netkobietyWszystkie działy
Samotność

niby jestem w związku, ale... to mój 20sty związek...

7 odpowiedzi2 939 wyświetleńzałożony przez vilemojoe, 10.03.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » niby jestem w związku, ale... to mój 20sty związek...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1

Temat: niby jestem w związku, ale... to mój 20sty związek...

Kochani!

Mój problem jest złożony. Po pierwsze przez ostatnie dwa miesiące wydawało mi się, że znalazłam mężczyznę, z którym ułożę sobie w końcu życie. Mam 24, za moment kończę studia i pewnie wrócę do domu rodziców, gdzie rygor narzucony przez nich nie pozwoli mi znów nikogo poznać, tak, jak było to w okresie dorastania. Przerażona tą perspektywą, znalazłam kogoś i trzymam się tej osoby, chociaż w ogóle mnie ten mężczyzna nie pociąga. Rozmawiamy przez długie godziny, on przyjeżdża do mnie 150km raz w tygodniu, zjawia się z kwiatami i słodyczami, jest kochany i pomocny. Tylko ja nic do niego nie czuję. I to z kolei wpędza mnie w ogromne poczucie winy i dyskredytuje mnie we własnych oczach. Przed nim były przelotne znajomości, wszystko kończyłam po kilku miesiącach. Nie rozumiem swojego postępowania, ale widzę, że coś z nim jest nie tak. Po prostu zawsze nadchodził moment, kiedy uciekałam i jednocześnie stwierdzałam, że stać mnie na coś lepszego, że znajdę kogoś, kto będzie miał to, czego brakuje obecnemu mężczyźnie. W tej chwili jest to zapach i naturalnie związane z tym sytuacje intymne, których unikam. Zastanawiam się, gdzie popełniam błąd i co się ze mną dzieje. Moi rodzice naciskają mnie na małżeństwo, mam wrażenie, że już z byle kim, a ja nie widzę nikogo, z kim chciałabym taki związek stworzyć. Kiedyś pojawił się jeden facet, co do którego po raz pierwszy poczułam "to coś" i nie chciałam zmieniać. Ale oberwałam, wybrał inną i odszedł, zbierałam się dwa lata. Teraz już nie myślę o nim, za każdym razem, kiedy wraca to wspomnienie, nasuwa mi się skojarzenie martwicy. Taka martwica duszy - część Ciebie, która istnieje, bo ją wspominasz, ale wszystko co kiedyś mogło zranić, dzisiaj nie boli, nic nie czuć. Sama nie wiem, co robić. Wiem, że ten post jest trochę przydługawy, ale sytuacje jest skomplikowana i wchodzi w nią kilka czynników. Proszę, pomóżcie, może macie podobne doświadczenia albo potraficie wczuć się w ten problem i udzielić rady. Z góry dziękuję wszystkim, którzy się odezwą.

2

Odp: niby jestem w związku, ale... to mój 20sty związek...

Nie daj się rodzicom którzy naciskają cię na małżeństwo. Mam koleżankę, która wyszła za mąż za chłopaka, bo mama jej kazała. Dziewczyna w ogóle nie jest szczęśliwa... Jest z nim bo jest. Mama planuje kiedy ma byc dziecko i podobne rzeczy. Bardzo mocno ingeruje w ich życie. Nie pozwól by tak było u ciebie. Powiedz im ze wyjdziesz wtedy kiedy bedziesz chciałą wyjść za mąż, a nie wtedy kiedy oni ci beda mówić. Czasy sie zmieniły i dzisiaj już stara panna to nic złego smile

3

Odp: niby jestem w związku, ale... to mój 20sty związek...

Hej "vilemojoe"

Czytając Twojego posta po prostu musiałem się zarejstrować i odpisać. Może zanim zacznę Ci cokolwiek radzić, opowiem Ci coś. Przed podjęciem pewnej pracy o której nie mogę Ci napisać głośno na forum moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Żyłem pełnią życia cieszyłem się czym mogłem i co najważniejsze byłem szczęśliwy. Miałem piękną, kochającą dziewczynę, za którą tęsknię do dziś. Wiedziała jak będzie wyglądać moja praca i z czym się to wiąże (widywanie się tylko w weekendy i to nie wszystkie), ale pomimo to chciała być ze mną nadal. Po roku oświadczyłem się jej- przyjęła oświadczyny, a w nieco ponad miesiąc później rzuciła mnie do dziś nie wiem dlaczego. Nie mogłem się pozbierać, a kiedy zdecydowałem się coś zmienić zacząłem się spotykać z dziewczynami i w końcu poznałem pewną dziewczynę. Wydawało się, że będzie kolorowo, jednak po kilku miesiącach zobaczyłem, że to nie jest to czego oczekuję. Widząc jej zaangażowanie, dobroć, a przede wszystkim akceptację tych weekendowych spotkań (praca) długo nie potrafiłem "pożegnać" jej. Po pewnym czasie stwierdziłem, że w kwestii miłosnej każdy z nas powinien być egoistą i nie powinien uszczęśliwiać kogoś kosztem swojego szczęścia. Rozstałem się z nią i nie żałuję swojej decyzji. Ciężko mi będzie teraz kogoś znaleść- mam tego pełną świadomość ale jeżeli nie czujesz się szczęśliwa będąc z kimś - skończ to. Nie patrz na rodziców, czy partnera. Wyprowadziłem się z domu w wieku 16 lat. Miałem problem z dogadaniem się z ojcem. Poradziłem sobie. Nauczyło to wiele i mnie i mojego ojca. Mnie w szczególności nauczyło jednego - że nie ma sytuacji bez wyjścia.

Bądź kowalem własnego losu i nie kieruj się tym co Ci mówią inni. Sama masz prawo stanowić o swoim losie i "kuć go" według siebie. Myślę, że gdy będą Cię naciskać, żebyś wyszła za mąż warto zapytać rodziców czy podejmując za Ciebie decyzję w tak ważnej sprawie, czy choćby jakkolwiek wpływając na twoją decyzję wezmą za nią pełną odpowiedzialność.

Niecierpliwie czekam na kolejne posty

4 Ostatnio edytowany przez Małgorzatka (2013-03-11 11:42:39)

Odp: niby jestem w związku, ale... to mój 20sty związek...

Moi rodzice też naciskają na ślub hmm ale na dobrą sprawę to nie mam z kim. Tzn. niby się z kimś spotykam ale do ślubu to długa droga jeszcze.
Zawsze odpowiadam rodzicom w takich sytuacjach, że: "wolę dłużej poczekać niż męczyć się przez całe życia z jakimś dupkiem." Najgorsze jest to, że nawet moi wujkowie wspominają w mom towarzystwie że poszliby na jakieś wesele i uśmiechają się do mnie znacząco. A ja mam ochotę wybuchnąć, ale się uśmiecham. Bo nikomu nic do tego kiedy wyjdę za mąż. Też tak do tego spróbuj podejść. Nie można gwałtownie podejmować decyzji tym bardziej, że ktoś tak chce.
W moim przypadku dochodzi jeszcze straszne parcie na wnuki. Ojciec praktycznie codziennie robi mi jakieś insynuacje. Np "gdybym miał wnuki zrobiłbym im kulig" "szczebelki na schodach są zbyt szeroko, wnuki wypadną" "w tym miejscu zrobię huśtawkę dla wnuków." itd w ostateczności mówi do mamy: "chyba sami będziemy musieli sobie zrobić wnuka." wytrzymam jeszcze miesiąc, ale potem im powiem że mogli mnie tak nie pilnować w liceum to mieliby już wnuka. A kiedyś byli dumni, mówili o moich koleżankach: "zobacz, ta w ciąży, ta ma nieślubne dziecko itd, dobrze że ciebie to nie spotkało." a teraz ciągle mi mówią o dzieciach.

vilemojoe napisał/a:

Mam 24, za moment kończę studia i pewnie wrócę do domu rodziców, gdzie rygor narzucony przez nich nie pozwoli mi znów nikogo poznać, tak, jak było to w okresie dorastania.

A dlaczego nie zostaniesz w mieście, w którym studiowałaś? Może spróbuj tam znaleść pracę. Wiem, teraz jest z tym trudno. Sama mam ten problem niestety, ale może Tobie się uda.

Co do tego chłopaka, którego w sumie oszukujesz. Nie da się stworzyć niczego dobrego bez uczuć. To wyjdzie prędzej czy później. Myślę, że powinnaś dać jemu do zrozumienia że nic z tego. Nie podchodź do związków tak, jakby miały być Twoją ucieczką od gorszego życia, spełnieniem wymagań rodziców co do Twojego ewentualnego za mąż pójścia. To jest tylko Twoja sprawa.

5

Odp: niby jestem w związku, ale... to mój 20sty związek...

Galionano, dzięki za odpowiedź i słowa dobrej rady. Wiesz, może gdyby ktoś powiedział mi w wieku 18 czy 19-stu lat: "Ty decydujesz, kuj swój los", to pewnie dzisiaj moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Niestety, poszłam na kompromis, a właściwie zrobiłam wiele nie dal siebie, ale dla rodziców, między innymi durne studia (humanistyczne) i liceum zamiast technikum, po którym miałabym już jakis zawód. Żałuję tych decyzji, mam wrażenie, że teraz po 6 latach jestem w martwym punkcie: bez gwarancji pracy, znajomości, koleżanek (na moim kierunku było ciężko o nie) czy miłości. Jestem tym przerażona i chyba też stąd ten chłopak, żeby się mniej bać, żeby ktoś był obok. Myślę o wyjeździe za granicę, tam znowu w ciemno, bez kwalifikacji. O ślubie z nim nawet nie chcę myśleć, związek mnie męczy. Tym bardziej, że on chyba to czuje i wkurza się, że mi aż tak nie zależy. A ja wtedy myślę: "przestań, i tak już robię rzeczy, na które nie mam ochoty". Sądzę, że go nie szanuję, ponieważ zawsze dochodzę do wniosku, że on wymaga ode mnie zaangażowania i czułości, a sam nie jest spełnieniem moich marzeń ani fizycznie, ani życiowo, za to ciągle się o coś obraża, jak dziewczyna. Ta "niemęskość" w relacjach i "miękkość" charakteru też jakoś go dyskredytują w moich oczach i lubię go jako przyjaciela, ale jako mezczyzna po prostu mnie irytuje.

6

Odp: niby jestem w związku, ale... to mój 20sty związek...

Gosiu (mam nadzieję, ze mogę tak się do Ciebie zwracać), to co piszesz jest mi ogromnie bliskie, wręcz jakbys opisywała moją historię smile. Ja też pamiętam czasy, kiedy rodzice wytykali palcami dziewczyny w ciąży w liceum, a teraz one wstawiają na fb zdjecia swoich pociech, mężów i rodzinek przy świątecznym obiadku, a mnie szlag trafia, bo ja byłam tą porządną i wychowaną, która nie szlajała się po barach w nocy i nie sypiała z chłopakami w na parkingach samochodowych. I wylądowałam sama, bo przecież nie mogę nazwać tego związku "byciem z kimś", nawet "związek" brzmi nieodpowiednio. I znam te sugestie, ja też to słyszę od całej rodziny, wiecznie się pytają o chłopaka, czy z kimś przyjadę na święta itp. Ile można? Dodatkowo patrzę na uśmiechniętą twarz mojej o 5 lat starszej kuzynki z dwojgiem dzieci, którą wszycy stawiają mi za wzór. Kuzynki, której tatuś załatwił płatne studia, przyjął ją do pracy, kupił dom, a na koniec którą babcia wyswatał, bo Kasieńka chciała za mąż. Chciałam zostać w Toruniu, ale nie ma tu absolutnie zadnej perspektywy, miasto pragnie się pozbyć jak nawiększej liczby ludzi, płace są żałosne, wierzyć się nie chce. Praca na 1/4 etatu w Orsay`u - 400zł miesięcznie i gruby plik CV na biurku menadżerki. Dramat, także muszę stąd uciekać i naprawdę zastanawiam się, gdzie. Napisałaś mi ważną rzecz: "Nie podchodź do związków tak, jakby miały być Twoją ucieczką od gorszego życia" - masz rację, tak to traktowałam. chyba po prostu boje się być sama i boje się porażki. Boję sie powrotu do domu po sześciu latach samodzielności. Boję się ponownego "upupienia", "zdziecinnienia". Boję się, że jak tam wrócę, to już niczego nie dokonam i nigdy nie dorosnę.

7

Odp: niby jestem w związku, ale... to mój 20sty związek...

Oczywiste jest, że wszyscy chcemy, aby nasi rodzice byli szczęśliwi i chcemy dla nich jak najlepiej. Jednak w kwestii doboru partnera (później męża) musimy być samolubnymi, bezczelnymi egoistami! Myśl o sobie, o swoich pragnieniach i nie spełniaj oczekiwań, próśb rodziców (w tym przypadku-miłości-jest to dozwolone:) W szukaniu kogoś, tylko po to, aby rodzice byli zadowoleni albo żeby w końcu "dali mi spokój" skończy się tym, że najważniejsza osoba, czyli Ty, nie osiągnie szczęścia! Na Twoim miejscu wytłumaczyłabym to rodzicom.

Co do Twojego obecnego mężczyżny: Z Twojego opisu wynika, że jest to PRAWIE ideał (kochany, opiekuńczy) jednak najwraźniej pisany jest innej. Dla Ciebie mógłby świetnie sprawdzić się w roli bliskiego przyjaciela, a nie partnera. Sama przyznałaś, że on Ciebie nie pociąga, a w prawdziwym, udanym związku musi być wznajemne porządanie. Na miłości platonicznej prawidziwego związku zbudować się nie da. Miłość platoniczą zarezerwujmy naszym przyjaciołom.

Po prostu musisz szukać dalej. Domyślam się, że to,że zostałaś zraniona bardzo komplikuje relacje z płcią przeciwną i szczerze powiem, że nie potrafię Ci doradzić, co z tym zrobić, jak się z tym uporać. Może to jest to, z czym powinniśmy sami jakoś dać z tym radę- jedyną osobą, która mogłaby pomóc Ci się z tym uporać jesteś Ty sama.
Powodzenia! smile

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » niby jestem w związku, ale... to mój 20sty związek...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026