czesc znalazlam dzisaj wasza strone i poczytalam postanowilam napisac poniewarz mnimo rodziny meza alkocholika i codownych dzieciakow jestem sama z problemami obowiazkami wyszlam za maz cztery lata temu nikt przed slubem niepowiedzial mi ze moj maz pil alkochol do tego stopnia ze musial sie leczyc ja juz jestem po pierszym nieudanym malzenstwie z ktorego mam corke codowna zas z drugiego mam syna 3letniego tak szczeze to zeby nie oni to niewiem jak by bylo probowalam wszystkiego juz aby maz zaczol sie leczyc bo bardzo go kochalam teraz juz .......chyba nie postanowilam dzis o rozwodzie niewiem czy dobrze robie ale mysle ze to najlepsze wyjscie, Niemam z kim porozmawiac bo z rodzicami niebardzo moge maja zal do mnie ze jeszcze nie odeszlam od niego a ze znajomymi nierozmawiam na ten temat ukrywam po prostu jest zle nie lubie sie wyzalac ale naprawde juz nie daje rady przepraszam
1 2013-03-09 19:30:54 Ostatnio edytowany przez jowis (2013-03-09 20:47:46)
Podobne tematy
Witam Cię ,przeczytałam twój post i całkowicie rozumiem twoją bezradność.Sama żyję w takim związku od 10 lat.Z alkoholizmem męża jest z roku na rok coraz gorzej ,jego nalóg się utrwalił i pogłębil .Mam trojkę dzieci i jedyne czego pragnę dla siebie i dla nich to żyć normalnie.Najgorsze jest to ,że doszłam ostatnio do wniosku ,że to ja stworzylam mojemu mężowi komfortowe warunki do picia.Żyję w ciągłym stresie,co doprowadzilo u mnie do nerwicowych i lękowych stanów. Wczeniej probowałam ukrywać jego alkoholizm i tylko ja wiem ile mnie to kosztowało,teraz ju wiem że nie da się ukryć tego faktu i dlatego zaczełam się izolować od ludzi.Czuję się totalnie bezradna wobec tego problemu.próbowałam już wielu form walki z jego nalogiem ale wszystkie sposoby jak dotąd okazały się nieskuteczne.Czuję się jak żdżbło wiotkiej trawy na wietrze.Jestem zupełnie bezwolna Próbowałam wiele razy skonczyć z tym,tyle razy wyżucałam go a póżniej czekałam jak pies na jego powrót.Boję się zostać sama.Ale jedno wiem napewno ,że gdybym mogła cofnąć czas nigdy bym się nie chciała z nim związać.
Jedyna rada jak mogę dać, to obie idźcie do poradni leczenia uzależnień. Tam są też programy terapeutyczne dla żon alkoholików. Fachowcy powiedzą co można zrobić.
4 2013-03-16 12:06:12 Ostatnio edytowany przez Suzan_444 (2013-03-16 12:06:36)
Przyłączam się do powyższego postu - tam znajdziecie zrozumienie i pomoc , których obie potrzebujecie.
Polecam terapie dla wspoluzaleznionych autorko
witam ja zaczelam uczeszczac na spotkania psychologiczne jestem obieta niebieska karta robie wszystko aby moje dzieciaki widzialy ze damy rade ale mieszkam z nim pod jednym dachem bardzo ciezko najgorsze jest to ze syn jest bardzo za nim dopytuje sie o niego jak nie ma go teskni i wtedy bardziej sie zalamuje doswiadczylam tego jak ja bylam mala moja mama sie rozwiodla pamietam jak mi brakowalo ojca dlatego wiem co przezywa moj synus staram sie zastapic go ale tego nie da sie dokonca zrealizowac mnie teraz doszla choroba chodze na hemioterapie walcze aby wyzdrowiec dla nich dla dzieci dla samej siebie bo gdzies tam gleboko wierze ze jeszcze sie usmiechne ale sil co raz mniej jak zaczyna mnie dopadac samotnosc wiem ze izolowanie sie od ludzi nie jest dobre ale na ta chwile wole to bo spotkalam sie z osobami ktorzy twierdza ze jest tak bo tego chcialam powtarzaja ze jak sobie poscielilam tak teraz spie....... pewnie tak ale czy ja tego chcialam
Witam Cię ,przeczytałam twój post i całkowicie rozumiem twoją bezradność.Sama żyję w takim związku od 10 lat.Z alkoholizmem męża jest z roku na rok coraz gorzej ,jego nalóg się utrwalił i pogłębil .Mam trojkę dzieci i jedyne czego pragnę dla siebie i dla nich to żyć normalnie.Najgorsze jest to ,że doszłam ostatnio do wniosku ,że to ja stworzylam mojemu mężowi komfortowe warunki do picia.Żyję w ciągłym stresie,co doprowadzilo u mnie do nerwicowych i lękowych stanów. Wczeniej probowałam ukrywać jego alkoholizm i tylko ja wiem ile mnie to kosztowało,teraz ju wiem że nie da się ukryć tego faktu i dlatego zaczełam się izolować od ludzi.Czuję się totalnie bezradna wobec tego problemu.próbowałam już wielu form walki z jego nalogiem ale wszystkie sposoby jak dotąd okazały się nieskuteczne.Czuję się jak żdżbło wiotkiej trawy na wietrze.Jestem zupełnie bezwolna Próbowałam wiele razy skonczyć z tym,tyle razy wyżucałam go a póżniej czekałam jak pies na jego powrót.Boję się zostać sama.Ale jedno wiem napewno ,że gdybym mogła cofnąć czas nigdy bym się nie chciała z nim związać.
witam jestem tu drugi raz pomylkowo wyslalam to co kiedys pisalam przepraszam za pomylke dziekuje za odpisanie mi jest mi przyjemnie ze ktos przeczytal co napisalam chcialam powiedziec ze uczeszczam na terapie dla wsoluzaleznionych napewno co to pomaga takim ludziom jak jak ktorzy sie znalezli w takiej sytuacji ale mimo wszystko czlowiek a moze to ja wstyze sie przyzac ze mam takie zycie jestem obieta niebieska karta mam psychologa naprawde bardzo fajna grupa ktora pomaga ludzia ale prosze mi wierzyc to jet na zewnatrz jak wracam do domu to wszystko wraca staram sie dla dzieci aby widzialy mnie usmiechnietam staram sie spedzac z nimi tyle czasu ile moge aby nie myslaly o tym wszystkim co sie dzieje dookola nas teraz zaczynam nowy problem poniewaz niedawo zrobilam sobie badania no i ....oczywiscie zle zaczynam od hemioterapi staram sie nie poddawac ale jest co raz gorzej nikomu niec nie mowie najblizszym poniewaz uslyszalam ze jak sobie poscielilam tak teraz mam i spie wiec niewarto abym cos mowila bo i tak wiyjdzie ze to moja wina chcialabym udowodnic sobie ze dam rade ze dla dzieci zrobie wszystko aby sie pozbierac ale jest juz naprawde ciezko niemam sil mimo ze naprawde sie staram prosze wiezyc dziekuje choc za to ze moge tutaj troszke sie otworzyc i prosze wierzyc nie zaskoczy mnie to ze ktos napisze mi ze jestem naiwna czy inne tam takie bo prawda jest taka ze sama sobie taki los zgotowalam
Ja również obwiniam się nieraz za swoje wybory,ale myślę iż są one podyktowane poszukiwaniem miłości i akceptacji oraz poczucia bezpieczeństwa ,którego zabrakło w dzieciństwie.Dopiero z perspektywy czasu możemy ocenić czy dana decyzja była słuszna i widzimy jaki duży wpływ miała na nasze życie.Ja wiem jedno,że zawsze starałam się jak mogłam aby wszystko było jak najlepiej.Nie jesteś winna swojej obecnej sytuacji tak jak nie jesteś winna temu ,że zachorowałaś.Moja sytuacja obecnie jest podobna walczę codzień z poważną chorobą i alkoholizmem mojego męża,te dwie bestie odbierają mi siły do walki o każdy kolejny dzień.
najgorzej jest jak trzeba walczyc z chorobami bo jak wiemy alkocholizm tez choroba tylko ludzie nieprzyznaja sie do niej i niechca sie leczyc niemoge zrozumiec jak ten swiat jest poukladany jak jest inna choroba to do lekarza sie idzie a jak alkochol wchodzi w gre to juz nie mozna sie udac do niego