netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

30 odpowiedzi11 595 wyświetleńzałożony przez Zwykłynick, 14.10.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 31 ]

1

Temat: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Witam, zakładam temat, ponieważ nie wiem co mam już myśleć i co robić. Pokłóciłem się z dziewczyną i poszło też o jej rodzinę. Moje zarzuty wobec niej są takie, że ciągle mówi o swoich rodzicach, ciągle ich wychwala, jest strasznie z nimi zżyta i w mojej ocenie oni są ważniejsi ode mnie. Mówi, że ja jestem najważniejszy, ale czyny na to nie wskazują. Gwoli ścisłości, ja mam 29 lat, ona 31. W moim mniemaniu jestem osobą dojrzałą (jak na faceta), mam głowę na karku i nie interesują mnie żadne przelotne związki. Wiem czego chcę w życiu. Jestem zdania, że dwójka ludzi powinna być dla siebie najważniejszymi osobami. Nie rodzice, nie brat, nie siostra, lecz druga połówka. Jestem za pełną samodzielnością i nie chcę tworzyć związku z czyjąś rodziną. Powiem wprost, że mnie nie interesuje rodzina mojej dziewczyny, bo ja chcę stworzyć własną rodzinę, a nie żyć czyimś życiem. Znamy się około 6 miesięcy, nie poznałem jeszcze jej rodziców, więc nie jestem obiektywny i tylko opieram się na moich odczuciach. Nie podoba mi się jednak takie przywiązanie do rodziców, nie czuję przez to pełnej więzi, nie czuję się najważniejszą osobą w jej życiu i obawiam się, że to się nigdy nie zmieni. W ostatnią niedzielę była naprawdę fajna pogoda. Moja mama się mnie pyta dlaczego siedzę dzisiaj w domu, a nie jestem z dziewczyną. Ale moja dziewczyna była na grzybach ze swoimi rodzicami na działce. Ona mieszka sama, ale co niedziela jeździ do swoich rodziców. Co środa chodzi do swojej babci. Pracuje u swojego taty, więc widzą się codziennie (zarzucam jej też, że jest uzależniona od swoich rodziców). Czy to jest normalne czy może ja przesadzam i niesłusznie się czepiam? Przed kilkoma godzinami doszło między nami do awantury i usłyszałem takie słowa:

"W ogóle nie rozumiem Twojego strachu przed moim związaniem z rodzicami. Z mojego punktu widzenia jest to nieco dziwne."

"Jedyne na to wytłumaczenie jakie mi przychodzi do głowy to jest to, że po prostu chcesz mnie odciąć od nich, żebym nie miała na kim się oprzeć i wtedy hulaj dusza piekła nie ma. Będziesz mógł zrobić ze mną co Ci się podoba, ale przykro mi do tego nie dojdzie."

"Jak będę potrzebowała radę mamy, to o nią poproszę i nie masz żadnego prawa mi tego odbierać."

"Moja mama się nie wtrąca, odczep się od niej. Na Ciebie nie będzie mieć [wpływu], a na mnie miała od maleńkiego i nie zamierzam się od niej odcinać i jej olewać. Ja nie chcę być w takim związku jaki dzisiaj proponujesz. To mnie nie interesuje. Będziesz o nich słyszał, a jak nie chcesz to nie rozmawiaj ze mną. Oni w naszych stosunkach nic nie mieszają, opanuj się i zastanów nad tym co piszesz."

Za każdym razem, kiedy się pokłócimy, to zamiast ze sobą rozmawiać, to moja dziewczyna udaje się po porady do przyjaciółki albo do mamy. Podczas ostatniej, największej kłótni, po której się rozstaliśmy na kilka dni, rozmawiała przez telefon z mamą i po tej rozmowie wszystko się posypało, a przynajmniej ja tego zdania jestem i opieram się na jej zmianie bezpośrednio po tej rozmowie. Uratowałem wtedy ten związek (nie pierwszy raz), ale nie było łatwo. Za każdym razem ja pierwszy się odzywam (a końców już mieliśmy kilka...), bo żywię prawdziwe i szczere uczucia, jestem wrażliwą osobą i uczuciową. Nie potrafię tak się rozstać i nie chcę tego.

Chciałbym więc zasięgnąć rady od użytkowniczek (i użytkowników też). To ja przesadzam, ja wymyślam problem i się czepiam jej rodziców, czy ona ma nieodciętą pępowinę i nie potrafi żyć w związku? Możecie coś doradzić z Waszego doświadczenia? Proszę o obiektywne głosy i nie skreślanie z góry mojej dziewczyny.

Pozdrawiam

2

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Ty naprawde chcesz zeby sie odciela od rodziny... szczerze? Po pol roku zwiazku bym sie na to nie zgodzila. Baaa, zaden facet by nie doprowadzil do mojego ograniczenia kontaktow z mama czy z bratem... dla mnie to sa najwazniejsze osoby w zyciu. Bo co jak sie rozstaniecie? Ciebie nie bedzie, a rodzina zostanie. Rodzina jest zawsze, a Ty chcesz jej to odebrac... mowisz, ze chcesz zaloxyc swoja rodzine, po pol roku bycia z nia, niby ja kochajac nie chcesz poznac jej rodziny, glupia by byla jakby Cie poznala... tez bylabym oburzona na miejscu Twojej kobiety.
Pracuje u rodzicow. PRACUJE, za co dostaje pieniadze, a nie siedzi w domu i nie czeka az przyjda jej pieniadze na konto. Wiec nie wiem w czym problem
Tak naprawde to ja na jej miejscu porzadnie bym sie zastanowila czy chcialabym byc z kims takim jak Ty...

3

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.
Zwykłynick napisał/a:

... ja przesadzam, ja wymyślam problem i się czepiam jej rodziców, czy ona ma nieodciętą pępowinę i nie potrafi żyć w związku? Możecie coś doradzić z Waszego doświadczenia? Proszę o obiektywne głosy i nie skreślanie z góry mojej dziewczyny....

Trudno jest ocenić skalę zjawiska z Twojej opowieści, choc dla mnie osobiście skreślona by była kobieta, słuchająca (ulegająca) w konflikcie rad mamusi (właściwie czyichkolwiek rad). Z drugiej strony, nie ma nic złego w utrzymywaniu kontaktów z rodzicami - jeśli kontakty te są zdrowe, a odrębność waszej relacji zachowana. Jednak jeśli ona woli spędzać czas z rodzicami, zamiast z Tobą - szkoda Twojego czasu.

4

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Ciesz się, to chyba lepsze niż gdyby w ogóle nie miała rodziny. Wtedy z każdą duperelką i wyimaginowanym problemem leciałaby do Ciebie. : ]

5

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Moim zdaniem nalezy zachować złoty środek. Mieć dobre kontakty z bliskimi, ale przede wszystkim żyć własnym zyciem.

6

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Facet ty po 6 miesiącach znajomości chcesz żeby dziewczyna zapomniała o swojej rodzinie i widziała tylko ciebie, ZAPOMNIJ.  Użyj wyobraźni, dziewczyna musi czuć się przy tobie bezpiecznie musi widzieć w tobie przyjaciele na którego zawsze może liczyć we wszystkich sytuacjach, musi cię znać na wylot. Ja twierdze że nawet po ślubie przez jakiś okres dziewczyna podstawowa i niezawodną pomoc będzie widziała w rodzicach.

7

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

dla mnie rodzina jest wazna, ale takze wg mojej opinii dziewczyna za czesto sie z nimi spotyka, tak jakby pomimo wieku nie mogla odciac pepowiny, ja widze swoich rodzicow raz ws miesiacu i mi starczy, nie wiem po co dorosla osoba ma sie czesciej z rodzicami widywac, takze po czesci Cie rozumiem, ale z 2 strony nie wiem jak mozesz pisac tak wprost ze jej rodzina Cie nie interesuje, sorry stary ale jak np. wezmiecie slub a tesciowa nagle bedzie potrzebowala pomocy to nie pomozec bo Cie nie interesuje i z nia nie brales slubu?

8

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

No nie od dziś wiadomo że jeśli teściowie są pozytywnie nastawieni do przyszłego zięcia to już połowa sukcesu do małżeństwa, a po ślubie tym bardziej trzeba czasem się podlizać rodzinie pani młodej żeby utrzymywać z nimi pozytywny kontakt, oczywiście pani młoda też powinna się uśmiechać co do swoich teściów.

9

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.
Zwykłynick napisał/a:

Witam, zakładam temat, ponieważ nie wiem co mam już myśleć i co robić. Pokłóciłem się z dziewczyną i poszło też o jej rodzinę. Moje zarzuty wobec niej są takie, że ciągle mówi o swoich rodzicach, ciągle ich wychwala, jest strasznie z nimi zżyta i w mojej ocenie oni są ważniejsi ode mnie. Mówi, że ja jestem najważniejszy, ale czyny na to nie wskazują. Gwoli ścisłości, ja mam 29 lat, ona 31. W moim mniemaniu jestem osobą dojrzałą (jak na faceta), mam głowę na karku i nie interesują mnie żadne przelotne związki. Wiem czego chcę w życiu. Jestem zdania, że dwójka ludzi powinna być dla siebie najważniejszymi osobami. Nie rodzice, nie brat, nie siostra, lecz druga połówka. Jestem za pełną samodzielnością i nie chcę tworzyć związku z czyjąś rodziną. Powiem wprost, że mnie nie interesuje rodzina mojej dziewczyny, bo ja chcę stworzyć własną rodzinę, a nie żyć czyimś życiem. Znamy się około 6 miesięcy, nie poznałem jeszcze jej rodziców, więc nie jestem obiektywny i tylko opieram się na moich odczuciach. [...]

Doczytałem do tego momentu i muszę stwierdzić, że pisanie "o chceniu poważnego związku" to jakiś cholerny żart! Pół roku nie znając rodziny? Odbiło Ci!?!
I Ty jesteś poważny i dojrzały? Zamierzałeś poznać teściową na ślubie? WTF!?!

10 Ostatnio edytowany przez Zwykłynick (2013-10-14 14:40:06)

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.
mery90 napisał/a:

Ty naprawde chcesz zeby sie odciela od rodziny... szczerze? Po pol roku zwiazku bym sie na to nie zgodzila. Baaa, zaden facet by nie doprowadzil do mojego ograniczenia kontaktow z mama czy z bratem... dla mnie to sa najwazniejsze osoby w zyciu.
Tak naprawde to ja na jej miejscu porzadnie bym sie zastanowila czy chcialabym byc z kims takim jak Ty...

Chcę, żeby odcięła pępowinę, bo ma już 31 lat. Jeśli tego nie rozumiesz, to musisz się doinformować albo pójść na nauki przedmałżeńskie, bo odcięcie pępowiny to podstawa związku. Jeśli piszesz, że dla Ciebie brat i mama są najważniejszymi osobami w życiu, to współczuję Twojemu chłopakowi. I ja też nie chciałbym być z taką osobą jak Ty. Rozglądałem się po tym forum i wyczytałem takie słowa:

"Święta prawda. Tak jak pisałam "Żona ma być dla męża zawsze najważniejsza, a mąż dla żony, na drugim miejscu stawia się ich dzieci, a na trzecim dopiero 'starą' rodzinę" - tego nas uczono na naukach przedmałżeńskich. Jak to ksiądz określił "Bez takiego podejścia obu stron nie ma się po co brać do ślubu bo takie małżeństwo nie ma racji bytu".

Szkoda tylko że wielu maminsynusiów i córusiek mamusi nie ma takiego podejścia."

Tak więc mery90, weź sobie je do serca, bo mamusia i tatuś nie są najważniejsi.

N4VV napisał/a:

Trudno jest ocenić skalę zjawiska z Twojej opowieści, choc dla mnie osobiście skreślona by była kobieta, słuchająca (ulegająca) w konflikcie rad mamusi (właściwie czyichkolwiek rad). Z drugiej strony, nie ma nic złego w utrzymywaniu kontaktów z rodzicami - jeśli kontakty te są zdrowe, a odrębność waszej relacji zachowana. Jednak jeśli ona woli spędzać czas z rodzicami, zamiast z Tobą - szkoda Twojego czasu.

Ja mam mocno niezależny charakter, nie lubię wtrącania się, każdy niech pilnuje swojego życia i swojego związku. Wiem, że nie ma nic złego w utrzymywaniu kontaktów z rodzicami. To jest nawet wskazane, bo przecież nikt nie mówi o zakazie spotykania się z rodziną. Przeszkadza mi jednak to, że za każdym razem jak się pokłócimy, to ona radzi się mamy i z nią rozmawia o naszym związku. Zamiast rozmawiać ze mną, prowadzić dialog. To jest według mnie niedobre. Wyczytałem na jednym z portali ciekawe rady i kawałek z wywiadu zacytuję:

"Jaki wpływ na nasze związki, małżeństwo, rodzinę ma dom, w którym dorastaliśmy i relacje między naszymi rodzicami?"
"Izabela Wożyńska-Więch: Ogromny. Nasze związki budujemy intuicyjnie. Wzorce, którym się przyglądamy w domu przenosimy do naszego przyszłego życia rodzinnego. Kiedy dziecko obserwuje dziadków czy rodziców jest to dla niego pierwszy wzorzec damsko-męskich relacji. Gdy widzi, że mimo trudności, nieporozumień w rodzinie jest miłość, a rodzice potrafią te problemy rozwiązać, wynosi wiedzę, że konflikt nie oznacza rozstania. Uczy się rozwiązań. Jeśli natomiast w domu są kłótnie, dorośli nie potrafią się porozumieć i jeszcze wciągają dzieci w sojusz przeciwko jednemu z rodziców, to dziecko wynosi przekonanie, że w małżeństwie nie ma oparcia i trzeba go szukać na zewnątrz."

I ja zawsze się pierwszy odzywam, chcę rozmawiać, prowadzić dialog. Uratowałem parę razy ten związek. Dla mnie jak jest miłość, to właśnie konflikt nie oznacza rozstania (takiego definitywnego, a nie końca wypowiedzianego w emocjach). Nie podoba mi się to, że po awanturze szuka się wsparcia na zewnątrz. Wiem jak się skończyła ostatnia awantura po jej rozmowie z mamą. Nie jest też jednak tak, że woli spędzać z rodzicami czas zamiast ze mną, ale ze swoimi rodzicami już niejeden raz była na grzybach, a ze mną ani razu. Ma taki schemat, że środa jest spotkanie z babcią, a niedziela spotkanie z rodzicami i w niedzielę się nie spotykamy. A co jeśli ja bym też miał schematy? W poniedziałek, wtorek i piątek chodziłbym na siłownię (tak kiedyś chodziłem), więc do spotkań zostałyby nam jedynie czwartek i sobota. Czy tak ma to wyglądać? Ja jestem na każde skinienie i się dostosowuję do spotkań. Zawsze mam dla niej czas, przekładam spotkania nawet z klientami. Zawsze wybieram ją, a nie moich rodziców, z którymi jestem bardzo zżyty. Ale moim zdaniem na tym ma polegać związek, że najważniejsza ma być druga połówka. Ale też z drugiej strony pewnie robię błąd i za bardzo się oddaję, za bardzo jestem jej. Ona ma pewność, że jej nie zostawię, że jestem cały dla niej. Potem mi to wychodzi bokiem, ale nie potrafię tego zmienić w sobie. Taki mam charakter, że do życia wystarczyłaby mi druga osoba. Mam też romantyczny charakter, marzę o pełnej miłości, o pełnej otwartości, pełnej więzi, szczerości, poświęceniu, pełnym oddaniu. Nie może być w związku ukrywania, zatajania, kłamania. Jestem zdania, że żyje się dla drugiej osoby, a nie dla siebie. Kto żyje dla siebie, jest egoistą. Podoba mi się cytat z Biblii "Kto chce zachować swoje życie, straci je". Być może nie nadaję się do obecnych czasów. Ale nie mam też łatwego charakteru. Jestem indywidualistą, lubię wiedzieć, zawsze dociekam i dopytuję, co irytuje moją dziewczynę, bo ja zawsze chcę wszystko wiedzieć. Lubię też postawić na swoim, ale ona też lubi, więc i z tego wynikają czasami problemy. Mamy swoje zdania i potrafimy się posprzeczać o głupoty, poglądy.

Ciesz się, to chyba lepsze niż gdyby w ogóle nie miała rodziny. Wtedy z każdą duperelką i wyimaginowanym problemem leciałaby do Ciebie. : ]

Akurat ja mam tego niedosyt, bo ona nie chce mojej pomocy (przynajmniej ja tego nie widzę) i jest samodzielna. A mi brakuje takiego spełnienia jako facet. Lubię pomagać, lubię coś robić, mieć zadanie do wykonania, jestem bardzo pomocny i chętny do pomocy. Chciałbym, żeby kobieta ode mnie wymagała, żeby chciała czegoś ode mnie, żebym czuł się pomocny i potrzebny. Tak więc byłbym wniebowzięty, jakby z każdym problemem do mnie latała smile Jestem nieco inny niż większość facetów (nie piję, nie palę, nie imprezuję, nie lubię hałasu, jestem bardziej domatorem, jestem nadwrażliwy) i nie olewam kobiety, tylko słucham co mówi, staram się bardzo i nigdy nie rzucam słów na wiatr, bo nienawidzę niesłowności.

kingway250 napisał/a:

Facet ty po 6 miesiącach znajomości chcesz żeby dziewczyna zapomniała o swojej rodzinie i widziała tylko ciebie, ZAPOMNIJ.  Użyj wyobraźni, dziewczyna musi czuć się przy tobie bezpiecznie musi widzieć w tobie przyjaciele na którego zawsze może liczyć we wszystkich sytuacjach, musi cię znać na wylot. Ja twierdze że nawet po ślubie przez jakiś okres dziewczyna podstawowa i niezawodną pomoc będzie widziała w rodzicach.

Dzięki za te słowa smile Być może ja już za bardzo wybiegam w przyszłość, myślę jak to będzie, ale lepiej wcześniej niż za późno. Tak więc mam zejść na ziemię i czekać? Tylko czy to czekanie coś da? Jestem niecierpliwy i zawsze chcę "już, teraz"... Taka moja wada. A moim zdaniem czuje się ze mną bezpiecznie, zna mnie bardzo dobrze (tak wyszło, że poznaliśmy się w grze internetowej i prawie pół roku ze sobą pisaliśmy dzień w dzień - w tej grze pokazałem, że może na mnie liczyć w każdej sytuacji, wszystko w tej grze jej podporządkowałem). Mam też taką wadę, że jestem bardzo emocjonalny i czasami w nerwach plotę trzy po trzy i potrafię być bardzo nieprzyjemny (padły z mojej strony takie słowa jak: gnida, podła, wredna). W takich momentach przestaje czuć się bezpieczna. Tylko moje emocje biorą się z jej zachowania. Podam Wam przykład. Nienawidzę widoku pijanej kobiety. Dla mnie taka kobieta robi z siebie faceta, traci wszelkie cechy kobiety. Nie lubię ogólnie pijących kobiet, alkoholu zresztą też nie lubię, bo moim zdaniem powoduje tylko zło na świecie. I prosiłem ją, tłumaczyłem, żeby się nigdy nie upiła i żebym nigdy jej nie widział pijanej ani nie słyszał. Obiecała, że słowa dotrzyma. Ale któregoś razu pojechała na urlop i spędziła go z rodzicami na działce. Pisaliśmy sms do siebie, czasami dzwoniliśmy. Ale któregoś razu jakiś poddenerwowany byłem, ona nic nie pisała. Było około 23. Zadzwoniłem do niej, a ona odebrała pijana i nawet trochę bełkotała. Piła z własnym ojcem. We mnie się zagotowało, naubliżałem jej. Zawiodła mnie wtedy po całości, nie dotrzymała słowa i w moim mniemaniu zachowała się podle. I nie rozumiem jej rodziców. Jak rodzice mogli dopuścić do takiej sytuacji? Oni na pewno wiedzą jakie ja mam podejście do alkoholu. Nie toleruję palących kobiet i sam nie palę. Ona kiedyś paliła, ale musiała rzucić palenie, bo ja tego się domagałem (jedni nie lubią dresów, a inni palaczy). A wtedy na działce zapaliła jeszcze z mamą. Jej mama doskonale wie, że ona rzuciła palenie i mimo to dała jej papierosa. Dla mnie to nie jest normalne i nie świadczy dobrze o jej rodzicach. Dlatego jestem tak nastawiony do jej rodziców. I kiedyś moja dziewczyna napisała coś takiego: "Moja mama uważa, że niezależnie od tego z kim będę, ta osoba będzie miała szczęście, że ze mną jest." Poczułem się jak śmieć, jak jakiś kmiotek, który jest mniej warty od jej córki. Za kogo ona się ma? Za kogo ona ma swoją córkę i za kogo ma innych ludzi? Każdy jest równy i dla mnie takie podejście jest chore i niezdrowe. Moja dziewczyna jest ciągle niewinna, nigdy się nie przyznaje do błędu, a to jest moim zdaniem wynik takiego wychowania i takiego właśnie podejścia.

Tegan napisał/a:

dla mnie rodzina jest wazna, ale takze wg mojej opinii dziewczyna za czesto sie z nimi spotyka, tak jakby pomimo wieku nie mogla odciac pepowiny, ja widze swoich rodzicow raz ws miesiacu i mi starczy, nie wiem po co dorosla osoba ma sie czesciej z rodzicami widywac, takze po czesci Cie rozumiem, ale z 2 strony nie wiem jak mozesz pisac tak wprost ze jej rodzina Cie nie interesuje, sorry stary ale jak np. wezmiecie slub a tesciowa nagle bedzie potrzebowala pomocy to nie pomozec bo Cie nie interesuje i z nia nie brales slubu?

Mnie nie przeszkadza, że się z nimi spotyka, ale przeszkadza mi ten schemat i to jak ważne dla niej są te niedzielne spotkania. Ze mną się nie spotka, bo w niedzielę są rodzice. Nie interesuje mnie pod tym względem, że nie chcę ich mieć w swoim związku. Niech żyją swoim życiem i pilnują swojego związku. Nie powiedziałem, że jak będą potrzebować pomocy to nie pomogę. W życiu bym tak nie postąpił. Jestem człowiekiem i to dobrze wychowanym. Rodzicom należy się szacunek, ale na pierwszym miejscu na być druga połówka. Nic nie może być ważniejsze. Mnie po prostu wkurzają takie słowa "Moja mama się nie wtrąca, odczep się od niej. Na Ciebie nie będzie mieć [wpływu], a na mnie miała od maleńkiego i nie zamierzam się od niej odcinać i jej olewać. Ja nie chcę być w takim związku jaki dzisiaj proponujesz. To mnie nie interesuje. Będziesz o nich słyszał, a jak nie chcesz to nie rozmawiaj ze mną.". A ja nie mam ochoty na słuchanie o jej rodzicach, nie chcę ich w tym związku, bo dla mnie związek to dwie osoby. Związek powinien być kołem. Ona za każdym razem się martwi i troszczy o swoich rodziców, a ja nie czuję, żeby choć w połowie się o mnie tak martwiła czy troszczyła. Zawsze o nich pamięta. Zawsze jest mama i tata. Jak do niej tata przyjechał naprawić kontakt, to już wyłączyła komputer i nie pisaliśmy. Przecież mogła zostawić włączonego lapka, napisać jak przebiega naprawa. A ona mnie odcięła. Już dla mnie nie miała czasu. I to mnie wkurza, bo ja tak nigdy nie robię. Czasami czuję się odcinany, taka bariera się pojawia, za którą nie mam wstępu. Nakierowałem nasz związek tak, żeby była otwartość, szczerość. Ale kiedy widzi się ze swoimi rodzicami i od nich wraca, to już moim zdaniem jest inna. Nagle znowu pojawia się taka niezależność, odcinanie i jest jakoś inaczej. Nie opiszę tego, bo to są uczucia, których się nie da przelać na papier (także wirtualny). Po prostu nie czuję, że jest moja.

kingway250 napisał/a:

No nie od dziś wiadomo że jeśli teściowie są pozytywnie nastawieni do przyszłego zięcia to już połowa sukcesu do małżeństwa, a po ślubie tym bardziej trzeba czasem się podlizać rodzinie pani młodej żeby utrzymywać z nimi pozytywny kontakt, oczywiście pani młoda też powinna się uśmiechać co do swoich teściów.

Akurat ja takiego charakteru nie mam i nie mam zamiaru się nikomu podlizywać. Jestem sobą i nie mam zamiaru udawać kogoś innego czy się obłudnie schlebiać. Tak jak ktoś potraktuje mnie, tym i ja się odpłacę. Jestem miłą osobą, uczynną, ale jak ktoś jest moim wrogiem, to już jest fatalnie i wtedy podejmuję walkę.

takijedenfacet820 napisał/a:

Doczytałem do tego momentu i muszę stwierdzić, że pisanie "o chceniu poważnego związku" to jakiś cholerny żart! Pół roku nie znając rodziny? Odbiło Ci!?!
I Ty jesteś poważny i dojrzały? Zamierzałeś poznać teściową na ślubie? WTF!?!

Jej brat nie zapoznał swojej dziewczyny z rodzicami przez 1,5 roku, więc co powiesz o jej bracie? Tacy są faceci i nie śpieszno im do zapoznania się z rodziną. Może Ty się pchasz od razu do czyjegoś domu, ale zanim pozna się rodziców, trzeba poznać dobrze drugą połówkę. Na poznanie rodziców przyjdzie czas. Nie z teściową będę się żenił.

11 Ostatnio edytowany przez takijedenfacet820 (2013-10-14 14:51:47)

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.
Zwykłynick napisał/a:

[...]

takijedenfacet820 napisał/a:

Doczytałem do tego momentu i muszę stwierdzić, że pisanie "o chceniu poważnego związku" to jakiś cholerny żart! Pół roku nie znając rodziny? Odbiło Ci!?!
I Ty jesteś poważny i dojrzały? Zamierzałeś poznać teściową na ślubie? WTF!?!

Jej brat nie zapoznał swojej dziewczyny z rodzicami przez 1,5 roku, więc co powiesz o jej bracie? Tacy są faceci i nie śpieszno im do zapoznania się z rodziną. Może Ty się pchasz od razu do czyjegoś domu, ale zanim pozna się rodziców, trzeba poznać dobrze drugą połówkę. Na poznanie rodziców przyjdzie czas. Nie z teściową będę się żenił.

Powiem, że głąb.
Nie, nie pcham się do czyjegoś domu. Zrozum, że to czy jej rodzina zaakceptuje Ciebie jako jej partnera i męża zależy czy będziecie szczęśliwi. Poza ty jest to kwestia szacunku i instynktu samozachowawczego. Jak myślisz, co będzie gdy pojawią się problemy(urojone lub prawdziwe) a ona zwróci się do rodziny, która ma problem z waszym związkiem? Zostaną z ciebie wióry. Słyszałeś, że niedaleko pada jabłko od jabłoni? To, niestety, nie jest tylko gra słów.

12

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.
takijedenfacet820 napisał/a:

... Zrozum, że to czy jej rodzina zaakceptuje Ciebie jako jej partnera i męża zależy czy będziecie szczęśliwi.....

Bez żartów.

13 Ostatnio edytowany przez takijedenfacet820 (2013-10-14 15:29:38)

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.
N4VV napisał/a:
takijedenfacet820 napisał/a:

... Zrozum, że to czy jej rodzina zaakceptuje Ciebie jako jej partnera i męża zależy czy będziecie szczęśliwi.....

Bez żartów.

Chciałbym. Sprawdź na sobie: znajdź sobie pannę jak w wątku, której rodzina Tobą np gardzi. Życie jest dosyć skomplikowane bez takich kombinacji.

14

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Wiesz, moj chlopak akurat nie cierpi na moich kontaktach z mama i bratem. Ja tez potrafie sie poradzic brata, bo jest starszy, bardziej doswiadczony, obiektywny, i jak uznam, ze radzi mi dobrze, to robie faktycznie tak jak mi doradzi, jesli nie to robie po swojemu. Przeciez to, ze ktos sie radzi rodziny nie oznacza zaraz, ze sie ich w 100%slucha, i robi tak jak mowia. Wg mnie przynajmniej tak powinno byc...

Powiem Ci tak. Wg mnie Twoja kobieta zle zrobila podporzadkowujac sie Tobie. Inaczej tego nie nazwe. Ty wymagasz i ona tak ma robic, bo inaczej ja nazwyzywasz od gnid i innych(WTF?!). To jest Twoj problem. Ze ona sie Ciebie nie slucha... Ty chcialbys, zeby byla totalnie Tobie podporzadkowana(picie, palenie itd) i zeby TYLKO u Ciebie szukala rady. Zeby byla od Ciebie totalnie uzalezniona psychicznie... a to jest zle, bardzo zle. Bo po pol roku ja bym w zyciu nie zrobila tego czego Ty oczekujesz od swojej kobiety. Bo wyobraz sobie, ze ona Ci cale zycie podporzadkuje, ochladza stosunki z rodzina, wy sie rozstajecie, i nagle dziewczyna zostaje bez nikogo przy sobie. Zalamka totalna, bo rozstanie, bo bedzie lazic po scianach z bolu, z rozpaczy, a nikt jej nie pomoze. I czy wtedy, jesli to Ty z nia zerwiesz, bedziesz w stanie jej pomoc? Kto jej pomoze jak nie rodzina?

Po Twoim ostatnim poscie troche wiecej wyjasniles, opisales dokladnie o co Ci chodzi. Tak jak pisalam na poczatku, zalezy od tego, czy ona ich slucha w 100%, co jej mama mowi, czy jej nakazuje robic tak a nie inaczej czy co. Bo to tez jest wazne. Ale skoro ona potrzebuje w niedziele czasu dla rodziny, daj jej to, nie odbieraj jej tego, nie zmuszaj jej do ograniczenia tego wszystkiego. Bo tylko ja zniechecisz. Wiesz, czasami jest tak, ze im bardziej ktos nalega tym my bardziej na odwrot dzialamy...

15

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.
Zwykłynick napisał/a:

I ja zawsze się pierwszy odzywam, chcę rozmawiać, prowadzić dialog. Uratowałem parę razy ten związek. Dla mnie jak jest miłość, to właśnie konflikt nie oznacza rozstania (takiego definitywnego, a nie końca wypowiedzianego w emocjach). Nie podoba mi się to, że po awanturze szuka się wsparcia na zewnątrz.

Uratowałeś związek parę razy w ciągu 6 miesięcy? Ostro się docieracie tongue
To, że Ty po konflikcie nie szukasz wsparcia na zewnątrz, to nie znaczy, że ona też musi sobie ze wszystkim radzić sama. Skoro ma rodzinę i przyjaciół, którym może zaufać, to dlaczego ma się męczyć z problemem sama? W końcu po to są przyjaciele i rodzina - od wspierania, wysłuchania i rady. Ale... zaraz, czy Ty przypadkiem teraz nie szukasz wsparcia "na zewnątrz"? Po awanturze właśnie? Na tym forum? Czyżby delikatna hipokryzja? Czym się różni jej radzenie się matki czy przyjaciółki od Twojego wątku tutaj?



Zwykłynick napisał/a:

Nie jest też jednak tak, że woli spędzać z rodzicami czas zamiast ze mną, ale ze swoimi rodzicami już niejeden raz była na grzybach, a ze mną ani razu. Ma taki schemat, że środa jest spotkanie z babcią, a niedziela spotkanie z rodzicami i w niedzielę się nie spotykamy. A co jeśli ja bym też miał schematy? W poniedziałek, wtorek i piątek chodziłbym na siłownię (tak kiedyś chodziłem), więc do spotkań zostałyby nam jedynie czwartek i sobota. Czy tak ma to wyglądać? Ja jestem na każde skinienie i się dostosowuję do spotkań. Zawsze mam dla niej czas, przekładam spotkania nawet z klientami. Zawsze wybieram ją, a nie moich rodziców, z którymi jestem bardzo zżyty. Ale moim zdaniem na tym ma polegać związek, że najważniejsza ma być druga połówka. Ale też z drugiej strony pewnie robię błąd i za bardzo się oddaję, za bardzo jestem jej. Ona ma pewność, że jej nie zostawię, że jestem cały dla niej. Potem mi to wychodzi bokiem, ale nie potrafię tego zmienić w sobie. Taki mam charakter, że do życia wystarczyłaby mi druga osoba.

Piszesz, że jesteś niezależny i cenisz sobie niezależność, więc czemu usilnie próbujesz zabić niezależność w swojej kobiecie? Ona ma schemat, swoje plany, swoje życie i swoje zainteresowania. Jest właśnie NIEZALEŻNA. Znacie się pół roku, ona pewnie te środy i niedziele "uprawia" od lat, dlaczego miałaby zmieniać dla Ciebie swoje systemy skoro Ty nie chcesz nic zmienić dla niej? Być może w przyszłości się to zmieni, być może prze reorganizuje swój czas, ale teraz to niemożliwe, bo niby dlaczego? Skoro piszesz, że ma dla Ciebie czas, nie unika spotkań z Tobą, więc jaki masz problem właściwie? To, że Ty rzucasz wszystko i lecisz do niej, to Twój problem. Czy ona Cię o to prosi? Czy ona tego od Ciebie wymaga? Wydaje mi się, że raczej nie, więc czemu Ty wymagasz tego od niej?

Zwykłynick napisał/a:

Mam też romantyczny charakter, marzę o pełnej miłości, o pełnej otwartości, pełnej więzi, szczerości, poświęceniu, pełnym oddaniu. Nie może być w związku ukrywania, zatajania, kłamania. Jestem zdania, że żyje się dla drugiej osoby, a nie dla siebie. Kto żyje dla siebie, jest egoistą. Podoba mi się cytat z Biblii "Kto chce zachować swoje życie, straci je". Być może nie nadaję się do obecnych czasów. Ale nie mam też łatwego charakteru. Jestem indywidualistą, lubię wiedzieć, zawsze dociekam i dopytuję, co irytuje moją dziewczynę, bo ja zawsze chcę wszystko wiedzieć. Lubię też postawić na swoim, ale ona też lubi, więc i z tego wynikają czasami problemy. Mamy swoje zdania i potrafimy się posprzeczać o głupoty, poglądy.

Pełna, szczera miłość nie wyklucza kontaktów z rodziną. Nie widzę nic nieszczerego w jej kontaktach z rodzicami. Ciągle piszesz, że jesteś indywidualistą, ale Twoja dziewczyna chyba też i Tobie to przeszkadza. Mylisz pojęcia troszeczkę, bo ja widzę, że Ty nie chcesz dojrzałego, szczerego związku, a kobiety, która świata poza Tobą widzieć nie będzie. Taką, która będzie Cię czcić i wielbić, która będzie wychwalać i po rękach całować za każdy ochłap i Twoje poświęcenie, który jej rzucisz. Kobieta się stawia, bo ma swój rozum i swoje życie. Nie ustawiła Cię na piedestale i nie czci Cię pod niebiosa i to Cię tak wkurza.

16

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Teo, Brawo smile super to napisałaś. Podpisuję się rękoma i nogami pod tym tongue
Jak ja lubię czytać Twoje wypowiedzi smile

Zwykłynick, kobieta to nie lalka, ma prawo mieć swoje życie, być niezależna od partnera. I nie powinna odcinać się od rodziny, skora ona daje jej wsparcie. Facet może być teraz ten, a za chwilę inny. Rodzinę ma się jedną. Wiadomo nie ma co przeginać, ale to że ma się dobre relacje z rodzicami, jeszcze nie oznacza, że ktoś nie potrafi odciąć pępowiny.

A kobiety (zazwyczaj) tak też mają że lubią się wygadać, poradzić, wyżalić. Nie zabieraj jej tego. Pomyśl trochę o niej, żeby ona się też dobrze czuła. Nie rób wszystkiego pod siebie bo zniszczysz to co już Was łączy. Rozumiem, że może to mało komfortowa sytuacja, dla Ciebie, że jej rodzina tyle wie o Waszych problemach, ale jej rodzice też pewnie swoje przeżyli i wiedzą, że każdy związek ma trudności i nikt idealny nie jest. Spróbuj to po prostu przełknąć. Dopóki kończy się na tym, że jej bliscy doradzają, gdy ich o to po prosi, to nie ma w tym nic złego. Źle jest dopiero, gdy ktoś się wtrąca nieproszony, pcha się tak gdzie go nie chcą.

17

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Również jestem zdania, że to dwoje kochających się ludzi powinno być dla siebie najważniejszych, a nie rodzice. Owszem, rodzice też są ważni, ale nie powinno się moim zdaniem stawiać ich ponad partnera, bo nie wychodzi z tego nic dobrego, a to przecież z partnerem, jeśli go kochamy chcemy spędzić resztę swojego życia. Jednak, po Twoim poście ciężko stwierdzić czy jest uzależniona od rodziców.

Może powiedz jak często Wy się widujecie? Gdy jesteście razem okazuje Ci uczucia czy ciągle gada o rodzicach?

Te pytania wiele mogą nam powiedzieć. To, że pracuje z tatą nie znaczy np, że jest od niego uzależniona. Może po prostu ma u niego dobrą pracę i korzysta z tego. A bywanie co niedziela u rodziców czy u babci jest dla wielu po prostu takim niegroźnym przyzwyczajeniem, co nie oznacza, że muszą być ważniejsi od Ciebie. Mój chłopak też często tak miał, że co niedziela spędzał u babci, na początku może też wydawało mi się to dziwne, bo ja tak nie mam, ale z drugiej strony jak można tak pielęgnować rodzinne więzi to czemu nie?

Poza tym doskonale widzę, że nie przekłada tego nade mnie, bo jak np był wybór czy wyjechać gdzieś czy jednak nie, bo niedziela ma być u babci, to pojechał ze mną. Tylko na początku bał się czy babcia się nie obrazi tongue No, ale nic więcej. Także też nie demonizowałabym, że co tydzień odwiedza rodziców, bo to nie musi nic złego oznaczać. Może Ty oswój to, zapytaj czy zapoznałaby Cię z nimi? smile

Tegan, na początku też może myślałam tak jak Ty, że po co ktoś tak często widuje się z rodziną, dlatego może to, że chłopak mój spędzał co niedziela u babci z babcią i resztą rodziny wydawało mi się dziwne (mój chłopak mieszka jeszcze z rodzicami). No, ale teraz rozumiem to, każdy ma inne potrzeby widywania się, a jak zamieszkam z chłopakiem, to na pewno nie będę się gniewać, że np co tydzień będzie chciał się widzieć z rodziną.

A jak dziewczynie zależy, to na pewno czasem jednak poświęci tę rodzinną niedzielę i spędzi z chłopakiem, bo ja sama przekonałam się, że mimo że dla mojego chłopaka ważne co tydzień spotkać się z babcią, to jednak czasem tego dnia spotka się ze mną, a z babcią innym razem. Teraz nie ma z tym żadnego problemu. Wystarczyło, że z nim pogadałam.

Także warto porozmawiać, a nie od razu uważać, że ktoś nie przeciął pępowiny smile Po prostu ktoś lubi spędzać czas z rodziną, spotyka się co tydzień, to nic złego, a jeśli kocha, to przecież jak będzie coś ważnego, to na pewno nie odmówi "bo spotkanie z rodziną". Czasem są rzeczy ważne i ważniejsze, zależnie od sytuacji.

A i ok, nie lubisz picia, palenia, a czy pytałeś czy ona nie lubi? No bo może ona ma inne zdanie.. Może czasem lubi się napić, a po prostu niechcący przekroczyła tę granicę i upiła się. Nie pilnuj jej jak małego dziecka, nie wyzywaj, przecież nie na tym polega związek.

No  i jeszcze raz do tych niedziel: tak uważam, że jak jej na Tobie zależy, szczerze porozmawiacie, to pewnie czasem spotka się z Tobą w niedzielę, a nie z rodziną, tak jak i mój facet, czasem poświęci niedziele mi, a czasem rodzinie. No, ale z drugiej strony zakładając , jeśli np widujecie się w inne dni, to nie wymagaj, żeby koniecznie w tę niedziele np widziała się z Tobą.

No bo jeśli np masz ją 5 dni w tygodniu, to co się stanie, że rodzina ma 1 dzień w tygodniu, gdy spotykają się i gadają? U nas np teraz jest tak, że mój pracuje tak, że wole dni mu różnie wypadają, że nawet często nie ma możliwości w niedzielę już tak odwiedzać babci jak wcześniej, dlatego często odwiedza w inny dzień. A wcześniej jak bywało tak, że np długo się nie widzieliśmy z jakichś względów, to wtedy bez żadnego problemu odpuszczał niedzielę z rodziną, żeby ze mną się spotkać i nadrobić "stracony czas", bo długo się nie widzieliśmy smile Także wszystko zależy od sytuacji, jak już pisałam.

18

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Zwykłynick i zobacz co narobiłeś... nawet tutaj większość odpowiedzi jasno sugeruje że nie masz racji... a wiesz dlaczego? Bo robisz to od d**y strony. Tyle Ci powiem... Pomimo tego iz fakty które przedstawiłeś nie działają na Twoją korzyść - rozumiem że po prostu czujesz że nie jesteś dla swojej partnerki wystarczająco ważny (najważniejszy) bo wydaje Ci się że większość obecnego życia spędza z rodziną (porady, wspólne wyjścia, regularne spotkania) pomimo iż teraz ma Ciebie . Może więc zamiast czepiania się niedzielny obiadków po prostu powiedział jej co czujesz... dlaczego się tego czepiasz... jak ta cała sytuacja dna Ciebie działa... to w sumie nie Twoja wina że akurat Ty potrzebujesz w związku czuc się najważniejszy dla partnerki... i masz prawo na to liczyć jeżeli ona chce z Tobą być... o ile jej to dokładnie wytłumaczysz...

A swoja drogą jeżeli niedziela to jedyny dzień w tygodniu który macie oboje wolny to wymysl jakis wyjazd za miasto, coś co wymaga własnie całego dnia i będzie miłą odmainą dla pary... jeżeli ona mimo takiej propozycji nie odwoła ten jeden raz obiadu u rodziców... to nie znajdziesz swojego szczęścia w tym związku...

19

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.
takijedenfacet820 napisał/a:
N4VV napisał/a:
takijedenfacet820 napisał/a:

... Zrozum, że to czy jej rodzina zaakceptuje Ciebie jako jej partnera i męża zależy czy będziecie szczęśliwi.....

Bez żartów.

Chciałbym. Sprawdź na sobie: znajdź sobie pannę jak w wątku, której rodzina Tobą np gardzi. Życie jest dosyć skomplikowane bez takich kombinacji.

Do mnie nalezy regulacja stosunków na linii partnerka <-> moja rodzina. Zależnie jak stosunki układają się samoistnie, moja interwencyjność będzie większa, mniejsza lub żadna. Przy tym, w relacji z moją rodziną, wartością nadrzędną dla mnie jest dobre samopoczucie partnerki, nie rodziny - w granicach rozsądku.

Nie interesuje mnie związek z osoba, która pewnych zależności nie pojmuje, bo jeśli nie pojmie powyższego, nie pojmie wielu innych. Na przykład nie pojmie faktu, że jej szczęście i dobre samopoczucie jest uzaleznione wprost od mojego samopoczucia i szczęścia (i odwrotnie).

20

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.
Airuf napisał/a:

Zwykłynick i zobacz co narobiłeś... nawet tutaj większość odpowiedzi jasno sugeruje że nie masz racji... a wiesz dlaczego? Bo robisz to od d**y strony.

Ale moim zamysłem nie było to, żeby mi ktoś przytakiwał, tylko się obiektywnie wypowiedział smile Nie szukałem tutaj poklasku, tylko porad. Dzięki za posty i swoje zrozumiałem. Temat można usunąć.

21

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Skoro jest osobą rodzinną to ma do tego pełne prawo. Nie podoba się - odejdź. Dlaczego ona ma się zmieniać? Co ty jesteś w stanie zmienić dla niej?

Pali? Jest dorosła więc może - takie mamy prawo w Polsce.
Pije? j.w.

Jej życie to jej decyzja. Ty też możesz żyć jak chcesz, ale już nie możesz narzucać komuś swoich racji. Chcesz niepalącą abstynentkę, która spotyka się z rodziną raz na miesiąc? Proszę bardzo - szukaj. Żeby było jasne - to samo poradziłabym kobiecie z takim problemem. Jeżeli ludzie mają tak różne światopoglądy to nie widzę sensu by byli razem.

22

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.
Airuf napisał/a:

Zwykłynick i zobacz co narobiłeś... nawet tutaj większość odpowiedzi jasno sugeruje że nie masz racji... a wiesz dlaczego? Bo robisz to od d**y strony. Tyle Ci powiem... Pomimo tego iz fakty które przedstawiłeś nie działają na Twoją korzyść - rozumiem że po prostu czujesz że nie jesteś dla swojej partnerki wystarczająco ważny (najważniejszy) bo wydaje Ci się że większość obecnego życia spędza z rodziną (porady, wspólne wyjścia, regularne spotkania) pomimo iż teraz ma Ciebie . Może więc zamiast czepiania się niedzielny obiadków po prostu powiedział jej co czujesz... dlaczego się tego czepiasz... jak ta cała sytuacja dna Ciebie działa... to w sumie nie Twoja wina że akurat Ty potrzebujesz w związku czuc się najważniejszy dla partnerki... i masz prawo na to liczyć jeżeli ona chce z Tobą być... o ile jej to dokładnie wytłumaczysz...

A swoja drogą jeżeli niedziela to jedyny dzień w tygodniu który macie oboje wolny to wymysl jakis wyjazd za miasto, coś co wymaga własnie całego dnia i będzie miłą odmainą dla pary... jeżeli ona mimo takiej propozycji nie odwoła ten jeden raz obiadu u rodziców... to nie znajdziesz swojego szczęścia w tym związku...

Dokładnie, lepiej rozmawiać niż od razu obrażać się smile To samo co Ty miałam na myśli pisząc swojego posta.

23

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Partnerka rzeczywiście jest bardzo zżyta z rodzicami. No, ale po pól roku wcale mnie to nie dziwi. Rozmowa, rozmowa, a nie kłótnie. Jeśli Ty na nią z tego powodu naskakujesz no to wygląda, że chcesz ją odciąć.

24

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Dobry kontakt z rodzicami miec zajebiscie-ale decyzje w SWOIM zwiazku podejmuja PARTNERZY nie rodzice tak powinno byc. Podejmujemy decyzje sami a nie przyjaciel/olka mata tata itd.....moje zdanie . Mozna sie doradzic w trudnej sytuacji owszem ale nie z kazda klotnia do mamusi.....:/

25

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Wiesz a mi sie wydaje, ze Ty nie chcesz odciecia przez swoją dziewczynę pępowiny! Ty chcesz i jesteś zaborczy!!! Jaki chcesz stworzyć związek?? partnerski mowisz??/ przecież tutaj widac, ze Ty wymagasz , narzucasz. W partnerstwie własnie chodzi o to , aby iść na kompromisy!! Dziewczyna kocha rodziców , oczekujesz ze z dnia na dzien odwróci się na pięcie od nich i będzie Tylko z Tobą!! To jest chory układ!! jesli myslisz o dziewczynie poważnie i nie tylko z perspektywy " chcę, oczekuję" to idz po rozum do głowy nie domyślaj się, nie kombinuj nie wymuszaj tylko poznaj jej rodziców!!! jesli będziesz wymuszał na niej takie decyzje to zwyczajnie ja unieszczęsliwisz! bo co to za miłośc kochac jedną osobę i wyrzekac sie drugiej?? własnych rodziców?? chore!!!!

26

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.
N4VV napisał/a:

[...]
Do mnie nalezy regulacja stosunków na linii partnerka <-> moja rodzina. Zależnie jak stosunki układają się samoistnie, moja interwencyjność będzie większa, mniejsza lub żadna. Przy tym, w relacji z moją rodziną, wartością nadrzędną dla mnie jest dobre samopoczucie partnerki, nie rodziny - w granicach rozsądku.

Nie interesuje mnie związek z osoba, która pewnych zależności nie pojmuje, bo jeśli nie pojmie powyższego, nie pojmie wielu innych. Na przykład nie pojmie faktu, że jej szczęście i dobre samopoczucie jest uzaleznione wprost od mojego samopoczucia i szczęścia (i odwrotnie).

To trochę inaczej wygląda z punktu wodzenia faceta. Potrafisz regulować stosunki, odciąć się jeśli trzeba. Ale regulować dostęp do emocjonalnego centrum kobiety to proszenie się o problemy. Albo wchodzisz w to, z całym dobrodziejstwem inwentarza i siedzisz cicho, albo szukasz kogoś, kto najchętniej zapomni o swojej rodzinie. W pierwszym przypadku, lepiej poznać rodzinkę.
No właśnie, Ciebie taki związek nie interesuje. Autor tkwi w czymś takim od pół roku. I jeszcze się obraził gdy ktoś otwiera mu oczy. Charakterek.

27

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Bardzo mi się podoba twoje podejście !!!! Muszę ci pogratulować !!!

Ja mam problem z rodzicami a moim chłopakiem. Oni po prostu się nie lubią i tyle... Nie chodzi o to, że jedno drugiemu coś zarzuca - tylko nie przepadają za sobą

Jakiś czas temu doszło między nimi do konfrontacji i od tej pory mój chłopak już nie odwiedza mnie w domu.. powiedział, że nie będzie się nikomu narzucać ( w sensie moich rodziców) a przecież to też mój dom !!

On nie potrafi rozdzielić sprawy naszej i rodziców, a przecież to ja powinnam być najwazniejsza !! a nie moi rodzice. Ciągnie się to już parę miesięcy i nie wiem jak go przekonać, żeby mnie odwiedził w domu.. on prosi, żebym go zrozumiała i rozumiem ale.. no właśnie kto zrozumie mnie sad Nic nie poradzę, że się nie lubią to nie moja wina.

Bardzo ci dziękuję, że chociaż ty chcesz rozdzielić te dwie sprawy bo ja już nie mam siły stać pomiędzy nim a moją rodziną

28

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

a dlaczego twój chłopak i twoi rodzice się nie lubią????

według mnie obie strony i rodzice i chłopak powinni umieć się dogadać.. starać się .. złe relacje między twoimi najbliższymi będa z pewnością rzutowały na wasze relacje...

29

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.
Anna_N napisał/a:

Bardzo mi się podoba twoje podejście !!!! Muszę ci pogratulować !!!

Ja mam problem z rodzicami a moim chłopakiem. Oni po prostu się nie lubią i tyle... Nie chodzi o to, że jedno drugiemu coś zarzuca - tylko nie przepadają za sobą

Jakiś czas temu doszło między nimi do konfrontacji i od tej pory mój chłopak już nie odwiedza mnie w domu.. powiedział, że nie będzie się nikomu narzucać ( w sensie moich rodziców) a przecież to też mój dom !!

On nie potrafi rozdzielić sprawy naszej i rodziców, a przecież to ja powinnam być najwazniejsza !! a nie moi rodzice. Ciągnie się to już parę miesięcy i nie wiem jak go przekonać, żeby mnie odwiedził w domu.. on prosi, żebym go zrozumiała i rozumiem ale.. no właśnie kto zrozumie mnie sad Nic nie poradzę, że się nie lubią to nie moja wina.

Bardzo ci dziękuję, że chociaż ty chcesz rozdzielić te dwie sprawy bo ja już nie mam siły stać pomiędzy nim a moją rodziną

Chyba nie bardzo go zrozumialas...
w Twoim przypadku to Ty jestes jego dziewczyna a nie nim, a on to wlasnie ten chlopak ktory maci.
Jak chcesz to rozdzielic to jaki masz poroblem?
Wyprowadz sie od rodzicow i oddzielone tongue
Twoi rodzice go nie obchodza, dlatego nie chce ich widziec.

W przypadku autora to jego dziewczyna ma dobry kontakt ze swoimi rodzicam a on nawet ich jeszcze nie zna a juz probuje zniszczyc kochajaca sie rodzine.. .fuj.

30

Odp: Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Ja to zrozumiałam :
że chłopak nie chce pozbawić kontaktu dziewczyny z rodzicami tylko żeby się laska troszeczkę usamodzielniła w kwestii ich związku i ich kłótni a nie latała do mamusi-tak jakby sama nie miała własnego zdania...:) oto chyba tu chodzi prawda??????????????

Posty [ 31 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Moje, męskie, wątpliwości - rodzina, a związek.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026