netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Punkty zapalne w związku.

70 odpowiedzi8 549 wyświetleńzałożony przez Catwoman, 17.09.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Punkty zapalne w związku.

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 71 ]

1 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-09-17 16:38:12)

Temat: Punkty zapalne w związku.

Witajcie,

Chciałabym zapytać, jakie są punkty zapalne w Waszych związkach?
Czy są to finanse? Relacje z resztą rodziny? Spotkania z przyjaciółmi? Zazdrość? Religia? Czy kwestia posiadania dzieci?

Psychologowie określają, ze związek ma szansę być szczęśliwy im więcej z kilku  "zapalnych" punktów się pokrywa, czyli nie dochodzi do konfliktów na ich tle.
O co najczęściej "chodzi" Wam w związku, jeśli już mówimy o konfliktach, cichych dniach, kłótniach a nawet rozstaniach ?

jak sobie z tym radzicie?

2

Odp: Punkty zapalne w związku.

W każdym nowym związku są inne punkty zapalne. Związek ma największe szanse jeśli obie strony wyznają te same wartości, mają podobne poglady na kluczowe sprawy, podobny swiatopogląd!

W innym przypadku zawsze będą "burze", nieporozumienia, ktoś będzie z czegoś musiał zrezygnować, ktoś bedzie się czuł do czegoś zmuszony, sfrustrowany, niespełniony, czy żyć w poczuciu, że postępuje w niezgodzie ze sobą. Bądź takie osoby bedą żyć w poczuciu samotności, bycia obok siebie, a nie razem.

W takich warunkach można pozwolić sobie na emocjonujący romans ale trwałego związku z czegoś takiego raczej nie będzie.

3

Odp: Punkty zapalne w związku.

Z wyżej wymienionych u nas jest problem z religią. Pomimo, ze mój chłopak twierdzi, ze jest ateistą, nie rozumiem w zadem sposób jego podejścia. Ja nie chodzę do kościoła, nie wierze w te poglądy (za dużo sprzeczności), wiec jestem konsekwentna i nie odstawiam, ze tak powiem cyrków na pokaz smile. Moj chłopak chce ślub kościelny, wydaje mi się, ze tylko po to, by zadowolić rodzinę. Ja oczywiście jestem za ślubem cywilnym w gronie najbliższych osób. Dzieci tez chce wychowywać w religii katolickiej, ja natomiast nie wiem po co wpierać dzieciom coś, w co samemu się nie wierzy.Poza tym wolałabym, żeby moje dzieci świadomie wybrały "swoja prawdę". Oczywiście dla świętego spokoju mogłabym ustąpić, ale nie chce robić nic wbrew sobie. Uważam, ze to totalna obłuda i hipokryzja. Zrozumiałabym oczywiście, gdyby wierzył w Boga, a On twierdzi, ze nie wierzy. Wiec po co to?? Chyba przed strachem co powiedzą inni, a ja SERIO: Mam to w ... nosie smile. Nie ma z tego powodu wielkich awantur, ale w tym przypadku nie mam podstaw, by ustępować. Przynajmniej tak mi sie wydaje??

Poza tym w naszym związku nie ma żadnych innych "zapalnych" punktów smile.

4

Odp: Punkty zapalne w związku.

Ja totalna humanistka, on absolutny umysł ścisły. Ja serce, on rozum. On skrajnie racjonalny, ja raczej emocjonalna realistka.

Na szczęście w kwestiach domowych i rodzinnych, już dawno wypracowaliśmy wspólny front. No a łatwo nie było, np. połączyć wizji ślubu kościelnego z totalnym jego zaprzeczeniem przez ateistę.
Przed nami jeszcze wiele wspólnych decyzji. Na szczęście staramy się obgadać nawet to, co jeszcze przed nami. Nie mamy oczywiście wspólnych rozwiązań na każdy problem, ale uczymy się właśnie chronić przed złym wpływem ewentualnych tytułowych punktów zapalnych.

Na noże idzie u nas najczęściej przy dyskusjach politycznych i podejściu do problemów globalnych. Choć nie mają one wpływu na nasze życie codzienne, powodują czasami ciche minuty - o dniach nie ma mowy, bo szkoda czasu na milczenie, skoro można rozpocząć nową dyskusję tongue

5

Odp: Punkty zapalne w związku.

Kobra99 z tego też powodu rozpad się mój poprzedni,  dobrze zapowiadający się związek. smile

U nas raczej punktów zapalnych nie ma. Widocznie tak się dobraliśmy, że mamy podobne lub takie same poglądy na świat, zresztą dziś nie miałabym siły walczyć o "swoją prawdę" w związku, tak wyszło, że nie musimy chodzić na kompromisy bo po prostu są niepotrzebne.

6 Ostatnio edytowany przez Kobra99 (2012-09-17 18:27:20)

Odp: Punkty zapalne w związku.

Rozpadł sie??  nigdy nie pomyślałam, ze moglibyśmy się przez to rozstać.... Nikt z Was nie chciał ustąpić?? Od początku było to dla Was problemem, czy dopiero z czasem?? Byłabym Ci wdzięczna, gdybyś mi przybliżyła Twoja sytuacje. Skoro miałaś podobny problem, to może doradzisz mi jak powinnam postąpić, bo nie chciałabym, żeby u nas to tak się skończyło...

7

Odp: Punkty zapalne w związku.

punktem zapalnym jest jego zdrada....
czyli nielojalność, nieuczciwość, oszustwo, egoizm,

8

Odp: Punkty zapalne w związku.

W naszym zwiazku punktem zapalnym jest "Aseksualnosc" mojego faceta. Mam większe libido od niego, co powoduje niekiedy kłótnie, ostre wymiany zdań. Kiedyś było inaczej, a teraz zapominam co to seks, pocałunek.
Kwestia zaręczyn i posiadania dzieci również rodzi jakieś niepororozumienia, choć w mniejszym stopniu niż libido. Ja jestem już gotowa i dojrzałam do tych decyzji, natomiast mój partner nie i nie wiem czy kiedykolwiek dojrzeje, choć wiecznie czekać nie będę smile
To są chyba takie głowne punkty zapalne w naszym związku. Jeśli chodzi o sprawy domowe, finansowe itp to problemu raczej nie ma. Facet jest z zawodu kucharzem, wiec to głownie on gotuje, to jest jego pasja, życie i tego odbierac mu nie będę tongue choć ostatnio to ja siedze przy garach. Sprzątam, ogarniam dom ja, a facet w tym czasie zajmuje sie remontem domu, który już dobiega ku końcowki, wreszcie!
Jak radzimy sobie z punktami zapalnymi? przede wszystkim staramy się o tym rozmawiac, a nie tłumić w sobie emocje. Każde z nas powie to co ma do powiedzenia i albo dochodzimy do kompromisu, a jak nie to zamykamy temat i przy nadazajacej się kłótni wypominamy sie czesto gesto sobie tongue ewentualnie milczymy i nie wracamy do tego tematu, tak jak ja np robie w kwestii ślubu/dzieci. Na poczatku jednak są wielkie emocje i najczesciej jedno z nas po prostu wychodzi z pokoju lub strzela focha ale po krótkim czasie godzimy sie.

9

Odp: Punkty zapalne w związku.

Ja sądzę że jedynym tak naprawdę, konstruktywnym rozwiązaniem jest otwarta rozmowa. Nie widzę innego wyjścia tak na dłuższą metę- choć to nie zawsze przyjemne bo czasem ma się po prostu ochotę zrobic partnerowi na złośc, ukarać go np. milczeniem, a jednak dobrze jest się przemóc i tkac ten związek dalej- jeśli ma sens oczywiście smile

10

Odp: Punkty zapalne w związku.
Kobra99 napisał/a:

Rozpadł sie??  nigdy nie pomyślałam, ze moglibyśmy się przez to rozstać.... Nikt z Was nie chciał ustąpić?? Od początku było to dla Was problemem, czy dopiero z czasem?? Byłabym Ci wdzięczna, gdybyś mi przybliżyła Twoja sytuacje. Skoro miałaś podobny problem, to może doradzisz mi jak powinnam postąpić, bo nie chciałabym, żeby u nas to tak się skończyło...

Nie, nie od początku. Byliśmy razem prawie 8 lat, a ponieważ zaczęlismy ten związek w dość młodym bo nastoletnim wieku, podchodziliśmy do tego raczej na luzie, sądzę, że nie do końca wiedzielismy co jest naszymi prawdziwymi priorytetami, czego chcemy więc przymykało się na to oko, choć od czasu do czasu powracaliśmy do tych samych tematów i były zgrzyty, które oczywiście żeganaliśmy seksem smile

Jednak nadszedł czas decyzji, oświadczyny, nagle zobaczyłam jak jego rodzina napiera na ślub kościelny itd., a to była taka hipokryzja z jego i ich strony, że szok. I o ile wczesniej się z tych "punktów zapalnych" smialismy , zaczem boczylismy się, w tej godzinie sądu urosło do bariery nie do pokonania.  Wyglądało to tak, że on chciał mieć po prostu święty spokój, a ja nie chciałam rezygnować z...samej siebie. Była to kwestia moich przekonań, mojego życia tak naprawdę, tu nie szło pójść na żadne kompromisy- gdy w grę wchodzą przekonania, a nie upodobania.
Rozstaliśmy się z wielkim hukiem. Jego rodzina mnie wyklęła, on stanał za swoją rodziną i całym tradycjonalizmem, całą tą szopka, w której od dziecka wyrastał i tak naprawdę...nie potrafił inaczej.

i chwała Bogu! Bo teraz mam męża z prawdziwego zdarzenia smile

11

Odp: Punkty zapalne w związku.

Rozmowa zawsze jest tylko nie od razu smile ja wolę od razu, bo jak po jakims czasie w człowieku sie juz naładuja emocje to potem cięzko wytrzymac, wybuchnie sie i jest jeszcze gorzej smile w kazdym razie w 99% potrafimy dojsc do kompromisu smile

12

Odp: Punkty zapalne w związku.

No właśnie Catwoman. Ja nie chce robić nic wbrew sobie, po to tylko by zadowolić rodzinę. Swoje poglądy na czymś oparłam. Niektórzy próbują wpoić mi na sile katolickie zasady, kiedy to nawet Biblii nie przeczytali smile. Ale to temat rzeka. Chyba przez to mam obawy przez ślubem i założeniem rodziny. Teraz to tylko różnica poglądów, ale przyjdzie moment, kiedy  trzeba będzie podjąć pewne decyzje. Co innego, gdyby jego argumenty były czymś poparte. A tu nieporozumienia z ateistą na temat religii, której nie wyznaje. Nie chce uczestniczyć w takiej szopce jak to nazwałaś...

13

Odp: Punkty zapalne w związku.

Kobra99  ja to czuję tak naprawdę dopiero teraz..... gdy jestem związana z moim mężem; człowiekiem w 100% akceptującym, nie narzucającym nikomu niczego, ODWAŻNYM-bo nie boi się ani rodziny, ani zdania, opinii innych ludzi. Do tamtego, właśnie przez to, najpierw straciłam szacunek. Potem przestałam kochać..

14

Odp: Punkty zapalne w związku.

To miałaś szczęście, takiego tylko ze świecą smile. Ja może spotykałam facetów, którzy myśleli podobnie jak ja, ale do praktyki było daleko smile. Ze swoim facetem jestem szczęśliwa, nie chciałabym, żeby przez to rozpadł się nasz związek. Pozostaje chyba tylko żyć bez ślubu i nie decydować się na dzieci. Z drugiej strony to taka ucieczka od problemu...

15

Odp: Punkty zapalne w związku.
Kobra99 napisał/a:

Pozostaje chyba tylko żyć bez ślubu i nie decydować się na dzieci. Z drugiej strony to taka ucieczka od problemu...

---otóż to, niestety. Wiesz, ze bywa coś takiego jak nieplanowana ciąża i co wtedy? Nagle szybko trzeba się JAKOŚ dogadać, a słowo "jakoś" nie jest rozwiązaniem najszczęśliwszym.
Jednego się nauczyłam: warto pozostawać sobie wiernym, słuchać tego wewnętrznego głosu, który chce nam coś ważnego przekazać a w żadnym przypadku go nie zagłuszać.

16

Odp: Punkty zapalne w związku.

Punkty zapalne: 2 dominujące charaktery, które wszystko co mają zdobyły własną ambicją i ciężką pracą(Żona) lub sprytem i odwagą(ja). Każde z nas miało swój świat i swoje reguły - gdzieś po 14 miesiącach kiedy już to pierwsze napięcie seksualne przygasło wtedy do akcji weszły właśnie owe reguły i przyzwyczajenia. Ciężko było nawet rozwód wchodził w grę. Jednak okazało się, że nasza więź emocjonalna jest o wiele silniejsza niż przypuszczaliśmy i rozpoczęliśmy wypracowywanie naszego modus operandi i chyba dopiero teraz po 6 latach razem naprawdę czujemy, że gramy w jednej drużynie która ma wspólne cele i marzenia.

17

Odp: Punkty zapalne w związku.

Wezmę sobie to do serca Catwoman...

18

Odp: Punkty zapalne w związku.

U nas podobnie jak u Mika09 - seks, czyli moje wysokie i jego niskie libido. Poza tym, tak jak u Kobry - religia. On jest niby wielkim ateista, ostatnio nawet pseudo naukowcem (jak dla mnie troche na pokaz) - wciska mi jakies historie rodem z SF, ze to kosmici stworzyli Ziemie big_smile Oprocz tego polityka, homoseksualisci, pieniadze.. Tak naprawde klocimy sie chyba o wszystko tongue

19

Odp: Punkty zapalne w związku.

U nas czasem podejscie do pieniedzy sie rozni.
Ja jak po zaplaceniu rachunkow widze, ze mi cos zostalo, to czasem robie nam przyjemnosc w postaci np wyjscia do kina czy restauracji i nie bede sie tym stresowac zbytnio. Pieniadze sa po to, zeby je wydawac. Umiarkowanie... smile
Natomiast moj maz lubi oszczedzac, kisic, chomikowac...Jest to dobre, ale czasem juz lekko przesadza. Po wyrwaniu zeba dentysta z humorem zalecil mi lody smile Powolalam go na swiadka i zaciagnelam meza do sklepu po ukochane lody. Na co uslyszalam propozycje w postaci "kupie ci wiecej proszkow przeciwbolowych" (byly tansze).
Wyjechalam mu szlabanem ostro bo cholera jasna nie zbankrutuje jak wyda 4 funty na lody dla mnie. Niech zapomni na chwile o "nieuniknionej wizji bankructwa" i zrobi mi przyjemnosc w postaci lodow.
Ale nie jest to jakis problem ktory by mi wiecznie spedzal sen z powiek. Po prostu czasem sie na niego z politowaniem popatrze i on juz wie ze przesadza.

20

Odp: Punkty zapalne w związku.

loveaellie, ciekawe poglądy ma Twój facet wink oryginalne wink. Sadie, mój tez czasem przesadza z chomikowaniem, ale On to nazywa oszczędnością i jest z tego dumny smile.

21

Odp: Punkty zapalne w związku.

My chyba najczęściej kłócimy się o obowiązki domowe. Oboje nie znosimy sprzątania i zmywania naczyń, z tym że ja mam podejście "trzeba to trzeba", bo nie lubię żyć w syfie mimo wszystko, a mój luby reprezentuje raczej postawę "przewróciło się, niech leży" big_smile Albo widzi, że jest brudno ale czeka, aż ja go popędzę do roboty, albo w ogóle nie przeszkadza mu bałagan i naczynia mógłby zmywać dopiero wtedy, kiedy nie ma już w czym ugotować i na czym zjeść. Nie kwapi się sam do wykonywania codziennych domowych czynności, a jak ja wskazuję mu dokładnie co trzeba zrobić i zaznaczam, że nie będę czekać 3 dni aż się zbierze, to niby to zrobi, ale tak się przy tym nanarzeka, że mnie już witki opadają od słuchania tego. No i wtedy ja tracę cierpliwość, on się czuje atakowany i atmosfera się psuje wink Jedyne, co mnie w tym cieszy (zwłaszcza, jak słucham co się dzieje np. w domach moich koleżanek) to, że mój facet nie uważa, że ja powinnam zajmować się domem a on może leniuchować, tylko wie, że coś musi zrobić ale nie potrafi zwalczyć lenistwa. I to właśnie to lenistwo mnie w nim wkurza, jego natomiast we mnie wkurza "nadgorliwość" wink

O pieniądze w zasadzie w ogóle się nie kłócimy, bo z jednej strony każde z nas ma swój budżet i nikt nikomu się za bardzo nie wtrąca do ich wydawania, a z drugiej strony jak któremukolwiek na coś brakuje, to drugie chętnie i bezproblemowo dokłada. Dość często chyba zdarza nam się robić nie do końca przemyślane i nie do końca niezbędne zakupy, ale o to też się nie kłócimy, bo mamy dokładnie te same słabości i nie czepiamy się, że np. któreś z nas kupiło kolejną książkę, bo wiadomym jest, że drugie też się do niej przyssie tongue

Z ust pewnego psychologa usłyszałam kiedyś, że ponoć dowiedziono, że najbardziej udane związki tworzą ludzie mający podobną hierarchię wartości (niestety nie jestem w stanie powołać się na konkretne nazwiska autorów tych badań, wiem jedynie, że chodziło o Skalę Wartości Schelerowskich). Mój facet i ja mamy właściwie bardzo podobne poglądy na świat i życie, także jeśli chodzi o kontrowersyjno-moralne i religijne kwestie. Mamy trochę inną wizję małżeństwa (dla mnie to głównie papierek, dla niego coś niezwykłego i nierozrywalnego), ale to w niczym nam nie przeszkadza, o dzieciach na razie w ogóle nie rozmawiamy poza "pewnie kiedyś", jest to dla nas abstrakcyjny temat. O polityce na szczęście w ogóle nie rozmawiamy, bo szkoda na to czasu wink

P.S. Na szczęście w kwestii tego, o czym napisała loveaellie (o kosmitach) oboje z lubym skłaniamy się ku tej teorii big_smile

22

Odp: Punkty zapalne w związku.

Anemonne my tez mamy osobne budgety i ani razu nas nie korcilo zeby je polaczyc. smile
Po prostu placac za zeba splukalam jedno konto a lody byly zalecone oficjalnie przez lekarza, prawda?
Nie bede sie klocic z nakazem wrecz jedzenie ulubionych Jerry&Benny's big_smile
Co do ksiazek to maz wie ze za kazdym razem jak przyjezdzam do kraju to istnieje duza szansa ze wyjade z polowa ulubionej ksiegarni i nie protestuje smile On ma swoje gitary ja mam swoje ksiazki...

Co do wartosci to oboje mamy jedna najwazniejsza taka sama. Potrzebe wolnosci i braku ograniczen ze strony partnera. Nie wychowujemy sie nawzajem, nie traktujemy jak dzieci, podobnie umieszczamy malzenzstwo na jednakowym poziomie waznosci...do dzieci stosunek identyczny...
Watpliwosci religijne wyjasnia sie po smierci a politycznych nie mamy. Koryto to samo tylko swinie sie zmieniaja. smile
Jednakowe mamy podejscie do eutanazji, aborcji, seksu przedmalzenskiego, zdrady i poglady rodzinne. A inne szczegoly jakos nigdy nie byly dla nas na tyle wazne zeby o nie koty drzec smile

23

Odp: Punkty zapalne w związku.
Sadie napisał/a:

Anemonne my tez mamy osobne budgety i ani razu nas nie korcilo zeby je polaczyc. smile
Po prostu placac za zeba splukalam jedno konto a lody byly zalecone oficjalnie przez lekarza, prawda?

Na dobrą sprawę to te nasze pensje się trochę mieszają od niedawna, bo mamy wypłaty w różnych terminach - on ok. 25. dnia każdego miesiąca, ja 10-go, więc dla ułatwienia robimy tak, że przez pół miesiąca żyjemy z mojej wypłaty, przez kolejne pół - z jego. Ale jeśli chodzi o rachunki, to dzielimy je na pół, a zakupy "ponadprogramowe" staramy się robić we własnym zakresie, bo jednak mój facet zarabia trochę więcej ode mnie i jakoś mam opory przed czerpaniem sobie dowolnych kwot z jego konta/portfela wink Mimo, że on wydaje się nie mieć z tym najmniejszego problemu (mam na myśli to, że nigdy w życiu mi nie wypomniał, że coś od niego wzięłam, raczej ma podejście typu "póki mam, to bierz" wink).

24

Odp: Punkty zapalne w związku.

Jako założycielka "punktów zapalnych" czuję się nieco zobowiązana do rozwinięcia tematu od strony czysto merytorycznej smile Przeczytałam badania Brian'a Tracy, który jako te punkty wymienił dokładnie:

Podobieństwa się przyciągają. W: (hierarchicznie): stosunek do pieniędzy - do dzieci - do seksu - do religii - przekonania polityczne i społeczne - ważne są także preferencje dot. spędzania wolnego czasu.

25

Odp: Punkty zapalne w związku.

Ostatnio byłam na ślubie mieszanym. On praktykujący katolik, ona zdeklarowana ateistka. Ślub był w kościele, konkordatowy, przysięga małżeńska składana przez oboje, różniła się w wykonaniu panny młodej tym, że była bez tej końcówki "...tak mi dopomóż panie boże...itd" To samo przy wymianie obrączek. Panna młoda nie przyjęła także komunii. Pan młody zaliczył kurs przedmałżeński, spowiedź, i co tam jeszcze KK wymaga, jego narzeczona nie.
Przed ślubem narzeczona podpisała zobowiazanie, że nie będzie odciagać od kościoła swojego męża i pozwoli wychowac dzieci po katolicku. To rola jej męża.
Tym samym każde pozostało przy swoich przekonaniach, bez presji i hipokryzji. Dla niego ważne było, by przysiegać przed Bogiem, dla niej by nie być hipokrytką.  Rodzina trochę naciskała, a co ci szkodzi, wybierzmuj się, nie rób cyrku itp. A oni skorzystali z możliwości, jaką daje KK i wzięli ślub, nie zadając sobie nawzajem gwałtu.
Uroczystość była piękna, a ja pod wrażeniem tego wszystkiego.
Gdy zapytałam o przyszłe dzieci, to odpowiedzieli, ze dzieci dokonają własnego wyboru, gdy przyjdzie czas. Bedą ochrzczone, pójdą do komuni, tak jak chce tego mąż, żona nie bedzie stawiać oporu, bo tak się zobowiązała i szanuje przekonania swojego męża. Ale nie będzie też ukrywać swojego światopoglądu i udawać kogoś, kim nie jest. Dzieci wybiorą same, gdy dorosną. Oboje stwierdzili, że szanują się nawzajem, szanują prawo każdego z nich do własnych przekonań i uszanują również prawo przyszłych dzieci do własnej drogi.

Jak widać, religia nie musi być punktem zapalnym w związku.

26

Odp: Punkty zapalne w związku.

No nie musi, aczkolwiek ja nie związałabym się z  ateistą, ani praktykującym katolikiem- po prostu ja bym się nie dogadała z nim, a on ze mną.

Hipokryzją w tym co piszesz jest jedynie postawa Kościoła Katolickiego, że pozwala na takie śluby, natomiast postawa panny młodej jak najbardziej mi się podoba- temat wałkowany zresztą na wielu wątkach wink a idealnie nadający się do "Polak-Katolik. Polaka religijne wybory" smile

27

Odp: Punkty zapalne w związku.

Stawiam na EGO i to co Catwoman napisała o rozmawianiu, czyli jego braku.

28

Odp: Punkty zapalne w związku.

Bardzo ciekawy wątek. smile
Ja ze swoim chłopakiem jak na razie nie mamy takich 'punktów zapalnych'. Mówię  'na razie', bo nie mieszkamy razem. A sam fakt bycia pod jednym dachem prowadzi nie rzadko to sprzeczek. smile Ale mogłam przez 2 tygodnie podczas wakacji posmakować mieszkania w jednym pokoju, bycia ze sobą 24/7. Myślałam, że będzie źle, że się nie będziemy dogadywać co do porządków itp. Jednak okazało się fantastycznie. On nawet wielokrotnie prędzej ode mnie brał się do porządkowania, nie wynikały żadne awantury z niedogadywania się. Światopogląd i wartości mamy te same. Dla niego i dla mnie najbardziej liczą się rodzina, życie ludzie...On katolik, ja katoliczka. On pragnie dzieci, ja też. On chce ślubu kościelnego ja też. W antykoncepcji też to samo zdanie. O polityce nie rozmawiamy. Jedyne co przychodzi mi teraz do głowy to to, że ja mam większe libido a on mniejsze. Ale dogadaliśmy się i nie odmawia mi seksu. big_smile Nooo, i on bardzo lubi inwestować w swoje auto. Aż za nadto...Teraz się nie odzywam, bo nie mam prawa mu w niczym rządzić, ale jak będziemy małżeństwem to pozwolę aby pakował niepotrzebne pieniądze w samochód big_smile

29

Odp: Punkty zapalne w związku.

Wydaje mi się, że jak ludzie są dojrzali, prowadzą ze sobą samym dialog, to zdobędą się na postawę" Żyję i daję żyć innym" smile

30

Odp: Punkty zapalne w związku.
marena7 napisał/a:

Uroczystość była piękna, a ja pod wrażeniem tego wszystkiego.

Też mieliśmy ślub jednostronny. Wszystko było idealne. Ważne jednak jest podejście księdza do całej sprawy. Nasz był super wyrozumiały i wspierający, dzięki temu wszystko się udało.

Catwoman napisał/a:

Hipokryzją w tym co piszesz jest jedynie postawa Kościoła Katolickiego, że pozwala na takie śluby

Dlaczego nazywasz to hipokryzją? Możesz rozwinąć myśl?

Catwoman napisał/a:

ważne są także preferencje dot. spędzania wolnego czasu.

Nie wyobrażam sobie mieć skrajnie różnych pasji. Albo takiego związku, gdy jedno jest czymś pochłonięte, a drugie nie zajmuje się niczym specjalnym. Przecież hobby wypełnia często większość wolnego czasu. A ważne, by choć jego część spędzać razem.

31

Odp: Punkty zapalne w związku.

Dlaczego nazywam to hipokryzją.... ponieważ uważam, że jeśli ludzie są niewierzący, a przynajmniej jedno, to nie powinno się udzielać ślubów wyznaniowych, w Kościele, wystarczy odesłać taką parę do USC. Wiem, ze dla KK liczy się kasa, więc im wszystko jedno, ale jak na organizację tak dbającą o CZYSTOŚĆ szeroko rozumianą chyba jest dość dziwne, że dopuszczają do takich precedensów.

Dla odmiany, w wielu wyznaniach protestanckich nie byłoby to możliwe -inaczej: byłoby gdyby DWOJE nie było danego wyznania a chciało wziąć ślub ,ale o mieszane trudno o ile to w ogóle możliwe.

32

Odp: Punkty zapalne w związku.
Catwoman napisał/a:

Dlaczego nazywam to hipokryzją.... ponieważ uważam, że jeśli ludzie są niewierzący, a przynajmniej jedno, to nie powinno się udzielać ślubów wyznaniowych, w Kościele, wystarczy odesłać taką parę do USC. Wiem, ze dla KK liczy się kasa, więc im wszystko jedno, ale jak na organizację tak dbającą o CZYSTOŚĆ szeroko rozumianą chyba jest dość dziwne, że dopuszczają do takich precedensów.

Przecież KK nikogo do niczego nie zmusza! To ja tam poszłam, bo to ja z narzeczonym o tym zdecydowałam. Nikt kasy ode mnie nie wyciągnął, sama im dałam. Zresztą i tak symbolicznie, bo nikt łapy po konkretną kasę nie wyciągnął. A w sumie mieli za co, bo trochę zamieszania z nami było: nie dość,że jednostronny to jeszcze z licencją na ślub w innej parafii.

Nie wiem, co ma to do czystości, o której piszesz.
Ja tam się cieszę, że księża wyszli ku nam, a nie, że zatrzasnęli nam drzwi przed nosem.

33

Odp: Punkty zapalne w związku.

dorota.f, mnie absolutnie nie przeszkadza to, kto z kim i gdzie bierze ślub i czy go w ogóle bierze. Dziwi mnie jedynie postawa KK, że w jednych kwestiach potrafią być tak nieugięci, zacofani wręcz, a tu w takiej kwestii nagle otwierają drzwi na oścież...
Dobrze, że trafiliście na kogoś życiowego, kto Wam nie utrudniał tej decyzji, nie rzucał kłód pod nogi.
Co do zapłaty za ślub: jest ona zawsze dobrowolna, aczkolwiek oczekuje się, że nie dość, że ona będzie, to nie będzie zbyt niska, co generalnie nie jest fair, bo kapłan ma obowiązek udzielać dokłądnie wszystkich sakramentów za darmo, więc nie oni Wam łaskę robili, jak piszesz, że "A w sumie mieli za co, bo trochę zamieszania z nami było"  a Wy im.

34

Odp: Punkty zapalne w związku.

Pieniądze były kiedyś punktem zapalnym w naszym małżeństwie, kiedy jeszcze byliśmy na początku.
Mój mąż, podobnie jak mąż Sadie wiecznie oszczędzał, a ja mam przeciwną naturę. Rozmawialiśmy dużo, ale i tak potem zaczynało sie od nowa. Fakt, budowaliśmy dom, co jest kosztowne, ale wkurzało mnie przeliczanie wszystkiego co chcę kupić na: cegły, cement, flizy etc.
Ponieważ rozmowy, jak pisałam, na dłuższą metę nie dały rezultatu, postanowiłam inaczej.
Kiedy któregoś dnia mąż zapytał mnie czemu już brak kasy, a dopiero połowa miesiąca, powiedziałam, że...przepiłam (gwoli wyjaśnienia prawie nie piję). Najpierw go zatkało, a później zaczął się śmiać i nie mógł się uspokoić. Od tej pory nigdy to już nie stanowiło problemu.

Zatem można zapalne sytuacje w różny sposób rozwiązać. Trzeba tylko znaleźć sposób.

35

Odp: Punkty zapalne w związku.

Prawda. Poczucie humoru potrafi zniwelować te mało szkodliwe punkty zapalne. smile To znaczy poczucie humoru w ogóle potrafi działać cuda.

36

Odp: Punkty zapalne w związku.
Catwoman napisał/a:

dorota.f, mnie absolutnie nie przeszkadza to, kto z kim i gdzie bierze ślub i czy go w ogóle bierze. Dziwi mnie jedynie postawa KK, że w jednych kwestiach potrafią być tak nieugięci, zacofani wręcz, a tu w takiej kwestii nagle otwierają drzwi na oścież...
Dobrze, że trafiliście na kogoś życiowego, kto Wam nie utrudniał tej decyzji, nie rzucał kłód pod nogi.

Do naszego małego offtopicu wink - też byłam mile zaskoczona, że nie walę głową w beton, a rozmawiam z normalnymi ludźmi w sutannach.
Wiem jedno: warto jest pochodzić za swoim, a nie godzić się na pierwsze lepsze rozwiązanie, a potem biadolić na skostniałość w KK. My właściwego księdza znaleźliśmy po kilku nieudanych próbach.

Hasło "co łaska" zawsze traktuje dosłownie. Jakby mi ksiądz wyskoczył ze sztywnym cennikiem (a wiem, że tak się często dzieje), wyszłabym i więcej nie wróciła do takiego kapłana. Jakby więcej ludzi tak robiło, to w posłudze zostaliby tylko Ci z powołaniem, a nie Ci co wpierw wyciągają łapę, a potem dopiero pytają za co właściwie kasę biorą.

Do tematu właściwego - tak sobie jeszcze myślę, że znajomi mogą być jeszcze takim punktem zapalnym. Ile razy się słyszy od babki: "oh, jak ja nie cierpię tych jego koleżków".
No chyba, że to nie w tych koleżkach jest problem, tylko to kwestia jakiejś niezbyt zdrowej zazdrości. A ta swoją drogą to też niezły punkt zapalny wink

37

Odp: Punkty zapalne w związku.

1.  "Jakby więcej ludzi tak robiło, to w posłudze zostaliby tylko Ci z powołaniem"-- żebyś wiedziała!! Ale mało kto kieruje się w zyciu odwagą.

2. Tak!! Przyznam, że zdarzyło mi się być zazdrosną o znajomych partnera. Ale nie o dziewczyny-ogólnie nie chodziło o płeć, a o to, że.... no właściwie to nie wiem. Chyba o to, że muszę się nim z nimi dzielić smile Trwało chwilę i minęło:)

38

Odp: Punkty zapalne w związku.

Tak, znajomi mogą stanowić punkty zapalne w związku, ale nie są to sytuacje nie do rozwiązania.

Ja nie wszystkich kolegów mojego męża lubię, a on nie wszystkie moje koleżanki.
Dlatego ustaliliśmy, że on nie zaprasza ich do domu, tylko umawia się poza domem, a ja robię to samo. Wszyscy są zadowoleni.

39

Odp: Punkty zapalne w związku.

My właściwie ...to lubimy naszych znajomych, którzy stali sie wspólni, w dużej mierze.

40

Odp: Punkty zapalne w związku.
luc napisał/a:

Ja nie wszystkich kolegów mojego męża lubię, a on nie wszystkie moje koleżanki.
Dlatego ustaliliśmy, że on nie zaprasza ich do domu, tylko umawia się poza domem, a ja robię to samo. Wszyscy są zadowoleni.

W taki sam sposób sobie poradziliśmy z tym "punktem zapalnym" smile Aczkolwiek czasami któreś z nas burknie swoje smile Ale tyle... w innych tematach mamy podobne poglądy. Nie wszystkie poglądy mamy identyczne, ale one nie nie są punktami zapalnymi, tylko okazją do dyskusji. W poważniejszych kwestiach (pieniądze, wiara, seks, praca, sprzątanie, wychowywanie dzieci) jesteśmy zgodni. Każdą kategorię opisaną w nawiasie omówiliśmy na starcie i dalej na bieżąco wspólnie "aktualizujemy".

41

Odp: Punkty zapalne w związku.
luc napisał/a:

Kiedy któregoś dnia mąż zapytał mnie czemu już brak kasy, a dopiero połowa miesiąca, powiedziałam, że...przepiłam (gwoli wyjaśnienia prawie nie piję). Najpierw go zatkało, a później zaczął się śmiać i nie mógł się uspokoić. Od tej pory nigdy to już nie stanowiło problemu.

Tak!!
To juz standardem jest u nas moje odpowiedzi w rodzaju "aaa zakupilam kolie brylantowa" albo "nabylam futro z gronostajow srebrzystych".
Ewentualnie "wyslalam sierotom do Afryki bo obejrzalam program w telewizji"

A najczesciej mu mowie ze zycie kosztuje i musi sie z tym pogodzic.

42

Odp: Punkty zapalne w związku.
Sadie napisał/a:

A najczesciej mu mowie ze zycie kosztuje i musi sie z tym pogodzic.

wiesz, że to jest stara bizantyjska zasada?

43

Odp: Punkty zapalne w związku.
Glock napisał/a:
Sadie napisał/a:

A najczesciej mu mowie ze zycie kosztuje i musi sie z tym pogodzic.

wiesz, że to jest stara bizantyjska zasada?

Nie nie wiedzialam. Dla mnie to codzienna codziennosc smile

44

Odp: Punkty zapalne w związku.
Sadie napisał/a:

Nie nie wiedzialam. Dla mnie to codzienna codziennosc smile

jak dla nas wszystkich big_smile ale dobrze jest czasami pomyśleć, że swojego czasu wielcy tego padołu tez mieli takie strapienia wink

45

Odp: Punkty zapalne w związku.
Glock napisał/a:
Sadie napisał/a:

Nie nie wiedzialam. Dla mnie to codzienna codziennosc smile

jak dla nas wszystkich big_smile ale dobrze jest czasami pomyśleć, że swojego czasu wielcy tego padołu tez mieli takie strapienia wink

Ciekawy punkt widzenia...Jak go przedstawie mezowi to pewnie mu sie kopyta ze zdumienia rozjada big_smile

46

Odp: Punkty zapalne w związku.
Sadie napisał/a:

Ciekawy punkt widzenia...Jak go przedstawie mezowi to pewnie mu sie kopyta ze zdumienia rozjada big_smile

ja jestem wygodny całą kasę przelewam Żonie i jeśli czegoś nie ma bądź brakuje jestem kryty lol
poza tym i tak jestem zobligowany do wielu rzeczy ale tak jak Bizantyjczycy wolę płacić niż słuchać wink

47

Odp: Punkty zapalne w związku.

Aaa to ja sie nie dalam wrobic w odpowiedzialnosc i trzymam finanse scisle odzielnie.
Jak meza dopadnie chwilowe skretynienie to moge smialo wytoczyc ciezkie dziala awanturnicze smile
I tez wole placic niz sluchac...ale tylko z mojej kieszeni. Jak mam sie o zlotowke z mezowskiej prosic to juz wole cegla przywalic. smile

48

Odp: Punkty zapalne w związku.

Skoro już pieniądze wybiły się na pierwszy plan jako punkt zapalny to dodam, że z moich obserwacji wynika, że problemem bywa też duża dysproporcja w zarobkach.
Na szczęście to też jest sytuacja, w której wszystko zależy od wzajemnych relacji, szacunku.
Najczęściej to mężczyźni dają odczuć kobiecie "wyższość" z powodu zarobków, większych lub w ogóle faktu, że oni zarabiają, a kobieta nie.
W odwrotnej sytuacji chyba kobiety częściej potrafią nie eksponować tego faktu.

49

Odp: Punkty zapalne w związku.

Wydaje mi się, że kobiety nie eksponują lepszych zarobków, bo nie chcą narażać swego lubego na spadek samooceny wink Faceci (nie wszyscy, ale jednak) mają tak w mózgu wkomponowane, że żona/partnerka=mniejsze zarobki  jest ok niech ma na te buty, czy lakiery do paznokci, ale, jak już facet= mniejsze zarobki. .to pewnie jakiś przydupas, który nie potrafi rodziny utrzymać.
Biedni Ci faceci.

Z drugiej stron znam raptem 4 kobiety, które zarabiają więcej od faceta.

50

Odp: Punkty zapalne w związku.

Pieniądze są jednym z najpoważniejszych powodów rozwodu, wg mojej koleżanki- prawnika ds. rozwodów smile
Chociaż sądzę, że są doskonałym punktem zapalnym do kłótni o co innego, świetnym argumentem .

Ja z moim partnerem nigdy nie kłóciłam się o pieniądze: mój mąż-rozrzutnik po prostu zdając sobie sprawę ze swej słabości, daje mi do dyspozycji calą swą wypłatę smile Po 2 mies. był wysoce zdziwiony, że MOŻNA COŚ nawet zaoszczędzić-co nigdy w życiu mu się nie udawało, gdy był kawalerem ,mieszkał z rodzicami i miał całą wypłatę dla siebie i tylko na 1 osobę.
Zarabiam obecnie znacznie mniej niż mój mąż, ale gdybym zarabiała więcej, nie robiłoby mu to różnicy (bywało i tak krótki czas), gramy w 1 drużynie, zarówno dla mnie jak i dla mojego męża pieniądze są możliwościami-im ich więcej tym możliwości więcej-nieważne kto je do domu przyniesie smile

51

Odp: Punkty zapalne w związku.

Według mnie pieniądze nigdy nie są przyczyną rozwodów.
Pieniądze to taka przykrywka do innych problemów.

Jak jest za dużo to niektórym odbija palma. Wina pieniędzy? Nie, moim zdaniem wina charakteru.

Jak mąż zarabia więcej niż żona i daje jej to odczuć w niezbyt przyjemny sposób (i odwrotnie żona - mężowi ) to jest totalny brak szacunku i zwykłe chamstwo a nie problem o pieniądze.

Jak brakuje to zawsze można powiedzieć "kłócimy się bo nie ma pieniędzy".Guzik prawda. O braku pieniędzy też można porozmawiać.

A dlaczego brakuje? Pomijając sytuacje losowe - choroba, utrata pracy itd.. - jak ktoś pół wypłaty przeznacza na piwko ze znajomymi i fajki to nie jest kłótnia o pieniądze ale o priorytety i odpowiedzialność za rodzinę. Jak ktoś ma hobby które zżera większość wypłaty to trzeba się zastanowić co jest ważniejsze.

Jeżeli nie ma w związku szacunku i miłości to czy pieniędzy jest mało czy dużo to zawsze będą sztucznym punktem zapalnym.

52

Odp: Punkty zapalne w związku.
Anik38 napisał/a:

Według mnie pieniądze nigdy nie są przyczyną rozwodów.
Pieniądze to taka przykrywka do innych problemów.

Zgadzam się. To kwestia wzajemnego szacunku.
Zarabiam kilka razy więcej niż mój mąż. Nigdy nie dałam mu tego odczuć (sorki, jeden raz - dawno temu - jak byłam wściekła i już tego więcej nie zrobiłam).

53 Ostatnio edytowany przez Kobra99 (2012-09-19 19:37:20)

Odp: Punkty zapalne w związku.
luc napisał/a:
Anik38 napisał/a:

Według mnie pieniądze nigdy nie są przyczyną rozwodów.
Pieniądze to taka przykrywka do innych problemów.

Zgadzam się. To kwestia wzajemnego szacunku.
Zarabiam kilka razy więcej niż mój mąż. Nigdy nie dałam mu tego odczuć (sorki, jeden raz - dawno temu - jak byłam wściekła i już tego więcej nie zrobiłam).

Oczywiście, ze są smile. Początkowe założenia, ze "pieniądze szczęścia nie dają, najważniejsze, ze się kochamy", z czasem  diametralnie się zmieniają i zaczyna się życie. Zwłaszcza, gdy z powodu braku kasy narasta frustracja a obie strony zaczynają siebie wzajemnie obwiniać. Problem ciągnie za sobą problem, a w związku z tym i relacje się zmieniają, nawet te z największym wzajemnym szacunkiem smile.

54

Odp: Punkty zapalne w związku.
Kobra99 napisał/a:
luc napisał/a:
Anik38 napisał/a:

Według mnie pieniądze nigdy nie są przyczyną rozwodów.
Pieniądze to taka przykrywka do innych problemów.

Zgadzam się. To kwestia wzajemnego szacunku.
Zarabiam kilka razy więcej niż mój mąż. Nigdy nie dałam mu tego odczuć (sorki, jeden raz - dawno temu - jak byłam wściekła i już tego więcej nie zrobiłam).

Oczywiście, ze są smile. Początkowe założenia, ze "pieniądze szczęścia nie dają, najważniejsze, ze się kochamy", z czasem  diametralnie się zmieniają i zaczyna się życie. Zwłaszcza, gdy z powodu braku kasy narasta frustracja a obie strony zaczynają siebie wzajemnie obwiniać. Problem ciągnie za sobą problem, a w związku z tym i relacje się zmieniają, nawet te z największym wzajemnym szacunkiem smile.

To nadal nie oznacza, że przyczyną problemów są pieniądze czy raczej ich brak.
Znam rodziny bardzo zamożne z wieloma problemami i rodziny ze skromnymi dochodami, które świetnie funkcjonują.
Nadal uważam, że to nie pieniądze w większości przypadków (choć pewnie czasem i tak bywa) są przyczyną rozpadu związków.

55

Odp: Punkty zapalne w związku.

Myślę, że można powiedzieć, iż jeśli w związku czegoś zabrakło, to pieniądze  znajdą się na piedestale; ich przesyt lub ich brak.

56

Odp: Punkty zapalne w związku.
Catwoman napisał/a:

Myślę, że można powiedzieć, iż jeśli w związku czegoś zabrakło, to pieniądze  znajdą się na piedestale; ich przesyt lub ich brak.

I bardzo ładnie zebrane w jednym zdaniu to co napisałam wcześniej.

Jeszcze odnośnie punktów zapalnych : CZAS - czyli punktualność, planowanie czegoś wcześniej a nie zostawianie na ostatnią chwilę, marnowanie czasu na pierdoły.

Dla mnie punktualność jest rzecza świętą. Jeżeli ktoś spóżnia się pół godziny to uważam to za totalny brak szacunku dla osoby z którą się spotykamy (pomijając oczywiście wypadki losowe jako przyczynę spóżnienia).Jeżeli jeden z partnerów ma takie podejście jak ja, a drugi ma to gdzieś to prędzej czy póżniej dojdzie do konfliktu.

Tak samo z wcześniejszym planowaniem. Jestem pod tym względem upierdliwa, nie lubię być zaskakiwana w ostatniej chwili, robić na szybkiego coś co można było zrobić spokojnie i lepiej np. dwa dni temu.

Marnowanie czasu na pierdoły to temat rzeka, dla jednego to pierdoła, dla drugiego nie, najpierw hobby, potem obowiązki, czy odwrotnie? Pod tym względem jestem raczej elastyczna, po obiedzie mój mąż może spokojnie poczytać godzinkę czy popatrzeć w telewizor, nie musi np. lecieć od razu sprzątać ze mną kuchni czy robić cokolwiek innego, oczywiście wszystko w granicach rozsądku bo jakby tak siedział codziennie pięć godzinek a dookoła rozpierdziel.... mad

57

Odp: Punkty zapalne w związku.

CZAS- tylko jak i gdzie umawiać się z kimś, z kim się mieszka? big_smile
co do MARNOWANIA CZASU- zależy właśnie co kto uważa pod tym pojęciem smile a nawet jeśli uważa inaczej niż partner, to żeby mu po prostu nie zawracać głowę, niech każdy ze swoim czasem robi co chce:)

58

Odp: Punkty zapalne w związku.
Kobra99 napisał/a:
luc napisał/a:
Anik38 napisał/a:

Według mnie pieniądze nigdy nie są przyczyną rozwodów.
Pieniądze to taka przykrywka do innych problemów.

Zgadzam się. To kwestia wzajemnego szacunku.
Zarabiam kilka razy więcej niż mój mąż. Nigdy nie dałam mu tego odczuć (sorki, jeden raz - dawno temu - jak byłam wściekła i już tego więcej nie zrobiłam).

Oczywiście, ze są smile. Początkowe założenia, ze "pieniądze szczęścia nie dają, najważniejsze, ze się kochamy", z czasem  diametralnie się zmieniają i zaczyna się życie. Zwłaszcza, gdy z powodu braku kasy narasta frustracja a obie strony zaczynają siebie wzajemnie obwiniać. Problem ciągnie za sobą problem, a w związku z tym i relacje się zmieniają, nawet te z największym wzajemnym szacunkiem smile.

Frustracja, która pojawia się wraz z problemem, to taka ludzka reakcja na niepowodzenie. Rzecz powiedzmy normalna.
Wzajemne obwinianie się za spowodowanie sytuacji, to znak tego, że w zawiązek funkcjonuje delikatnie mówiąc słabo.

Czy to brak kasy, czy dołek psychiczny, czy gorsza kondycja zdrowotna - w takich sytuacjach należy się wspierać, a nie szukać winnego.

W kontekście punktów zapalnych w związku, często okazuje się, że nie chodzi o jakąś konkretną sytuację - brak akceptacji towarzystwa, brak utrzymywania porządku, sprzeczki poglądowe, dysproporcje finansowe - ale o fakt, że zawsze w związku będzie gorąco (ale w tym negatywnym znaczeniu), gdy pojawia się brak szacunku, brak gotowości do wysłuchania wszystkich argumentów, czy właśnie ohydne obwinianie partnera. Takimi zachowaniami można doprowadzić do mega pożaru.

59

Odp: Punkty zapalne w związku.
Catwoman napisał/a:

CZAS- tylko jak i gdzie umawiać się z kimś, z kim się mieszka? big_smile

Chodziło mi raczej ogólnie o punktualność w stosunku do wszystkich.

W moim przypadku to wygląda tak:
Wychodzimy gdzieś razem, umówiliśmy się ze znajomymi. Ja już gotowa, czas goni a mój szanowny mąż na moje "no weź się pośpiesz" odpowiada "spokojnie, poczekają"  i pełen luzik, ubiera trzecią koszulkę pyta się czy będzie dobra do tych spodni a mnie trafia coś mad Jak dla przyśpieszenia powiem, że koszulka OK chociaż jest beznadziejna to i tak jest duża szansa, że w końcu wyjdzie w innej roll
I w tym momencie za cholerę nie rozumiem, jak wie, że będzie się ubierał pół godziny to dlaczego nie zacznie wcześniej?
I wie, że nie lubię się spóźniać.

A umówić się z kimś z kim się mieszka to bez problemu :
Dzwoni mój mąż:
- jadę do domu, odebrać cię z pracy?
- OK za ile będziesz?
-Zaraz, wyjechałem właśnie ode mnie. (jakieś 10 min. drogi)
Wychodzę po 15 minutach lekko zaniepokojona, że musiał na mnie chwile poczekać.
Pusto. Po 15min. pusto, po10 dalej go nie ma. Dzwonię, gdzie kurde jest, słysze "już jadę". No faktycznie przyjechał po 5 min. a wczesniej spotkał znajomego i pogadał chwilkę ( pół godziny!!!).

A mnie trzaska cholera bo spotkał znajomego, chciał pogadać, OK, tylko kurcze niech zadzwoni, stoję, zimno jak cholera mad  a niedaleko księgarnia smile może coś sobie kupię big_smile zamiast marznąć sad

60

Odp: Punkty zapalne w związku.

Punkty zapalne...nie chcę robić konkurencji dla powieści Sapkowskiego big_smile

On pseudo domator.
Nie z charakteru,woli popykać w gierki 10 h niż gdzies wyjść.
Ja nie chcę siedzieć w domu i patrzeć się na jego plecy oglądając po raz 4 ten sam film z komputera - tv nie mamy bo on nie oglada i zbędny wydatek.
Szlag go trafia jak chcę wyjść 2 razy w miesiącu na 1 piwo. Szlag go trafia jak ktoś przyjdzie do mnie i sobie siedzimy ( wiadomo gosc nie chce rozmawiac tylko ze mną ale i gospodarzem domu).
Kłotnie na 102.

Wychowanie dzieci...wroć...mojego dziecka z poprzedniego malzenstwa. zle wychowalam,dzieci trzeba wychowywac krzykiem i karami nie zauwazajac zalet. A ja jestem adwokat i bronie maminsynka.
A nawet jesli jego syn cos zle zrobi to moja wina bo ja mu pozwalam.

Pieniazki.
Ja nie pracuje,znalazlam sobie w nim sponsora, jak chce szukac pracy to mam siedziec w domu bo kto dziecmi się zajmie smile

61

Odp: Punkty zapalne w związku.

"Czy to brak kasy, czy dołek psychiczny, czy gorsza kondycja zdrowotna - w takich sytuacjach należy się wspierać, a nie szukać winnego."

Oczywiście, ze masz racje. Teorie każdy zna, trudniej jednak się do niej dostosować, gdy nie ma co do garnka włożyć wink. Ci, co przeżyli taka sytuacje pewnie maja swoja, inna teorie.

62

Odp: Punkty zapalne w związku.
Kobra99 napisał/a:

"Czy to brak kasy, czy dołek psychiczny, czy gorsza kondycja zdrowotna - w takich sytuacjach należy się wspierać, a nie szukać winnego."

Oczywiście, ze masz racje. Teorie każdy zna, trudniej jednak się do niej dostosować, gdy nie ma co do garnka włożyć wink. Ci, co przeżyli taka sytuacje pewnie maja swoja, inna teorie.

Przeżyłam sad i dalej popieram teorię doroty.f, co nie znaczy, że u mnie było takie wsparcie i zrozumienie sad Ja próbowałam, ale jak się topi smutki w piwku... hmm 

No to jeszcze powiedzcie jaki macie gaśnice na te punkty zapalne.

63

Odp: Punkty zapalne w związku.

Powściągliwość big_smile  tzn. żeby nie palnąc niepotrzebnie raniących słów DAJĄC DO ZROZUMIENIA.

64

Odp: Punkty zapalne w związku.

No to ta gaśnica u mnie chwilami lekko szwankuje smile a u mojego męża psuje się rzadko ale jak sie zepsuje to raz a dobrze sad

65

Odp: Punkty zapalne w związku.

Ja za każdym razem gdy mam ochotę wybuchnąc i powiedzieć coś nieprzyjemnego, stale sobie w myślach powtarzam, że nie chodzi o wyładowanie się a wspólne rozwiązanie kwestii. Oczywiście wolałabym sie wyładowac big_smile

Posty [ 1 do 65 z 71 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Punkty zapalne w związku.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026