Kocham mojego chłopaka, on ponoć mnie też, byliśmy w trudnym związku (odległość), ale od jakiegoś czasu mieszkamy w jednym mieście (ja się przeprowadziłam).
Bywało źle, kłótni wiele o pierdoły, potem dobrze, potem znowu coś nie tak (każde z nas miało wiele problemów).
On jest generalnie dobry i często wiele nieprzyjemnych chwil było z mojej winy, bo się czasem czepiałam i narzekałam i marudziłam.
Pół roku temu była kłótnia i prawie rozstanie. Na wyjeździe podrywała go koleżanka, nie chciał się przyznać, nie chciał powiedzieć co pisała i mówił, że nie ma nic do ukrycia, a ja, że mnie zdradza. Wreszcie pokazał mi smsy. Faktycznie - ona go podrywała (a ma faceta) i to mocno, ale jego smsy były oschłe i naprawdę widać było, że chce ją zbyć i traktuje ją tylko jak koleżankę. Efekt końcowy - on przepraszał, że mnie denerwował i nie pokazywał, a ja przepraszałam, że mu nie zaufałam i chciałam go sprawdzać. To skrót. Generalnie nie chciałam by miał z nią kontakt, ona czasem do niego pisała, ja byłam zazdrosna, mówiłam, by nie szedł na imprezy, gdy ona idzie.
Przeszło mi, zaufałam mu, z czasem przestałam go sprawdzać (wiadomości sms i na facebooku), oduczyłam się tego i wierzyłam, że nie ma z nią kontaktu. Kilka razy zdarzyło mi się przez te pół rku zapytać o nią, ale on nic nie wiedział.
Mieliśmy różne problemy, ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że naprawdę siebie kochamy, że koniec ranienia, że będzie dobrze. I było - było cudownie, aż za cudownie, po prostu genialnie. Rozmowy, luźne spędzanie czasu, miłość ogromna, szacunek, większy pociąg seksualny, zaufanie, bliskość, plany na następne tygodnie pełne miłości.
Wyszedł, zostawił włączonego facebooka, myślałam, że ja jestem zalogowana i weszłam w moje wiadomości. Okazało się, że to jego wiadomości. Na drugiej pozycji w ostatnio wysłanych była ONA! Ta wiadomość była normalna, o coś poprosiła (numer do znajomej), on go dał, ale wyżej... Wyżej czytałam, że pisał do niej takie rzeczy, że zaczęło mną trząść... Że tęskni, buziaczki, czułe słówka! Nie muszę pisać jak się poczułam... Wrócił do pokoju, ja zaczęłam się szarpać i go wyganiać...
Zabolało... Zabolało, że kiedy chcieliśmy, by było dobrze - nagle stało się najgorsze. Zabolało, że pisał z inną. Zabolało, że pisał z NIĄ. Zabolało, że pisał jej czułości, których mi nie dawał. Zabolało najbardziej to, że... że mnie oszukał!
Przyniósł kwiaty, przepraszał, błagał, mówił, że to było dawno (wówczas, kiedy była pierwsza kłótnia), że napisał do niej i po zakończonej rozmowie tego żałował. Że nie mógł mi przecież tego powiedzieć, że to błąd jego życia, że nic go z nią nie łączy, że to był jednorazowy wybryk, że nie wie co mu przyszło do głowy, nie wie dlaczego, ale od razu tego żałował... Błaga, prosi, płacze, bo ja jestem najważniejsza, bo ona nic dla niego nie znaczy. Na moją prośbę usunął ją ze znajomych, zablokował. Ale co z tego?
Najgorsze jest to, że mu nie ufam już. Tyle razy o to pytałam, a on, że nie ma z nią kontaktu. Pół roku temu zwalił winę na mnie, że to ja mu nie ufam, a okazało się, że naprawdę miałam ku temu powody, bo jednak z nią pisał. Pół roku żył w kłamstwie, może to faktycznie dla niego nic nie znaczyło na dłuższą metę, starał się o mnie ciągle, ok. Ale chciał to ukryć, gdybym nie zobaczyła tego przez przypadek to nigdy bym się o tym nie dowiedziała.
Ciągle płaczę, denerwuję się na niego o wszystko, nie potrafię go przytulić, a jak to robię to nie czuję nic, nie wierzę mu i nie ufam, chcę bardzo spędzać z nim czas, ale jak jest obok to jestem przygnębiona.
Co o tym myślicie, byłyście w podobnej sytuacji? Ufać mu? Jak przestać myśleć o tym, że on mnie emocjonalnie zdradził i oszukał? Jak przestać układać sobie w głowie te durne scenariusze, że do czegoś między nimi doszło? Jak mu uwierzyć? Jak być z nim dalej?