Czy są osoby, które unikają związków jednocześnie ich pragnąc?
Ze mną jest tak, iż chce z kimś być, ciągle o tym marzę, a ostatecznie jak się nadarzy okazja, wycofuję się i nic z tego. Zawsze znajdę jakiś powód, mimo że z reguły dobrze oceniam potencjalnego partnera. To już zaczęlo być standardem...
Pomyślałam, że być może czegoś się boję. Nie lubię np. gdy nie mam czasu dla siebie. A najczęsciej druga strona chce ciągle spędzać ten czas razem. Wiem, że to dziwne, ale związek chyba traktuję jako znaczne ograniczenie niezależności i to mnie chyba trochę przeraża...
Na razie kocham bez wzajemności kogoś i bardzo chciałabym, by odwzajemnił moje uczucie, ale któż to wie, czy wówczas znowu nie zrobiłabym kroku w tył...
1 2009-05-09 15:26:43 Ostatnio edytowany przez inesita (2009-05-09 17:22:48)
Podobne tematy
Oczywiście że są takie osoby. W wielu dziedzinach życia tak bywa,że pragniemy czegoś ale albo nie mamy odwagi tego zrobić albo podświadomie zostawiamy to w sferze marzeń.
Bycie w związku (normalnym, nie toksycznym) nie musi oznaczać niewoli. NA początku związku obydwie strony chcą spędzać ze sobą każdą sekundę, ale w miarę jak życie toczy się dalej ludzie zaczynają dzielić swój czas na drugą połówkę i siebie. Ja mam chłopaka, dobrze nam się układa, a jednak żadne z nas nie czuje się ograniczone. Jesli ktoś ma ochotę isć sam gdzieś ze znajomymi to nie ma problemu, jeśli ma ochotę zostać w domu to zostaje. Spędzamy ze sobą różną ilość czasu zależnie od ochoty. Jestem pewna, że jeśli trafisz na odpowiedniego faceta, nie będziesz czuła się zduszona. No chyba, że on będzie nachalny i będzie Ci stał pod domem codziennie
Albo Ty będziesz chciała go widzieć raz w miesiącu... Ale bez przesady, myślę, że wyobrażasz to sobie w trochę przejaskrawiony sposób. Po ciężkim tygodniu z przyjemnością spędzisz kawałek weekendu z lubym, jak już go znajdziesz, czego Ci życzę. I nie ma się czego bać o tyle, że jesli nie zaryzykujesz to nigdy nie wygrasz nic od życia ![]()
Na razie kocham bez wzajemności kogoś i bardzo chciałabym, by odwzajemnił moje uczucie, ale któż to wie, czy wówczas znowu nie zrobiłabym kroku w tył...
Może właśnie dlatego tak dzieje się z dotychczasowymi partnerami??? Kochasz kogoś z kim nie jesteś, więc kim innym czujesz się ograniczona.
nie jesteś sama- mam podobnie
chcę chcę a potem cała wstecz
a potem się dziwię co jest ze mną nie tak xP ja to chyba boję się, że stracę swoją niezależnośc... że jakby potem go zabrakło to ciężko byłoby mi się odnalezc na nowo...
Hmm..też tak mam:( Kocham....(a przynajmniej tak mi się wydaje) faceta, który traktuje mnie chyba jak dobrą "przyjaciołkę". A każdy wie, że tak na prawdę nie ma przyjaźni między facetem a kobietą. Cierpiałam, kiedy opowiadał mi o swoich dziewczynach, rozstaniach, kolejnych powrotach....w końcu nie wytrzymałam, powiedziałam mu, że zaczął być dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem....jego reakcja: "szok"! Myślałam, że w ten sposób w końcu dowiem się na czym stoję, czy jest szansa na związek czy mam sobie darować. Co się okazało, on nie jest przeciwny związkowi, robi mi nadzieję, a potem cisza. Zaczynam być zazdrosna, robię mu wyrzuty....tylko przez to, że go kocham...Sama sobie robię krzywdę...ale inaczej nie potrafie;( Zrobie jeden krok do przodu....a potem 3 w tył..:( Podobnie jak Wy dziewczyny, też siedząc, np sama w domu...marzę o tym, żeby się do kogoś przytulić, poczuć się kochana...ale gdy juz spotkam się z kimś chcę do domu......;( wydaje mi się, że chyba nie dorosłam do bycia z kims...:(
6 2009-05-11 12:19:27 Ostatnio edytowany przez inesita (2009-05-11 12:22:01)
SadButTrue, a wydawaloby sie, ze powiedzenie mu o swoich uczuciach (to wlasnie ja powinnam zrobic, tylko po raz drugi brakuje mi odwagi) rozwiaze problem... Ze wtedy wlasnie wiedzialabys na czym konkretnie stoi. Ale ta natura ludzka jest pokrecona. Ludzie deklaruja jedno, a swoim zachowaniem i wysylanymi sygnalami "mowia" cos innego. A myslalas o tym, by powiedziec sobie kategorycznie "koniec z tym"?
Probowalam podobnie jak Ty (jesli dobrze zrozumialam) probowalam spotkac sie z kims innym. Po dwoch spotkaniach on nabral ochoty na dalsza znajomosc, a ja mimo calej sympatii do niego, marzylam juz tylko o tym, by ta znajomosc zerwac... Nie da rady, nic na sile.
Jesteście pewne, że jest to strach przed utratą wolności, niezależności? Ja bym raczej powiedziała, że to obawa przed zaangażowaniem się emocjonalnie, która wynika ze skrzywdzenia w przeszłości przez innego mężczyznę w tym być może przez własnego ojca.
Kurcze, tez tak mam. Ale u mnie to chyba dlatego, że z tego nadmiaru chwil spędzonych razem rozsypały sie moje 2 poprzednie zwiazki... I teraz nie chce sama zasypiac, chce byc z kims, a jednoczesnie sie boje, ze bedzie jak bylo...
Nigdy zaden mezczyzna mnie nie skrzywdzil na szczescie. A z ojcem... ty bylo tak, ze zawsze byl nieobecny (w wymiarze psychicznym), wycofany, bierny. Nigdy nie widzialam, jak okazuje uczucia w stosunku do mojej mamy. Nie byl dla niej partnerem, tylko kims, kto zawsze stoi z boku. Ze mna tez malo rozmawial, choc w glebi ducha wiedzialam, ze mnie kocha. Czasem mialam wrazenie, ze najwazniesze dla niego jest tylko to, czy mam co jesc i czy jestem zdrowa, a reszta malo go obchodzila. Sam nigdy nie wykazywal inicjatywy w zyciu, by cos milego wspolnie zrobic, by gdzies pojechac, pojsc na glupi spacer. Ale czy cos takiego moze miec az tak duze znaczenie teraz dla mnie? Chyba sa wieksze problemy na swiecie...
10 2009-05-11 18:25:12 Ostatnio edytowany przez SadButTrue (2009-05-11 18:27:43)
inesita, dokładnie, zdecydowałam się powiedzieć co czuje, ale swoim zachowaniem przekazuje co innego...niektórzy moga sobie pomyśleć, że to jest chore...no ale to jakoś samo tak wychodzi. Nie mam na to wpływu. Im bardziej się staram tym wychodzi gorzej. Myślałam, żeby skończyć z tym, zerwać z nim kontakt....ale on...zaprotestował! Powiedział mi, że zależy mu na przyjaźni,...a ja właśnie pragnę czegoś wiecej, tylko nie potrafię tego "wyrazić". Nie wiem, jak długo to się będzie ciągnąć....:(
Mnie też, tata nigdy nie skrzywdził, więc to nie w tym problem. Ja po prostu czuje, że mnie nie nauczyli "miłości". U nas, nie okazywało się w sposób dosadny uczuć. Słowo "kocham Cię" nie pojawiało się w naszym rodzinnym "słowniku" bo my to po prostu wiedzieliśmy i nie trzeba było tego powtarzać w nieskończoność.
SadButTrue, zauwaz, ze pomiedzy Wami jednak jest jakis dialog. Mowisz, ze trudny, ale jest. I pewnie jest szansa, ze "dyskusja" miedzy Wami sie rozwinie, a to pozwoli wyjasnic sprawe do konca.
Wiem jak to jest, kiedy sie czlowiek stara a tu klops, wychodzi gorzej. Ja osobiscie jutro pobiegne ku Niemu jak co tydzien i co... pewnie nic z tego... Wymienie sie z Nim glebokim spojrzeniem, bo slowa uwiezna w gardle.
Moze to i glupie, ale chcialabym, by On powiedzial mi, bym byla jego przyjaciolka... Oczywiscie liczac, ze z tej przyjazni moze zrodzic sie cos wiecej
A wlasnie, skoro to uslyszalas, to moze (mimo ze na dzis to dla Ciebie marne pocieszenie) mimo wszystko jest nadzieja dla Ciebie? Od fajnej przyjazni milosci niedaleko przeciez, tymbardziej ze on zaprotestowal, kiedy chcialas zakonczyc znajomosc. Z tego wynika, ze w jakis sposob mu zalezy. Moze on sam jeszcze nie wie jak bardzo.
inesita, dzięki:* Dobrze jest wiedzieć, że jest osoba która mnie w jakiś sposób rozumie.
Rozmawiam, z nim już jakiś dłuższy czas. Możemy pogadać o wszystkim i o niczym (mówie tu o rozmowie wirtualnej) bo jeśli chodzi o spotkanie to ja właśnie zaczynam się krępować bo boję się, że powiem coś nie tak. Prześladuje mnie taki właśnie lęk. Ale co do Ciebie, to spróbuj się przełamać, powiedź coś do niego, naprowadź go..;) Żeby kiedyś nie żałować, że się czegoś nie zrobiło;) ja ciesze się, że odważyłam się mu to powiedzieć, nie mówie, że jest mi lepiej ale na pewno kiedyś nie będę miała do siebie pretensji, że tego nie zrobiłam:) Jeśli możesz powiedzieć to jak to jest między Wami? Często rozmawiacie?
To może i ja się wtrącę, jeśli można! Mi wprost trafia się fajny facet a ja uparcie nie i nie! łączony problem strachu utraty niezależności i strachu zaangażowania się. Zabrzmi to okrutnie ale miło wiedzieć, że nie jest się jedynym lękliwym tego świata.
Jak to sie mowi, lepiej zalowac, ze sie cos zrobilo, niz zalowac, ze sie nie zrobilo
Tez wychodzilam z takiego zalozenia. Dalam mu wyrazny znak. Ale powiedzial nie. To wszystko dzialo sie wirtualnie. Po kilku miesiacach spotkalismy twarza w twarz i zadne z nas nigdy nie podjelo tego tematu. Na poczatku nawet sie unikalismy... a potem... wszystko opisalam w moim poscie "utknelam" ![]()
A co sprawia, ze tak bardzo krepujesz sie rozmawiac z nim twarza w twarz (haha znam to). Chodzi mi o to, czy to typowe dla Ciebie zachowanie, czy wlasnie ta wyjatkowa sytuacja z nim sprawia, ze cos Cie blokuje? Mnie sie wydaje, ze jednak przy zachowanym dialogu rozwiazanie sytuacji Twojej musi predzej czy pozniej nadejsc. Byc moze w koncu kiedys nie wytrzymasz i powiesz mu w twarz co Ci lezy na serduchu. W koncu ile czlowiek jest w stanie wytrzymac?
Zycze Ci tego.
Pinacolada, mi tez od czasu do czasu trafi sie okazja na blizsza znajomosc, a ja zawsze krece glowa na nie... Teraz aktualnie mam, ze tak powiem klapki na oczach i nie dostrzegam innych obiektow poza jednym
Ale wczesniej... zawsze cos nie pasowalo. Wtedy otoczenie najczesciej wklada cie w szufladke "wybredna". To najprostszy schemat myslenia. No ale raczej nieadekwatny do rzeczywistosci.
Powiedz, czy probujesz mimo tych obaw? Czy myslisz, ze jak pojawi sie ten wlasciwy ktos, to one znikna? A moze juz tego doswiadczylas?
Oooo tak- wybredna i szuka ideałów, no skąd ja to znam?
co do klapek na oczach- miło wiedziec, że nie tylko ja tak mam... jakbym miała myślec o więcej niż jednym facecie to bym po kilku dniach dostała świra ![]()
Boje sie związkow, bo sie szybko angazuje za szybko, pozniej załamka bo nic nie wychodzi. Jestem własnie w takim zwiazku troche luznym facet nie chce sie wiązac na powaznie boje sie ze za bardzo sie zaangazuje i pokocham, juz jeden dzien go nie widze i tesknie.Cholernie sie boje ze mnie zostawi predzej czy pozniej on jest inny niz ja zupełnie inny,czasem nie wiem czy to co mowi to prawda czy zart. kurcze ale juz sie wkreciłam,bez niego pusto by było.Jak znam zycie to on pewnego dnia mi oswiadczy ze lepiej zebym sobie znalazła innego faceta.boje sie..... ze sie moze okazac ze z jednego bagna weszłam do drugiego.
inesita, to zachowanie nie jest całkiem typowe dla mnie. Tylko on tak na mnie działa bo w końcu chcę się zaprezentować jak najlepiej....i własnie wychodzi jak wychodzi. Ale dam rade....jakoś:)
Podobnie jak anuska, ja mega za nim tesknie...dłuża chwila bez rozmowy a mnie rozwala.....mimo tego, ze nie jestesmy "razem". Dziwnie tak
przez niego nie potrafie obiektywnie spojrzeć na innych facetów....ciągle oceniam ich przez pryzmat tego jednego! ![]()
Anuska, nie myśl negatywnie:) Piszesz, ze on jest inny niz Ty, a może wlasnie to go w Tobie pociąga?:)
sa osoby ktore boja sie zwiazkow,znam takie.co do ograniczenia wolnosci zwiazek to nie odrazu slub.a i po slubie mozna miec troche czasu tylko dla siebie,na tak zwany oddech,by nie zadusic przyslowiowo drugiej osoby soba
Ja osobiście nie boję się ograniczenia wolności, czy braku niezależności...tylko najbardziej przeraża mnie, że nie będę potrafiła odnależć się w nowej sytuacji jako "dziewczyna"....może nie dorosłam do tego emocjonalnie...Niech nadejdzie ten czas, kiedy w końcu będę się mogła o tym przekonać! ale jak na razie wszystko pieprzę.....i cierpię bo za bardzo się angażuje;(
21 2009-05-13 02:08:38 Ostatnio edytowany przez inesita (2009-05-13 02:13:00)
No wiec musze sie wygadac... Nastapila dzis zmiana. Przepraszam za sformulowanie, ale olewam go! Podeszlam do niego dzis, na luzie, bez problemu. Rozmawialismy, wydawalo by sie, ze milo. I co? On nagle, niespodziewanie calkowicie odrwocil sie o 180st, bo zagadnal go ktos ze znajomych. Urwal nasza rozmowe niemalze w polowie zdania! Nie moglam uwierzyc, naprawde! Zglupialam i juz nie wiedzialam, czy mam tam stac jak kolek, czy pojsc w swoja strone. Oczywiscie poszlam. To juz nie chodzi o to, ze nie powinien tak robic wzgledem mnie. Nie powinien tak robic nikt, kto uwaza ze ma w sobie choc odrobine kultury!
Przez cale swoje zycie nie wchodzilam w zwiazki. Mialam kogos przez 3 miesiace- moj rekord zyciowy! Cala reszte ludzi odrzucalam, bo zawsze to byl nie ten. A dzis jestem wypruta emocjonalnie i wiem to, ze jeszcze przez dluuuugi okres czasu bede sama. Cos mi sie ta przyszlosc nie wrozy zbyt rozowo i to nie jest czarnowidztwo tylko realizm. Dziekuje za "wysluchanie".
Yyyy....ale chamsko zrobił....;/;/;/ ale teraz masz dowód, że facet nie był Ciebie wart!! Ja też "go" wczoraj olałam...wyryczałam się i wiesz co? jest mi lepiej mimo tego, że teraz czuję jak coś się we mnie wypaliło....
Dzieki SadButTrue :* Mnie sie juz nawet ryczec nie chcialo, bo to juz bylo wczesniej, wielokrotnie. No ale fakt, jak sobie tak czlowiek wyrzuci ze lzami wszelkie toskyny, owszem, lepiej mu ![]()
Wiesz co, tez nie raz odczuwalam, ze cos sie wypalilo. Tyle, ze to bylo takie zludzenie, bo ostatecznie wszystko wracalo. Teraz mam wrazenie, ze wypalilo sie bardziej, niz kiedykolwiek, ale najgorsze jest to, ze sama sobie nie potrafie dac gwarancji, ze to juz na stale...
Kocham taniec i pewnie jeszcze nie raz bede go widziec. Pragne tylko nie okupowac tego "widoku" swoimi nerwami. Teraz marzy mi sie, ze bede przechodzic kolo niego w miare obojetnie, nawet jesli bedzie dla mnie mily. To duze wyzwanie.
SadButTrue, pisz co tam u Ciebie, bede sledzic oczywiscie ![]()
Mi też wszyscy wmawiali, ze jestem wybredna,że szukam ksiecia z bajki, no to pomyslalam, ze moze faktycznie tak jest i poweidziałam sobie, ze z nastepnym facetem, ktory okaze mna zainteresowanie, sprobuje czegos wiecej, że dam sobie szanse na milosc. I poznalam faceta, w ogole mi sie nie podobal (i to juz nie chodzi o wyglad), nie mial tego "czegos", ale jak obiecalam tak zrobilam i staralam sie na sile zaangazowac! Wiedzialam, ze mu zalezy, ze mnie nie skrzywdzi, ze nie bede przez niego cierpiec. Wmowilam sobie to uczucie, zaczelo mi zalezec. Bylo fajnie. Bylam szczesliwa, ze kogos mam, rodzna byla szczesliwa, ze moze jednak nie zostane stara panna. Tego zwiazku bylam pewna, nie balam sie! Wiedziala, ze z czasem sie w nim zakocham! Ale nie zdazylam (cale szczescie), bo postanowil wrocic do swojej bylej! I teraz juz nie wiem, jak to jest. bo bez wzgledu na to czy wchodze w zwiazek z wielka miloscia, czy z rozsadkiem, to i tak cierpie. Ja sie nie boje zwiazkow, ja jestem pewna, ze kazdy z nich skonczy sie moja porazka, łzami, cierpieniem...
Dorotko, presja otoczenia jest bardzo trudna i ciezko ja znosic. Ale nie ma nic gorszego, jak to my sami na sobie wywieramy ta presje. Mnie jakos trudno jest uwierzyc w to, ze nie bedziemy wtedy cierpiec. No i co istotne, przeciez latwo wtedy sprawic, ze bedzie cierpiala ta druga osoba.
Sama mialam kiedys taki pomysl, by zrobic cos troche wbrew sobie. No i wytrzymalam krotki okres, a pozniej czulam sie dodatkowo zle, ze rozbudzilam czyjes nadzieje. Chyba juz wiecej nie odwaze sie tak, jak Ty- szczerze podziwiam, bo musialas pewnie powalczyc ze soba, by nastawic sie pozytywnie.
Tak naprawde to dzis presja otoczenia mnie nie przeraza. W koncu ile jest ludzi, tyle sposobow na zycie i dlaczego ktos ma nam wmawiac, ze taki, czy taki jest lepszy! Dzis sobie radze z taka presja, ale obawiam sie, ze z uplywem czasu jednak moge nie byc silniejsza i latwiej sie poddam.
A co do porazki, lez i cierpienia... moze Ci sie wydawac, ze tak bedzie, ale pewna byc nie mozesz, bo chyba nikt nie moze. Pozdrawiam! ![]()
to tak jest chyba, ze im bardziej sie chce, im bardziej sie czlowiek stara, tym bardziej nic nie wychodzi! ja juz tak bardzo chce z kims byc, ze staje sie przez to smieszna i żałosna! a kazde odrzucenie utwierdza mnie w przekonaniu, ze pisana jest mi samotność! cos musi byc ze mna nie tak! dzieki inesito za zainteresowanie i tez pozdrawiam!
inesita, jak już zauważyłaś założyłam osobny temat dotyczący mojej sprawy. Zostałam (w sumie na własne życzenie) upokorzona...bo jakby na to nie patrzeć tak się czuję wyznając uczucia które zostają "nieskomentowane"...
Faceci to jednak wredne bestie....i tak nie może być, że cierpimy przez nich...!!! Bądźmy twarde!! ![]()
Podobnie jak Tobie, dorotka też mi wmawiają, że szukam księcia itp, że wybrzydzam...no ale myśląc racjonalnie lepiej być samemu niż męczyć siebie i kogoś robiąc mu nadzieje (tak jak mi teraz własnie zrobiono:( )
Ano cierpimy... Bo tak, jak wstalam dzis rano z usmiechem (mimo wszystko) i z mysla, ze wreszcie cos sie zmieni i bede mogla zapomniec o calej sprawie, tak juz teraz nie jestem tego pewna hehe
Ale tak sobie mysle, ze bede sama i jednak dam sobie rade. Zrodzilo sie we mnie postanowienie, ze bede budowac swoj swiat w pojedynke, starajac sie czerpac z tego przyjemnosc. A chwile potem od mojej mamy uslyszalam slowa, z ktorych mozna wyciagnac ogolny wniosek: tylko dzielenie swego zycia z kims sprawia, ze mozemy czuc sie pelnowartosciowi. No i co, smiac sie, czy plakac?
No coz, starajmy sie byc dzielne, na przekor wszystkiemu ![]()
Dokładnie: NA PRZEKÓR WSZYSTKIEMU BĄDŹMY SZCZĘŚLIWE! Jak to mówią, biednemu zawsze wiatr w oczy! Mam do wyboru być nieszczęśliwą i narzekać albo być nieszczęśliwą i nie narzekać, więc wybieram to drugie! A co mi tam! Może w końcu odczaruję los!
Życie we dwójkę, jest zapewne lepsze, bo w jakiś sposób się z drugą osobą "dopełniasz" ale nie ma co marzyć, planować...bo zazwyczaj i tak jest inaczej niż byśmy tego chciały. Czekajmy na to co przyniesie dzień
nie zamykajmy się na coś tylko z tego powodu, że ktoś nas zranił. Będzie dobrze, czyż nie? ![]()
A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój...
I lepiej być samotnym wilkiem, niż płaszczącym się psem!
Już chyba nic mądrego dzisiaj nie wymyślę! Uciekam moje kochane na zakupy!
Dorotka, i tak bardzo dużo wnosisz do tej dyskusji:) (udanych zakupów) inesita, Tobie też wielkie dzięki
Prędzej czy później przestaniemy bać się związków:) tylko musimy trafic na tych odpowiednich facetów ![]()
Znalazła juz jakas Gwiazda tego jedynego? Zmienilo sie cos od wczoraj? Czy nadal szukamy tego jedynego? Oj, ciezko z tymi chlopami! Jak ktorys fajny, to juz zajety, a jak nawet wolny, to i tak mnie nie chce! Szukam dalej!
34 2009-05-14 11:12:04 Ostatnio edytowany przez inesita (2009-05-14 11:13:52)
Dorotka, a w jakis sposob szukasz?
To znaczy wychodzisz gdzies? Masz okazje na co dzien, by kogos spotkac? W sumie teoretycznie zawsze i wszedzie jest okazja, ale praktycznie wcale nie jest tak latwo
Ja na razie nie szukam. Czekam az serducho sie zrehabilituje, o ile tak bedzie ![]()
P.S. Ciesze sie, ze tworzymy tutaj taka grupke wzajemnego wsparcia ![]()
Ja tez jeszcze do konca sie nie wyleczylam po ostatnich porazkach. Ostatnia znajomosc miala byc lekarstwem na poprzednia, a wyszlo tak, ze teraz jest mi źle, po tej ostatniej! Wychodze jak sie nadazy jakas okazja, na grilla do znajomych, na kawe z kolezankami, na spacer z siostra, na zakupy sama! ale to wszystko raczej po to, zeby wypelnic jakos czas i nie myslec o tym, za czym tak bardzo tesknie! Raczej nie wierze w to, ze siedzac w parku, podejdzie do mnie jakis bardzo meski mezczyzna i okaze sie mezczyzna mojego zycia! Jak do tej pory, to ciagle podchodzi jeden pan, ktory ma jakies 5 promili alkoholu we krwi i ciagle mu brakuje złotówki do piwa! Daje mu, bo w zamian slysze tyle komplementow, ze az sie boje pomyslec, co by powiedzial, jakbym mu nie dala! No ale kurcze miliardy ludzi jakos sie poznaja, zakochuja i sa szczesliwi, wiec to chyba jest do zrobienia, choc na razie wydaje mi sie nierealne i baaaaaaaaardzo odlegle!
Dokładnie, najlepiej się czymś zająć, żeby nie mieć czasu na myślenie o tym co było. Tak sobie myślałam, że może inny mężczyzna pomógłby mi zapomnieć o tamtym, ale niestety porównuje go do niego, i ciągle widzę w nim wady...że nie jest tak zabawny, tak uśmiechnięty, tak przystojny ja on...itp
to jest straszne, ciągle widzę go przed oczami
hmm...dalej się nie odezwał, kurcze myślałam, że nie weźmie tak poważnie moich słów do siebie ![]()
Bycie z kimś w związku oznaczać powinno przede wszystkim, że kogoś kochamy. Oczywiście mogłaby powstać teraz burzliwa dyskusja co to jest miłość i pewnie ile osób tyke byłoby zdań. Jeden z psychologów - sterberg - stworzył teorię miłości. Twierdzi on, że składa się z trzech czynników: namiętność (czyli tu chodzi przede wszystkim o pożądanie seksualne), intymność (czyli taka bliskość duchowa, zrozumienie itd) oraz zaangażowanie (czyli wspolne mieszkanie, wydatki itd.). Na początku i najszybcije rozwija się namięttność. jednak ona też najszybciej z czasem zanika, albo przybiera inną formę. Piszę to, żeby zwrocic uwage, ze na kazdym z tych pol moze pojawic sie jakis problem. I to wcale nie musi byc problem w tym kims, a w nas. Mozemy np miec problem w wejscie w bliski kontakt z druga osoba. Moze to wynikac z niskiego poczucia wartosci. Mozemy od razu zalozyc, ze sie nie spodobamy, ze w ogole nie ma co sie osmieszac. Przez co np jestesmy typem dobrej kumpeli, bo tak bezpiecznie. Mozna miec tez problem z wejsciem w bliski kontakt wewnetrzny, z otwarciem sie na relacje, z pozwoleniem poznania siebie.
Moze byc wreszcie problem z zaangazowaniem. Powodem moze byc np lek przed odrzuceniem.
Niestety lek jest przyczyna wielu problemow. Mozemy np w ogole nie angazowac sie w zwiazki, albo konczyc je szybko, bo lepiej rzucic niz byc porzuconym, mozemy miec wiele przygodnych zwiazkow, ale nic zobowiazujacego, mozemy twierdzic, ze lepiej byc singlem.
Nie twierdze, ze tak jest zawsze, ale warto odpowiedziec sobie na pytanie czy ja soba rzadze czy lek mi dyktuje droge?
Czy są osoby, które unikają związków jednocześnie ich pragnąc?
Ze mną jest tak, iż chce z kimś być, ciągle o tym marzę, a ostatecznie jak się nadarzy okazja, wycofuję się i nic z tego. Zawsze znajdę jakiś powód, mimo że z reguły dobrze oceniam potencjalnego partnera. To już zaczęlo być standardem...
Pomyślałam, że być może czegoś się boję. Nie lubię np. gdy nie mam czasu dla siebie. A najczęsciej druga strona chce ciągle spędzać ten czas razem. Wiem, że to dziwne, ale związek chyba traktuję jako znaczne ograniczenie niezależności i to mnie chyba trochę przeraża...
Na razie kocham bez wzajemności kogoś i bardzo chciałabym, by odwzajemnił moje uczucie, ale któż to wie, czy wówczas znowu nie zrobiłabym kroku w tył...
Miałam taki konflikt bardzo długo: chciałam związku, ale bałam się zranienia. Odkąd rozwiedli się moi rodzice, nie wiedziałam właściwie, czego chcę od związku oprócz tego, żeby trwał. Strasznie się bałam, że powtórzę "błąd mojej mamy" i co widziałam wtedy jako porażkę - nie ułożę sobie szczęśliwie życia z mężczyzną. Tak więc poważnie traktowałam wszystkie swoje związki, wkładając serce i duszę w to, żeby ktoś był ze mną szczęśliwy, bo to, jak sądziłam, zagwarantuje mi "sukces".
Potem lata mijały i okazywało się, że to wszystko funkcjonuje zupełnie inaczej, że miłość to nie jest biznes, na który można mieć plan. Ale to dopiero we mnie ugodziło, bo skoro nie ma jednej, idealnej metody, to jestem przegrana. Na pewno nie dam rady. Więc skupiłam się na tych aspektach, nad którymi mogłam mieć jaką taką kontrolę i które były bardziej do przewidzenia - na pracy, na edukacji, na różnego rodzaju zajęciach, "inwestycjach w siebie".
Na szczęście nad tą całą kalkulacją u mnie zawsze górę brało serce. Mogę bardzo bać się rozczarowania i zranienia (a z wiekiem wcale nie boję się mniej
), mogę zagłuszać potrzebę bliskości mnóstwem zajęć (mam, jak to mówię "sztucznie pełen grafik", bo chociaż pozornie nie mam czasu, to wiele zajęć zaplanowałam tylko po to, by ten czas zapełnić) czy przyjaciół, ale kiedy się zakochuję, to skaczę na tą głęboką wodę. Mogę mieć w głowie statystyki rozwodów, ale myślę wtedy zupełnie innymi kryteriami i... Bardzo mnie to cieszy
Bo gdyby tak nie było, nie przeżywałam tego pięknego stanu zakochania, docierania się, kompromisów, a nawet kłótni. I wtedy dopiero czułabym się samotna.
Dlatego myślę, że udało mi się jakoś to wypośrodkować - mam swoje obawy, ale umiem się zakochać, bo przy odpowiednim człowieku moje lęki są po prostu słabsze niż uczucia ![]()
39 2009-05-14 19:53:03 Ostatnio edytowany przez elviska18 (2009-12-21 17:39:37)
...
Elviska18....to ludzie wmawiają mi, że szukam księcia...a nie ja... ;/ ja chcę być po prostu kochana! A tak w ogóle, przecież nikt nie zaprzecza, że wśród kobiet też są "wredne bestie" poza tym co to ma do rzeczy?! Piszesz, że trzeba się cieszyć tym co się ma....dobrze zgadzam się, a w pewnych sytuacjach po prostu się nie da...
Marta Gago, coś w tym jest....hmm...a przynajmniej dało mi to do myślenia ![]()
41 2009-05-15 00:47:54 Ostatnio edytowany przez inesita (2009-05-15 00:52:10)
Elviska18, jesli SadButTrue napisala, ze faceci to wredne bestie, to mimo wszystko oczywiste jest i jasne, ze przeciez nie mysli tak o wszystkich facetach na tej planecie. Czasem narzekajac stosujemy takie uogolnienia i tyle. Nie zdarzylo Ci sie powiedziec sobie- wszystko jest do kitu- kiedy to przeciez nigdy nie jest tak, ze wszystko!
No i tak jak piszesz, trzeba sie cieszyc tym, co sie ma. Ale czasem trzeba rowniez pozwolic sobie na wyrazenie tych mniej przyjemnych emocji, a nie udawac, ze ich nie ma. Bywa po prostu, ze nie da sie ich zagluszyc usmiechajc sie do lustra i powtarzajac- bedzie ok. Dajmy sobie prawo do przezywania smutku i rozczarowania. W koncu wszystko jest ludzkie! A smutek i rozczarowanie nie trwaja przeciez wiecznie ![]()
Dokładnie
nic dodać nic ująć.
Elviska18, z innego tematu wiem, że masz faceta i dla Ciebie zapewne łatwiej jest się cieszyć i doceniać to co masz. Postaw się czasem na naszym miejscu....samotne (chociaż nawet nie to jest takie straszne),zranione przede wszystkim...dlatego gdzieś musimy wylać ten cały żal
(a jest tu wiele wspaniałych kobiet, które potrafią bardzo pomóc, zwłaszcza jeśli przeżyły to samo
) Gdybym chciała mieć faceta na siłę, to na pewno jakiegoś bym miała, ale ja właśnie nie chcę "jakiegoś"(i już ktoś może mi zarzucić, że wybrzydzam, ale to nie tak), a jeśli już się przytrafi taki odpowiedni to zaczynam się bać, albo okazuje się, że jednak nie jest on odpowiedni....i tak w kółko.. ;(
43 2009-05-15 19:51:17 Ostatnio edytowany przez elviska18 (2009-12-21 17:44:37)
...
Wiem, ze nie powinno sie uogolniac, no ale takie to sa nasze nawyki czasem ![]()
Ja na razie myśle tylko o jednym, ale wiem, że to się zmieni
wystarczy, że się dziś wyżyłam na kosiarce
a już mi lżej na duchu ![]()
Co prawda On dalej się nie odezwał...widocznie tak juz będzie, dlatego powoli się z tym oswajam.
Ja boję się tego że mnie zostawi, boje się bólu....
Na razie jesteście razem, więc nie zaprzątaj sobie głowy takimi myślami
staraj się by Wasz związek był jak najlepszy ![]()
Tak odpowiadając jeszcze na pytanie do mnie, bo coś zaniedbałam się:) To tak, uważam że jak pojawi się ten co mnie powali na ziemię to myślę, że nie będę się ani bronić, ani kręcić głową
Tylko to musi być ktoś pokroju Victora Estimy, ten to potrafi powalić:) żartuję, ale ja chyba za bardzo boję się utraty dotychczasowego życia ![]()
mam identycznie.Jak widze inne pary to strasznie im zazdroszcze ale gdy juz z kims jestem to mam ochote jak najszybciej to skonczyc nie wiem mozliwe ze to kwestia tego ze pragniemy miec cos co nie jest osiagalne a gdy juz o to wywalczymy to nam sie nudzi?
Jakis czas temu spotkalam sie z kims. Facet byl bardzo sympatyczny i co najwazniejsze, zainteresowany moja osoba. No i po dwoch spotkaniach robilam juz wszystko, zeby nie bylo trzeciego i kiedy to osiagnelam, poczulam ulge. I tak jest zawsze. Chyba nie wrozy to dobrze na przyszlosc ![]()
skąd ja to znam...
Ogólnie w moim przypadku Nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go..
Wiem to się wyda okropne, ale jak kogoś nie mogę mieć to szaleje i chcę bardziej.
A jeśli facet jest kochany czuły itd. to stwierdzam ze jest za dobry. Jaki w tym sens?
Poza tym nie wiem czego szukam w związku. Według mnie to wszystko przez to ze zawiodłam się kilka razy
może strach przed rozczarowaniem kolejnym?
Jest taka szansa,czasem nawet sobie nie zdajemy sprawy jak bardzo przeszłość ma na nas wpływ, tylko że kiedyś trzeba się z tym uporać. Coś co mi przychodzi na myśl w Twoim przypadku to słowa Paulo Coelho ?Moje serce obawia się cierpień. Powiedz mu, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie. I że żadne serce nie cierpiało nigdy, gdy sięgało po swoje marzenia.."
Oj, miłe Panie obyśmy się kiedyś ogarnęły:D:D:D
Pinacolada, a co masz na mysli jesli mowisz o przeszlosci? To zbaczy chodzi Ci o to, ze ktos nas zranil i dlatego boimy sie podejmowac kolejne proby?
Bo mnie np. nikt nie zranil, nie mam zych doswiadczen- moze dlatego, ze nie dalam nikomu ku temu szansy
Sama nie wiem dlaczego nie wchodze w zwiazki. Zawsze tlumaczylam sobie, ze to po prostu nie ten, ale ta decyzje podejmowalam najczesciej tak naprawde nie znajac dobrze czlowieka. No ale z drugiej strony jak ja mam podjac decyzje po lepszym poznaniu kogos, to wydaje sie niemozliwe skoro wiekszosc chce pocalunku na drugiej randce! Dobra, moze jestem staroswiecka, ale dlaczego znajomosci nie moga sie toczyc jakims takim zwyklym tempem, kiedy to ludzie maja okazje sie poznac, porozmawiac, a dopiero pozniej ewentualnie bardziej zblizyc sie do siebie? ![]()
Cześć Wam, tak sobie poczytuje ten wątek od jakiegoś czasu;)
inesita muszę powiedzieć, że mam bardzo podobnie do Ciebie.....też nie dałam nikomu szansy, nie dopuszczam nikogo do siebie
po 1 lub 2 randce, urywam znajomość mówiąc sobie, że to nie to...nie daje szansy aby coś więcej się rozwinęło albo chociaż żebyśmy się lepiej poznali... sama nie wiem czemu tak robię... moje koleżanki tego nie rozumieją i dziwią się, uważają że szukam księcia na białym koniu.. a to nieprawda, sama nie wiem czego szukam... albo wiem.. czegoś prawdziwego...
Pozdrawiam:)
Nieznajoma, moze to glupio zabrzmi, ale dobrze slyszec, ze nie jest sie samemu z "problemem". Czlowiek przynajmniej ma swiadomosc, ze nie jest odosobniona jednastka na swiecie i ktos gdzies ma podobne rozterki. Tylko to nie zmienia faktu, ze sytuacja pozostaje nierozwiazana. Najgorsze jest to (albo i najlepsze), ze nie moge narzekac na powodzenie. Caly czas mysle, ze to kwestia czasu kiedy cos sie wydarzy, ale wciaz sie nie wydarza, a latka leca. Mogloby czasem czlowieka cos natchnac i popchnac gwaltownie do przodu
Ale co tam, dzis tanczylam salse do upadlego i ani troche nie przejmowalam sie ww problemami
![]()
Wiesz co, może niekoniecznie dokładnie tak, że nas ktoś skrzywdził i nieźle się sparzyłyśmy. Zawsze trzeba pogrzebać trochę w dzieciństwie, to jakie miałyśmy relacje np z ojcem, jakie z kolegami a nawet koleżankami. To złożony psychologicznie problem mega indywidualny działający na zasadzie powiedz mi jakie miałeś dzieciństwo to powiem Ci dlaczego jesteś jaki jesteś ![]()
(Inesita, salsa jest dobra na wszystko:P)
Witam:) Jestem tu od nie dawna w sumie od dziś i zwróciłam uwagę na te posty i pomyślałam ze jak mogę to się przyłącze...Może trochę z innego punktu widzenia ale rozumiem o czym piszecie bo sama też tak miałam...Szukałam nie wiadomo czego nie byłam pewna a na dodatek jak ktoś się zbliżał to od razu twierdziłam że mnie okłamuje i tym podobne(taka moja natura pesymistką jestem od zawsze)...Ale wiecie co...zabrzmi to banalnie ale czas przyniesie zmiany na lepsze i "podrzuci" tego którego wy zaakceptujecie i jednocześnie on nie zrazi się do was przez waszą w jakimś stopniu ignorancję jego samego z początku znajomości...Myślę sobie że uparcie szukać nie ma sensu bo właśnie w tedy się nie znajduje zresztą mówi się że w tedy kiedy się czegoś chce tego nie ma...
A ja w czasie kiedy miałam podobne sytuacje do was wbiłam sobie do głowy że nie ma co główkować nad tym czemu jest tak jak jest tylko trzeba pędzić do przodu a miłość pojawi się w najmniej odpowiednim momencie i jak będzie prawdziwa na pewno przetrzyma;)
Czy są osoby, które unikają związków jednocześnie ich pragnąc?
Ze mną jest tak, iż chce z kimś być, ciągle o tym marzę, a ostatecznie jak się nadarzy okazja, wycofuję się i nic z tego. Zawsze znajdę jakiś powód, mimo że z reguły dobrze oceniam potencjalnego partnera. To już zaczęlo być standardem...
Pomyślałam, że być może czegoś się boję. Nie lubię np. gdy nie mam czasu dla siebie. A najczęsciej druga strona chce ciągle spędzać ten czas razem. Wiem, że to dziwne, ale związek chyba traktuję jako znaczne ograniczenie niezależności i to mnie chyba trochę przeraża...
Na razie kocham bez wzajemności kogoś i bardzo chciałabym, by odwzajemnił moje uczucie, ale któż to wie, czy wówczas znowu nie zrobiłabym kroku w tył...
Mam identycznie.Dwa do przodu,trzy do tyłu.Ale faceci to lubią.Dzięki temu nie tracimy na atrakcyjności.
Duzo kobiet tak ma.Najczesciej zdazaja sie przypadki ze gdy juz zdobedziemy to co wydawalo nam sie trudne do osiagniecia,zaczyna nas nudzic.
Ja też marze o tym by wkoncu odnależć tą osobę.Ale tak jak napisałam wyżej wycofuje sie gdy juz to osiagne..mozliwe ze przerazają mnie starania 2giej osoby...sama nie wiem czemu
Moja historia nie jest skomplikowana:
Pragnę partnerstwa, miłości, czułości. Ale gdzie się nie obejrzę życie w związkach wygląda jak kierat. Tego nie możesz, tamtego nie powinnaś a tyle innych rzeczy jest Ci zabrane (wolność, poczucie własnej wartości, czasem nawet własne myśli nie są ?dość dobre? więc milczysz) albo sama rezygnujesz z siebie "dla dobra ogółu". Widzę mężczyzn którzy nie wiedzą czego chcą.
Lub dziewczyny zachowujące się wulgarnie, nieprzyzwoicie. Są niepoważne zachowują się jak dz** a później osoba taka jak Ja muszę za to płacić... ile razy byłam wyzywana od ku*** tylko dlatego że nie zachowuje się jak jedna z nich. Po jakimś czasie miałam dość zrezygnowałam z towarzystwa mężczyzn i tyle, a trudno nie być samotnym gdy nie ma się szans kogoś poznać.
To mój pierwszy post tutaj wiec witam wszystkich bardzo serdecznie ![]()
Milo Cie powitac Suva ![]()
Wiesz co, zgodze sie z Toba. Kiedy rozejrze sie wokol, widze niewiele partnerstwa w zwiazkach. Wystarczy tez, ze spojrze na moich rodzicow, gdzie 90 % obowiazkow spoczywa na mojej mamie. Tez troche sie obawiam, ze kiedys zostane postawiona przed taka sytuacja, a tego wlasnie strasznie nie chce.
Przykre jest to, ze bylas tak niewdziecznie traktowana. Nie ma sensu zadawac sie z kims, kto Cie nie szanuje za to jaka jestes.
A co do szans by kogos poznac, to akurat jest to sytuacja zmienna i nigdy niewiadomo, co przyniesie jutro ![]()
pozdrawiam
Ja tak mialam przez jakis czas tak bardzo balam sie porazki ze wolalam nie probowac, az chlopak ktorego kochalam ale oczywiscie on o tym nie wiedzial wyjechal daleko daleko i zdalam sobie sprawe ze poprostu mu na to pozwolilam a potem plakalam i tesknilam, po jakichsdwoch latach po raz setny zaproponowal mi zebym do niego przyjechala i zebysmy sprobowali jednak stworzyc powazny zwiazek bez moich unikow i wymowek, tak bardzo za nim tesknilam ze pelna strachu i obaw wsiadlam w samolot i polecialam, troche czasu minelo zanim poddalam sie temu uczuciu bez reszty i wpuscilam go do swojego zycia,warto bylo a ja sie tak abrdzo balam. Ale wpewnym momencie zdalam sobie sprawe ze jak tak dalej bede sie wycofywac to zawsze bede tesknic i plakac tak naprawde z wlasej glupoty a moze tchozostwa.
Przeniesiony post Bubu:
Muszę się komuś wyżalić... Nie mam przyjaciół, a do psychologa jeszcze nie pójdę (chociaz w ostateczności rozważam taka opcję).
Mam 28 lat i cudowne zycie. Jestem wykształcona, mam dobra pracę, pieniądze. Stac mnie na wiele. Dużo podróżuję, mam liczne pasje. Jestem zdrowa i podobno atrakcyjna. Zatem czego mi brakuje?
Ano tego, że pomimo wieku nie byłam jeszcze nigdy w prawdziwym związku. Miałam (dosłownie) kilku chłopaków, ale zaden z tych "zwiazków" nie przetrwał dłużej niż 2 miesiące.
Nigdy nie zastanawiałam się nad przyczyną. po prostu czekałam na "tego jedynego". Kłopot zaczął się w momencie, gdy wszystkie moje kolezanki i koledzy zaczęli sobie układac zycie. Żenić się, rodzić dzieci...
A ja wciąż w tym samym miejscu. Sama. (Nie samotna!! Sama. Single)
Nie przeszkadza mi to bardzo, bo jak mówię - mam tyle zainteresowań i pasji, ze ledwo starcza mi czasu na ich realizacje. Wieczorem, zamiast wtulać się w faceta - świetnie czuję sie sama ze sobą. Mam duże mieszkanie, urządzam sobie wieczory z winem i muzyką, lub kąpiele przy świecach
Tak więc na samotnośc nie narzekam.Domyslam sie jednak, że może jest to tymczasowe. Może kiedyś, jak zacznie mi tykać zegar bilogiczny zacznę w panice szukać męża, ojca dzieci? I co wtedy?
I tu zaczyna się mój problem.
Pochodzę z porządnej rodziny. Miałam wspaniałe dzieciństwo, rodzice już od 30 lat sa małżeństwem.
Niby się nie kłócą, ale....
u nas w domu zawsze panował patriarchat ojca. tata był panem i władcą, nie znoszącym sprzeciwu. Moja mama nie ma prawa głosu. a gdy już cos powie, zaproponuje - zostaje o to skarcona.
tak już zyją 30 lat i wydaje mi się, że obojgu to pasuje.
Ja jednak mam troche inny charakter i nie pozwolę tak jak mama soba rządzić.
Przez zachowanie ojca boję się facetów. Boję się ze trafię na kogoś takiego jak on, kto będzie bezwzględny i szowinistyczny. Tak - szowinistyczny. Tata niestety nie ma za grosz szacunku do kobiet... Czesto wysmiewał się z moich studiów twierdząc, że pewnie i tak skończę w kuchni - bo tam jest miejsce kobiet.....
Nie chce być niczyja służącą!
Przez mojego tate (ktorego wciąż kocham bardzo) zaczęłam generalizować i wszystkich facetów uważam za egoistów i szowinistów. Wychowałam się w domu gdzie matka jest służącą ojca... ojciec ma zawsze rację. Matka nie ma prawa do własnej opinii....
Nie znam innych standardów.Co zrobić, żeby uchronić się przed takim finiszem w mojej ewentualnej przyszłej rodzinie?
A po pierwsze - jak przełamać w sobie ten stereotyp i uświadomić sobie, że są mężczyźni, którzy szanują, kochają i sa partnerami?
Bo w tej chwili takich nie znam.... I daltego jestem sama.(dzięki, że mogłam się wygadać()
Ja tak samo boję się związków , z jednej strony chcę już kogoś mieć a z drugiej nie wiem czy potrafię byc w zwiazku . Poznaje kogoś , jest fajnie , a po spotkaniu zaczynam się nakręcać że nic z tego nie będzie , że to nie mój typ. Ostatnio poznałam super faceta , bardzo go lubie , dogadujemy się jakbyśmy znali się od dawna , chciała bym spróbować byc z nim ale mam jakąś blokade . Dużo piszemy na gg i wtedy potrafie z nim flirtować i czuje że on mi sie podoba , moge z nim rozmawiamy o wszystkim . A jednak coś mnie powstrzymuje . Wiem że ja mu się bardzo podobam i akceptuje mnie taka jaka jestem , z moimi wadami i zaletami . Chciała bym żeby to wszystko było prostrze . Czasami jak sobie tak myślę o nim to mam straszną ochotę żeby mnie pocałował , przytulił ale jednoczśnie sie boje że ta nasza "przyjaźń" wtedy przepadnie , że go strace jak nic z tego nie wyjdzie . Mam juz mętlik w głowie , czuje się jak jakaś niedojrzała nastolatka która nie wie czego chce .