Mam problem i nie za bardzo wiem co z tym zrobić.. nie wiem czy to dobry wątek, ale lepszego nie znalazłam..
Na początek muszę zarysować swoją historię.. i od czego by tu zacząć..
W liceum byłam z pewnym facetem, poznaliśmy się na weselu jego ciotki i mojego chrzestnego, on był 4 lata ode mnie starszy i zawsze traktował mnie jak głupią blondynkę, a ja się przeciw temu buntowałam, kiedy się buntowałam i stawiałam na swoim to się rozstawaliśmy, wytrzymywaliśmy bez siebie kilka tygodni, miesięcy, a później znowu wracaliśmy, takie trochę "never ending story".. z perspektywy był to bardzo toksyczny związek, ale między nami była "jakaś" chemia i pasja, a najbardziej chyba to przypominało zabawę w gonienie króliczka..raz ja byłam króliczkiem, którego musiał zdobyć, później on był króliczkiem, którego ja musiałam zdobyć, pasjonowała nas bardziej chyba sama gra i moment zdobywania/odzyskiwania drugiej połówki niż bycie ze sobą, bo nigdy ze sobą długo nie byliśmy w stanie wytrzymać..traf chce, że po tym związku został nam wspólny chrześniak..
związek ostatecznie zakończyłam po ponad 4latach kiedy poszłam na studia, zmieniłam środowisko, no i po tym jak zrobił mi awanturę, że poszłam na jednolite magisterskie studia, a nie na licencjat, bo akurat po licencjacie mogłabym urodzić dziecko.. że akurat dziecka w moich planach nie było to uciekłam czym prędzej.. ale wiedziałam w jakim kierunku uciekam, praktycznie kilka tygodni po naszym rozstaniu związałam się z innym chłopakiem z uczelni, byliśmy razem 6 lat, myślalam, że to ten jedyny, że jest nam razem dobrze i będziemy razem do końca naszych dni..ale na wiosnę dowiedziałam się, że tu cytat: "nie kocha mnie, prawdopodobnie nigdy nie kochał, a nasz związek był zadaniowy", domyślam się, że zadania swoje wypełnił i może się zakończyć.. lepiej późno niż wcale na dojście do wniosku, że to nie jest to.. ale nie ten związek jest moim największym problemem..
w maju była komunia chrześniaka.. jako rodzice chrzestni spotkaliśmy się z moim ex, ex.. dowiedział się, że jestem sama.. w czasie tych 6 lat kilka razy dzwonił i "badał grunt" dzwonił czy przypadkiem nie jestem sama, czy jest mi dobrze, dzwonił przed zaręczynami ze swoją obecną żoną, dzwonił po zaręczynach i zapewniał, że zaręczyny to tylko taka "rezerwacja miejsca, ale o niczym nie przesądzał".. dzwonił przed ślubem, za każdym razem byłam szczęśliwa z innym na jego nieszczęście.. teraz on ma jak już wspomniałam żonę i malutkie dziecko.
Na chrzcinach prawie nie rozmawialiśmy, wiedziałam, że jego żonie może się to nie podobać, i tak patrzyła na mnie miną mordercy i w sumie się nie dziwie.. po powrocie z imprezy odebrałam telefon od ex, ex, który chciał się koniecznie spotkać, zgodziłam się bo chciałam wiedzieć co słychać, jak się ma i pogadać z kimś, kto nie patrzy na mnie z politowaniem, że zostawił mnie facet, albo jak na byłą dziewczynę kogoś.. tyle tylko, że my nie umiemy rozmawiać normalnie.. znamy się bardzo dobrze, a wszystkie nasze rozmowy zawsze były o lekkim zabarwieniu erotycznym, i niestety mimo lat nie przeszło nam..spotkaliśmy się wieczorem w pubie, później miał iść na wieczór kawalerski kolegi, zapraszał, żebym poszła z nim, nie zgodziłam się.. bo w jakiej roli miałabym tam niby wystąpić.. wiem, że nie powiedział, żonie, że się widzieliśmy..
po tym zaczęły się wymiany maili, smsów.. z serii przeciągania liny kto ma rację..
dostałam zaproszenie na wspólną wycieczkę do Rosji.. oczywiście bez żony..
dostałam zaproszenie na przyjazd do niego - na co dzień mieszka poza granicami Polski - oczywiście w czasie kiedy żona będzie w Polsce.. za każdym razem przypominam, że ma zonę, że ją podziwiam, że z nim wytrzymuje i że powinien ją ozłocić..
ostatnio był w Polsce i zapraszał mnie do siebie do domu, nie zgodziłam się.. ale zgodziłam się na kawę.. i jak zwykle poziom naszej rozmowy przekracza przyjacielski..pogadaliśmy od serca, i zaczęło się robić dziwnie, znam błysk w jego oku kiedy myśli o czymś więcej niz kawa i pogawędka.. później znowu smsy, telefony..
boję się zrobić "coś" głupiego... dla mnie etap tamtego co było kilka lat do tyłu jest skończony, nie jesteśmy razem, i wiem dlaczego.. po prostu nie jesteśmy w stanie ze sobą wytrzymać.. ale boje się, że dla niego nie.. i nie chcę nikogo skrzywdzić.. z jednej strony nie chcę stracić przyjaciela, brakowało mi go przez tyle lat, brakuje mi teraz kogoś spoza mojego środowiska.. kto nie był by ze studiów, nie przejmował się, że się rozstałam z facetem, a jednocześnie kogoś z kim mogłabym dosłownie o wszystkim porozmawiać.. a z nim mogę.. ale z drugiej strony mam poczucie, że spotykając się razem, rozmawiając robimy coś złego, ja robię coś złego..
ja traktuję to trochę jak siłownię umysłową, możliwość porozmawiania bez skrępowania o wszystkich tematach.. ale nie chce żeby w umyśle mężczyzny wykiełkowała myśl o jakiś zmianach, albo błędnych decyzjach.. nie chciałabym, żeby to było odebrane jako zaproszenie do gry w "króliczka".. bo nim nie jest.. a jednocześnie wiem, że mam do niego słabość.. i nie potrafię mu powiedzieć nie i być w tym konsekwentna.. zresztą moje nie nigdy nie było przez niego traktowane jako zobowiązujące.. nie wiem co zrobić.. takie trochę zjeść ciastko i mieć ciastko.. jak nie stracić przyjaciela/kolegi i nie spowodować, żeby odżyły w nim uczucia i żeby nie zrobił nic głupiego, żeby nie popsuć relacji pomiędzy nim a żoną..
pomóżcie.. jeśli tu dotrzecie.. bo tak trochę długie streszczenie problemu mi wyszło..
mam wrażenie, że moje życie czasem za bardzo przypomina telenowelę brazylijską..
Podobne tematy
Naprawdę nie wiesz co zrobić ?Nie wierzę.
Przecież sytuacja jest jasna. Ma żonę, którą prawdopodobnie zdradza z innymi (lub kiedyś zacznie zdradzać) i ma jeszcze na to ochotę z Tobą.
Nie chcesz być tą trzecią? To nią nie bądź.
Nie kontynuuj tej znajomości, bo to żadna przyjaźń (jak piszesz) nie jest. Może tylko doprowadzić do sytuacji, w której nie będziesz się czuła dobrze, a wszystko ku temu zmierza. Póki do tego nie doszło, użyj rozumu.
Czytając twój post przekonałaś mnie że nie jesteś głupią blądynką sama między wierszami piszesz odpowiedż na swoje pytanie.Czujesz się jak nałogowiec-trzymaj się z daleka bo możesz sięgnąć po swoją używkę zmień numer telefonu...powodzenia
dzięki za rady.. mam mętlik w głowie.. nie jest prosto nie sięgnąć po używkę, kiedy się jej bardzo potrzebuje (po zakończeniu w marcu 6 letniego związku bardzo mi brakuje bliskości drugiej osoby i nie mówię o jakimś fizycznym kontakcie, chociaż to trochę też, ale raczej o wsparciu psychicznym..) no i chciałabym zachować poprawne stosunki bo wiem, że będziemy się widywać raz na jakiś czas na imprezach rodzinnych - mamy wspólnego chrześniaka.. chcę wierzyć, że poprawne relacje teraz pomogą mi w przyszłości.. znaczy się, że za kilka lat jak się spotkamy na urodzinach chrześniaka a ja będą z jakimś innym facetem to on nie naopowiada mu głupot na mój temat z czystej satysfakcji popatrzenia jak pieprzy mi życie.. to tak trochę na zasadzie trzymaj przyjaciół blisko a wrogów jeszcze bliżej.. tylko w tym wypadku nie wiem gdzie jest granica poprawnych stosunków ze względu na chrześnika, a gdzie moje zachowanie może być odebrane jako zaproszenie do jakiegoś niezdrowego układu.. nigdy nie wiadomo co się urodzi w męskim umyśle..
wiem, że nie powinnam się z nim widywać, ale jednocześnie nie potrafię odmówić.. nie wiem jak się z tego wyleczyć.. jak postawić sprawy jasno i nakreślić jasne granice..
Zgadzam się z Twymi słowami:
(...)mam poczucie, że spotykając się razem, rozmawiając robimy coś złego, ja robię coś złego..(...)
Uwodzenie (a to robisz od lat) żonatego i dzieciatego nie jest dobrą rzeczą.
Ważniejszą od samych słów jest ich melodia.
Jeśli melodia przeczy słowom, wiarę daje się melodii.
Skoro tak długo Twój eks reaguje tak, a nie inaczej na Twoje "nie", to posłuchaj właśnie melodii wypowiadanych przez siebie słów.
Zastanawiasz się nad tym, w jaki sposób zmienić wasze kontakty. Zmień melodię.
I, proszę, nie pisz/nie mów, że to nie jest proste.
Takim stwierdzeniem upewniasz mnie, że masz dalej ochotę ciągnąć tę zabawę. Tyle tylko, że to co Ty nazywasz zabawą, żona Twego eksa nazywa zupełnie inaczej.
Piszesz o tym że pozłociłabyś jego żonę, a za jej plecami się z nim umawiasz wiedząc jednocześnie czym to pachnie. Nieładnie, nieładnie.
Zgadzam się z waszymi opiniami.. niewątpliwie mam problem z melodią jak napisałaś Wielokropek/Wielokropku.. nie wiem jak właściwie odmienić.. i muszę z tym skończyć, mówiąc nie powinnam mieć na myśli nie i popierać to czynami.. na szczęście teraz mogę zaliczyć odtrutkę bo mój ex jest za granicami kraju, komunię, urodziny, itd mamy za sobą.. i mogę zdecydowanie mówić, że nie mogę za każdym razem jak będzie dzwonił..
dzięki
zrozumiałam, że nie możemy się widywać, ani rozmawiać, bo w każdym z wypadków jest to stąpanie po kruchym lodzie.. i podąży w złym kierunku.. a przynajmniej szanse na to są zbyt duże..