sens naszego "związku", dała mi do zrozumienia że mnie nienawidzi, być może będzie chciała zerwać kontakt na zawsze, a póki co usunęła mnie z GG i Skype. Już nawet nie wiadomo, czy nawet będziemy mogli być choćby znajomymi. Zachowywałem się desperacko i moja godność odeszła na drugie miejsce, bo tak pierwszy raz się tak naprawdę zakochałem. Moją internetową sympatię obdarowałem bardzo silną miłością i ciężko mi się od niej oddalić. Praktycznie pisaliśmy ze sobą intensywnie około pół roku, więc nie jest mi ona obojętna. W ciągu dnia często o niej myślę i moje podejście do niej jest bardzo zmienne. Przez moment tęsknię za nią i chcę ją odzyskać, po czym jest dla mnie obojętna. Tak w kółko... Chciałbym odbudować nasze relacje, ale zupełnie nie wiem co mam w takiej sytuacji robić. Godzenie się z porażką niezbyt mnie motywuje, bo przez pół roku byliśmy bardzo sobie bliscy. Rozum podpowiada "koniec", serce podpowiada "kocham Cię". To dla mnie bardzo trudne, bo naprawdę ją pokochałem i przywiązałem się do niej. Nie jestem jej pierwszym wybrankiem, więc ona jakby lżej to przechodzi, poza tym otacza się bardzo dużym gronem znajomych.
Wcześniej też popełniałem mniejsze błędy, które niezbyt korzystnie wpływały na nasze relacje. Były to na przykład:
- brak szczerej rozmowy
- zatrzymanie naszych relacji w miejscu
- zaprzestanie robienia czegoś "razem", np. granie, oglądanie filmów
- brak nowości w naszej relacji
- moje obrażanie się o drobnostki
- przesadna zazdrość z mojej strony
- użalanie się nad sobą
- czasami egoistyczne zachowanie z mojej strony
- czasami obracanie wszystkiego przeciwko mojej sympatii
- moja nieufność po tej sytuacji z jej kolegą
Dziękuję, jeśli ktoś przeczytał to do końca. Bardzo się rozpisałem, ale to okropne uczucie nie daje mi spokoju. Co o tym sądzicie? Czy jest jeszcze jakaś szansa, żebym odzyskał moją ukochaną?
Z góry dziękuję za odpowiedź.