Nie będę przynudzać Was całą opowieścią, na jakiej stronie Go poznałam, jak to wszystko się zaczynało, rozwijało, skończyło. Przejdę do meritum sprawy.
Napomknę, że jestem starsza o lat cztery (mam lat 22), dzieli nas ponad 250 kilometrów. Nie wierzyłam w zakochanie przez Internet, do czasu spotkania Jego. Uważałam, że w Sieci można tylko się zauroczyć, zachłysnąć czyimś sposobem bycia, osobowością. Nieważne. Pisaliśmy od roku. Kilka razy podchodziliśmy do spotkań, jednakże zawsze z jakiś (uzasadnionych!) powodów, nie dochodziły do skutku. Do niedawna wszystko było piękne, dosłownie. Zero kłótni, zero smutku, rozczarowań. Uzgodniliśmy spotkanie. Bukowałam bilet, a tu nagle wielkie bum - coś musi przemyśleć, nie jest gotowy. Ot tak, z dnia na dzień. Wczoraj "kocham", dziś "nie chcę się z Tobą spotkać". Do niczego nie zmuszałam, nie ponaglałam. Zaznaczam, że to On to wszystko zainicjował. Pierwszy wyznał uczucie. Z mojej strony długo to wszystko się budowało, a kiedy powstało On bez skrupułów mi to odbiera.
Dziewczyny! Kobietki!
Jak nie dać się zwariować? Jak powstrzymać płacz? Przestać o tym myśleć? Wytłumaczcie mi, czy możliwym jest, by uczucie ulotniło się z dnia na dzień? Może On ma jakieś obawy? Czegoś się wstydzi? Coś ukrywa?
Rozmowa nie pomogła. Ilekroć chcę zacząć temat, On twierdzi, że przestanie ze mną się kontaktować. Nie chce spotkania, a rozmowy dopuszcza. Co jest nie tak? Dać Mu czas? Jak przeżyć w samotności?
Jestem tutaj nowa. Czuję się, jakby zeszło ze mnie całe życie. Proszę o pomoc.