netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Znowu o chemii i pożądaniu...

19 odpowiedzi3 403 wyświetleniazałożony przez Strzyga, 17.09.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Znowu o chemii i pożądaniu...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1

Temat: Znowu o chemii i pożądaniu...

Po 8 miesiącach trwania związku chemia zaczęła wygasać. Nigdy nie uprawialiśmy ze sobą tego stricte seksu. Owszem, bywaliśmy w łóżku, ale działy się inne rzeczy, bądź byliśmy tak zmęczeni [mieliśmy zespół-koncerty do nocy], że od razu spać szliśmy.

Chłopak od zawsze mnie pociągał fizycznie, jego wygląd, twarz, uśmiech, postura, to jak gestykuluje, jaki ma głos.

Po tych 8 miesiącach chemia baaaardzo gwałtownie zaczęła wygasać - to mnie nie pokoiło. Ale co się okazało u mojego chłopaka też ta chemia zaczęła wygasać. To było jakoś w marcu tego roku. Tak nagle zaczęło spadać to wszystko. Bardzo mnie to zaniepokoiło, zdziwiło. Że tak szybko...

Prawdą jest, że było wiele problemów - moja szkoła, moja rodzina, która mieszka w innym mieście, choroby, szpitale, problemy rodzinne, ale takie nie do przeskoczenia niektóre... no i moja klasa... maturalna... a do tego dyplomy do roboty, bo to liceum plastyczne... wiadomo, przyszłość zależała od tego jak się douczę... by się dostać na wymarzone studia...

Teraz gdybym wiedziała, że stres mnie tak zje i zacznę się mniej spotykać z chłopakiem i że przestaniemy mieć ochotę na siebie, to ja bym rzuciła szkołę! Nie no, może przesadzam... Ale bardzo mnie boli dusza z tego powodu. Bardzo.

Czuję jakby coś nas ominęło. Mój chłopak nie może czuć się mężczyzną, a ja kobietą. Jesteśmy nieszczęśliwi. Nie wiemy jak sobie poradzić.

Motyle odfrunęły. Czytałam, że to normalne. Ale czytałam, ze nie aż tak szybko i że można to odbudować.

Myślałam też, że to wina mojego libido - tzn. stres zlikwidował mi chęć do jakichkolwiek zbliżeń seksualnych.

Do tego obawiam się, że mamy zbyt wiele żalu do siebie. Że nikt nic z tym nie zrobił. Że to odpuściliśmy sobie. I on ma żal do mnie i ja do niego. Jak sobie wybaczyć?...

Gdyby starczyło nam tylko tych motyli z początku, to byśmy pewnie nie mieli do siebie żalu. Ale to już zaczęło wygasać... Tak bardzo mnie to boli, bo pasujemy do siebie idealnie... Po prostu popełniliśmy błędy...

Dlatego proszę Was, tutaj na tym forum... napiszcie nie JAK zrobić by wróciło pożądanie, tylko napiszcie tylko tyle - CZY to jest możliwe? Czy może nas jeszcze połączyć chemia? Czy to trzeba raczej małymi kroczkami?... Czy może być po jakimś czasie znowu wielkie bum? Nie takie jak na początku, ale jednak...

Wydaje mi się, że nie możemy się też zbyt często spotykać. Bowiem zgubiło nas wspólne mieszkanie, w pewnym momencie byliśmy ze sobą tak blisko, ze rz...galiśmy sobą...

Proszę o jakieś przykłady z Waszego życia, jakieś rady... Podzielcie się swoim doświadczeniem/wiedzą i co o tym wszystkim myślicie?

2

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

"Teraz gdybym wiedziała, że stres mnie tak zje i zacznę się mniej spotykać z chłopakiem i że przestaniemy mieć ochotę na siebie, to ja bym rzuciła szkołę!"  -- oby to leżało tylko w granicach żartu .

"w pewnym momencie byliśmy ze sobą tak blisko, ze rz...galiśmy sobą..." --wydaje mi się, że po prostu do tego wspólnego mieszkania ani życia nie dorośliście.
Motyli może nie być nigdy wcale, a intymność w związku może być głęboka, podobnie jak przyjaźń, zachwyt drugą osobą.

Myślę, że po prostu za wcześnie i nie ta osoba. Zdarza się:) człowiek wybiera sobie partnera metodą prób i błędów:)

3 Ostatnio edytowany przez Strzyga (2012-09-17 19:32:42)

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

No, ale to jest ta osoba...
Ja ciągle płaczę teraz... Ja po prostu nie daję sobie rady z tym, że jestem jakaś zamknięta, jakby za szybą... Ja mam problemy typu depresja itd., teraz np. nie mam depresji, ale mam problemy, jestem bardzo mało odporna na stres, nie raz kończyłam na kozetce u psychologa z takich powodów. Może to jest przyczyną...?

Wczoraj rozmawiałam z Nim. Napisałam mu to wszystko co czuję, a on... jakby za pstryknięciem palca się zmienił. Bardzo dobrze się wczoraj zrozumieliśmy. Mamy takie same oczekiwania i bardzo do siebie pasujemy. Wczoraj mnie pociągał znowu. Ale tak mało. Bardzo mało. To nie to, dotykaliśmy się, ja go objęlam, bo go bardzo kocham, ale nie mogę z siebie wykrzesać tego co kiedyś. Jakby coś we mnie wygasło.

A do mieszkania to ja z nikim się nie nadaję. Ja nawet w internacie jak mieszkałam w pokoju to dostalam depresji z tego powodu. Muszę mieć swoją przestrzeń. Tak samo mój chłopak. Musimy mieć muzykę, musimy mieć swoje jedyne miejsce, tylko dla siebie.

Co do szkoły - tak... napisałam, ze przesadzam z tą szkołą... Ale gdybym wiedziała, ze będzie jak jest to bym inaczej wszystko zrobiła. Wolałabym mieć czwórki niż szóstki.

Szkoła nie jest najważniejsza w życiu...

Najważniejsze jest by być szczęśliwym...


I tak, masz rację. Nie dorośliśmy do wspólnego mieszkania. Ale ja nawet nie mam zamiaru z nikim mieszkać w przyszłości. Ja to wiem. Dopiero teraz to wiem. Chciałam dobrze. Chciałam robić to co robią wszyscy. Mieszkać razem, wsyzstko razem, bla, bla... Ale to nie to. Nie jestem szczęśliwa jak wszystko robimy razem... Śpimy razem, tu idziemy razem...

Przekroczyłam tą granicę. Nigdy wcześniej jak miałam chłopaków to nie mieszkaliśmy razem. No bo jak. Oni byli zazwyczaj w moim wieku, zbyt młodzi byliśmy. A właśnie ja poprzez mieszkanie razem zobaczyłam, ze bardzo jesteśmy podobni. I dlatego nie możemy ze sobą mieszkać.

Co nie znaczy, że nie możemy ze sobą być. Chyba...

: (

4

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...
Strzyga napisał/a:

No, ale to jest ta osoba... tego nie wiesz. Też się kiedyś zarzekałam, okazało się, że jednak to nie było to
Ja ciągle płaczę teraz... Ja po prostu nie daję sobie rady z tym, że jestem jakaś zamknięta, jakby za szybą... Ja mam problemy typu depresja itd., teraz np. nie mam depresji, ale mam problemy, jestem bardzo mało odporna na stres, nie raz kończyłam na kozetce u psychologa z takich powodów. Może to jest przyczyną...? Droga Autorko, ja sądzę, że przede wszystkim jesteś nastolatką, w której buzujące hormony robią rozwałkę we wrażliwej duszy

Wczoraj rozmawiałam z Nim. Napisałam mu to wszystko co czuję, a on... jakby za pstryknięciem palca się zmienił. na jak długo? I czy chodzi o ty by się w związku dla kogoś zmieniać? Bardzo dobrze się wczoraj zrozumieliśmy. Mamy takie same oczekiwania i bardzo do siebie pasujemy. Wczoraj mnie pociągał znowu. Ale tak mało. Bardzo mało. To nie to, dotykaliśmy się, ja go objęlam, bo go bardzo kocham, ale nie mogę z siebie wykrzesać tego co kiedyś. Jakby coś we mnie wygasło.

A do mieszkania to ja z nikim się nie nadaję. Ja nawet w internacie jak mieszkałam w pokoju to dostalam depresji z tego powodu. Muszę mieć swoją przestrzeń. Tak samo mój chłopak. Musimy mieć muzykę, musimy mieć swoje jedyne miejsce, tylko dla siebie.

Co do szkoły - tak... napisałam, ze przesadzam z tą szkołą... Ale gdybym wiedziała, ze będzie jak jest to bym inaczej wszystko zrobiła. Zapisz sobie tą wypowiedź, bo za kilka lat, daję słowo już dziś, bedziesz się z tego smiać Wolałabym mieć czwórki niż szóstki.

Szkoła nie jest najważniejsza w życiu...

Najważniejsze jest by być szczęśliwym...

Autorko, jesteś bardzo młoda a mam wrażenie, że chcesz przeskoczyć kilka lat do przodu żabim susem. Nie sądzę by ktokolwiek 18 letni nadawał się do wspólnego mieszkania będąc w związku romantycznym/ miłosnym

5

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

Niekoniecznie Catwoman - mój brat zamieszkał ze swoją przyszłą żoną, a są już razem wiele lat, w wieku 19 lat zaledwie. To była wielka miłość otoczona nutką dramatu wtedy.
Autorka wraz ze swoim facetem zgubili się, poszli na taki żywioł - co ma być to będzie, a związek to jednak wymaga kontroli i to ze strony mężczyzny. Zawsze mawiam - na wszystko jest odpowiedni czas... Na wszystkie elementy, które muszą w znajomości zaistnieć, by być długo. Tu tego zabrakło.
Czy może z tego coś być jeszcze?
Co się stało, już nie odstanie. Odpowiedź brzmi - Nie.

6

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

No dobrze. Mam 20 lat i przeżyłam więcej, niż niejedna kobietka starsza ode mnie.

Ludzie są w związkach bez namiętności po kilka lat i nagle wybucha chemia.

Przyjaciele znają się od dziecka, razem dorastają i tak dalej, aż nagle - wybucha chemia.

Ta sama co w miłości od pierwszego wejrzenia.

Jakoś naukowcy tego nie zbadali, a skupiają się tylko na tym, że namiętność w związku, ta motyla, istnieje do najwyżej 2 LAT.

No to sorry.

Jakoś na pewno można zbudować namiętność w związku. Po prostu trzeba żyć, wierzyć a nie dawać się wszystkim dookoła być szarym.

Zgoda?! No pewnie! Mam rację!

Teraz poproszę o takie przykłady z życia Waszego :

Mamy dziecko, nie mam libido, mąż mnie obrzydza, nie ma namiętności. Ale go kocham.

Czyli jednak?

Aha?

7

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

myślę, że wygasanie pożądania u Twojego chłopaka może być spowodowane brakiem tego stricte seksu, jak to nazwałaś, może chciałby tego,ale między Wami nie dochodzi do tego? może porozmawiaj z nim szczerze co się dzieje, rozmowa jest tutaj potrzebna.

8

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

Ale to u mnie głównie wygasa pożądanie, u niego też, ale u mnie też...

+ Ja np. mogę oglądać filmy pornograifczne jako przyrodnicze.

9

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...
Strzyga napisał/a:

Ale to u mnie głównie wygasa pożądanie, u niego też, ale u mnie też...

+ Ja np. mogę oglądać filmy pornograifczne jako przyrodnicze.

może brakuje Wam prawdziwego seksu?a jeśli oglądasz filmy porno to czy czujesz jakieś podniecenie czy nie?

10

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

No nie, nic nie czuję, zero.

Jak byłam sama to zawsze coś czułam. Jak był ładny facet albo coś. Ale teraz to czuję, że każdy facet jest nudny i w ogóle nic mnie nie rusza.

Zresztą mnie nie tylko te sprawy nie ruszają. Mnie nic nie rusza - jakbym straciła uczucia, i do mamy i do koleżanek i do wszystkiego. W ogóle nie pamiętam jak to jest szczerze się śmiać, nic mnie nie cieszy. Nawet smutna nie jestem tak szczerze. Ciągle płaczę, ale to nie taki oczyszczający płacz. Płaczę bo nic nie czuję.

A jednak potrzeba w życiu czucia tego że jest się kobietą... A ja czuję się jak człowiek. I widzę ludzi. Nie widzę kobiet i meżczyzn. Tak jakby nie było płci.

11

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

czy sądzisz, ze możesz mieć depresję?...

12 Ostatnio edytowany przez Strzyga (2012-09-18 17:10:10)

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

Pewnie mam taką utajoną depresję. Już tak kiedyś miałam, ale wyszłam z tego nie zauważając tego. Ja ogólnie mam osobowość taką, że moja kumpela ze studiów psycho mi mówi, że blisko mi do borderline. Jednak ja tego nie uznają bo teraz to wszyscy mają borderline i się pogrążają potem w tym, ...

+ No bo bez sensu jest tłumaczyć się tym że 'mam borderline'. Ja po prostu jestem zbyt słaba psychicznie, zbyt wiele we mnie emocji. I złych i dobrych, potem ciężko mi się podnieść. Np. w stanie zakochania to byłam aż ponad to. Za bardzo zakochana byłam, za dużo motyli. To nie jest aż takie normalne, takie zakochanie.

I teraz nagle taki wielki spadek od kilku miesięcy plus te moje problemy co pisałam wcześniej. Ja za słaba jestem. PRaca mnie wykańcza, teraz pewnie studia mnie wykończą. Nie wiem, może rzeczywiście leki powinnam zacząć brać, albo dawać jakiś upust emocjom - jak miałam zespół to nie było tak źle. Właściwie to darcie papy mi pomogło w wyjściu z depry... I wyjazd do Hiszpanii też mi pomogł, słońce; )

13

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

Strzyga, a może brak Ci celu? Jak to z tym jest? Masz w życiu cel, do którego dążysz? Ale taki wyraźny. I czy wiesz, co Cię uszczęśliwia, czego naprawde chcesz, a czego absolutnie nie?

14 Ostatnio edytowany przez Strzyga (2012-09-18 17:28:56)

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

Przed tym wszystkim miałam... A teraz w sumie nie wiem po co żyję...

Moim celem był zespol, muzyka, miłość do chłopaka... No, ale musia,lam mieć dobre oceny, studia itd., no to nie podołałam temu wszystkiemu... Szczęście samo w sobie było celem...

I jeszcze zespóło który się starałam, który założyłam, wyrzucili mnie z niego... Stracilam znajomych wraz z tym zespołem... Wszyscy mnie tylko obwiniali. A ja nie mogłam wszystkiego na raz bo miałam dużo zajęć w szkole, do tego problemy w domu, o ktorych nie chce pisać, ale to takie standardowe problemy z kłótniami i z tym, że muszę pomagać ciągle, i jestem wyzywana od 'szmat' itd. i nie mogę nigdzie wychodzić i ogólnie... ubezwlasnowolnienie...

A ja chciałam kochać i chciałam czuć... A już tego nie mam... I boję się, że to nie powróci... Skoro sobie nie radze z takimi małymi problemami to ja w ogóle nie powinnam nigdy z nikim być bo się nie nadaję... A bardzo byłam zakochana... Bardzo... Od czerwca tamtego roku...

A chłopaka znałam już wcześniej... Więc to nie jest takie pstryk, ze motyle zauroczenie i juz...

I mogę przyznać przy całym świecie przy wszystkich, że chłopak z którym jeszcze jestem, ten w którym się zakochałam to jest moj ideał. Ja takiego chłopaka zawsze chciałam mieć. I wygląd mi się podoba, i podejście do życia, charakter... Tylko on nie mógł jakby sobie poradzić z moimi jazdami.. .Zresztą nikt nie mógł... Skoro nic mnie nie cieszy to ja ciągle żyję jak w śnie... Za taką szybą. Po prostu nic nie czuję. Do nikogo.

15

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

Strzyga a czy jest w Twoim życiu miejsce na coś takiego jak : doświadczanie, popełnianie błędów, bycie czasem rozczarowanym?....

16

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

Pewnie, że jest...

Eh...

Tylko weź to wytłumacz mojej biochemii słabego mózgu. Ja jestem bardzo słaba psychicznie. Niby mam silną osobowosć - zaśpiewam na scenie, albo nie dam sobie czegoś wmówić - ale to tak na prawdę jest tylko charakter. Tego można się nauczyć. A niestety, odporności na stres chyba nie jestem w stanie zmienić - być może z tego powodu, że jestem z patologicznej rodziny... Nie wiem.

Ja po prostu nie radzę sobie z tym wszystkim. Chyba będę pod stałą opieką psychologa lub psychiatry... Nie wiem...

17

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

Do psychologa warto się wybrać .
Nie ma się co załamywac- charakter można ćwiczyć -i to jest dobra wiadomość smile
Wypisz wszystkie dobre, pozytywne cechy jakie masz, jakie w sobie ceniłaś/ cenisz i na nich bazuj!!
Nie na negatywach-każdy ma wady, a ja o swoich równiez wolę po prostu nie pamiętać, przykryj te słabości pozytywami smile

18

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

Noo...

Ale teraz akurat najbardziej mnie boli to, że zniszczyłam swoją miłość... Jak teraz patrzę to zachowywałam się jak typowa osoba w deprze... No jak ja, no...

Dobrze, że to widzę... może to jakiś znak że z tego powoli wychodzę...

19

Odp: Znowu o chemii i pożądaniu...

Nie ma sensu skazywać się na popadanie w skrajności- bo dziś czujesz się lepiej, a zaraz jakaś mała sprawa wyprowadzi Cię z równowagi.
Uważam, że warto byś zaczęła regularne spotkania  z  psychologiem/ psychoterapeutą.

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Znowu o chemii i pożądaniu...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026