Hej Kochani! Mam problem. Ogólnie sprawa się ma tak, że pod koniec grudnia poznałam faceta. 7 lat starszego. Ja mam 21, on 28. Wszystko fajnie, zapowiadała się zajebista znajomość, nawet przyjaźń. No ale... Właśnie. Wkręciłam się w jego zainteresowania, widujemy się ostatnio dosyć często, bo co tydzień. Fizycznie aż tak mi się nie podoba. Trochę po nim widać jego wiek. Ale fascynuje swoimi pasjami, sobą i ogólnie wspólnymi rzeczami, którymi się interesujemy. Ogólnie mamy bardzo dobrą nić porozumienia. Ostatnio za dobrą i o to chciałam się Was poradzić.
Dorzucę jeszcze, że we wrześniu zakończyłam pewien 2letni związek i nie chcę się pchać w żaden inny. Po 2 latach tłamszenia pokochałam wolność i cieszyłam się, że wreszcie mogę się zająć sobą. On też jest zdania, że nie ma sensu się w nic angażować ani siebie określać. Dużo rozmawialiśmy o tym i uważa temat za zamknięty denerwując się gdy próbuje znowu o tym pogadać. Ale ma rację. Temat zamknęliśmy.
Wracając... znajomość rozwijała się co spotkanie naprawdę stopniowo i rozwinęła się (chyba) za bardzo. Nie wiem czemu do tego dopuściłam. Ostatnio się migam, bo nie wiem do czego to doprowadzi. Ciągle szły słowa, że ?przecież to naturalne?. Ogólnie chodzi o to, że z jednej strony chciałabym- mam z nim piękną nić porozumienia, jest dla mnie przyjacielem, a raczej jak on to mówi ?coś między lubię a kocham?, podoba mi się co ze mną robi- zna się na tym, podoba mi się także to, że uczy mnie tego, czym sam się pasjonuje, a co także mnie zainteresowało... z drugiej strony boję się, że seksualność zniszczy tą relację. W jakikolwiek sposób. Może się to rozpaść albo może się ktoś zaangażować. I co wtedy? Bardzo dużo opowiadał o swoich byłych. W sposób pełen żalu- jak został wykorzystany, jakie miał z nimi problemy itd. itp. Lecz z tego co rozmawiamy i z moich przeczuć (rzadko zawodzą) jest dobrym człowiekiem.
O zbliżeniu też rozmawialiśmy i jego słowa brzmiały m.w.tak, że ?jeśli tego oboje chcemy i jest to naturalne to czemu nie?? , ?przecież wiesz, że po wszystkim i tak ci nie ucieknę?, ?nie zepsuje to niczego? i ?no najwyżej jak pojedziemy gdzieś to ty będziesz oglądała moje kobiety, a ja twoich facetów? w pełni żartobliwie.
Sam niepokoi mnie faktem, że nieco za bardzo chce się kochać... Nalega ciągle kiedy ja odmawiam. (Może jestem przyzwyczajona po poprzednim chłopaku, że gdy związek się rozpadał i powiedziałam mu że go nie kocham, to ten zadecydował się nie uprawiać seksu dopóki nie wymówię tych dwóch słów, ale to już inna historia). Jednocześnie mówi, że jak chce to możemy odciąć seksualność.
Z punktu widzenia innych to ten człowiek chciałby więcej- angażuje się: planuje ze mną przyszłość i podobno w ciekawy sposób na mnie patrzy.
Przejdę wreszcie do sedna: cały problem polega na tym, że boję się zepsuć tą znajomość. Zabrnęłam w coś co mi się z jednej strony podoba, z drugiej mnie niepokoi. Boję się, że zrobi się z tego niezła chryja. I nie wiem, co z tym zrobić. Jestem teraz w sumie w punkcie, na rozdrożu. Mogłabym mu oddać się cała. Wiem, że też będę miała z tego korzyści. No ale jak wyżej już pisałam- wiadomo. Wiem, że moja historia może przypominać bełkot 16latki, ale wszystko bierze się stąd, że nie mam zupełnie doświadczenia w takich sytuacjach i chciałabym wiedzieć co o tym sądzicie i co byście zrobiły/li na moim miejscu. Da się stworzyć coś, co będzie funkcjonowało na tej zasadzie (ale oczywiście monogamicznie), bez zaangażowania, z seksem, nicią przyjaźni, a potem ewentualnie ostanie się jako przyjaźń? Absurd?
Kto doczytał do końca temu brawo, bo dużo tego napisałam.
Dziękuję z góry, każda sugestia, każde przemyślenie się przyda :*
I pozdrawiam ciepło!
Wedia