Moje historia jest dosc trudna.
Mam 22 lata, 2 letniego synka i partnera z ktorym jestem łącznie 5 lat.
Mieszkam za granica, gdzier wyjechalismy za przyslowiowym chlebem. No i nie jestem tu zbyt szczesliwa. Nie mam przyjaciol, tesknie za rodziną, wiekszosc czasu spedzam sama w domu opiekujac sie synkiem.
No i do tego z moim facetem nie uklada mi sie najlepiej... On nie za bardzo chce spedzac czas z nami, odnosze wrazenie ze zyje we wlasnym swiecie, ma tutaj tez niewielu znajomych jednak gdy przychodzi weekend woli sie spotkac z kolega niz wyjsc gdzies razem z nami. Kiedy mu mowie ze chcialabym zeby spedzal z nami wiecej czasu odpowiada ze przeciez tak jest, i owszem, spedza ale jest to czas spedzony biernie, polegajacy na wspolnym siedzeniu na kanapie-ja przed tv, on przy komputerze. Opiekuje sie synem, duzo pracuje zeby zylo nam sie lepiej, na to nie moge narzekac. Ale ostatnio szczerze z nim porozmawialam, ze chcialabym zebysme robili razem wiecej rzeczy on powiedzial ze mnie rozumie, umowilismy sie ze nastepnego dnia pojdziemy do jego siostry na grilla. Niestety wieczor wczesniej poszedl z kolega na "piwko" i wrocil dopiero nad ranem(zdarzylo sie to pierwszy raz). Rano nie poszedl oczywscie ze mna na tego grilla, bylam wsciekla, poszlam wiec z synkiem sama i jak zwykle wszyscy pytalil sie czemu go nie ma, na okolo same pary a ja sama z dzieckiem, co jest dosc czeste, bo pan domu poszedl spac. To tylko jeden przyklad, jakich jest mnóstwo. Mam takie wrazenie ze jemu nawet nie chce sie ze mna rozmawiac, rozumiem ze z pracy wraca zmeczony i chce miec spokoj jednak kiedy spotyka sie z kims innym, rozmawia z siostra czy kolegami jest taki zadowolony a po chwili wraca do mnie ze smętną mina i nic nie mowi. Brakuje mi bliskosci, wspolnych wypadów do parku, po prostu uwagi tymbardziej ze jest on mi tutaj najblizsza osoba ktorej moge sie zwierzyc. Zbliza sie nasza 5 rocznica. Bywaja dni kiedy stara sie, robi cos dla mnie zeby bylo mi milo i wtedy jestem szczesliwa, mysle sobie ze teraz juz bedzie lepiej przeciez tak go kocham. A nastepnego dnia wszystko sie wali i wtedy mysle nad rozstaniem, wyprowadzka, ze mam go dosc i nasz zwiazek sie rozpada. A potem znowu jest dobrze... i zle... i dobrze... i tak w kółko. Bledne kolo, jestem rozchwiana emocjonalnie, nie mam pojecia co z tym zrobic.
Podobne tematy
2 2013-07-08 14:19:31 Ostatnio edytowany przez malina.m (2013-07-08 14:25:13)
Obie osoby musza sie starac w zwiazku.Sama zebys chciala jak najlepiej nie dasz rady.
Warto zastanowic sie co zrobic dalej ,bo ciezko byc samotana obok kogos blisko....
Ja bym zajeła sie soba,zaczeła wychodzic do szwagierki ,a dzieco zostawilabym po opieka ojca.Kazdy powinien miec czas dla siebie.Pokaz mu ,ze bez niego tez umiesz zyc.Ubierz sie fajnie ,umaluj i umow sie na spacer ,do kawiarni,baru.Zrob cos dla siebie :)Moze sa jacys znajomi wokol Ciebie rozejrzyj sie ![]()
No wlasnie, czuje sie samotna w tym związku. To, że ja sie staram nic nie daje. Kiedys bylo miedzy nami inaczej, nie wiem dlaczego teraz jest taki. Generalnie on jest bardzo zamkniety w sobie, wiec za wiele mi nie powie.
Wygląda na to że on sie jakby znudził trochę waszym związkiem lekko mówiąc. może się mysle, moze to tylko chwilowe, ale poki co na to wygląda.
jesteś bardzo mloda powinnaś isć do pracy. dziecko ma już 2 latka może iść do przedszkola albo możesz poszukać opiekunki. mąż na pewno spojrzy na ciebie inaczej jeśli i Ty pomożesz torche rodzinie i nie bedziesz wiecznie siedziala w domu. Nawet praca na pol etatu bylaby dobra, bylabys niezależna i pokazala męzowi że też możesz coś zrobic a nie tylko siedzieć i czekać na niego.
hej milo mi z strony
jesteśmy związku 4miesiace byliśmy lepiej miedzy z nami
cholera ze ja go bardzo kocham a on mnie tez później on tajemnic przed chile ze ma inna imie asia 16latka a on 24latka .. ona zebralo od mojego skarba i onb woli z nia mloda 16latka chodzic
:9 nie myslal mnie tylko z nia chodzi o wygląd
:( napisał ze obiecuje ze zz nami nie rozstanie a teraz mnie wszystko oszukal zradziles
:( przez winna ona jebana ![]()
takaja87- u nas to było tak ze nie moglismy znalezc dla synka przedszkola, bo tutaj dopiero kiedy dziecko idzie do szkoly, w wieku 4 lat jest darmowe. Dla mlodszych dzieci koszt przedszkola wynosi prawie całą pensje mojego męża, wiec to on zdecydowal ze bedzie zarabial na nas bo na przedszkole nas nie stać. Kiedy mowilam o pracy dorywczej stwierdzil ze to się "nie oplaca". Kiedy wychodze gdzies bez niego to od razu ma do mnie pretensje, ze go olewam itp. Mowilam ze chcialabym pojechac do polski na jakies 2-3 tygodnie, za swoje pieniadze, bo mam w pl troche oszczednosci. Stwierdzil ze nie, bo cos mi sie stanie i sie o mnie wielce martwi. Z jednej strony mam wrazenie ze on najchetniej zamknalby mnie jak ptaszka w klatce, a z drugiej wcale nie ma ochoty spedzac ze mna czasu. Najlepiej zebym ja siedziala w domu pod kluczem a on mial wolną rękę... Nie rozumiem tego.
wiem, że musisz sie zle z tym czuć. nie może być tak że Ty idziesz sama na grilla mając partnera z którym wlasnie powinnaś spedzać wolny czas. Rozumiem że jesteście oboje mlodzi, może on pomyslal sobie że skoro ma już dziecko i Ty dajesz sobie swietnie rade z wychowaniem to może się troszke sam wybawić i zaszaleć.
nie wiem w jakim jesteś kraju ale w Irl są też przedszkola polskie. nie wiem ile to kosztuje bo nie mam jeszcze dzieciaczka, może warto byłoby tam spróbować sie dowiedzieć. nawet gdyby mialo to kosztować polowe twojej wyplaty to są plusy. dziecko pozna kolegów i koleżanki, otworzy sie na innych a Ty sama na pewno w pracy poznasz kogos. nowe koleżanki, nowe znajomości. Widzisz kochana siedzisz w domu i tylko marnujesz czas. On wraca z pracy i jest znow to samo, Ty siedzisz czekasz z obiadkiem i go gdzies wyciągasz. każdy dzień staje sie podobny do drugiego, rutyna taka.
gdybys miala pracę to też docenilabys dni wolne i on moze też. wtedy razem byście mogli coś planować na dni wolne
ja wiem ze facet często mowi kobiecie żeby nie pracowala bo cos tam, ale wiadomo że i tak lepiej uklada sie jak jednak oboje pracują, znam to nie tylko z autopsji ![]()
Jestesmy w UK. Udało mi się narazie załatwić młodemu przedszkole- 15 godzin tygodniowo, bo tyle tutaj jest darmowe. I najpewniej synek od wrzesnia pojdzie juz do przedszkola. Jesli uda sie znalezc prace na part time to doplace za te kilka godzin i synek bedzie 3 dni w tygodniu po 8 h, a ja poszukam na ten czas pracy. Nawet gdyby kokosów nie było.
Tak, jestesmy mlodzi- ja mam 22 lata, on 23, więc wiadomo, ze w tym wieku to kazdy chcialby sie wyszalec no ale przyszlo dziecko, odpowiedzialnosc, dom i pewnie mu tego brakuje.
Moj obecny, o którym już tutaj kiedyś pisałam maa swoje wzloty i upadki. Był taki okres, kiedy dogadywaliśmy się świetnie. Trwało to około 4 miesięcy. Codzienne rozmowy, zaczął zabierać mnie na kolacje, spędzać czas ze mną i synkiem, było między nami wspaniale. Ale ostatnio znowu zaczęło się psuć. Nie do końca wiem, co jest tego powodem. Potrafimy żyć w zgodzie i pełnej harmonii aż nagle coś się dzieje i kłócimy się codziennie o zwykłe głupoty.
Mamy syna, który od stycznia idzie do przedszkola (mieszkam w UK), ja w koncu bede mogła isc do pracy, miec jakis czas dla siebie, czego mi ogromnie brakuje. Na święta przylatuje do nas jego mama i ojczym. Pomyślałam więc, że będzie to świetna okazja by spędzić choć troche czasu we dwoje, czego nam baaardzo brakuje, bo nie mamy tutaj nikogo, kto mógłby się zająć synkiem pod naszą nieobecność. Mówiłam, że może zabierze mnie na romantyczna kolacje, a może po prostu pojdziemy na spacer i spędzimy ten czas jak kiedyś. Niestety, chyba tylko mnie tego brakuje, bo on w ogóle nie wydaje sie być zainteresowany. Za to cieszy się, że będzie miał czas na kolegów, że będą imprezować a ja? Jak chce mogę iść z nimi... Ale lepiej, gdyby mnie nie było.
Nie rozumiem go, o co mu chodzi. Chyba wcale mu na mnie nie zależy skoro zamiast zrobić coś dla mnie i jakoś spędzić czas razem, zabrać jego rodziców, pokazac im miasto itd. on woli spędzić czas z kolegami, którzy są dla niego absolutnym priorytetem. Na mój argument, że jeszcze nigdzie tutaj nie byłam, bo cały czas siedze w domu z synkiem odpowiada- jesteś samolubna!
Najgorsze jest to, że kiedy próbuje z nim porozmawiać to albo zaraz podnosi głos i twierdzi, że go atakuje, albo odpowiada mi nooo, noo, patrząc w telefon. Nie wiem sama jak z nim rozmawiać, jak nim "wstrząsnąć" i co zrobić z tym wszystkim. Jest mi tak smutno i źle, a nie mam nawet z kim o tym wszystkim porozmawiać. W ogóle mam mnóstwo uczuć, których nie mogę z siebie wyrzucic, bo jemu się nie moge zwierzyc, a przyjaciół tu nie mam.
To jest napewno ciężka sytuacja dla Ciebie, tym bardziej, że nie masz tam przyjaciół. Mnie się wydaje, że znudziło go życie rodzinne i szuka rozrywki jesteście w końcu bardzo młodzi. Nie rozumiem jednak tego, że nie myśli wtedy o Tobie, że też miałabyś ochotę gdzieś wyjść spotkać się z ludzmi. Może minąć trochę czasu zanim on zrozumie co jest najważniejsze. Nie wiem co Ci poradzić jeśli rozmową nic nie możesz zdziałać. Niedługo zaczniesz pracy oby wtedy się coś zmieniło, może wtedy i on doceni to co robisz, bo jak mi się zdaje facetom się wydaje że siedzenie z dzieckiem w domu to czysta przyjemność. Dawaj znać co i jak ![]()
11 2013-12-10 17:35:11 Ostatnio edytowany przez kamikadze1991 (2013-12-10 17:35:51)
Dziękuję za odpowiedź.
Niestety, ale sądziłam, że on już zrozumiał co jest najważniejsze. Był taki okres, kiedy on mieszkał sam w UK i żyliśmy osobno jakieś 6 miesięcy. W tamtym czasie był dla mnie przewspaniały, a kiedy w końcu przyjechaliśmy do niego na stałe z synem to prawie mnie na rękach nosił, obiecywał oświadczyny, ślub i Bóg wie co... Pomyślałam więc, że skoro przetrwaliśmy próbę czasu, on wywiązał się ze swoich obietnic (cięzko pracował, odkładał, wynajął dla nas mieszkanie) to teraz już będzie tylko lepiej. Dla naszego wspólnego dobra zdecydowałam się wyemigrować, choc w głębi duszy wcale tego nie chciałam. I może to właśnie jest przyczyną naszych spięc, po części. Ja mu mówiłam, że chciałabym wrócić, że jednak mały powinien mieć kontakt również z dziadkami, jednak ojczyzna to ojczyzna. Ale on się zaparł, że tam pracy nie mógł znaleźć, że znowu do rodziców pod dach wrócimy i kasy nie będzie. Przemilczałam. Jednak on ma tutaj troche inną sytuacje, bo jego koledzy również wyjechali z PL i ma znajomych, a moje koleżanki zostały w Polsce i studiują, czego też mi osobiście troche żal, bo sama zawsze chciałam skończyć studia.
Nie chce, żeby to zabrzmiało tak, że ja za swoje niepowodzenia wyżywam się na nim, jednakże nie widzę w nim ani odrobiny empatii. Kiedy jemu jest smutno zawsze go wspieram. Natomiast, kiedy ja mam jakieś potrzeby czy pragnienia on je zwyczajnie bagatelizuje. To tak jakbym mówiła do ściany. I teraz właśnie ostatnia sytuacja, kiedy mówiłam mu, że chciałabym gdzieś wyjść, oderwać się od domowych obowiązków, a on jak zwykle przedkłada swoje potrzeby nad moje i ważniejsi są koledzy. Mam takie wrażenie, że jestem na którymś z kolei miejscu. Nie zrozumiem go, bo on nie chce rozmawiać, nie chce mówić o uczuciach, a kiedy już próbuję to zawsze kończy się to sprzeczką.
Może ktoś będzie w stanie mi pomóc. Ktoś, o podobnych doświadczeniach...