Cześć,
Od miesiąca czasu (teraz to już miesiąc z dniami) piszę codziennie z poznanym na tinderze Niemcem. Ma 39 lat i nigdy nie był w poważnym związku z tego, co mi powiedział to miał tylko jakieś przygody i romanse. Podobno życie się tak u niego ułożyło i po tylu latach postanowił/dojrzał do tego, aby wejść w poważny związek. Dużo pracował, podróżował i rozwijał się zawodowo. Między nami jest 14 lat różnicy i nie ukrywam ja też szukam poważnego związku, ale bardziej formalnego... Po 2,5 tygodniach pisania, wymieniania się zdjęciami zaproponował, że przyjedzie do Polski na 3 dni. Spotkaliśmy się i w ciągu tych 3 dni było bardzo fajnie, zachowywał się tak jakbyśmy się znali wiele lat, żadnej bariery w kontakcie nie było. Co tu dużo pisać było super i niestety się trochę zaangażowałam zwłaszcza, że zachowywał się tak jakbyśmy byli parą. Przy rozstaniu popłakał się. Po naszej kilkudniowej randce od razu zaproponował, że przyjedzie ponownie tym razem na tydzień czasu. Cały czas jesteśmy oczywiście w kontakcie i piszemy ze sobą. Nie było żadnego milczenia przez ten miesiąc, żadnej kłótni. Piszemy całymi dniami, pokazuje mi swoich znajomych, zdjęcia z dzieciństwa itd. Podobno przy mnie czuje się bardzo dobrze, mamy wiele wspólnego itd. Niestety ja, jak to kobieta martwię się tym, co będzie dalej. Pokłóciliśmy się ostatnio o to, jak dalej będziemy rozwijać naszą znajomość. On ma pracę w Niemczech, ja w Polsce ( mimo, że on POMAGA mi szukać pracy w Niemczech) to raczej zostanę w Polsce, bo tutaj muszę kontynuować zaoczne studia, a te firmy niemieckie niestety mnie odrzucają. Martwię się ponownym zamknięciem granic z powodu koronawirusa, tym że być może jestem tylko przygodą jak jego ostatnie "relacje". On nie chcę mi nic zagwarantować, nic obiecywać, on chcę się ze mną spotkać i cieszyć się czasem wspólnie spędzonym, bo podobno słabo się jeszcze znamy. Czy słabo? Według mnie miesiąc pisania i 3 dni razem spędzone chyba wystarczą, żeby cokolwiek o relacji powiedzieć, czy ma jakieś szanse czy nie, co robimy dalej, jak chcemy to rozwijać. Być może jestem kąpana w gorącej wodzie, nie wiem doradźcie mi, bo mamy się spotkać teraz na tydzień czasu, a ja już nie widzę wspólnej przyszłości, skoro on nie chce mi nic zagwarantować i nie widzi problemu pt: brak czasu, praca, zamknięte granice. Być może dlatego, że jest bardzo pogodny i pozytywnie nastawiony do życia, a ja odwrotnie wszystkim się martwię... niestety na zapas, bo nie chcę po prostu cierpieć. Niestety wczoraj się na mnie obraził,bo ma dość zapewniania mnie, że nie szuka tylko seksu i dzisiaj wszystko musi przemyśleć. Pojutrze mamy się spotkać, ja nie wiem, czy do spotkania dojdzie. Czy według was przesadziłam? Być może za bardzo naciskam, a to dlatego, że nie chcę cierpieć, miałam ostatnio bardzo bolesne rozstanie i boję się teraz jak ognia, że to się może powtórzyć. Jak postępować, żeby tego nie zepsuć, ale z drugiej strony, jak dowiedzieć się, że to zmierza w dobrą stronę? Wiem, że jest tu dużo osób z większym doświadczeniem i proszę was o radę, potrzebuję chłodnej oceny osoby z zewnątrz.
Pozdrawiam,