netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

Czy to rodzina czy nie rodzina?

115 odpowiedzi8 291 wyświetleńzałożony przez Catwoman, 16.01.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Czy to rodzina czy nie rodzina?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 116 ]

1

Temat: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Ostatnio przeczytałam, że pewien aktor nie rozumie krytyki społeczeństwa za to, że porzucił kobietę (z którą ma 2 dzieci) i związał się z inną, gdyż "X nie była moją żoną!".

Więc jak to jest: rodzina jest jedynie wtedy gdy mamy papierek na to i wtedy nazywa się to rozwód czy nie ma mowy o rodzinie i jakimkolwiek zarzucie o porzuceniu partnera?

2

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Ja tam swojego partnera, który de facto mężem mym jeszcze nie jest, traktuje jak najbliższą rodzinę.
Dla mnie rodzina to nie status prawny a uczucia i więzi.
Dlatego też, bardziej rodziną jest mi moja przyjaciółka niż np. 15 lat starsza kuzynka, którą spotykam na pogrzebach

3

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

dokładnie mam takie samo zdanie jak troublemaker
mój partner to moja rodzina,najważniejsza osoba dla mnie zaraz po moich dzieciach mimo tego że nie mamy żadnego papierka który nas wiąże prawnie

4

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Jeśli mężczyzna porzuca kobietę, z którą nie jest związany przysięgą i papierkiem, to wydaje mi się to dosyć uczciwe - lepiej się rozstać niż udawać miłość. Jeśli jednak z tą samą kobietą ma dzieci, to jak można twierdzić, że nie tworzą rodziny?
Ja również uważam, że rodzinę stanowią uczucia i więzi, partnerstwo, a przy tym tworzenie wspólnoty, czyli praca na jeden rachunek i dla wspólnego dobra. Nie papier.

5

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Teoretycznie jest tak jak piszecie, ale w praktyce często okazuje się, że związek i przyjaźń jest dopóki jest dobrze... Jak żona ciężko zachoruje to facet się czuje bardziej zobowiązany zająć się nią niż, kiedy to samo spotka partnerkę. Już nie mówiąc o podejściu jego rodziny i mądrych rad jakich wtedy udzielają. Przyjaźnie też trwają, ale jak komuś się znacznie lepiej w życiu ułoży to często się rozpadają. Jeszcze długo tak ten świat będzie ułożony sad

6

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Gdyby ten aktor nie miał dzieci to można by było mówić, że nie tworzył rodziny z kobietą. Jednak mając dzieci tworzyli rodzinę!
Dla mnie również bardziej liczą się więzi i uczucia i aż tak bardzo nie zależy mi na ślubie! Z kolei dla mojego narzeczonego zawarcie małżeństwa jest bardzo ważne wręcz priorytetowe i nie wyobraża sobie dłuższego życia na "kocią łapę" ale i bez papierka uważa nas za rodzinę smile

7

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

A co do za różnica żona czy partnerka ?
Mieszka się razem?
Dzieli łóżko, lodówkę, łazienkę?
Wspólnie płaci się rachunki?

Czym się to różni od małżeństwa?
Chyba tylko tym, że przy ewentualnym rozstaniu jest dużo do załatwiania żeby formalnie być wolnym.

Moje zdanie jest podobne do moich przedmówców rodzina jest wtedy kiedy dwoje ludzi łączy jakaś więź emocjonalna, uczucia.

8

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
babieniedogodzisz napisał/a:

Czym się to różni od małżeństwa?
Chyba tylko tym, że przy ewentualnym rozstaniu jest dużo do załatwiania żeby formalnie być wolnym.

Niezupełnie... W związku nieformalnym dużo łatwiej i szybciej podejmuję się decyzję o rozstaniu. Liczne badania pokazują, że małżonkowie w razie problemów są w stanie zrobić dużo więcej, żeby je przezwyciężyć niż partnerzy.

9

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
marioosh666 napisał/a:
babieniedogodzisz napisał/a:

Czym się to różni od małżeństwa?
Chyba tylko tym, że przy ewentualnym rozstaniu jest dużo do załatwiania żeby formalnie być wolnym.

Niezupełnie... W związku nieformalnym dużo łatwiej i szybciej podejmuję się decyzję o rozstaniu. Liczne badania pokazują, że małżonkowie w razie problemów są w stanie zrobić dużo więcej, żeby je przezwyciężyć niż partnerzy.

I tu się z Tobą zgadzam marioosh666 smile

10

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
marioosh666  napisał/a:

Jak żona ciężko zachoruje to facet się czuje bardziej zobowiązany zająć się nią niż, kiedy to samo spotka partnerkę.

nie sądzę że tak jest smile
znam mnóstwo ludzi którzy żyją bez ślubu,spotkały niektórych różne nieszczęścia,ale nigdzie nie widziałąm różnicy aby się mniej wspierali tylko dlatego że papierek ich nie łączy

11

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

A ja uważam, że rodzina to istotnie jest dopiero układ kobieta i mężczyzna i ich dzieci. Aczkolwiek uważam również, że instytucja małżeństwa jest po to (co zaraz pewnie wywoła falę komentarzy), aby legalnie zabezpieczyć współmałżonków. Im jestem starsza, tym większe mam przekonanie, że instytucja małżeństwa nie jest bynajmniej "passe". Uważam również ... i tu pewnie odezwą się kolejne głosy krytyki, że szczególnie kobieta powinna naciskać na legalizację związku, ponieważ jest to dla jej bezpieczeństwa. Przykład - dziewczyna ode mnie z pracy miała partnera z którym miała dziecko (a więc zgodnie z przyjętą w tym wątku nomenklaturą powstała "rodzina") po czym ten wyprowadził się z domu, ponieważ inna "atrakcyjniejsza" kobieta z nim zaciążyła ... Wyprowadził się z dnia na dzień, bo czemu nie. Procedura rozstania polegała na spakowaniu walizki i zapewnieniu "byłej współmałżonki" o gotowości pokrycia kosztów psychologa.
Z tego co wiem, zasądzono jakieś śmieszne alimenty na dziecko (koło 400 zł), natomiast ona nie ma prawa do żadnych alimentów dla siebie, które pewnie otrzymałaby gdyby w trakcie procesu rozwodowego orzeczono rozwód z winy męża. Ze wspólnych rzeczy, które mieli zostało jej mieszkanie na kredyt, który teraz sama spłaca. Na szczęście jest dość zamożna, ale powiedziała że ją to niestety finansowo mocno "boli" i sama przyznała, że gdyby była "żoną" legalną, to żądałaby alimentów na część spłaty kredytu.

Pewnie że małżeństwo nie gwarantuje miłości, ale mimo wszystko uważam że kobiety w szczególności powinny zadbać o swoje bezpieczeństwo. Podobała mi się myśl, którą kiedyś napisała jedna forumowiczka, że nie na darmo instrukcje bezpieczeństwa w samolotach każą najpierw założyć maskę tlenową sobie a potem dziecku. W pewnych aspektach życiowych, właśnie tak powinna postępować kobieta .....

12

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Hannah no właśnie ja w takim nie zalegalizowanym związku żyję tylko wiesz jedni potrafią się zabezpieczyć na wypadek czegoś inni nie,twoja znajoma widocznie się nie zabezpieczyła wink

13

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Mąż to nie rodzina big_smile To obcy czlowiek, który pod wpływem hormonów, feromonów i instynktu zachowania gatunku, staje nam się w pewnym momencie najbliższym człowiekiem na świecie.To samo dotyczy płci przeciwnej.Ale dzieci, to już rodzina.Takie jest życie.Podobnie teściowie, dla partnerów to nie rodzina, dla dzieci dziadkowie.

14

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Lena812
w jaki sposób skutecznie się w takim razie zabezpieczyć?

15

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

U notariusza?
Powiedzmy ze na wypadek smierci partnera polisy rożne?
Wiadomo to zalezy kto jakimi pieniedzmi dysponuje
w naszym przypadku wszystko rozgrywa sie o spore pieniadze,są dzieci wiec mimowolnie człowiek dąży do tego aby sie zabezpieczyc

16

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Lena

no tak, ale ja rozumiem że polisa zabezpieczy na wypadek śmierci partnera - to też słuszne i w małżeństwie. A odejście faceta w sensie "rozwodu" - tak jak w przypadku mojej koleżanki, odszedł i zostawił ją z kredytem. Miała do wyboru sprzedać ich wspólne mieszkanie i wyprowadzić się do matki, albo przejąć mieszkanie wraz z kredytem. Czy sugerujesz, że można u notariusza zobowiązać kogoś do płacenia alimentów po rozstaniu?

17 Ostatnio edytowany przez marioosh666 (2014-01-17 23:01:08)

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
lena812 napisał/a:
marioosh666  napisał/a:

Jak żona ciężko zachoruje to facet się czuje bardziej zobowiązany zająć się nią niż, kiedy to samo spotka partnerkę.

nie sądzę że tak jest smile
znam mnóstwo ludzi którzy żyją bez ślubu,spotkały niektórych różne nieszczęścia,ale nigdzie nie widziałąm różnicy aby się mniej wspierali tylko dlatego że papierek ich nie łączy

Nie chodzi o papierek, ale o pewną deklarację (przysięgę) składaną zazwyczaj w obecności wielu świadków. W tym najbliższej rodziny. Na faceta takie coś działa. Poza tym w razie nieszczęścia znajdzie się wielu doradców, którzy powiedzą coś w stylu: Po co będziesz sobie życie marnował... Znajdziesz zdrową! Mam zdecydowanie liberalne poglądy, ale uważam, że jak się jest pewnym tej drugiej osoby to warto wziąć ślub nawet bez wesela, gości i tego całego zamieszania, czyli zainteresowani + minimalna wymagana liczba świadków, żeby przypięczętować podjętą decyzję i iść dalej smile

@Hannah99, zgadzam się w pełni. Odejść tak czy inaczej można. Po ślubie dużo rozważniej podejmuje się taką decyzję.

lena812 napisał/a:

U notariusza?
Powiedzmy ze na wypadek smierci partnera polisy rożne?
Wiadomo to zalezy kto jakimi pieniedzmi dysponuje
w naszym przypadku wszystko rozgrywa sie o spore pieniadze,są dzieci wiec mimowolnie człowiek dąży do tego aby sie zabezpieczyc

Prawo zazwyczaj posiada korzystniejsze regulacje dla małżeństw. Przynajmniej polskie i większości krajów w których zgłębiałem temat. Różnica jest np.: taka, że małżonek po otrzymaniu spadku nie zapłaci podatku lub zapłaci możliwie najniższy, a partner zapłaci najwyższy jako osoba niespokrewniona.

Hannah99 napisał/a:

Czy sugerujesz, że można u notariusza zobowiązać kogoś do płacenia alimentów po rozstaniu?

Teoretycznie można takie coś zapisać. Kwestia zdefiniowania związku i rozstania. Związek małżeński to tak naprawdę spółka cywilna wink

18

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Hannah nie wiem jak z alimentami jest,wiem natomiast ze jest tak ze nawet jak jest sie w zwiazku formalnym to nie zawsze sie je dostanie

19

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Moim zdaniem Rodzinę można zdefiniować jako wzajemną emocjonalną wolę/zaangażowanie/motywację do jej tworzenia z powzięciem odpowiedzialności w pełnieniu charakterystycznych dla niej ról:matki,ojca,męża,żony,partnera,partnerki.Niekonieczny jest do tego papier.

20

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
Julia UK napisał/a:

Gdyby ten aktor nie miał dzieci to można by było mówić, że nie tworzył rodziny z kobietą. Jednak mając dzieci tworzyli rodzinę!)

Aha.
To znaczy ze moj ojciec ktory nie mial ze mna kontaktu przez 20 lat tez jest moja rodzina? W koncu mial dziecko z kobieta,nie?
Rodzina to wspolnie spedzony czas, niezaleznie od statusu prawnego.
Kto jest rodzina? Ten kto splodzil czy ten kto czas poswiecil I wychowal?

21 Ostatnio edytowany przez słonecznik30 (2014-01-18 01:03:59)

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
Jaguar napisał/a:
Julia UK napisał/a:

Gdyby ten aktor nie miał dzieci to można by było mówić, że nie tworzył rodziny z kobietą. Jednak mając dzieci tworzyli rodzinę!)

Aha.
To znaczy ze moj ojciec ktory nie mial ze mna kontaktu przez 20 lat tez jest moja rodzina? W koncu mial dziecko z kobieta,nie?
Rodzina to wspolnie spedzony czas, niezaleznie od statusu prawnego.
Kto jest rodzina? Ten kto splodzil czy ten kto czas poswiecil I wychowal?

Tak jak ujęłam wyżej:)Ten kto wychował:) ten kto jest nam bliski-wieloletni przyjaciele,też należą do rodziny bez dwóch zdań:)

22

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

A ja zadam jeszcze jedno pytanie, wytłumaczcie mi dlaczego niektórzy z uporem maniaka , nie chcą zalegalizować swojego związku? Skoro i tak żyją ze sobą.Po co komplikować sobie życie różnymi rzekomymi zabezpieczeniami itd.Zawarcie małżeństwa, ślub, naprawdę nie boli, a wręcz przeciwnie, jest to chwila podniosła, uroczysta, przysięga jest piękna, no i tak jak napisała Hannah i Mario, to nie jest tylko papierek.Denerwujące jest to, jak konkubenci walczą z państwem, żeby ułatwiło im życie w konkubinacie, domagając się dla siebie praw, które normalnie mieli by zawierając małżeństwo. No proszę was...A co do tego aktora, to po prostu dupek bez uczuć i poczucia jakiegokolwiek obowiązku choćby wobec dzieci.

23

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

zbytdelikatna ja do takiego życia już się przyzwyczaiłam,po tylu latach żyjemy i tak  jak mąż i żona,każde z nas  jest zabezpieczone jakoś na wypadek gdybyśmy sie rozeszli
ten papierek bo papierek faktycznie przydałby się tylko dlatego żeby mieć prościej w życiu czyli głownie w sprawach urzędowych
nie walczę z panstwem o jakieś przywileje dla mnie z racji  życia  w konkubinacie

24

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
lena812 napisał/a:

Hannah nie wiem jak z alimentami jest,wiem natomiast ze jest tak ze nawet jak jest sie w zwiazku formalnym to nie zawsze sie je dostanie

Za to w związku nieformalnym nigdy nie dostaniesz sad Przynajmniej jest pewność... Ewentualne alimenty nie są jedyną różnicą.

zbytdelikatna napisał/a:

Zawarcie małżeństwa, ślub, naprawdę nie boli, a wręcz przeciwnie, jest to chwila podniosła, uroczysta, przysięga jest piękna, no i tak jak napisała Hannah i Mario, to nie jest tylko papierek.

Niektórzy nie chcą tego całego zamieszania związanego z księdzem, weselem, rodziną itp., ale tego nie musi być, bo można - jechać na Dominikanę albo w inne fajne miejsce, wziąć czterech świadków z ulicy, urzędnika, a po wszystkim zostać tam miesiąc i od razu popracować nad dzidziusiem wink Różne są pomysłu. Mi bliżej do tej drugiej niż do pierwsze smile

zbytdelikatna napisał/a:

Denerwujące jest to, jak konkubenci walczą z państwem, żeby ułatwiło im życie w konkubinacie, domagając się dla siebie praw, które normalnie mieli by zawierając małżeństwo. No proszę was...

Mam liberalne poglądy, popieram Twój Ruch, ale dla mnie to też przegięcie. Dużo ludzi żyje w konkubinacie i trzeba im ułatwiać życie, a nie utrudniać, ale rozwiązując problemy z którymi borykają się na co dzień, a nie tworząc kalkę małżeństwa. Chodzi o to, żeby był wybór. Jak dla mnie to samo nazwisko dla partnerów jako możliwość to już przegięcie. To powinno iść w kierunku umowy.

lena812 napisał/a:

zbytdelikatna ja do takiego życia już się przyzwyczaiłam,po tylu latach żyjemy i tak  jak mąż i żona,każde z nas  jest zabezpieczone jakoś na wypadek gdybyśmy sie rozeszli
ten papierek bo papierek faktycznie przydałby się tylko dlatego żeby mieć prościej w życiu czyli głownie w sprawach urzędowych
nie walczę z panstwem o jakieś przywileje dla mnie z racji  życia  w konkubinacie

Dlaczego, tak naprawdę, nie zdecydowałaś się jeszcze na ślub skoro to tylko papierek i byłoby proście w życiu? Co Cię trzyma? Jak na razie widzę tylko szybką możliwość odejścia od partnera jako argument...

25

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

marioosh666 za daleko mam do księdza big_smile prawda jest taka że jak się na początku nie wzięło to potem się nie chce
po za tym ja jestem za ślubem cywilnym,mój partner za kościelnym...a ja do kościoła nie chodzę,jestem powiedzmy niepraktykująca
więc co mam iść do tego kościoła żeby tylko wyklepać za księdzem słowa przysięgi? aby mieć czyste sumienie że ten ślub w koncu wzięłam?

co do alimentów,a ile żona może dostać?
właśnie mam przykład wśród znajomych on zarabia tysiace,sąd na dzieci przyznał tylko po 500 zł a żonie 150 zł

u mnie na szczęście nie ma kredytów,itp więc nie bedzie szarpania kto ma spłacać długi

wracając do tematu,jesteśmy rodziną mimo że ślubu nie mamy

26

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Odpowiadając od razu na tytuł wątku - tak, aktor który miał dzieci z inną kobietą, mimo że bez ślubu - to rodzina. Rodzinę tworzą co najmniej 3 osoby, rodzice, a w tym, dziecko lub dzieci. Natomiast nie musi to być małżeństwo. zazwyczaj takie rodziny żyją w konkubinacie, częściej - w kohabitacji (dzielą ze sobą gospodarstwo domowe, mieszkają razem).
Drażnią mnie takie wypowiedzi, że skoro nie była moją żoną, to mogę ją zostawić dla innej w każdej chwili, żadnych zobowiązań! Małżeństwo daje przywileje, daje prawny status, ale co z tego?? przecież najwazniejsze są uczucia, przywiązanie, więzi rodzinne, które ludzi łączą. Wobec tego, idąc tym tokiem myślenia, papierek wiąże ludzi "niewidzialną wstęgą" na długie lata, tworząc rodzinę. Co za głupota......

27

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

gabryśka masz rację to właśnie o więzi chodzi,uczucia itp

28

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

A gdzie jest zapisane, że rodzinę tworzą 3 osoby? Gdy bierze się ślub np. w USC, dokładnie po "potwierdzeniu" przysięgi, urzędnik ogłasza parę rodziną właśnie.

29

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
lena812 napisał/a:

marioosh666 za daleko mam do księdza big_smile

Przeczytałem kilka Twoich wypowiedzi, inne mi się przypomniały, więc mam tylko jedno konkretne pytanie - Czy chcesz, żeby ksiądz udzielił Ci ostatniego namaszczenia w razie potrzeby i był obecny na Twoim pogrzebie?

lena812 napisał/a:

co do alimentów,a ile żona może dostać?
właśnie mam przykład wśród znajomych on zarabia tysiace,sąd na dzieci przyznał tylko po 500 zł a żonie 150 zł

Sprawa jest indywidualna i to Sąd wycenia stratę za każdym razem. Zależy jak się rozkładają dochody małżonków i ile druga strona straciła na rozwodzie. Żona, która nie pracowała, opiekowania się dziećmi, zajmowała domem, żeby mąż mógł spokojnie zrobić karierę i zarabiać w dniu rozwodu kilka średnich krajowych z pewnością dostanie więcej niż żona, która pracowała i zarabiała na równi z mężem, a dziećmi zajmowali się po równo. Partnerka nic nie dostanie sad Jak mieszkała u niego to ją wyrzuci i nie będzie miała żadnych praw.

Gabryska88 napisał/a:

Drażnią mnie takie wypowiedzi, że skoro nie była moją żoną, to mogę ją zostawić dla innej w każdej chwili, żadnych zobowiązań! Małżeństwo daje przywileje, daje prawny status, ale co z tego?? przecież najwazniejsze są uczucia, przywiązanie, więzi rodzinne, które ludzi łączą. Wobec tego, idąc tym tokiem myślenia, papierek wiąże ludzi "niewidzialną wstęgą" na długie lata, tworząc rodzinę. Co za głupota......

Jak dla mnie to nie papierek, ale przysięga złożona w obecności świadków wiąże ludzi, ale nie o to chodzi. Ludzie podejmują decyzję w oparciu o emocję i logikę. Jeżeli między jednym, a drugim jest konflikt to decydują emocje, a one się zmieniają. W przypadku poważnych problemów czy lepszej oferty wink dużo łatwiej zostawić konkubinę niż żonę. A to czy coś jej się należy również zależy tylko od nas, bo świadków nie było...

30

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
marioosh666 napisał/a:

Jak mieszkała u niego to ją wyrzuci i nie będzie miała żadnych praw.

Dla ścisłości: żonę też może wyrzucić, jeśli mieszkała w jego domu.

31

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
Catwoman napisał/a:
marioosh666 napisał/a:

Jak mieszkała u niego to ją wyrzuci i nie będzie miała żadnych praw.

Dla ścisłości: żonę też może wyrzucić, jeśli mieszkała w jego domu.

Generalnie - tak, masz rację. Jeżeli dom był jego przed ślubem to może ją wyrzucić praktycznie od razu, ale jak np.: wziął kredyt, a po ślubie go spłacał nawet ze swojej pensji to już jest punkt zaczepienia (o ile nie mieli rozdzielności). Taka żona może jeszcze coś wyciągnąć, uzyskać, wynegocjować itp., a partnerka może tylko się spakować i wyprowadzić.

32

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Zatem, jeśli liczą się więzi, czemu tak ludzie dążą do zalegalizowania związków ?

33

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
Catwoman napisał/a:

Zatem, jeśli liczą się więzi, czemu tak ludzie dążą do zalegalizowania związków ?

Z różnych względów. Niektórzy chcą choć raz w życiu stać na środku i być najważniejszymi osobami na świecie wink Innym chodzi o przywiązanie do siebie drugiej osoby czy zabezpieczenie siebie i dzieci.

Odpowiem za siebie - uważam, że ślub to taki rytuał przejścia po którym z JA robi się MY, zaczyna się realizować wspólne cele, plany i marzenia, które powinny pojawić się w głowach już przed ślubem, człowiek się deklaruje i daje wyraz swoich uczuć. Partner to brzmi dumnie, ale z założenia jest tymczasowe. Z partnerem można zdobyć górski szczyt, a nie iść przez życie...

34

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

A czemu nie? wink

35

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
Catwoman napisał/a:

A czemu nie? wink

Przy tym typie relacji razem idzie się dopóki to wygodne i użyteczne. Więzi się rozpuszczają, a jeden z partnerów zazwyczaj dochodzi do wniosku, że nigdy ich nie było... Drugi nie może się z tym pogodzić. Tak to wygląda. W ślubie najważniejsza jest deklaracja, którą się składa drugiej osobie i sobie, a nie sam papierek.

36 Ostatnio edytowany przez paulo71 (2014-01-18 16:33:38)

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
Hannah99 napisał/a:

A ja uważam, że rodzina to istotnie jest dopiero układ kobieta i mężczyzna i ich dzieci. Aczkolwiek uważam również, że instytucja małżeństwa jest po to (co zaraz pewnie wywoła falę komentarzy), aby legalnie zabezpieczyć współmałżonków. Im jestem starsza, tym większe mam przekonanie, że instytucja małżeństwa nie jest bynajmniej "passe". Uważam również ... i tu pewnie odezwą się kolejne głosy krytyki, że szczególnie kobieta powinna naciskać na legalizację związku, ponieważ jest to dla jej bezpieczeństwa. Przykład - dziewczyna ode mnie z pracy miała partnera z którym miała dziecko (a więc zgodnie z przyjętą w tym wątku nomenklaturą powstała "rodzina") po czym ten wyprowadził się z domu, ponieważ inna "atrakcyjniejsza" kobieta z nim zaciążyła ... Wyprowadził się z dnia na dzień, bo czemu nie. Procedura rozstania polegała na spakowaniu walizki i zapewnieniu "byłej współmałżonki" o gotowości pokrycia kosztów psychologa.
Z tego co wiem, zasądzono jakieś śmieszne alimenty na dziecko (koło 400 zł), natomiast ona nie ma prawa do żadnych alimentów dla siebie, które pewnie otrzymałaby gdyby w trakcie procesu rozwodowego orzeczono rozwód z winy męża. Ze wspólnych rzeczy, które mieli zostało jej mieszkanie na kredyt, który teraz sama spłaca. Na szczęście jest dość zamożna, ale powiedziała że ją to niestety finansowo mocno "boli" i sama przyznała, że gdyby była "żoną" legalną, to żądałaby alimentów na część spłaty kredytu.

Pewnie że małżeństwo nie gwarantuje miłości, ale mimo wszystko uważam że kobiety w szczególności powinny zadbać o swoje bezpieczeństwo. Podobała mi się myśl, którą kiedyś napisała jedna forumowiczka, że nie na darmo instrukcje bezpieczeństwa w samolotach każą najpierw założyć maskę tlenową sobie a potem dziecku. W pewnych aspektach życiowych, właśnie tak powinna postępować kobieta .....

Ja mam wrażenie, że tu dużo zołz jest na tej stronie.
Tylko o kasie, alimentach na dziecko i siebie.
A do roboty baby sie wziąść a nie liczyć na cudze pieniądze.
A na dziecko to obydwoje są zobowiązani tyle samo łożyć i to bez k.. .wyjatków.
400 zł na dziecko to mało, może k... 4000 zł, wtedy by wam sie w dupach pomieszało.
Na siebie alimenty bo mąż odszedł, przecież to większości wasza wina, to wy płaćcie facetowi.
ALimenty na byłego małżonka przypadają bardzo ewentualnych okolicznościach. A nie, wezmę rozwód i alimenty żądać.
Wkurzają mnie takie  laski piszące tylko o kasie , typowe ZOŁZY.
Później sie dziwią , że faceci nie chcą sie wiązać jakimiś papierkami.

37

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
paulo71 napisał/a:

A do roboty baby sie wziąść a nie liczyć na cudze pieniądze.

Sytuacje są różne. Czasem baba poświęciła swoją karierę, żeby chłop spokojnie mógł się rozwijać i pieniądze zarabiać. Jeżeli porównamy małżeństwo do spółki to nie ma żadnego powodu, żeby pozbawiać jej udziału w zyskach i traktować pieniądze, które on zarobił jako cudze...

paulo71 napisał/a:

Na siebie alimenty bo mąż odszedł, przecież to większości wasza wina, to wy płaćcie facetowi.
ALimenty na byłego małżonka przypadają bardzo ewentualnych okolicznościach. A nie, wezmę rozwód i alimenty żądać.

Oczywiście, że są ograniczenia. Jak facet, którego charakterystykę opisałem wyżej zostawił rodzinę (żonę z dziećmi) to powinien płacić alimenty albo się dogadać z żoną. Niektórzy o tym nie wiedzą i potrzebny im sąd...

paulo71 napisał/a:

Wkurzają mnie takie  laski piszące tylko o kasie , typowe ZOŁZY.
Później sie dziwią , że faceci nie chcą sie wiązać jakimiś papierkami.

A ja się nie dziwię. Facet po 40., który zostawia żonę w podobnym wieku z dwójką dzieci jest w dużo lepszej sytuacji niż ona. Dla faceta ślub jest dużo mniejszą korzyścią, więc opór jest zrozumiały.

38

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
Gabryska88 napisał/a:

Odpowiadając od razu na tytuł wątku - tak, aktor który miał dzieci z inną kobietą, mimo że bez ślubu - to rodzina. Rodzinę tworzą co najmniej 3 osoby, rodzice, a w tym, dziecko lub dzieci. Natomiast nie musi to być małżeństwo. zazwyczaj takie rodziny żyją w konkubinacie, częściej - w kohabitacji (dzielą ze sobą gospodarstwo domowe, mieszkają razem).
Drażnią mnie takie wypowiedzi, że skoro nie była moją żoną, to mogę ją zostawić dla innej w każdej chwili, żadnych zobowiązań! Małżeństwo daje przywileje, daje prawny status, ale co z tego?? przecież najwazniejsze są uczucia, przywiązanie, więzi rodzinne, które ludzi łączą. Wobec tego, idąc tym tokiem myślenia, papierek wiąże ludzi "niewidzialną wstęgą" na długie lata, tworząc rodzinę. Co za głupota......

A czy małżeństwo z 20-letnim stażem, bezdzietne z powodu swojej niepołodoności (albo i zachcianki) to rodzina czy nie?

39

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Marioosh666 to że ludzie się rozchodzą to nie znaczy, że kobieta ma otrzymywać alimenty na siebie. Oczywiście w szczególnych wypadkach tak jak oczywiście faceta na to stać.
Bo np. jak on raptownie zarabia 2000 zł z tego zapłaci alimenty na dzieci np. 600 żł to zostaju mu 1400 zł to jeszcze może na żonkę (zdrową łanię) 600 to mu zostaje 800 zł i on ma przeżyć.
To w tym momencie kto tu się staje pokrzywdzony. A ona pracuje i zarabia np. 1400 zł. i teraz policzmy. 1400 + 600+600= 2600 a on za 800.
Dlatego jestem przeciw płaceniu alimentów na żony, bo one większości są winne rozpadu małżeństwa. Alimenty mogą być płacone naprawdę trudnej sytuacji małżonki.
ALe jak zauważyłem z piszący to osoby zdrowe, pełne możliwości pracy zawodowej.
Powiem tak, kiedyś przypadkowo przysłuchiwałem się że facet właśnie płaci alimenty na  żonę w wysokości 4000 zł (prawdopodobnie miał firmę), ale tylko powiedziałem jedno, dołożyłbym 40000 na odstrzelenie takiej. (bo zdrowa zołza). Tańsza wychodzi prostytutka na utrzymaniu niż była żona a czasami nawet żona.
Zasłanianie się , ze ona się poświęciła to nie wymówka, sama mogła sie  poświęcać karierze a nie tylko w garach siedzieć. Ma prawo wyboru.

40

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
paulo71 napisał/a:
Hannah99 napisał/a:

A ja uważam, że rodzina to istotnie jest dopiero układ kobieta i mężczyzna i ich dzieci. Aczkolwiek uważam również, że instytucja małżeństwa jest po to (co zaraz pewnie wywoła falę komentarzy), aby legalnie zabezpieczyć współmałżonków. Im jestem starsza, tym większe mam przekonanie, że instytucja małżeństwa nie jest bynajmniej "passe". Uważam również ... i tu pewnie odezwą się kolejne głosy krytyki, że szczególnie kobieta powinna naciskać na legalizację związku, ponieważ jest to dla jej bezpieczeństwa. Przykład - dziewczyna ode mnie z pracy miała partnera z którym miała dziecko (a więc zgodnie z przyjętą w tym wątku nomenklaturą powstała "rodzina") po czym ten wyprowadził się z domu, ponieważ inna "atrakcyjniejsza" kobieta z nim zaciążyła ... Wyprowadził się z dnia na dzień, bo czemu nie. Procedura rozstania polegała na spakowaniu walizki i zapewnieniu "byłej współmałżonki" o gotowości pokrycia kosztów psychologa.
Z tego co wiem, zasądzono jakieś śmieszne alimenty na dziecko (koło 400 zł), natomiast ona nie ma prawa do żadnych alimentów dla siebie, które pewnie otrzymałaby gdyby w trakcie procesu rozwodowego orzeczono rozwód z winy męża. Ze wspólnych rzeczy, które mieli zostało jej mieszkanie na kredyt, który teraz sama spłaca. Na szczęście jest dość zamożna, ale powiedziała że ją to niestety finansowo mocno "boli" i sama przyznała, że gdyby była "żoną" legalną, to żądałaby alimentów na część spłaty kredytu.

Pewnie że małżeństwo nie gwarantuje miłości, ale mimo wszystko uważam że kobiety w szczególności powinny zadbać o swoje bezpieczeństwo. Podobała mi się myśl, którą kiedyś napisała jedna forumowiczka, że nie na darmo instrukcje bezpieczeństwa w samolotach każą najpierw założyć maskę tlenową sobie a potem dziecku. W pewnych aspektach życiowych, właśnie tak powinna postępować kobieta .....

Ja mam wrażenie, że tu dużo zołz jest na tej stronie.
Tylko o kasie, alimentach na dziecko i siebie.
A do roboty baby sie wziąść a nie liczyć na cudze pieniądze.
A na dziecko to obydwoje są zobowiązani tyle samo łożyć i to bez k.. .wyjatków.
400 zł na dziecko to mało, może k... 4000 zł, wtedy by wam sie w dupach pomieszało.
Na siebie alimenty bo mąż odszedł, przecież to większości wasza wina, to wy płaćcie facetowi.
ALimenty na byłego małżonka przypadają bardzo ewentualnych okolicznościach. A nie, wezmę rozwód i alimenty żądać.
Wkurzają mnie takie  laski piszące tylko o kasie , typowe ZOŁZY.
Później sie dziwią , że faceci nie chcą sie wiązać jakimiś papierkami.

Takie zołzy a jednak pierwsze obraźliwe określenia w tym temacie padły z Twoich ust, a nie tych podłych kobiet smile

Widzisz odpowiedzialność to oręż obosieczny. Jeśli mężczyzna uzyska rozwód z winy żony, to on w razie niezdolności do pracy dostanie alimenty. Jeśli on podejmie się całodobowej opieki nad dziećmi, to kobieta będzie płacić alimenty. Jeśli był idealnym mężem, to nie ma ryzyka rozwodu z jego winy, więc on sam alimenty da tylko na dzieci. I teraz pytanie - petarda: dlaczego mężczyzna ma żałować kilkuset złotych na życie WŁASNEGO DZIECKA? Przecież to krew z jego krwi. Każdy rozsądny człowiek wie, że w obecnych czasach 400 zł to troszkę za mało na pokrycie połowy kosztów utrzymania dziecka. Dla opornych mała kalkulacja z wydatkami uśrednionymi do 1 m-ca: obiady w szkole 100 zł, czynsz za mieszkanie 150 zł, jedzenie 500 zł, kosmetyki 20 zł, ubrania 100 zł, inne wydatki związane ze szkołą (książki, wyjścia do teatrów, klasowe, komitet rodzicelski, kapcie na zmianę, strój na w-f) 100 zł, jakieś życie rozrywkowe w rodzaju kino, zabawki, gazetki, łyżwy, rower 100 zł. To daje około 1000 zł, a przedstawiony rys finansowy jest budżetowy, bo nie uwzględnia produktów "luksusowych" takich jak wyjazd na wycieczkę, zajęcia dodatkowe, lepszej jakości jedzenie, kieszonkowe, że nie wspomne o tym, że czasem mieszkanie się wynajmuje a nie posiada własne...


Jeżeli o moje zdanie chodzi to rodzina zaczyna się w momencie zawarcia małżeństwa. Nie potępiam i nie dyskryminuję związków nieformalnych. Piszę tylko o swoich odczuciach.

41

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

paulo71 gdyby zależało mi na alimentach,albo rencie po mężu to bym go siłą przed ołtarz zaciągnęła żeby tylko mieć jak najwięcej korzyści
mi na tym nie zależy,
w przypadku rozstania ważne aby łożył na nasze dzieci,na mnie nie musi

42

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
lanjelin napisał/a:
paulo71 napisał/a:
Hannah99 napisał/a:

A ja uważam, że rodzina to istotnie jest dopiero układ kobieta i mężczyzna i ich dzieci. Aczkolwiek uważam również, że instytucja małżeństwa jest po to (co zaraz pewnie wywoła falę komentarzy), aby legalnie zabezpieczyć współmałżonków. Im jestem starsza, tym większe mam przekonanie, że instytucja małżeństwa nie jest bynajmniej "passe". Uważam również ... i tu pewnie odezwą się kolejne głosy krytyki, że szczególnie kobieta powinna naciskać na legalizację związku, ponieważ jest to dla jej bezpieczeństwa. Przykład - dziewczyna ode mnie z pracy miała partnera z którym miała dziecko (a więc zgodnie z przyjętą w tym wątku nomenklaturą powstała "rodzina") po czym ten wyprowadził się z domu, ponieważ inna "atrakcyjniejsza" kobieta z nim zaciążyła ... Wyprowadził się z dnia na dzień, bo czemu nie. Procedura rozstania polegała na spakowaniu walizki i zapewnieniu "byłej współmałżonki" o gotowości pokrycia kosztów psychologa.
Z tego co wiem, zasądzono jakieś śmieszne alimenty na dziecko (koło 400 zł), natomiast ona nie ma prawa do żadnych alimentów dla siebie, które pewnie otrzymałaby gdyby w trakcie procesu rozwodowego orzeczono rozwód z winy męża. Ze wspólnych rzeczy, które mieli zostało jej mieszkanie na kredyt, który teraz sama spłaca. Na szczęście jest dość zamożna, ale powiedziała że ją to niestety finansowo mocno "boli" i sama przyznała, że gdyby była "żoną" legalną, to żądałaby alimentów na część spłaty kredytu.

Pewnie że małżeństwo nie gwarantuje miłości, ale mimo wszystko uważam że kobiety w szczególności powinny zadbać o swoje bezpieczeństwo. Podobała mi się myśl, którą kiedyś napisała jedna forumowiczka, że nie na darmo instrukcje bezpieczeństwa w samolotach każą najpierw założyć maskę tlenową sobie a potem dziecku. W pewnych aspektach życiowych, właśnie tak powinna postępować kobieta .....

Ja mam wrażenie, że tu dużo zołz jest na tej stronie.
Tylko o kasie, alimentach na dziecko i siebie.
A do roboty baby sie wziąść a nie liczyć na cudze pieniądze.
A na dziecko to obydwoje są zobowiązani tyle samo łożyć i to bez k.. .wyjatków.
400 zł na dziecko to mało, może k... 4000 zł, wtedy by wam sie w dupach pomieszało.
Na siebie alimenty bo mąż odszedł, przecież to większości wasza wina, to wy płaćcie facetowi.
ALimenty na byłego małżonka przypadają bardzo ewentualnych okolicznościach. A nie, wezmę rozwód i alimenty żądać.
Wkurzają mnie takie  laski piszące tylko o kasie , typowe ZOŁZY.
Później sie dziwią , że faceci nie chcą sie wiązać jakimiś papierkami.

Takie zołzy a jednak pierwsze obraźliwe określenia w tym temacie padły z Twoich ust, a nie tych podłych kobiet smile

Widzisz odpowiedzialność to oręż obosieczny. Jeśli mężczyzna uzyska rozwód z winy żony, to on w razie niezdolności do pracy dostanie alimenty. Jeśli on podejmie się całodobowej opieki nad dziećmi, to kobieta będzie płacić alimenty. Jeśli był idealnym mężem, to nie ma ryzyka rozwodu z jego winy, więc on sam alimenty da tylko na dzieci. I teraz pytanie - petarda: dlaczego mężczyzna ma żałować kilkuset złotych na życie WŁASNEGO DZIECKA? Przecież to krew z jego krwi. Każdy rozsądny człowiek wie, że w obecnych czasach 400 zł to troszkę za mało na pokrycie połowy kosztów utrzymania dziecka. Dla opornych mała kalkulacja z wydatkami uśrednionymi do 1 m-ca: obiady w szkole 100 zł, czynsz za mieszkanie 150 zł, jedzenie 500 zł, kosmetyki 20 zł, ubrania 100 zł, inne wydatki związane ze szkołą (książki, wyjścia do teatrów, klasowe, komitet rodzicelski, kapcie na zmianę, strój na w-f) 100 zł, jakieś życie rozrywkowe w rodzaju kino, zabawki, gazetki, łyżwy, rower 100 zł. To daje około 1000 zł, a przedstawiony rys finansowy jest budżetowy, bo nie uwzględnia produktów "luksusowych" takich jak wyjazd na wycieczkę, zajęcia dodatkowe, lepszej jakości jedzenie, kieszonkowe, że nie wspomne o tym, że czasem mieszkanie się wynajmuje a nie posiada własne...


Jeżeli o moje zdanie chodzi to rodzina zaczyna się w momencie zawarcia małżeństwa. Nie potępiam i nie dyskryminuję związków nieformalnych. Piszę tylko o swoich odczuciach.

To co wypisane jest to bzdura. Więc, jeśli takie są koszty to matka czy ojciec wychowujący jest zobowiązany tyle samo łożyć, jak żąda 1000 to ona też ma wykładać 1000żl na dziecko.
Więc jak matka czy ojciec wychowujący zarabia 1300 zł to skąd może żądać 1000 zł jak sama tyle nie może dać.
A po drugie twoje wypisane koszty nie są zawsze i nie wszystkie!
400 zł na małe dziecko wystarczy bo łącznie jest 800 zł
I tu mi nie pisać o praniu czy gotowaniu.
Bo jak babie się nie chce , to niech ona płaci alimenty i bedzie problem miała z głowy.

43

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
paulo71 napisał/a:

Marioosh666 to że ludzie się rozchodzą to nie znaczy, że kobieta ma otrzymywać alimenty na siebie. Oczywiście w szczególnych wypadkach tak jak oczywiście faceta na to stać.

Chodzi o szczególne przypadki. Poza tym facet też może dostać alimenty od żony. Działa to w dwie strony i jest pewnym zabezpieczeniem.

paulo71 napisał/a:

Powiem tak, kiedyś przypadkowo przysłuchiwałem się że facet właśnie płaci alimenty na  żonę w wysokości 4000 zł (prawdopodobnie miał firmę), ale tylko powiedziałem jedno, dołożyłbym 40000 na odstrzelenie takiej. (bo zdrowa zołza).

A może facet sobie wszystko zsumował i płaci tyle na żonę i dzieci? Zresztą dochody też może mieć adekwatne. Takich alimentów nie zasądzają każdemu.

paulo71 napisał/a:

Tańsza wychodzi prostytutka na utrzymaniu niż była żona a czasami nawet żona.

Nie tylko prostytutka. Jak wynajmiesz mieszkanie jakiejś miłej i ładnej studentce to będziesz mógł ją odwiedzać, kiedy zechcesz, miło spędzać czas bez myślenia o tym ilu już miała tego dnia. Różnica jest taka, że jak nie zapłacisz za to mieszkanie któregoś miesiąca to ona odejdzie, a żona zostanie... Mam na myśli normalne i zdrowe relacje. Nie chodzi mi o małżeństwo dla pieniędzy itp.

paulo71 napisał/a:

Zasłanianie się , ze ona się poświęciła to nie wymówka, sama mogła sie  poświęcać karierze a nie tylko w garach siedzieć. Ma prawo wyboru.

A może im się nie opłaci, żeby ona pracowała? On pracuje dużo więcej niż 8 h, nie umie lub nie chce nic zrobić w domu, a mają kilkoro dzieci z którymi coś trzeba zrobić. Czasem jeszcze pomaga mężowi w sprawach zawodowych. Sytuacje są bardzo różne. Akurat wycenianie siedzenia w garach czy opieki nad dziećmi na równi z pracą zawodową ma sens.

44

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
lena812 napisał/a:

paulo71 gdyby zależało mi na alimentach,albo rencie po mężu to bym go siłą przed ołtarz zaciągnęła żeby tylko mieć jak najwięcej korzyści
mi na tym nie zależy,
w przypadku rozstania ważne aby łożył na nasze dzieci,na mnie nie musi

Byś się żdziwiła ile to bab prowadzi do ołtarza aby później mieć alimenty, dlatego takie nazywam baby i zołzy.
Moja była też tak chciała mnie załatwić, ale przegrała. Kosztowało mnie to 2 lata nerwów i udawadniania w tym k... a chorym Sądzie jaka jest prawda.

45

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

mariosh666 sytuacje są różne, i sie zgodzę. ale nie w przypadku dawania zdrowej babie pieniędzy.
A co do żon to są różne, też sie puszczają jak pszczoły do miodu. Już nie jedną miałem propozycję od mężatki jaka ona biedna, bo mąż ją zaniedbuje, czuje się samotna. ble ble. Mąż zasuwa a jej się nie chce i szuka wrażeń, a jak facet się dowie, to facet zły, alimenty ona chce. Kule w łeb dać a nie alimenty. A sądy są stronnicze. Facet zawsze ma tam prze.....e.

46

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
paulo71 napisał/a:
lena812 napisał/a:

paulo71 gdyby zależało mi na alimentach,albo rencie po mężu to bym go siłą przed ołtarz zaciągnęła żeby tylko mieć jak najwięcej korzyści
mi na tym nie zależy,
w przypadku rozstania ważne aby łożył na nasze dzieci,na mnie nie musi

Byś się żdziwiła ile to bab prowadzi do ołtarza aby później mieć alimenty, dlatego takie nazywam baby i zołzy.
Moja była też tak chciała mnie załatwić, ale przegrała. Kosztowało mnie to 2 lata nerwów i udawadniania w tym k... a chorym Sądzie jaka jest prawda.

wiesz zależy po której stronie wina leży wink
a miałabym się szarpać o 200-300 zł dla siebie?
szkoda czasu i nerwów mimo tego że to też jakieś pieniądze

niektóre to są naprawdę wyrachowane
mam kolezankę też się rozeszła ze swoim,dostała 600 zł alimentów
po roku się zeszli ,są razem alimenty zasądzone dalej,tylko on nie płaci bo wiadomo są razem
ale niech za jakiś czas się znowu rozejdą i co wtedy? daję sobię rękę uciąć że ona poleci do sądu i powie że przez 3 lata jej nie płacił na dziecko
a tłumaczyłam mu zgłoś to że jesteście razem,albo rób przelew tylko dla świstka że niby dałeś jej tą kasę,nie rozumie
kiedyś zostanie on z długami i gołą du*ą bo 8 tysięcy które zarabia przelewa na jej konto a sam nie ma 5 zł na piwo

47

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
paulo71 napisał/a:

A co do żon to są różne, też sie puszczają jak pszczoły do miodu. Już nie jedną miałem propozycję od mężatki jaka ona biedna, bo mąż ją zaniedbuje, czuje się samotna. ble ble. Mąż zasuwa a jej się nie chce i szuka wrażeń, a jak facet się dowie, to facet zły, alimenty ona chce.

Jak facet coś takiego odkrywa to po pierwsze powinien zgromadzić mocne dowody na jej zdrady, a dopiero później mówić o rozwodzie. Do tego czasu musi wytrzymać i być miły. Po to natura dała nam rozum smile

paulo71 napisał/a:

Kule w łeb dać a nie alimenty. A sądy są stronnicze. Facet zawsze ma tam prze.....e.

Przy mocnych dowodach żaden sąd nie przyzna jej alimentów, a jeszcze koszty każe zapłacić.

lena812 napisał/a:

niektóre to są naprawdę wyrachowane

Spokojnie... Po drugiej stronie nie jest lepiej. Wielu facetów chce mieć żonę w domu, żeby było ugotowane, uprane, uprasowane, sprzątnięte itp., a na boku dyma ile wlezie. Jak ktoś jest głupi to nie jest szkoda. Wszystko w życiu jest po coś - wyciągająca kasę żona i zdradzający mąż (albo odwrotnie) też smile

48

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

marioosh666 wiem że faceci też nie są lepsi big_smile
przykład który podałam świadczy o wyrachowaniu jak i o głupocie
bo w tym układzie on jej kasę oddaje,zapierdziela jak wół a przyjdzie co do czego zostanie bez niczego,nawet bez dachu nad głową
bo kolezanka jest bardzo wyszkolona przez mamusię swoją do tego  rozwódkę big_smile

49

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
paulo71 napisał/a:
Hannah99 napisał/a:

A ja uważam, że rodzina to istotnie jest dopiero układ kobieta i mężczyzna i ich dzieci. Aczkolwiek uważam również, że instytucja małżeństwa jest po to (co zaraz pewnie wywoła falę komentarzy), aby legalnie zabezpieczyć współmałżonków. Im jestem starsza, tym większe mam przekonanie, że instytucja małżeństwa nie jest bynajmniej "passe". Uważam również ... i tu pewnie odezwą się kolejne głosy krytyki, że szczególnie kobieta powinna naciskać na legalizację związku, ponieważ jest to dla jej bezpieczeństwa. Przykład - dziewczyna ode mnie z pracy miała partnera z którym miała dziecko (a więc zgodnie z przyjętą w tym wątku nomenklaturą powstała "rodzina") po czym ten wyprowadził się z domu, ponieważ inna "atrakcyjniejsza" kobieta z nim zaciążyła ... Wyprowadził się z dnia na dzień, bo czemu nie. Procedura rozstania polegała na spakowaniu walizki i zapewnieniu "byłej współmałżonki" o gotowości pokrycia kosztów psychologa.
Z tego co wiem, zasądzono jakieś śmieszne alimenty na dziecko (koło 400 zł), natomiast ona nie ma prawa do żadnych alimentów dla siebie, które pewnie otrzymałaby gdyby w trakcie procesu rozwodowego orzeczono rozwód z winy męża. Ze wspólnych rzeczy, które mieli zostało jej mieszkanie na kredyt, który teraz sama spłaca. Na szczęście jest dość zamożna, ale powiedziała że ją to niestety finansowo mocno "boli" i sama przyznała, że gdyby była "żoną" legalną, to żądałaby alimentów na część spłaty kredytu.

Pewnie że małżeństwo nie gwarantuje miłości, ale mimo wszystko uważam że kobiety w szczególności powinny zadbać o swoje bezpieczeństwo. Podobała mi się myśl, którą kiedyś napisała jedna forumowiczka, że nie na darmo instrukcje bezpieczeństwa w samolotach każą najpierw założyć maskę tlenową sobie a potem dziecku. W pewnych aspektach życiowych, właśnie tak powinna postępować kobieta .....

Ja mam wrażenie, że tu dużo zołz jest na tej stronie.
Tylko o kasie, alimentach na dziecko i siebie.
A do roboty baby sie wziąść a nie liczyć na cudze pieniądze.
A na dziecko to obydwoje są zobowiązani tyle samo łożyć i to bez k.. .wyjatków.
400 zł na dziecko to mało, może k... 4000 zł, wtedy by wam sie w dupach pomieszało.
Na siebie alimenty bo mąż odszedł, przecież to większości wasza wina, to wy płaćcie facetowi.
ALimenty na byłego małżonka przypadają bardzo ewentualnych okolicznościach. A nie, wezmę rozwód i alimenty żądać.
Wkurzają mnie takie  laski piszące tylko o kasie , typowe ZOŁZY.
Później sie dziwią , że faceci nie chcą sie wiązać jakimiś papierkami.

Nie wkurzaj mnie koleś, ok?
A pranie brudnych gaci, obiadki i wychowywanie WSPÓLNYCH dzieci to mało? A ile to kobiet poświęciło swoje plany, marzenia (co uważam za głupotę ale mniejsza z tym) by mężuś mógł się rozwijać zawodowo?! Więc Twoim zdaniem po latach usługiwania "Panu" nie należy się pomoc finansowa, zwłaszcza gdy odchodzi z własnej winy?

50

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
Julia UK napisał/a:
paulo71 napisał/a:
Hannah99 napisał/a:

A ja uważam, że rodzina to istotnie jest dopiero układ kobieta i mężczyzna i ich dzieci. Aczkolwiek uważam również, że instytucja małżeństwa jest po to (co zaraz pewnie wywoła falę komentarzy), aby legalnie zabezpieczyć współmałżonków. Im jestem starsza, tym większe mam przekonanie, że instytucja małżeństwa nie jest bynajmniej "passe". Uważam również ... i tu pewnie odezwą się kolejne głosy krytyki, że szczególnie kobieta powinna naciskać na legalizację związku, ponieważ jest to dla jej bezpieczeństwa. Przykład - dziewczyna ode mnie z pracy miała partnera z którym miała dziecko (a więc zgodnie z przyjętą w tym wątku nomenklaturą powstała "rodzina") po czym ten wyprowadził się z domu, ponieważ inna "atrakcyjniejsza" kobieta z nim zaciążyła ... Wyprowadził się z dnia na dzień, bo czemu nie. Procedura rozstania polegała na spakowaniu walizki i zapewnieniu "byłej współmałżonki" o gotowości pokrycia kosztów psychologa.
Z tego co wiem, zasądzono jakieś śmieszne alimenty na dziecko (koło 400 zł), natomiast ona nie ma prawa do żadnych alimentów dla siebie, które pewnie otrzymałaby gdyby w trakcie procesu rozwodowego orzeczono rozwód z winy męża. Ze wspólnych rzeczy, które mieli zostało jej mieszkanie na kredyt, który teraz sama spłaca. Na szczęście jest dość zamożna, ale powiedziała że ją to niestety finansowo mocno "boli" i sama przyznała, że gdyby była "żoną" legalną, to żądałaby alimentów na część spłaty kredytu.

Pewnie że małżeństwo nie gwarantuje miłości, ale mimo wszystko uważam że kobiety w szczególności powinny zadbać o swoje bezpieczeństwo. Podobała mi się myśl, którą kiedyś napisała jedna forumowiczka, że nie na darmo instrukcje bezpieczeństwa w samolotach każą najpierw założyć maskę tlenową sobie a potem dziecku. W pewnych aspektach życiowych, właśnie tak powinna postępować kobieta .....

Ja mam wrażenie, że tu dużo zołz jest na tej stronie.
Tylko o kasie, alimentach na dziecko i siebie.
A do roboty baby sie wziąść a nie liczyć na cudze pieniądze.
A na dziecko to obydwoje są zobowiązani tyle samo łożyć i to bez k.. .wyjatków.
400 zł na dziecko to mało, może k... 4000 zł, wtedy by wam sie w dupach pomieszało.
Na siebie alimenty bo mąż odszedł, przecież to większości wasza wina, to wy płaćcie facetowi.
ALimenty na byłego małżonka przypadają bardzo ewentualnych okolicznościach. A nie, wezmę rozwód i alimenty żądać.
Wkurzają mnie takie  laski piszące tylko o kasie , typowe ZOŁZY.
Później sie dziwią , że faceci nie chcą sie wiązać jakimiś papierkami.

Nie wkurzaj mnie koleś, ok?
A pranie brudnych gaci, obiadki i wychowywanie WSPÓLNYCH dzieci to mało? A ile to kobiet poświęciło swoje plany, marzenia (co uważam za głupotę ale mniejsza z tym) by mężuś mógł się rozwijać zawodowo?! Więc Twoim zdaniem po latach usługiwania "Panu" nie należy się pomoc finansowa, zwłaszcza gdy odchodzi z własnej winy?

A z jakiej racji ma ci dawać kasę, a co to jest, firma ubezpieczeniowa. Mogło nie poświęcać swoich planów.
Rozumiem osobę, jak jest chora. Nigdy nie ma winy samego faceta.
Jak idzie na inne to znaczy że coś jest nie tak.
Alimenty na dzieci tak, na babę NIE, jedynie wyjątkowych sytuacjach.
A nie że jej sie pracować nie chce, tylko leżeć z tyłkiem i malować.
Macie równouprawnienia, więc do pracy a nie żerować.
Mogę cię bardzie wkurzyć jak chcesz.

51

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
paulo71 napisał/a:

A z jakiej racji ma ci dawać kasę, a co to jest, firma ubezpieczeniowa.

Spółka cywilna i udział w zysku wink

52

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
marioosh666 napisał/a:
paulo71 napisał/a:

A z jakiej racji ma ci dawać kasę, a co to jest, firma ubezpieczeniowa.

Spółka cywilna i udział w zysku wink

MOże być rozdzielność majątkowa.
Lepiej założyć spółke Z.o.o bardziej bezpieczna.

53

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
paulo71 napisał/a:

MOże być rozdzielność majątkowa.
Lepiej założyć spółke Z.o.o bardziej bezpieczna.

Szczerze mówiąc to nie wziąłbym ślubu bez rozdzielności majątkowej. Mógłbym zgodzić się na różne zobowiązania i ustępstwa, ale posiadanie własnych oszczędności (choćby minimalnych) i możliwość samodzielnego zaciągania zobowiązań to podstawa. Nie uważam tego za kwestię zaufania czy jego braku, ale coś czysto praktycznego np.: sprzedaż samochodu czy limit kredytowy bez podpisu żony.

54

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
paulo71 napisał/a:
lanjelin napisał/a:
paulo71 napisał/a:

Ja mam wrażenie, że tu dużo zołz jest na tej stronie.
Tylko o kasie, alimentach na dziecko i siebie.
A do roboty baby sie wziąść a nie liczyć na cudze pieniądze.
A na dziecko to obydwoje są zobowiązani tyle samo łożyć i to bez k.. .wyjatków.
400 zł na dziecko to mało, może k... 4000 zł, wtedy by wam sie w dupach pomieszało.
Na siebie alimenty bo mąż odszedł, przecież to większości wasza wina, to wy płaćcie facetowi.
ALimenty na byłego małżonka przypadają bardzo ewentualnych okolicznościach. A nie, wezmę rozwód i alimenty żądać.
Wkurzają mnie takie  laski piszące tylko o kasie , typowe ZOŁZY.
Później sie dziwią , że faceci nie chcą sie wiązać jakimiś papierkami.

Takie zołzy a jednak pierwsze obraźliwe określenia w tym temacie padły z Twoich ust, a nie tych podłych kobiet smile

Widzisz odpowiedzialność to oręż obosieczny. Jeśli mężczyzna uzyska rozwód z winy żony, to on w razie niezdolności do pracy dostanie alimenty. Jeśli on podejmie się całodobowej opieki nad dziećmi, to kobieta będzie płacić alimenty. Jeśli był idealnym mężem, to nie ma ryzyka rozwodu z jego winy, więc on sam alimenty da tylko na dzieci. I teraz pytanie - petarda: dlaczego mężczyzna ma żałować kilkuset złotych na życie WŁASNEGO DZIECKA? Przecież to krew z jego krwi. Każdy rozsądny człowiek wie, że w obecnych czasach 400 zł to troszkę za mało na pokrycie połowy kosztów utrzymania dziecka. Dla opornych mała kalkulacja z wydatkami uśrednionymi do 1 m-ca: obiady w szkole 100 zł, czynsz za mieszkanie 150 zł, jedzenie 500 zł, kosmetyki 20 zł, ubrania 100 zł, inne wydatki związane ze szkołą (książki, wyjścia do teatrów, klasowe, komitet rodzicelski, kapcie na zmianę, strój na w-f) 100 zł, jakieś życie rozrywkowe w rodzaju kino, zabawki, gazetki, łyżwy, rower 100 zł. To daje około 1000 zł, a przedstawiony rys finansowy jest budżetowy, bo nie uwzględnia produktów "luksusowych" takich jak wyjazd na wycieczkę, zajęcia dodatkowe, lepszej jakości jedzenie, kieszonkowe, że nie wspomne o tym, że czasem mieszkanie się wynajmuje a nie posiada własne...


Jeżeli o moje zdanie chodzi to rodzina zaczyna się w momencie zawarcia małżeństwa. Nie potępiam i nie dyskryminuję związków nieformalnych. Piszę tylko o swoich odczuciach.

To co wypisane jest to bzdura. Więc, jeśli takie są koszty to matka czy ojciec wychowujący jest zobowiązany tyle samo łożyć, jak żąda 1000 to ona też ma wykładać 1000żl na dziecko.
Więc jak matka czy ojciec wychowujący zarabia 1300 zł to skąd może żądać 1000 zł jak sama tyle nie może dać.
A po drugie twoje wypisane koszty nie są zawsze i nie wszystkie!
400 zł na małe dziecko wystarczy bo łącznie jest 800 zł
I tu mi nie pisać o praniu czy gotowaniu.
Bo jak babie się nie chce , to niech ona płaci alimenty i bedzie problem miała z głowy.

1. Napisałam przecież "Dla opornych mała kalkulacja z wydatkami uśrednionymi do 1 m-ca". Tzn. że w ciągu roku kupuje się dziecku 4 pary butów, 2 pary kapci, szaliki, czapki, kurtki, spodnie, bluzy, bluzki, podkoszulki. Jak całkowity koszt podzielisz na 12 m-cy to wyjdzie to 100 zł/m-c. Czy to naprawdę tak skomplikowane, że trzeba tłumaczyć jak krowie na rowie?

2. Napisałam również o POŁOWIE kosztów utrzymania dziecka: "Każdy rozsądny człowiek wie, że w obecnych czasach 400 zł to troszkę za mało na pokrycie połowy kosztów utrzymania dziecka." Jeżeli pi razy oko wychodzi przeszło tysiąc złotych w sumie to daje 2 x 500 zł.

I nie bądz taki cwaniak, bo choćby to że kobieta musi wrócić o 16:00 z pracy i zająć się dzieckiem sprawia, że żadne nadgodziny czy możliwość wzięcia dodatkowego etatu nie wchodzą w gre.

Kolejna sprawa - jak ci się tak nie podoba, że na swoje dzieci trzeba łożyć to nie rozmnażaj się smile Myślę, że będzie to z pożytkiem dla społeczeństwa a przy okazji sądy rodzinne nie będą przeciążone sprawami seryjnych rozwodników smile

55

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
paulo71 napisał/a:

Dlatego jestem przeciw płaceniu alimentów na żony, bo one większości są winne rozpadu małżeństwa. .

A skąd Ty takie dane posiadasz?

56

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Wracając do tematu to chyba cała ta dyskusja pokazała, że w naszych pięknych czasach nie można mówić o rodzinie ani w związku partnerskim, ani w małżeństwie. Przerażające, że w oczach tylu osób rodzina to przykra odpowiedzialność za drugą osobę plus nie daj Boże dzieci na które też trzeba łożyć. Dokąd ten świat zmierza... O tempora o mores!

Po co się wiązać skoro małżeństwo sprowadza się do pozostawiana furtek rozwodowych a ludzie robią kalkulacje dotyczące kto ile do związku wniósł i żeby przypadkiem za dużo nie wyniósł?

A szanownego pana Paulo serdecznie proszę o zaprzestanie używania epitetów w rodzaju "baba". Baby to siedzą w nosie.

57

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

A ja tak całkiem nie przypadkiem trafiłam na stronkę prawo.senior, na której to znalazłam następującą info:

"W znacznej większości przypadków powództwo o rozwód wnoszą kobiety, a wśród najczęstszych przyczyn rozpadu związków są: alkoholizm, zdrada lub trwały związek uczuciowy z inną osobą, brak zainteresowania rodziną oraz znęcanie się fizycznie."     ....

58

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
lanjelin napisał/a:
paulo71 napisał/a:
lanjelin napisał/a:

Takie zołzy a jednak pierwsze obraźliwe określenia w tym temacie padły z Twoich ust, a nie tych podłych kobiet smile

Widzisz odpowiedzialność to oręż obosieczny. Jeśli mężczyzna uzyska rozwód z winy żony, to on w razie niezdolności do pracy dostanie alimenty. Jeśli on podejmie się całodobowej opieki nad dziećmi, to kobieta będzie płacić alimenty. Jeśli był idealnym mężem, to nie ma ryzyka rozwodu z jego winy, więc on sam alimenty da tylko na dzieci. I teraz pytanie - petarda: dlaczego mężczyzna ma żałować kilkuset złotych na życie WŁASNEGO DZIECKA? Przecież to krew z jego krwi. Każdy rozsądny człowiek wie, że w obecnych czasach 400 zł to troszkę za mało na pokrycie połowy kosztów utrzymania dziecka. Dla opornych mała kalkulacja z wydatkami uśrednionymi do 1 m-ca: obiady w szkole 100 zł, czynsz za mieszkanie 150 zł, jedzenie 500 zł, kosmetyki 20 zł, ubrania 100 zł, inne wydatki związane ze szkołą (książki, wyjścia do teatrów, klasowe, komitet rodzicelski, kapcie na zmianę, strój na w-f) 100 zł, jakieś życie rozrywkowe w rodzaju kino, zabawki, gazetki, łyżwy, rower 100 zł. To daje około 1000 zł, a przedstawiony rys finansowy jest budżetowy, bo nie uwzględnia produktów "luksusowych" takich jak wyjazd na wycieczkę, zajęcia dodatkowe, lepszej jakości jedzenie, kieszonkowe, że nie wspomne o tym, że czasem mieszkanie się wynajmuje a nie posiada własne...


Jeżeli o moje zdanie chodzi to rodzina zaczyna się w momencie zawarcia małżeństwa. Nie potępiam i nie dyskryminuję związków nieformalnych. Piszę tylko o swoich odczuciach.

To co wypisane jest to bzdura. Więc, jeśli takie są koszty to matka czy ojciec wychowujący jest zobowiązany tyle samo łożyć, jak żąda 1000 to ona też ma wykładać 1000żl na dziecko.
Więc jak matka czy ojciec wychowujący zarabia 1300 zł to skąd może żądać 1000 zł jak sama tyle nie może dać.
A po drugie twoje wypisane koszty nie są zawsze i nie wszystkie!
400 zł na małe dziecko wystarczy bo łącznie jest 800 zł
I tu mi nie pisać o praniu czy gotowaniu.
Bo jak babie się nie chce , to niech ona płaci alimenty i bedzie problem miała z głowy.

1. Napisałam przecież "Dla opornych mała kalkulacja z wydatkami uśrednionymi do 1 m-ca". Tzn. że w ciągu roku kupuje się dziecku 4 pary butów, 2 pary kapci, szaliki, czapki, kurtki, spodnie, bluzy, bluzki, podkoszulki. Jak całkowity koszt podzielisz na 12 m-cy to wyjdzie to 100 zł/m-c. Czy to naprawdę tak skomplikowane, że trzeba tłumaczyć jak krowie na rowie?

2. Napisałam również o POŁOWIE kosztów utrzymania dziecka: "Każdy rozsądny człowiek wie, że w obecnych czasach 400 zł to troszkę za mało na pokrycie połowy kosztów utrzymania dziecka." Jeżeli pi razy oko wychodzi przeszło tysiąc złotych w sumie to daje 2 x 500 zł.

I nie bądz taki cwaniak, bo choćby to że kobieta musi wrócić o 16:00 z pracy i zająć się dzieckiem sprawia, że żadne nadgodziny czy możliwość wzięcia dodatkowego etatu nie wchodzą w gre.

Kolejna sprawa - jak ci się tak nie podoba, że na swoje dzieci trzeba łożyć to nie rozmnażaj się smile Myślę, że będzie to z pożytkiem dla społeczeństwa a przy okazji sądy rodzinne nie będą przeciążone sprawami seryjnych rozwodników smile

Ty mi nie tłumacz kobieto, bo wiem ile kosztuje wychowanie dziecka. Więc nie wyjeżdżaj mi z 1000 zł alimentów. 400 a max 500 zł to świat. Jeśli jest duże to rozumiem, że może trochę więcej ale nie 1000 zł. Dużo moich znajomych kobiet same stwierdzają, że 400 zł to wystarczy.
A jak chcesz wiedzieć to ja płacę na swoje jedno dziecko ponad 600 zł. Ile płaci II , tego nie wiem. Trzeci już przestał, raczej fundusz, bo już jest dorosła i pracuje.
A tekst o rozmnażaniu to weź sobie w buty wsadź, bo wy chcecie bardzo dzieci, a później rozwodu, bo wam się coś nie podoba. Może nad wami skakać i nosić na rączkach. Co niektórym kobietom to się w głowach poprzewracało.

59

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Oj widzę tu u szanownego pana jakiś spory kompleksik? Może mała trauma? To podkreślanie płci żeńskiej co chwilę? A płeć stanowi o jakości człowieka? Czy nazwanie kogoś kobietą to obelga? Gubię się już troszkę smile

Czytanie ze zrozumieniem się kłania. W moich wypowiedziach nie napisałam o 1000 zł alimentów tylko o całkowitych kosztach utrzymania. Koszty te podałam w oparciu o własne statystyki wydatków na osobiste 7-letnie dziecko. A dzieci "nie kończą się" na 7 roku życia. Często dożywają nawet czasu studiów i też wypada jeszcze im pomagać finansowo. Podejrzewam, że wtedy wydatki "nieznacznie" wzrastają smile

60

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
Catwoman napisał/a:

A ja tak całkiem nie przypadkiem trafiłam na stronkę prawo.senior, na której to znalazłam następującą info:

"W znacznej większości przypadków powództwo o rozwód wnoszą kobiety, a wśród najczęstszych przyczyn rozpadu związków są: alkoholizm, zdrada lub trwały związek uczuciowy z inną osobą, brak zainteresowania rodziną oraz znęcanie się fizycznie."     ....

Bo kobiety wnoszą najczęściej bo faceci nie chcą. A to co piszą to ogolnie. Najczęstrze przypadki.
80% kobiet jest winna rozpadu, i to nie chodzi o jakieś statystyki. po prostu faceci nie wytrzymują presji jakie wymuszają kobiety. Moja znajoma jest psychologiem i pracowała w poradni dla małżeństw. Obecnie będzie taka poradnia prowadzona przez Fundację. Aby to jakoś ratować te związki. Bo to co się dzieje to zgroza. Ludzie biorą ślub, a za pół roku sie rozchodzą. I to z błachych powodów.
Pewnie , że przemoc , alkoholizm to poważniejsza sprawa.

61

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

No ale....co to za facet, który nie potrafi poradzić sobie z presją? Nie chodzi mi bynajmniej znowuż o przemoc fizyczną, ale o kwestię rozmowy, która w związku jest niezbędna.
Jakiej doznałeś presji ze strony kobiet?

62

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
Catwoman napisał/a:

No ale....co to za facet, który nie potrafi poradzić sobie z presją? Nie chodzi mi bynajmniej znowuż o przemoc fizyczną, ale o kwestię rozmowy, która w związku jest niezbędna.
Jakiej doznałeś presji ze strony kobiet?

Raczej sobie nie mogą poradzić młodzi ludzie. Tak jak jedna strona tak i druga strona. A jeszcze dochodzi presja ekonomiczna, No i mamy rozwód gotowy.
Ja żadnej presji nie doznałem, dziewczyno ja mam lat 43, mam dorosłego syna. Zawsze był dla mnie najważniejszy.
Rozwiodłem się 16 lat temu. Więc nie wiem do czego zmierzasz.

63

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Po prostu Twoje wpisy nacechowane są osobistymi doświadczeniami i przez to generalizujesz być może raniąc słowami kobiety, które na przykład doświadczyły z kolei zdrady ze strony męża czy problemu alkoholowego.

64

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?
paulo71 napisał/a:

Bo kobiety wnoszą najczęściej bo faceci nie chcą. A to co piszą to ogolnie. Najczęstrze przypadki.
80% kobiet jest winna rozpadu, i to nie chodzi o jakieś statystyki. po prostu faceci nie wytrzymują presji jakie wymuszają kobiety. Moja znajoma jest psychologiem i pracowała w poradni dla małżeństw. Obecnie będzie taka poradnia prowadzona przez Fundację. Aby to jakoś ratować te związki. Bo to co się dzieje to zgroza. Ludzie biorą ślub, a za pół roku sie rozchodzą. I to z błachych powodów.
Pewnie , że przemoc , alkoholizm to poważniejsza sprawa.

Pewnie, że z błahych. Zaleganie po pracy na kanapie to błahy powód. Kompletna ignorancja tego co dzieje się z dziećmi w szkole. Siedzenie na necie i szukanie gołych cycków. Głuchota na problemy żony, dzieci. Nie kiwnięcie palcem w domu. I tak jeszcze mogę długo pisać.
To wszystko błahe powody.
I głupia baba presję wywiera na bogu ducha winnym facecie. Biednyż on biedny. Presji nie wytrzymuje, zaczyna chlać, bić albo sobie kochankę znajdzie, która presji wywierać nie będzie. A to babska przewrotne, lecą potem po rozwód, bo pije, bije, zdradza. A to wszystko ich wina bo presję wywierały na niebożątku.

65

Odp: Czy to rodzina czy nie rodzina?

Anik38 bo facet jak wróci z pracy to ma prawo tylko leżeć i jeszcze pod nosek mu podstaw wszystko big_smile
a kobieta jak wróci z pracy to ma stać przy garach,sprzątać,zająć się dziecmi i milionem innych spraw,na koniec dnia ma jeszcze męza w łóżku obsłużyć przecież
koniec końców i tak będzie wyrachowana i wredna smile

Posty [ 1 do 65 z 116 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Czy to rodzina czy nie rodzina?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026