mery90 napisał/a:Ty naprawde chcesz zeby sie odciela od rodziny... szczerze? Po pol roku zwiazku bym sie na to nie zgodzila. Baaa, zaden facet by nie doprowadzil do mojego ograniczenia kontaktow z mama czy z bratem... dla mnie to sa najwazniejsze osoby w zyciu.
Tak naprawde to ja na jej miejscu porzadnie bym sie zastanowila czy chcialabym byc z kims takim jak Ty...
Chcę, żeby odcięła pępowinę, bo ma już 31 lat. Jeśli tego nie rozumiesz, to musisz się doinformować albo pójść na nauki przedmałżeńskie, bo odcięcie pępowiny to podstawa związku. Jeśli piszesz, że dla Ciebie brat i mama są najważniejszymi osobami w życiu, to współczuję Twojemu chłopakowi. I ja też nie chciałbym być z taką osobą jak Ty. Rozglądałem się po tym forum i wyczytałem takie słowa:
"Święta prawda. Tak jak pisałam "Żona ma być dla męża zawsze najważniejsza, a mąż dla żony, na drugim miejscu stawia się ich dzieci, a na trzecim dopiero 'starą' rodzinę" - tego nas uczono na naukach przedmałżeńskich. Jak to ksiądz określił "Bez takiego podejścia obu stron nie ma się po co brać do ślubu bo takie małżeństwo nie ma racji bytu".
Szkoda tylko że wielu maminsynusiów i córusiek mamusi nie ma takiego podejścia."
Tak więc mery90, weź sobie je do serca, bo mamusia i tatuś nie są najważniejsi.
N4VV napisał/a:Trudno jest ocenić skalę zjawiska z Twojej opowieści, choc dla mnie osobiście skreślona by była kobieta, słuchająca (ulegająca) w konflikcie rad mamusi (właściwie czyichkolwiek rad). Z drugiej strony, nie ma nic złego w utrzymywaniu kontaktów z rodzicami - jeśli kontakty te są zdrowe, a odrębność waszej relacji zachowana. Jednak jeśli ona woli spędzać czas z rodzicami, zamiast z Tobą - szkoda Twojego czasu.
Ja mam mocno niezależny charakter, nie lubię wtrącania się, każdy niech pilnuje swojego życia i swojego związku. Wiem, że nie ma nic złego w utrzymywaniu kontaktów z rodzicami. To jest nawet wskazane, bo przecież nikt nie mówi o zakazie spotykania się z rodziną. Przeszkadza mi jednak to, że za każdym razem jak się pokłócimy, to ona radzi się mamy i z nią rozmawia o naszym związku. Zamiast rozmawiać ze mną, prowadzić dialog. To jest według mnie niedobre. Wyczytałem na jednym z portali ciekawe rady i kawałek z wywiadu zacytuję:
"Jaki wpływ na nasze związki, małżeństwo, rodzinę ma dom, w którym dorastaliśmy i relacje między naszymi rodzicami?"
"Izabela Wożyńska-Więch: Ogromny. Nasze związki budujemy intuicyjnie. Wzorce, którym się przyglądamy w domu przenosimy do naszego przyszłego życia rodzinnego. Kiedy dziecko obserwuje dziadków czy rodziców jest to dla niego pierwszy wzorzec damsko-męskich relacji. Gdy widzi, że mimo trudności, nieporozumień w rodzinie jest miłość, a rodzice potrafią te problemy rozwiązać, wynosi wiedzę, że konflikt nie oznacza rozstania. Uczy się rozwiązań. Jeśli natomiast w domu są kłótnie, dorośli nie potrafią się porozumieć i jeszcze wciągają dzieci w sojusz przeciwko jednemu z rodziców, to dziecko wynosi przekonanie, że w małżeństwie nie ma oparcia i trzeba go szukać na zewnątrz."
I ja zawsze się pierwszy odzywam, chcę rozmawiać, prowadzić dialog. Uratowałem parę razy ten związek. Dla mnie jak jest miłość, to właśnie konflikt nie oznacza rozstania (takiego definitywnego, a nie końca wypowiedzianego w emocjach). Nie podoba mi się to, że po awanturze szuka się wsparcia na zewnątrz. Wiem jak się skończyła ostatnia awantura po jej rozmowie z mamą. Nie jest też jednak tak, że woli spędzać z rodzicami czas zamiast ze mną, ale ze swoimi rodzicami już niejeden raz była na grzybach, a ze mną ani razu. Ma taki schemat, że środa jest spotkanie z babcią, a niedziela spotkanie z rodzicami i w niedzielę się nie spotykamy. A co jeśli ja bym też miał schematy? W poniedziałek, wtorek i piątek chodziłbym na siłownię (tak kiedyś chodziłem), więc do spotkań zostałyby nam jedynie czwartek i sobota. Czy tak ma to wyglądać? Ja jestem na każde skinienie i się dostosowuję do spotkań. Zawsze mam dla niej czas, przekładam spotkania nawet z klientami. Zawsze wybieram ją, a nie moich rodziców, z którymi jestem bardzo zżyty. Ale moim zdaniem na tym ma polegać związek, że najważniejsza ma być druga połówka. Ale też z drugiej strony pewnie robię błąd i za bardzo się oddaję, za bardzo jestem jej. Ona ma pewność, że jej nie zostawię, że jestem cały dla niej. Potem mi to wychodzi bokiem, ale nie potrafię tego zmienić w sobie. Taki mam charakter, że do życia wystarczyłaby mi druga osoba. Mam też romantyczny charakter, marzę o pełnej miłości, o pełnej otwartości, pełnej więzi, szczerości, poświęceniu, pełnym oddaniu. Nie może być w związku ukrywania, zatajania, kłamania. Jestem zdania, że żyje się dla drugiej osoby, a nie dla siebie. Kto żyje dla siebie, jest egoistą. Podoba mi się cytat z Biblii "Kto chce zachować swoje życie, straci je". Być może nie nadaję się do obecnych czasów. Ale nie mam też łatwego charakteru. Jestem indywidualistą, lubię wiedzieć, zawsze dociekam i dopytuję, co irytuje moją dziewczynę, bo ja zawsze chcę wszystko wiedzieć. Lubię też postawić na swoim, ale ona też lubi, więc i z tego wynikają czasami problemy. Mamy swoje zdania i potrafimy się posprzeczać o głupoty, poglądy.
Ciesz się, to chyba lepsze niż gdyby w ogóle nie miała rodziny. Wtedy z każdą duperelką i wyimaginowanym problemem leciałaby do Ciebie. : ]
Akurat ja mam tego niedosyt, bo ona nie chce mojej pomocy (przynajmniej ja tego nie widzę) i jest samodzielna. A mi brakuje takiego spełnienia jako facet. Lubię pomagać, lubię coś robić, mieć zadanie do wykonania, jestem bardzo pomocny i chętny do pomocy. Chciałbym, żeby kobieta ode mnie wymagała, żeby chciała czegoś ode mnie, żebym czuł się pomocny i potrzebny. Tak więc byłbym wniebowzięty, jakby z każdym problemem do mnie latała
Jestem nieco inny niż większość facetów (nie piję, nie palę, nie imprezuję, nie lubię hałasu, jestem bardziej domatorem, jestem nadwrażliwy) i nie olewam kobiety, tylko słucham co mówi, staram się bardzo i nigdy nie rzucam słów na wiatr, bo nienawidzę niesłowności.
kingway250 napisał/a:Facet ty po 6 miesiącach znajomości chcesz żeby dziewczyna zapomniała o swojej rodzinie i widziała tylko ciebie, ZAPOMNIJ. Użyj wyobraźni, dziewczyna musi czuć się przy tobie bezpiecznie musi widzieć w tobie przyjaciele na którego zawsze może liczyć we wszystkich sytuacjach, musi cię znać na wylot. Ja twierdze że nawet po ślubie przez jakiś okres dziewczyna podstawowa i niezawodną pomoc będzie widziała w rodzicach.
Dzięki za te słowa
Być może ja już za bardzo wybiegam w przyszłość, myślę jak to będzie, ale lepiej wcześniej niż za późno. Tak więc mam zejść na ziemię i czekać? Tylko czy to czekanie coś da? Jestem niecierpliwy i zawsze chcę "już, teraz"... Taka moja wada. A moim zdaniem czuje się ze mną bezpiecznie, zna mnie bardzo dobrze (tak wyszło, że poznaliśmy się w grze internetowej i prawie pół roku ze sobą pisaliśmy dzień w dzień - w tej grze pokazałem, że może na mnie liczyć w każdej sytuacji, wszystko w tej grze jej podporządkowałem). Mam też taką wadę, że jestem bardzo emocjonalny i czasami w nerwach plotę trzy po trzy i potrafię być bardzo nieprzyjemny (padły z mojej strony takie słowa jak: gnida, podła, wredna). W takich momentach przestaje czuć się bezpieczna. Tylko moje emocje biorą się z jej zachowania. Podam Wam przykład. Nienawidzę widoku pijanej kobiety. Dla mnie taka kobieta robi z siebie faceta, traci wszelkie cechy kobiety. Nie lubię ogólnie pijących kobiet, alkoholu zresztą też nie lubię, bo moim zdaniem powoduje tylko zło na świecie. I prosiłem ją, tłumaczyłem, żeby się nigdy nie upiła i żebym nigdy jej nie widział pijanej ani nie słyszał. Obiecała, że słowa dotrzyma. Ale któregoś razu pojechała na urlop i spędziła go z rodzicami na działce. Pisaliśmy sms do siebie, czasami dzwoniliśmy. Ale któregoś razu jakiś poddenerwowany byłem, ona nic nie pisała. Było około 23. Zadzwoniłem do niej, a ona odebrała pijana i nawet trochę bełkotała. Piła z własnym ojcem. We mnie się zagotowało, naubliżałem jej. Zawiodła mnie wtedy po całości, nie dotrzymała słowa i w moim mniemaniu zachowała się podle. I nie rozumiem jej rodziców. Jak rodzice mogli dopuścić do takiej sytuacji? Oni na pewno wiedzą jakie ja mam podejście do alkoholu. Nie toleruję palących kobiet i sam nie palę. Ona kiedyś paliła, ale musiała rzucić palenie, bo ja tego się domagałem (jedni nie lubią dresów, a inni palaczy). A wtedy na działce zapaliła jeszcze z mamą. Jej mama doskonale wie, że ona rzuciła palenie i mimo to dała jej papierosa. Dla mnie to nie jest normalne i nie świadczy dobrze o jej rodzicach. Dlatego jestem tak nastawiony do jej rodziców. I kiedyś moja dziewczyna napisała coś takiego: "Moja mama uważa, że niezależnie od tego z kim będę, ta osoba będzie miała szczęście, że ze mną jest." Poczułem się jak śmieć, jak jakiś kmiotek, który jest mniej warty od jej córki. Za kogo ona się ma? Za kogo ona ma swoją córkę i za kogo ma innych ludzi? Każdy jest równy i dla mnie takie podejście jest chore i niezdrowe. Moja dziewczyna jest ciągle niewinna, nigdy się nie przyznaje do błędu, a to jest moim zdaniem wynik takiego wychowania i takiego właśnie podejścia.
Tegan napisał/a:dla mnie rodzina jest wazna, ale takze wg mojej opinii dziewczyna za czesto sie z nimi spotyka, tak jakby pomimo wieku nie mogla odciac pepowiny, ja widze swoich rodzicow raz ws miesiacu i mi starczy, nie wiem po co dorosla osoba ma sie czesciej z rodzicami widywac, takze po czesci Cie rozumiem, ale z 2 strony nie wiem jak mozesz pisac tak wprost ze jej rodzina Cie nie interesuje, sorry stary ale jak np. wezmiecie slub a tesciowa nagle bedzie potrzebowala pomocy to nie pomozec bo Cie nie interesuje i z nia nie brales slubu?
Mnie nie przeszkadza, że się z nimi spotyka, ale przeszkadza mi ten schemat i to jak ważne dla niej są te niedzielne spotkania. Ze mną się nie spotka, bo w niedzielę są rodzice. Nie interesuje mnie pod tym względem, że nie chcę ich mieć w swoim związku. Niech żyją swoim życiem i pilnują swojego związku. Nie powiedziałem, że jak będą potrzebować pomocy to nie pomogę. W życiu bym tak nie postąpił. Jestem człowiekiem i to dobrze wychowanym. Rodzicom należy się szacunek, ale na pierwszym miejscu na być druga połówka. Nic nie może być ważniejsze. Mnie po prostu wkurzają takie słowa "Moja mama się nie wtrąca, odczep się od niej. Na Ciebie nie będzie mieć [wpływu], a na mnie miała od maleńkiego i nie zamierzam się od niej odcinać i jej olewać. Ja nie chcę być w takim związku jaki dzisiaj proponujesz. To mnie nie interesuje. Będziesz o nich słyszał, a jak nie chcesz to nie rozmawiaj ze mną.". A ja nie mam ochoty na słuchanie o jej rodzicach, nie chcę ich w tym związku, bo dla mnie związek to dwie osoby. Związek powinien być kołem. Ona za każdym razem się martwi i troszczy o swoich rodziców, a ja nie czuję, żeby choć w połowie się o mnie tak martwiła czy troszczyła. Zawsze o nich pamięta. Zawsze jest mama i tata. Jak do niej tata przyjechał naprawić kontakt, to już wyłączyła komputer i nie pisaliśmy. Przecież mogła zostawić włączonego lapka, napisać jak przebiega naprawa. A ona mnie odcięła. Już dla mnie nie miała czasu. I to mnie wkurza, bo ja tak nigdy nie robię. Czasami czuję się odcinany, taka bariera się pojawia, za którą nie mam wstępu. Nakierowałem nasz związek tak, żeby była otwartość, szczerość. Ale kiedy widzi się ze swoimi rodzicami i od nich wraca, to już moim zdaniem jest inna. Nagle znowu pojawia się taka niezależność, odcinanie i jest jakoś inaczej. Nie opiszę tego, bo to są uczucia, których się nie da przelać na papier (także wirtualny). Po prostu nie czuję, że jest moja.
kingway250 napisał/a:No nie od dziś wiadomo że jeśli teściowie są pozytywnie nastawieni do przyszłego zięcia to już połowa sukcesu do małżeństwa, a po ślubie tym bardziej trzeba czasem się podlizać rodzinie pani młodej żeby utrzymywać z nimi pozytywny kontakt, oczywiście pani młoda też powinna się uśmiechać co do swoich teściów.
Akurat ja takiego charakteru nie mam i nie mam zamiaru się nikomu podlizywać. Jestem sobą i nie mam zamiaru udawać kogoś innego czy się obłudnie schlebiać. Tak jak ktoś potraktuje mnie, tym i ja się odpłacę. Jestem miłą osobą, uczynną, ale jak ktoś jest moim wrogiem, to już jest fatalnie i wtedy podejmuję walkę.
takijedenfacet820 napisał/a:Doczytałem do tego momentu i muszę stwierdzić, że pisanie "o chceniu poważnego związku" to jakiś cholerny żart! Pół roku nie znając rodziny? Odbiło Ci!?!
I Ty jesteś poważny i dojrzały? Zamierzałeś poznać teściową na ślubie? WTF!?!
Jej brat nie zapoznał swojej dziewczyny z rodzicami przez 1,5 roku, więc co powiesz o jej bracie? Tacy są faceci i nie śpieszno im do zapoznania się z rodziną. Może Ty się pchasz od razu do czyjegoś domu, ale zanim pozna się rodziców, trzeba poznać dobrze drugą połówkę. Na poznanie rodziców przyjdzie czas. Nie z teściową będę się żenił.