My chyba najczęściej kłócimy się o obowiązki domowe. Oboje nie znosimy sprzątania i zmywania naczyń, z tym że ja mam podejście "trzeba to trzeba", bo nie lubię żyć w syfie mimo wszystko, a mój luby reprezentuje raczej postawę "przewróciło się, niech leży"
Albo widzi, że jest brudno ale czeka, aż ja go popędzę do roboty, albo w ogóle nie przeszkadza mu bałagan i naczynia mógłby zmywać dopiero wtedy, kiedy nie ma już w czym ugotować i na czym zjeść. Nie kwapi się sam do wykonywania codziennych domowych czynności, a jak ja wskazuję mu dokładnie co trzeba zrobić i zaznaczam, że nie będę czekać 3 dni aż się zbierze, to niby to zrobi, ale tak się przy tym nanarzeka, że mnie już witki opadają od słuchania tego. No i wtedy ja tracę cierpliwość, on się czuje atakowany i atmosfera się psuje
Jedyne, co mnie w tym cieszy (zwłaszcza, jak słucham co się dzieje np. w domach moich koleżanek) to, że mój facet nie uważa, że ja powinnam zajmować się domem a on może leniuchować, tylko wie, że coś musi zrobić ale nie potrafi zwalczyć lenistwa. I to właśnie to lenistwo mnie w nim wkurza, jego natomiast we mnie wkurza "nadgorliwość" 
O pieniądze w zasadzie w ogóle się nie kłócimy, bo z jednej strony każde z nas ma swój budżet i nikt nikomu się za bardzo nie wtrąca do ich wydawania, a z drugiej strony jak któremukolwiek na coś brakuje, to drugie chętnie i bezproblemowo dokłada. Dość często chyba zdarza nam się robić nie do końca przemyślane i nie do końca niezbędne zakupy, ale o to też się nie kłócimy, bo mamy dokładnie te same słabości i nie czepiamy się, że np. któreś z nas kupiło kolejną książkę, bo wiadomym jest, że drugie też się do niej przyssie 
Z ust pewnego psychologa usłyszałam kiedyś, że ponoć dowiedziono, że najbardziej udane związki tworzą ludzie mający podobną hierarchię wartości (niestety nie jestem w stanie powołać się na konkretne nazwiska autorów tych badań, wiem jedynie, że chodziło o Skalę Wartości Schelerowskich). Mój facet i ja mamy właściwie bardzo podobne poglądy na świat i życie, także jeśli chodzi o kontrowersyjno-moralne i religijne kwestie. Mamy trochę inną wizję małżeństwa (dla mnie to głównie papierek, dla niego coś niezwykłego i nierozrywalnego), ale to w niczym nam nie przeszkadza, o dzieciach na razie w ogóle nie rozmawiamy poza "pewnie kiedyś", jest to dla nas abstrakcyjny temat. O polityce na szczęście w ogóle nie rozmawiamy, bo szkoda na to czasu 
P.S. Na szczęście w kwestii tego, o czym napisała loveaellie (o kosmitach) oboje z lubym skłaniamy się ku tej teorii 