Zacznę od tego, że przez 4 lata po ślubie mieszkaliśmy z mężem u teściów. Żyjąc z rodziną męża miałam wrażenie, że oni chcieli mnie sobie podporządkować do tego stopnia, że zaczeli mi dyktować kiedy i co powinnam jeść i co mówić. A po drugie zrobili sobie ze mnie dziewczynę do bicia, która cały czas jest wszystkiemu winna i wyładowywali na mnie frustracje, szydzili ze mnie i robili mi na złość. Traktowali mnie jak powietrze nie zauważając mnie albo mówiąc o mnie jakby mnie nie było w pokoju. Więc żyjąc tam tak na prawdę odizolowałam się od nich jak tylko mogłam. Właściwie to przestałam wychodzić z pokoju i wrzuciłam siebie w wir pracy bo jako projektantka mogłam pracować też w domu.Po 4 latach wyprowadziłam się do domu w tej samej wsi. Na początku teście, siostra męża czy babcia traktowali nasz dom jak swój i próbowali tu przyjeżdżać kiedy im się tylko podobało ale udało mi się z mężem im to ukrócić. Wkrótce po wprowdzce urodziła się nasza córeczka, więc starałam się odwiedzać teściów co 2 tygodnie ale było to dla mnie ciężkie bo teście i reszta jest dla mnie bardzo złośliwa. Nawet zaczeli mi wmawiać, że jestem jakaś psychiczna i oczywiście, że jestem do bani matką i próbowali na hama znaleźć co z moim dzieckiem jest nie tak, aczkolwiek moja córka rozwija się bardzo dobrze. Zastanawiałam się co jest przyczyną takiego ich zachowania ale nie widzę winy ze swojej strony. Próbowałam być dla nich miła, starałam się do nich dostosować. Na początku było ok. Codziennie chodziliśmy do teściów na obiad. Nigdy im na nic nie wymyślałam ani niczego im w domu nie zmieniałam ale jak teściu zaczął mi dyktować, co mam robić, że np.mam dawać taki czy inny prezent na chrzciny od bratanka albo jeść coś na co nie miałam ochoty i wszyscy naciskali na mnie, że mam robić co mówi teściu to mi się odechciało. Jeszcze mi zaczeli robić wyrzuty,że jestem uparta. Gdy coś robiliśmy nie po ich myśli to się obrażali i mi dokuczali: teksty typu "ale fajnie było jak Łukasz nie miał żony" stały się normą. Po prostu teściu terroryzuje całą rodzinę, a wszyscy latają dookoła, żeby było tak jak on chce. Nie da się też przy nich wyrazić własnej opinii odmiennej od nich bo zaraz cała ta rodzina cię atakuje jak jakaś klika, ciężko się też bronić bo zaraz zaczynają ci jeszcze bardziej dogryzać. Niedawno 15 letni brat od męża pobił swoich nauczycieli na wycieczce szkolnej pomimo, że tego nie chciał przez co odwieźli go w kaftanie. Psycholożka stwierdziła,że on po prostu tłumi swoje uczucia, gdy ktoś mu dogryzie i w końcu nie wytrzymał.Teście, żeby nie było na nich stwierdzili, że ich syn to taka ofiara i nie umie się bronić jak mu ktoś w szkole dogryzie.A ja myślę, że to właśnie przez teściów, którzy mogą wszystko a nikt im nie może odpyskować albo odpowiedzieć co myśli. Niedawno drugi brat męża rozwiódł się z żoną, która to też była czarnym charakterem w rodzinie męża aczkolwiek zasłużyła sobie na te miano bo była dosyć złośliwa. Teraz jeszcze bardziej rodzina męża zaczeła na mnie nalatywać, aczkolwiek starałam się nie mścić choć jest to trudne. Po prostu oni chyba muszą mieć jakąś czarną bezbronną owce,która jest zła i na której wszyscy wyładowują swoje frustracje. Jest to dla mnie o tyle ciężkie, że mieszkam na tej wsi daleko od rodziny, znajomych i na razie nie chodzę do pracy bo dziecko jest małe aczkolwiek staram się wychodzić do ludzi ile się da. Po prostu czuje, że ta rodzina to jakaś klika bo teraz wszyscy są przeciwko mnie teście, bracia, siostra, jedna babcia, druga babcia, dziadek, wujkowie. Jeszcze brat ma nową partnerkę, która jest najlepszą przyjaciółką siostry i ją też już nastawili przeciwko. Już nawet babcia i jeden brat stwierdzili, że teściu jest nienormalny ale jednak wszyscy trzymają klikę przeciwko mnie bo jest to dla nich wygodne bo odwraca to uwagę od teścia, który nikogo nie lubi, ma zapędy sadystyczne i jest despotą. Szwagier który mieszka u teścia nawet nie może się zbliżyć do swojej córeczki. Dziecko chce przebywać z dziadkiem a nie ze swoim ojcem (Mnie też chcieli przekabacić, że mam im dać dziecko na wychowanie ale ni hu hu. W ogóle jak ich odwiedzałam to wyrywali mi ją z rąk, tak że nie mogłam się do niej zbliżać jak u nich byłam, bo zaraz były przykre komentarze, ale im się nie dałam). Po prostu teść tak ustawił swoją córeczkę, że dzieckiem może się opiekować ona albo teściu albo teściowa a zięć poszedł w odstawkę. Ale niestety szwagier nie robi nic, żeby się przeciwstawić teściowi bo się go boi. Jedyne co łączy go z żoną to nienawiść do mnie chociaż ja mu nic nie zrobiłam. Ale mam wrażenie, że taka nagonka na mnie ich razem spaja i łączy, a do tego to ja jestem tą bardziej złą niż on, chociaż teściu też nienawidzi szwagra. Wg nich jestem złą matką, żoną, którą mąż powinien jak najprędzej zmienić, jestem psychiczna i w ogóle wszystko co najgorsze. Myślę,że oni wiedzą, że teściu jest nienormalny ale tylko ja zaczełam niedawno o tym głośno mówić i dlatego mam jeszcze bardziej przerąbane. Mój mąż jak się go spytałam czemu oni mi tak dogadują stwierdził, że oni zawsze tacy byli, zachowuje się jakby nigdy nic. Jeżdżę tam co 3 tygodnie z córką, żeby miała kontakt z dziadkami ale jest mi na prawdę ciężko, bo w kółko mi próbują wmówić, że coś ze mną jest nie tak i zastanawiam się,żeby puszczać tam męża samego z córką. Z drugiej strony boje się o to, że będą psuć mój autorytet w oczach dziecka a tak to przynajmniej jakoś mam to pod kontrolą. Rodzina męża cały czas naciska na nas, że mamy się z nimi jak najwięcej spotykać i w kółko robią wyrzuty mi i mężowi, że za mało się z nimi spotykamy aczkolwiek mąż jeździ tam co tydzień. Obawiam się, że za chwilę przekabacą go na swoją stronę, bo jestem w tym wszystkim sama przeciwko jego całej rodzinie.Boję się, też tego że wyrobią mi jakąś bardzo negatywną opinie na tej wsi. W końcu oni są stąd, a ich rodzina,żyjąca na tej wsi jest spora. Boje się też, że za chwilę na tyle mnie sprowokują, że albo ich pobije albo mnie odwiozą w kaftanie. Boje się też, że za chwilę na prawdę się rozchoruje psychicznie, bo oni w kółko próbują zniszczyć moją pewność siebie.Zastanawia mnie jak inni widzą moją sytuacje od zewnątrz. Piszcie co o tym wszystkim myślicie.
1 2014-08-05 15:23:26 Ostatnio edytowany przez szeropinjon (2014-08-05 17:10:00)
Podobne tematy
ZAWSZE tacy byli, czy teraz RAPTEM zrobili się TACY... wszyscy w czambuł źli? Wlazłaś w gniazdo os?
Nie ma pomiłuj - nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko.
Albo będziesz z nimi kontakt utrzymywać (i trzymać przysłowiową "rękę na pulsie") albo popuścisz (zaprzestaniesz "pilnowania") i dasz im wolną rękę. Trzeciego wyjścia to ja nie widzę.
Oni sobie założyli, że będą kontrolować życie swoich dzieci i że zrobią sobie ze mnie kozła ofiarnego bo jestem tu sama, bezbronna. Nie udaje im się kontrolować naszego życia przez co są wściekli ale za to udało im się zrobić ze mnie kozła ofiarnego a pozostałym to pasuje, bo teściu jest agresywny i wyładowuje swoją frustracje na mnie a nie na nich. Myśle, że czasami grupa potrzebuje takiego kozła a ja im się wpasowałam w tą rolę.
A ja na twoim miejscu stałabym się taką osobą, jaką widzą cię oni.
Myślą, że jesteś złośliwą jędzą? Zacznij nią być - dogryzaj im i nie pozwól zrobić z siebie ofiary.
A jak reaguje mąż, kiedy ktoś z jego rodziny stara Ci się dopiec? Bo napisałaś, że kiedy Ty z nim rozmawiasz o tym, to "stwierdził, że oni zawsze tacy byli, zachowuje się jakby nigdy nic". Jeżeli nie reaguje również przy nich, to nie dziwię się, że nie chcesz tam jeździć - on powinien stanąć po Twojej stronie i wręcz zabronić takich komentarzy, choćby pod pretekstem tego, że jeśli to się nie skończy, to przestaniesz ich odwiedzać z dzieckiem i koniec. Jeżeli chcą mieć kontakt z dzieckiem, to pod warunkiem, że zmienią swoje zachowanie w stosunku do Ciebie. I to mąż powinien tego dopilnować... Jak w ogóle on może Cię tam zabierać - osobę, którą kocha - i narażać na takie przykrości?
6 2014-08-14 14:41:30 Ostatnio edytowany przez szeropinjon (2014-08-14 15:44:51)
Ja również nie rozumiem zachowania mojego męża. Przecież jakby moi rodzice zachowywali się tak w stosunku do niego to bym ich chyba "zagryzła". Czasami jak teście czy ktokolwiek inny z jego rodziny dogryzie mi w bardzo widoczny sposób to mój mąż mnie jakoś próbuje bronić ale on też nie jest w stanie wszystkiego wychwycić. Często próbują mi dogryżć przez różne aluzyjki typu "A synowa sąsiadki jest taka fajna i ona też nie jest stąd" i tego mój mąż już nie widzi. Ale ja po prostu nie rozumiem czemu on z nimi nie pogada, że zachowują się w sposób karygodny i im jakoś nie zagrozi zerwaniem kontaktów tak jak tu piszesz, żeby ich w końcu przystopować. Po prostu mam wrażenie, że nawet jakby teściu mnie pobił (co wydaje się całkiem realne bo on jest nieobliczalny i trochę psychopatyczny) to mój mąż byłby dalej lojalny w stosunku do nich i odzywał by się do nich jak gdyby nigdy nic. Już mu o tym mówiłam to oczywiście zaprzeczał. Mój mąż po prostu boi się swoich rodziców i tego albo nie widzi albo nie chce się przyznać. Po prostu teście wychowali swoje dzieci na ślepo posłuszne i cały czas ich próbują ustawiać. Do mnie też teściowa ma w kółko pretensje, że się ich nie słucham. To jest po prostu chore. Jest 21 wiek, ja mam prawie 30lat a oni próbują mnie zniewolić. Ostatnio udostępniłam sobie na facebooku post z artykułem "jak pozbyć się synowej" i akurat tak się złożyło,że były tam opisane chwyty prawie identyczne z tymi, które oni stosują. Jak oni to ujrzeli to się po prostu wściekli bo teraz może wyjść na wierzch to jak oni się zachowują i stwierdzili, że jesteśmy w stanie wojny. Ja już więcej ich nie zamierzam odwiedzać.Po 6 latach dogryzania mam ich serdecznie dość zwłaszcza, że z tego stresu chyba zaczeły mi już włosy wypadać. Jak co to mój mąż może tam jechać sam z córką aczkolwiek jest to dość ryzykowne. Niestety jutro jadę na wesele gdzie będzie brat męża, ze swoją partnerką i już się obawiam, że będą mnie tam ostro prowokować, krytykować przy innych i wypominać, że już od miesiąca nie byłam z małą u teściów. Nawet jeśli nie będe ich odwiedzać to niestety będe miała z nimi do czynienia przy okolicznościach typu wesela, komunie itp. Czasami mam wrażenie, że albo ja albo nasze małżeństwo tego wszystkiego nie przetrwa.
A nie możecie się jakoś od nich odciąć? Wiem, że łatwo powiedzieć, ale czy musicie mieszkać tak blisko nich? Nie ma możliwości wyprowadzki gdziekolwiek, byle dalej?
Ja bym na Twoim miejscu po pierwsze nie dała sobie wchodzić na głowę i reagowała na każdą zaczepkę. Jeżeli są tacy, że spokojne rozmowy i przemówienie do rozsądku nie działa, to trudno. Też bądź złośliwa. Nie zaczynaj, ale odpowiadaj. Tylko właśnie złośliwością, ironią, uszczypliwością itp., a nie chamstwem - wszystko uprzejmym tonem i z chłodnym uśmiechem. Z klasą. Bo jeżeli nikt tak naprawdę nie staje w Twojej obronie, to musisz zrobić to sama, nawet w ten sposób - na razie teściowie widzą, że mogą Ci wejść na głowę, syn coś tam czasem powie, ale po co go słuchać, a Twoimi prośbami przejmować się nie będą. Więc pokaż, że kto mieczem wojuje...
Dalej - rozmowa z mężem. Ale nie taka, która skończy się skwitowaniem, że oni tacy są. Powinnaś mu przedstawić od początku do końca, czego sobie nie życzysz, nie wiem, zasugeruj, żeby postawił się w Twojej sytuacji - gdyby mieszkał blisko Twojej rodziny, swoją miał daleko, każdy mu dogryzał, a Ty byś miała to gdzieś. To jest Twój mąż i ma Cię bronić. X lat temu maczugą, teraz może słownie. I tak ma łatwiej.
To nie oznacza, że ma się odciąć od rodziców, robić awantury itp., tylko wymagać szacunku i dobrego traktowania Ciebie - nie muszą Cię nawet lubić przecież i reagować, kiedy się do tego nie dostosowują kolejno np. zwróceniem uwagi, powrotem z Tobą i dzieckiem do domu, ostatecznie informacją, że jak to się nie zmieni, to koniec wizyt, bo ani Ty nie musisz tego znosić, ani Twoje dziecko nie musi pojawiać się tam, gdzie tak Cię traktują. Powtórzę, że nie chodzi o wymuszenie przyjaźni między Wami, a jak nie to koniec kontaktów z dzieckiem, bo to by było niefajne, ale o samo traktowanie Cię z szacunkiem.
8 2014-08-14 16:45:01 Ostatnio edytowany przez szeropinjon (2014-08-14 16:58:14)
Dzięki za poradę Eileen
Myślę, że to co napisałaś jest bardzo trafne aczkolwiek gorzej będzie z realizacją, bo męża na prawdę ciężko przekonać do moich racji, zwłaszcza, że on jest trochę gruboskórny i twierdzi, że jemu takie zachowanie by nie przeszkadzało a do tego dochodzi jeszcze fakt, że jego rodzina w kółko go próbuje przeciągnąć na swoją stronę ale będe próbować. Pozdrawiam ![]()
Powodzenia i nie daj się im! ![]()
wydaje mi się za bardzo żyjesz sprawami z teściami i rodzina meza, a poza tym masz jakies zycie, problemy?