Witam, chcialabym się dowiedzieć, czy w Waszych zwiazkach zdarzylo sie cos takiego, ze partner odszedl, zapewniając ze juz nigdy nie wroci, ze podjal wlasciwa decyzję, a po czasie jednak zmienil zdanie i wrocil? I jak dlugo musieliscie czekac na ten powrot? Bardzo prosze o odpowiedz...
Podobne tematy
2 2011-02-24 20:47:14 Ostatnio edytowany przez malaiduzy (2011-02-24 20:47:42)
ehh.. to jest bardzo trudne...
odezwał się myslałam, że już wróci a teraz czekam i czekam... i nie wiem co z tego będzie
2 miesiące mijaja...
a co chce wrócić? czy Ty bys chciała żeby wrócił?
dlaczego odszedl?
ja na szczescie nie mialam takich przebojow.Jestem 4 lata z jedny i sie ciesze
4 2011-02-24 21:44:47 Ostatnio edytowany przez smuteczek23 (2011-02-24 21:51:08)
my byliśmy razem ponad 3 lata... powodem rozstania nie była żadna kłotnia, ani inna kobieta...stwierdzil, ze się wypalil, poza tym bylo jeszcze pare przeszkod losowych, o ktorych nie chce pisac, ale ktore z pewnoscia daloby sie wspolnie przezwyciezyc, gdyby tylko on chcial. dodatkowo wzial na siebie zbyt wiele obowiazkow, ktore troche go przytloczyly i zmienily jego nastawienie do zycia. a najsmiesniejsze jest to, ze on twierdzi, ze jestem cudowna, piekna kobieta, a ze on jest glupi, ze sie wypalil, ze przestal mnie kochac i ze sam tego nie rozumie...twierdzi tez, ze ma swiadomosc, ze moze w przyszlosci bardzo zalowac swojej decyzji... generalnie jest cholernie uparty.
ogolnie pokrecona sytuacja. nadal mamy ze soba kontakt, nadal bardzo go kocham...mam nadzieje, ze ktos jeszcze sie wypowie na ten temat...
a co bylo powodem rozstania u Ciebie malaiduzy?
ja Go skrzywdziłam... bardzo zraniłam, słowami których nawet nie pamiętam... w przeciągu ponad 2 lat była to taka trzecia sytuacja... i powiedział, że nie kocha i chyba mu sie wydawało, że już nie chce być ze mną, że to koniec... oczywiscie ja mu nie uwierzyalam, za tydzien wymusiałam rozmowe i usłyszałam, że kochał mnie, że było mu dobrze ze mną ale on już nie chce, bo nie umie mi wybaczyć... wiec pozegnalam sie z nim a on za jakiś czas sie odezwał powiedział, że brakuje mu mnie i że chciałaby mnie zoabczyć... ale tylko jak narazie na słowach sie skończyło zaproponowałam spotkanie mówił, że nie może więc zadzwoniłam i spytałam się czy tego chce a on : "no pewnie, że tak !" że niby naprawdę nie ma teraz czasu ale coś wymysli i mamy sie spotkac ale czasem uwazam, że chyba nie mam na co czekać ale chce wierzyć, że przecież nie miałaby mnie po co okłamywać...
hmm... ja bym na twoim miejscu ograniczyła ten kontakt nawet do zera, on musi sam dojść do tego czy Cię kocha czy nie... a jeżeli nadal będzie Ciebie miał to nie będzie miał po prostu za czym tęsknić...
my na poczatku naszego 5 letnego prawie związku rozstalismy sie ok 1 miesiaca nie bylismy razem po czym wrocił:).
jesli macie byc ze soba , jesli jestescie sobie pisani to predzej czy pozniej wroci
ja bym wolała prędzej... tylko nie wiem jak ma dojść do tego spotkania mówi, że chce ale jakoś nie dochodzi ono do skutku...
Witam, chcialabym się dowiedzieć, czy w Waszych zwiazkach zdarzylo sie cos takiego, ze partner odszedl, zapewniając ze juz nigdy nie wroci, ze podjal wlasciwa decyzję, a po czasie jednak zmienil zdanie i wrocil? I jak dlugo musieliscie czekac na ten powrot? Bardzo prosze o odpowiedz...
U mnie nie byo takowej sytuacji, chociaz zwiazek wisial na zwiazku i przez to np do niego do domu nie wpadam i wiele innych rzeczy... lecz jasne, ze zdarza sie, ze ktos mowi, ze to koniec, a jednak wqrtaca do tej osoby.
malaiduzy trzymam za was kciuki, zeby było to jak najszybciej
10 2011-02-24 22:35:55 Ostatnio edytowany przez Anita8815 (2011-02-24 22:37:31)
MaSZ NADZIEJE ale czy warto ludzic sie ze wroci. Moze wroci moze nie 50% na 50%. nie lepiej isc do przodu i zaakceptowac fakt i zyc dalej na nowo. Jak wroci to bedziesz mile zaskoczona ale nie mysl o tym za duzo bo to wniczym ci nie pomoze a przeciwnie pograzasz sie nie pewnosci. zostaw to i czekaj. I nie proboj wplywac na jego decyzje niech sobie ma ta swoja sluszna decyzje jak zrozumie ze zle zrobil bo drugiej takiej jak ty nie spotka w zyciu to moze byc za puzno. A ty chyba nie bedziesz na niego czekac cal zycie??
11 2011-02-24 22:48:08 Ostatnio edytowany przez smuteczek23 (2011-02-24 22:50:55)
dziekuje za tyle odpowiedzi:* w sumie ma jak zatesknic, bo sie nie widujemy, przynajmniej na razie. dzieli nas kilkadziesiat km, ale mamy kontakt przez internet. byc moze za jakis czas sie spotkamy, ale ja czekam az on wysunie taka propozycje, nie chce go naciskac, wolalabym zeby on sam do tego nawiazal, bo wspominal, ze na pewno bedzie chcial sie ze mna jeszcze spotkac. wiem, ze nie ma pewnosci, ze wroci, staram sie zyc normalnie i nie ludzic sie nadzieja, lecz jak sie tak bardzo kocha, to jednak jakas iskierka nadziei tli sie w sercu. chyba tylko czas i Bog sa teraz moimi sprzymierzencami...
dodam jeszcze, ze my w ciagu tych ponad 3 lat nie rozstawalismy sie ani razu...az do teraz:(
prosze jeszcze o jakies przyklady z waszego zycia...moze ktos przezyl cos takiego, ze nic nie zapowiadalo powrotu, a jednak wrociliscie do siebie?
smuteczek23 tym bardziej jesli dziela was kilometry ma szanse zatesknic...:) nas dzielilo 70 kilometrów
13 2011-02-24 22:52:34 Ostatnio edytowany przez smuteczek23 (2011-02-24 22:53:17)
nas dzieli prawie 80...tylko boje sie ze nawet ta odleglosc nic nie pomoze...bo on jest przekonany o slusznosci swojej decyzji i twierdzi, ze nie wroci, mimo ze ma o mnie jak najlepsze zdanie:( to jest chyba chora sytuacja...
trudna sytułacja...
popros jeszcze raz o spotkanie , powiedz mu ze chcesz porozmawiac i bardzo tego potrzebujesz...
powiedz mu co czujesz moze zmieni zdanie moze zauwazy dla was jakas szanse.. napewno rozmowa w 4 oczy da wiecej niz rozmowy przez tel czy gg
do spotkania kiedyś na pewno dojdzie, ale na razie jest trochę za wczesnie, wolalabym odczekac troche czasu, bo on teraz doskonale wie co ja czuje i lepiej chyba wrocic do tego tematu za jakis czas...a na razie utrzymywac kontakt przez internet
czekam na wasze kolejne przyklady "z zycia wziete"
no chyba ze tak to kiedy sie rozstaliscie jesli moge spytac??
2 tygodnie temu:(
no to masz racje na takie spotkanie za wczesniej , w kazdym badz razie tak jak mowisz kiedys ono nastapi ... i mam nadzieje ze bedzie po nim znow razem. w moim przypadku wiem ze bardzo pomóglo to spotkanie , tylko ze my na codzien takiego kontaktu nie mielismy, czassem tylko napisalasmy co u nas slychac.
my rozstalismy sie ... w sumie jak to nazwac ...zostawil mnie na poczatku zwiazku bylam choro zazdrosna a nie ukrywam adrian na to sobie nie da pozwolic "pod pantofel go nie wezme":). teskniłam za nim jak cholera , rozmowa duzo dala mi i jemu. teraz ufam w 100% mu moze nawet za bardzo jak niektórzy mówią:)
19 2011-02-24 23:23:28 Ostatnio edytowany przez smuteczek23 (2011-02-24 23:25:57)
my też duzego kontaktu nie mamy, od dnia rozstania rozmawialismy moze 3-4 razy przez internet, jest za wczesnie na jakies odwazniejsze kroki...mam nadzieje, ze czas bedzie tutaj najlepszym doradcą...
a i zapomnialabym...dziękuję kobietko89 za rady:* innym tez oczywiscie:)
20 2011-02-24 23:25:05 Ostatnio edytowany przez Kobietka89 (2011-02-24 23:26:07)
tez tak mysle ![]()
smuteczek trzymam kciuki:*
i napisz jesli cos sie ruszy w dobrym kierunku:)
smuteczek23-też jestem w podobnej sytuacji jak Ty...czekam na jego krok,nie ma co się na siłę odzywać...też niby mamy się spotkać za jakiś czas,ale szczerze w to wątpię...
napiszę, ale w najbliższym czasie raczej nie zanosi się na nic dobrego...:( on jest uparty i zanim sam cos zrozumie, to musi upłynąć sporo czasu.
napiszę, ale w najbliższym czasie raczej nie zanosi się na nic dobrego...:( on jest uparty i zanim sam cos zrozumie, to musi upłynąć sporo czasu.
skąd ja to znam...;/
wspolczuje gonkroliczka...domyslam sie co przezywasz...my sie w sumie nie na sile odzywamy, jakos tak samo wychodzi, a spotkac sie na pewno spotkamy, rozmawialismy o tym juz kilka razy i on sam tego chce, ale na pewno jeszcze nie teraz...moze za 2, 3, 4 miesiace.
Autrko zycze by ulozylo sie Wam, pisalas, ze zranilas go czyms. Ok rozumiem, ale moze wybaczy. Widac, ze bardzo Ci zalezy, mam nadzieje, ze wyciagniesz wnioski na przyszlosc, ktora bedziue piekna i wspolna ![]()
26 2011-02-24 23:40:01 Ostatnio edytowany przez smuteczek23 (2011-02-24 23:43:16)
truskaweczko, nie zranilam go...to inna osoba pisala ze zranila swojego partnera i on jej nie potrafi wybaczyc. ale dziekuje za cieple slowa;*:)
aaa no tak, przepraszam, jak bylo u Ciebie ? To on zranil , Ty jego ?
u nas jak pisalam to pokrecona sytuacja...powodem rozstania nie byla zadna klotnia, ani inna osoba, nigdy wczesniej sie nie rozstawalismy...moj partner, jak stwierdzil wypalil sie...mowi ze nie jest to ta sama milosc co kiedys...a mimo to twierdzi, ze jestem cudowna i piekna kobieta i ze bylo mu ze mna dobrze i ze sam nie rozumie dlaczego jego uczucie sie wypalilo... twierdzi tez, ze ma swiadomosc, ze w przyszlosci moze zalowac swojej decyzji
poza tym naklada na siebie wiele obowiazkow i jest bardzo uparty... czasem mysle sobie, ze on chyba musi bardziej dojrzec do zwiazku...
mysle, ze on kiedys zrozumie, ale boje sie ze musi uplynac duzo czasu, za duzo...:(
proszę jeszcze o jakieś odpowiedzi...być moze ktoś z was doświadczyl takiego powrotu, mimo ze nic go nie zapowiadalo???
Moja przyjaciółka miała taką sytuację. Narzeczony ją zostawił po 4 latach. Nie byli ze sobą ponad rok. Za moją namową odcięła się od niego całkowicie. Pokazała że się szanuje i nie będzie skomleć u uczucie. To on zaczął szukać z nią kontaktu nie wiedząc co robi, co u niej. W tej chwili sytuacja wygląda tak,wrócili do siebie rok temu, są małżeństwem i mają 3 tygodniowego synka:) Jej obecny mąż wydoroślał bardzo, ponieważ wszyscy jesteśmy przyjaciółmi, wiem, że nie umiał poskładać sobie życia na nowo przez ten rok jak nie byli razem. Trwało to tak długo bo on jest zbyt dumny by przyznać się, że zrobił błąd. Chciał zapomnieć ale niestety ( właściwie stety) nie potrafił.
Jeśli kogoś kochasz, puść Go wolno. Jeśli wróci - jest Twój. Jeśli nie to znaczy, że nigdy nie był...
31 2011-02-25 14:42:00 Ostatnio edytowany przez sylsunia (2011-02-25 14:44:59)
hej, mnie zostawił w listopadzie i chciał "ułożyć sobie życie" beze mnie. Teraz sobie jednak uświadomił, że mnie potrzebuje do swojej dalszej egzystencji. Ja już nie czuję tego. Po kilku dniach zastanawiania się doszłam do wniosku, że swoją listopadową decyzją za bardzo mnie skrzywdził. Postanowiłam nie dać mu szansy, gdyż po prostu nie potrafię mu zaufać. Na chwilę obecną nie potrafię. Może za jakiś czas też zatęsknię i stwierdzę, że to jednak on jest tym jedynym. Czas pokaże.
Pozdrawiam
dziękuję Wam bardzo dziewczyny:* te historie podbudowały mnie trochę. czekam na kolejne odpowiedzi i pozdrawiam, rowniez tych, ktorzy tylko czytają;)
mojego adriana brat rozstał sie z dziewczyna nie byli ze soba 7 miesiecy wrocił do niej (jak zobaczył ja z innym to zaczął o nia walczyc
i teraz najprawdopodobniej niedlugo wesele sie szykuje:)
słyszałam taką opinię od kilku osób, ze podobno inny przy boku czesto dziala na bylego partnera...ale ja tak chyba nie potrafie...oby moj sie obudzil bez tego...ehh...;/ chocby nawet za rok, byleby sie obudzil...
słyszałam taką opinię od kilku osób, ze podobno inny przy boku czesto dziala na bylego partnera...ale ja tak chyba nie potrafie...oby moj sie obudzil bez tego...ehh...;/ chocby nawet za rok, byleby sie obudzil...
A ja tego nie radze, np dlatego, ze niektorzy sa tacy, ze po takim czyms juz nie beda chcieli znac danej osoby, np ja nie chcialabym byc brana na zazdrosc
ja również nie chciałabym .ale jak widac po mojego adriana bracie ludzie są rózni niestety:(
no wlasnie...tez dlatego ja tak nie zrobie...poza tym nie potrafilabym, bo zbyt mocno kocham mojego bylego partnera..
38 2011-02-25 22:43:11 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-02-25 22:44:32)
no wlasnie...tez dlatego ja tak nie zrobie...poza tym nie potrafilabym, bo zbyt mocno kocham mojego bylego partnera..
Rozumiem i wcale sie nie dziwie.
smuteczek23 a ile lat ma ten Twoj byly tak w ogole ?
39 2011-02-25 23:41:36 Ostatnio edytowany przez smuteczek23 (2011-02-25 23:42:00)
23...jest w moim wieku
a dlaczego pytasz?
23...jest w moim wieku
a dlaczego pytasz?
latwiej wtedy ocenic czasem sytuacje .. mowisz, ze sie wypalilo z jego strony.. mozliwe.. a dlugo byliscie razem ? bo jak dlugo to tym bardziej mozliwe, ale jak krotko to moze czul tylko zauroczenie albo sam sie pogubil
a jest moze typ imprezowicza czy raczej chlopak powaznie myslacy juz o zyciu ? no bo jak imprezowicz i dodato np bylas jego pierwsza miloscia, to moze on chce wiecej poznac zycia i mysli, ze warto sprobowac z kims innym - niektorzy maja takie myslenie
bylismy razem ponad 3 lata. nie jest typem imprezowicza.
bylismy razem ponad 3 lata. nie jest typem imprezowicza.
Rozumiem. Skoro z jego strony wypalilo sie, to pewnie bylo widoczne to wczesniej. Bardzo Ci wspolczuje, bo widac, ze bardzo go kochasz. To najgorsze wiedziec, ze druga strona nie czuje tego co Ty. Daj mu czas, jesli jednak kocha, jestescie sobie pisani, tylko pogubil sie, to na pewno wroci.![]()
oby sie odnalazl...to wszystko boli mnie tym bardziej, ze przez wieksza czesc naszego zwiazku byl we mnie wpatrzony jak w obrazek...dopiero od jakiegos czasu zaczal sie poswiecac bardziej swoim sprawom a ja poszlam troche w odstawke...wiele osob sie dziwi ta jego decyzja i mowia ze zawsze bylo po nim widac duze uczucie do mnie...
Rozumiem. A wg Ciebie pasowaliscie do siebie, tzn czy nie bylo czestych klotni o byle co, czy bylo dobrze, czy panowala wzajemna szczerosc, zaufanie, wspieranie sie w trudnych chwilach?
A on, gdy zaczal sie odsuwac sie to czemu zaczal sie bardziej oddawac? Pracy? Szkole?
45 2011-02-26 21:54:10 Ostatnio edytowany przez smuteczek23 (2011-02-26 21:55:52)
pasowalismy do siebie, klotnie jakies byly, ale jak w kazdym zwiazku...natomiast nigdy nie bylo awantur z trzaskaniem drzwiami ani rozstan. szczerosc, zaufanie wspieranie byly ale w ostatnim czasie niestety z jego strony sie zmniejszyly. tak, zaczal oddawac sie bardziej pracy i szkole i brac na siebie coraz wiecej obowiazkow i zmienil troche swoje spojrzenie na swiat i priorytety...mimo ze od poczatku zwiazku mial inne...a teraz jakby oddalazl inny cel w zyciu..nie bede tego opisywac, ogolnie zmienil sie...
hej , u mnie nie był pewien swoich uczuć i mnie zostawił. 2 tygodnie wysyłał mi jakies dziwne sygnały zebym 'nie zapomniala' w koncu wkurzyła mnie ta sytuacja i napisałam zeby dał mi spokoj. przyjechał - prosił o 2 szanse. dostał ja a po 3 miesiacach sytuacja sie powtorzyła i to ja go zostawiłam ... teraz od tygodnia nie mamy kontaktu i mysle ze to juz definitywny koniec.
przykro mi ze to co starałam sie zbudowac od ponad poł roku legło w gruzach w ciagu kilku godzin... i jeszcze to ze zaufałam mu 2 raz a teraz znowu musze cierpieć.
wiec tak jak mowie u mnie trwało to 2 tygodnie. zalezy czy ex szuka kontaktu czy zupełnie sie odizolował i nie odzywa sie. bo skoro sie nie odzywa i nie odpowiada na sygnały - to raczej nie ma na co liczyc
kontakt mamy jakis, ogolnie niewielki, raz jedno sie odezwie raz drugie...minelo zbyt malo czasu jeszcze zeby cos zaobserwowac konkretniej
Skoro tak, to rzeczywiscie cos w nim sie wypalilo i jezeli jest prawda, to co mowi, to teraz chce byc niezalezny, skupic sie na karierze itp smutna23 jakkolwiek glupio to nie brzmi, bo przeciez moglby robic to razem z Toba. No, ale widocznie nie czuje tego co kiedys lub musi to przemyslec. Nie narzucaj sie, jak bedzie chcial, to po prostu wrocicie do siebie, na razie nie zanosi sie na to, z tego co piszesz.
Nie ma calkowicie skutecznego antidoum na rozstanie, ale jesli czyjes doswiadczenie moze byc przydatne, to mi zawsze pomagalo w pewnym stopniu przypomniec sobie co zlego zrobil mi byly itp, a takie rzeczy moglam mnozyc, bo okazalo sie, ze wcale nie kochal mnie przez caly zwiazek.. Znienawidzilam go wiec. No i powiedziec sobie :" Bede walczyc o to, by podniesc sie z tego" i pomyslec co mozna dla siebie zrobic, mozna nawet pojsc do kosmetyczki, fryzjera, probowac ukladac sobie zycie na nowo, choc wiem, ze to bardzo trudne, ale poki walczysz - jestes zwyciezca.
49 2011-02-26 23:37:27 Ostatnio edytowany przez smuteczek23 (2011-02-26 23:38:32)
Dziekuje truskaweczko:* na razie mam malutka nadzieje, ze on kiedys bedzie zalowal swojej decyzji i sprobuje wrocic, choc wiem ze wcale tak nie musi byc. pociesza mnie jednak to, ze sam powiedzial, ze moze kiedys bardzo zalowac i ma o mnie bardzo dobre zdanie i ze sam do konca nie rozumie dlaczego cos w nim peklo...
trzeba jakos zyc...chociaz jest bardzo ciezko;(
Dziekuje truskaweczko:* na razie mam malutka nadzieje, ze on kiedys bedzie zalowal swojej decyzji i sprobuje wrocic, choc wiem ze wcale tak nie musi byc. pociesza mnie jednak to, ze sam powiedzial, ze moze kiedys bardzo zalowac i ma o mnie bardzo dobre zdanie i ze sam do konca nie rozumie dlaczego cos w nim peklo...
trzeba jakos zyc...chociaz jest bardzo ciezko;(
To nic dziwnego, ze masz iskierke nadziei. Kazda kobieta mialaby na Twoim miejscu, w koncu kochasz. Dobrze, ze zdobyl sie na szczerosc tak w ogole, bo niektorzy wola zyc w klamstwie, a to jest chyba najgorsze.
Pozdrawiam :*
smuteczek, ja ze swoim bylam 8miesiecy. Wczoraj napisal mi ze to definitywny koniec. Rozeszlo sie o to ze mu nie ufalam, patrzac na jego blad z przeszlosci. Nie klocilismy sie, byl dla mnie wielkim oparciem i ja dla niego. Widzialam ze kocha, ze chce byc ze mna. Dwa tygodnie temu w weekend poruszyl temat "nie jest jak dawniej". Nie zareagowalam na to odpowiednio i potem nie dalo sie w zaden sposob naprawic moich slow ktore go zabolaly. Powiedzialam "Myslalam ze to bardziej zaboli". Koniec koncow dalismy sobie szanse,obiecalam mu ze sprobuje zaufac. Poszlismy spac wtuleniw siebie. Dwa dni pozniej wrocilam do domu (dzieli nad duza odleglosc), pisal ze kocha. Ja wrocilam do tematu rozmowy sprzed 2 dni. Po dlugim zastanawianiu sie napisal ze chc eprzyjazni. Plakalam, prosilam, blagalam ale byl nieugiety. Po 2 dniach malego kontaktu postanowil sprobowac. Mialam dac mu czas, ale nie umialam milczec. W kolejny weekend napisal ze chce max przyjazni. Przez tydzien nie meczylam go, pisalam malo. Sam szukal kontaktu, wiedzialam ze czuje. W piatek pisalismy sporo. Pisal ze jak ma czas i mysli to wspomina i teskni. W sobote tez mielismy czestrzy kontakt niz przez poprzendie kilka dni. Napilam sie ze znajomymi i mu wygarnelam. Napisalam sporo ostrych slow. Wymienilismy troche sms. Pisal z enikogo nie ma i ma swoje powody zeby nie miec. Ze nigdy nie klamie (zarzucilam mu ze klamal mowiac ze kocha) itp itd. Wczoraj napisal ze utwierdzilam go w decyzji, zabilam reszte uczuc i to definitywny koniec. Od wspolnego znajomego wiem z ejest przygaszony. I nadal mam nadzieje. Tak samo jak Ty. Mysle ze ta nadzieja nam pomaga. Z czasem, mimo ze kochamy placzemy coraz mniej. Wiecej w nas wiary w siebie i optymizmu.
Miej nadzieje, ja ja mam. Moj tez powiedzial na poczatku tej sytuacji ze nie mozna przestac kochac z dnia na dzien. Ze wie ze moze zalowac swojej decyzji, ale musi tak postacpic. Dodam ze tez ma duzo na glowie. Praca, egzaminy na uczelni, klopoty ze zdrowiem, ciagle przemeczenie i psujacy sie samochod.
Nadzieja umiera ostatnia
bardzo Ci wspolczuje, ale moze jeszcze Wam sie jakos ulozy, mysle ze u Was jest wieksza szansa niz u nas.
i popieram, ze nadzieja umiera ostatnia, tylko szkoda, ze to tak bardzo boli:(
i w końcu się spotkaliśmy zaiskrzyło, tylko nadal nie wiem co dalej tzn. On nie wie... Boję się, że daje mu tak wiele a w zamian mogę nie dostać nic.
Po spotkaniu oboje nie mogliśmy spać rozmawialiśmy długo, dziś piszemy ze sobą...
Nie wiem czy dobrze robię przywołując to wszytsko jego zapach, bliskość, pocałunki, czułośc to spotkanie było jak moje sny i boję się, że gdy się obudzę i znów Go nie będzie...
Ryzykuje dużo ale sądzę, że mogę o wiele więcej zyskać.
i w końcu się spotkaliśmy zaiskrzyło, tylko nadal nie wiem co dalej tzn. On nie wie... Boję się, że daje mu tak wiele a w zamian mogę nie dostać nic.
Po spotkaniu oboje nie mogliśmy spać rozmawialiśmy długo, dziś piszemy ze sobą...
Nie wiem czy dobrze robię przywołując to wszytsko jego zapach, bliskość, pocałunki, czułośc to spotkanie było jak moje sny i boję się, że gdy się obudzę i znów Go nie będzie...Ryzykuje dużo ale sądzę, że mogę o wiele więcej zyskać.
Wiesz, gdybys nie ryzykowala, to nie mialabys szans zadnych, by odzyskac go i trwalabys w mysleniu, z zalem pewnie, ze nic nie zrobilas. To musialoby byc straszne. A tak mozesz nie odzyskac go, ale mozesz tez odzyskac, ale niezaleznie od tego co sie stanie, mysle, ze bedziesz zadowolona, ze chociaz sprobowalas go odzyskac, wiec bedziesz czuc sie lepiej, mysle, ze dobrze robisz. Tez bym sprobowala. Tym bardziej, ze wiedzialabym, ze to ja zadalam mu bol raniac pewnymi slowami itp .
malaiduzy jesli mozesz to napisz kto pierwszy zaproponowal spotkanie i jak to wygladalo, kto bardziej dazyl do bliskosci, czy moze oboje? jak sie zachowywalas? czy okazywalas mu od poczatku, ze sie za nim stesknilas, czy raczej probowalas zachowac dystans? przepraszam za tyle pytan, ale chcialabym w razie czego wiedziec na przyszlosc jak podejsc do takiego spotkania
pozdrawiam
56 2011-03-01 20:49:02 Ostatnio edytowany przez malaiduzy (2011-03-01 20:55:43)
ja zaproponowałam chodź on miał to zrobić, zadzwoniłam dzien wcześniej powiedziałam, że mi Go brakuje... On milczał umówiliśmy się na nastepny dzień miał się odezwać nie zrobił tego więc ja się odezwałam i się umówiliśmy.
Na powitanie dostałam buziaka w usta.
Poszliśmy razem tam gdzie mieliśmy pierwszą randkę, On to zaproponował.
Na początku normalnie rozmawialiśmy, śmialiśmy się itp. i nie wytrzymałam więc...
Ja spytałam się czy mnie przytuli, zrobił to.
Powiedziałam, że mi Go brakuje wtulona w jego ramiona On tylko, że widać.
Później powiedziałam, że Go kocham On przecząco pomachał głową.
Nie wytrzymałam byłam tak blisko Jego ust i Go pocałowałam trochę sie wachał a potem odwzajemnił pocałunek.
Niestety na koniec już tego nie zrobił chodź widać było, że bardzo chce utrzymywalismy kontakt fizyczny trzymał mnie za dłonie, dotykał mojej twarzy, głaskał mnie chyba byśmy mogli tak sobie razem siedzieć wieczność... ale czas było się zbierać
na pytanie co teraz? powiedział, że nie wie... dałam mu buzi w policzek i wychodząc złapał mnie lekko za dłoń.
Gdy wróciłam do domu napisał esa i tak się zaczeło, że długo ze sobą potem rozmawialiśmy mówił, żebym jeszcze została kiedy chciałam już się położyć.
Nastepnego dnia milismy sie spotkac na sniadanie lecz niestety nie wstał ale później mnie za to przeprosił.
Podsumuwując ja przejełam inicjatywę nie wiem czy dobrze... ale tak czułam
Teraz ze sobą trochę piszemy mamy kontakt a uprzedziłam Go, że nie chce przyjaźni bo to dla mnie za ciężkie przynajmniej nie teraz powiedziałam, że może za jakiś rok On powiedział, że mu też nie jest lekko
tak szczerze to nie mam pojęcia co z tego będzie...
smuteczek nie sądzę, że powinnaś sugerować sie moimi doświadczeniami, ja inaczej nie potrafiłam On działa na mnie jak magnes siedząc tam wtulona w jego ramiona marzyłam aby ta chwila się nie skończyła...
ps. tylko ja nie wiem jak teraz powinnam postąpić ? czekać na jego ruch? pisać do Niego? czy tylko wtedy kiedy On się odezwie?
malaiduzy, nie musze sie sugerowac tym jak sie zachowalas, bo...ja jestem taka sama jak Ty. moj byly chlopak dziala na mnie tak samo, jak na Ciebie Twoj. kiedy sie wtulam w mojego, to czuje ze nic innego sie nie liczy i moglabym tak trwac wieki:( codziennie o nim marze, wspominam, a nawet snie:( w dniu rozstania nie moglam sie od niego odkleic:( i podejrzewam, ze za jakis czas tez nie wytrzymam i przejme inicjatywe w tej sprawie, bo jesli tego nie zrobie, to bede zalowala do konca zycia ze nie sprobowalam.
nie wiem, co Ci doradzic. wiekszosc pewnie powie: 'nie pisz do niego', ale moim zdaniem staraj sie utrzymywac taki kontakt, jak do tej pory, zaobserwuj czy cos sie zmienia w jego postepowaniu. jezeli nic nie drgnie, to moze wtedy zadaj mu ostateczne pytanie 'co dalej?'
Trzymaj sie i powodzenia:*
U mnie było tak wiele razy, ale próbowałam o tym nie myśleć, bo w ten sposób się łudzisz, że wróci..
agusia? wiele razy? czemu Ci faceci są tacy okrutni ! i jak to się skończyło? wiem, że sie łudzę inaczej bym się z nim nie spotykała...
smuteczek
nie wiem czy dobrze zrobiłam ale nie żałuje ! i to jest chyba najgorsze... ![]()
kiedyś dostałam od Niego takiego smsa " bardzo się cieszę, że Ty mnie tak kochasz bo jedyne czego mi potrzeba to odwzajemniona miłość"
a teraz co? chyba mogę sobie ją w tyłek wsadzić !
malaiduzy ja na Twoim miejscu zrobilabym to samo. Tez probowalabym do samego konca. Teraz daje mu zatesknic, ale za jakis czas na pewno jakos zadzialam, mimo ze wiem, ze moze to nic nie dac.
Moj tez dawal mi wiele dowodow milosci, nie tylko slowami, ale tez gestami. Nigdy bym nie przypuszczala, ze sie odkocha i mnie zostawi. To bardziej on sie bal, ze ja sie odkocham. Ale jak widac zycie potrafi zaskoczyc i dac w kosc:(
zdradziłaś go ? lub podejrzewa, że mogłaś to zrobić ?
NIE, nie zdradziłam go i on z pewnością nie sądzi nic podobnego. Bardzo mocno go kocham i nigdy nie potrafiłabym go zdradzić, a nawet o zdradzie pomyśleć. Nie należę do takiego typu osób. Byłam gotowa i nadal jestem, żeby spędzic z nim nawet resztę życia. A on...się wypalił:(
Wiesz trudno wszystko porównywać do siebie ale ja tylko taki przykład znam, czyli swój. U mnie jest podobnie tylko to kobieta się wypaliła. Jako facet powiem ci, że jeżeli cię kocha (a może do końca sam nie wie) to powinnaś go zostawić ale z tęsknotą. tzn jeżeli będzie sam i będzie wiedział, że jesteś na jego zawołanie, to tak może to trwać i trwać, jak poczuje , że cię traci sama się zdziwisz. Facet potrafi się karmić samą myślą, że ona jest i czeka a nawet działać odwrotnie, przekonywać cię, że to koniec, po to żebyś za nim latała. Ta zasada ,że jak kocha to wróci działa, tylko boimy się ją stosować, bo co jak nie wróci ? odpowiedz jest prosta nie kocha. Ale pamiętaj, że mógł się rzeczywiście odkochać ale też mógł "uśpić" swoje uczucia. Najgorszy scenariusz to taki, że się w kimś innym zokochił, to wtedy będzie trudno. Jeżeli przeżywa chwilowe rozterki to daj mu poczuć, że cię nie ma, jak rozstanie czegoś w nim nie rozpali (a nic tak chłopa nie motywuje do myślenia o kobietach jak traci kobietę do której coś czuje) to musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy to ma sens (jednostronna miłość tylko cie zniszczy) Wiem ,ż e to ciężkie ale daj mu spokój, jak kocha wróci, jak nie kocha to lepiej dla ciebie żeby nie wracał. A i niech wie, że go Kochasz ale tylko tyle, nie lamentuj, niech poczuje, że traci fajną kobitkę a nie płaczkę.
64 2011-03-03 18:46:43 Ostatnio edytowany przez smuteczek23 (2011-03-03 18:47:45)
Dziękuję Ci bardzo za radę. Pozwoliłam mu odejść, nie lametuje. To znaczy robie to ale w domu, w samotnosci. Mamy niewielki kontakt przez internet, ale chyba najlepiej zrobię, jak się całkowicie od niego odetnę, tylko to takie trudne:(
boję się, że on moze nigdy nie wrocic, ale wiem ze masz rację mowiac, ze jesli nie wroci, to wtedy bedzie pewne, ze mnie nie kocha.
Najgorsze jest to, ze ja nic mu nie zrobilam, i ze on zawsze mial mnie za ideal. Nadal ma o mnie dobre zdanie, a mimo to nie chce nam dac szansy na powrot i twierdzi ze jego decyzja jest dobra:(
Jesli chodzi o inna, to nie zakochal sie w nikim innym i jest sam.
Witajcie, to mój pierwszy post na forum. Postanowiłam się zarejestrować, bo widzę, że na tym forum udzielają się ludzie naprawdę na poziomie :-)
smuteczek23 - mam bardzo podobną sytuację do Twojej. Tylko, że ja ze swoim facetem byłam pół roku. Niby to niedługo, ale nie boli mniej... mam porównanie.
Zostawił mnie tydzień temu. Od tamtego czasu widzieliśmy się raz, by zerwać ze sobą w realu. Podobnie jak u Ciebie - nikt nikomu nie wyrządził żadnej krzywdy. On po prostu doszedł do wniosku, że mimo tego co do siebie czujemy, nie pasujemy do siebie i nigdy nie uda nam się stworzyć szczęśliwego związku. Powiem Wam, że kierując się zdrowym rozsądkiem, też dochodzę do tego wniosku. Ale, no właśnie, za bardzo mi na nim zależy, by się poddać. Nie rozumiem jak można się z kimś rozstać, kiedy uczucia wciąż są gorące... Prosiłam go, tłumaczyłam, że warto dać sobie jeszcze szansę, że sporo zrozumiałam... Usłyszałam od niego, że on już nie ma siły na kolejne szanse i że po prostu już w ogóle nie wierzy w to, że mogłoby się nam udać. Powiedział, że jestem dla niego bardzo ważna, że wciąż mu na mnie zależy, że jestem najbliższą mu osobą, ale nie chce już ze mną być, bo to nie ma sensu. Widziałam po nim, że też bardzo cierpi, ale widziałam również, że jest zdecydowany. Trudno nie uwierzyć, że ktoś nie chce, gdy powtórzy to tak wiele razy...
Myślałam, że będzie chciał zerwać kontakt. Ale nie. On chce się przyjaźnić. Mówi, że możemy być dla siebie ważni, nie będąc razem. Że nie jestem sama, że zawsze mogę na niego liczyć. On chce się normalnie spotykać, wiadomo - nie tak często jak wtedy, gdy bylismy razem, ale jednak. Pisze mi smsy, żebym się nie smuciła. Martwi się o mnie.
Nie wiem, co mam robić
Z jednej strony cieszę się, że chce utrzymywać kontakt, jest mi dzięki temu trochę łatwiej. Z drugiej strony, daje mi to jakieś głupie nadzieje na to, że coś z tego jeszcze będzie. Nie rozumiem, czemu on się tak zachowuje. Jestem taka zagubiona, raz mi się wydaje, że on ma rację, że to by się nie udało, że przyjaźń jest lepszym rozwiązaniem. Zaraz wydaje mi się inaczej, jestem załamana i chce mi się płakać.
Zastanawiam się, czy nie lepiej by było jednak się od niego odciąć. Tak, jak adam napisał - może wtedy on by zrozumiał, że mu mnie brakuje... Jeśli zgodzę się na tą przyjaźń, on będzie miał to co wcześniej plus całkowitą swobodę (która dla niego ejst bardzo ważna) i wtedy na pewno nie bedzie chciał wrócić. Poradźcie coś Kochani ![]()