Witajcie drogie Netkobiety!
Jestem z dziewczyną ponad pół roku. Bardzo się kochamy. Jesteśmy szczęśliwi. Mamy bogate życie seksualnie. Ja mam 23, ona 21 lat.
Dzisiaj pokłóciliśmy się tak naprawdę z niczego, jest to nasza druga, źle kończąca się kłótnia. Pokłóciliśmy się (i tutaj nas na pewno drogie Panie nie pochwalicie, zdaję sobie zresztą z tego sprawę) drogą elektroniczną. A kłótnia wyszła z tego, że ja coś tam jej powiedziałem (przepraszam... napisałem) w żartach, żeby poszła się kąpać bo głupio zaczyna pisać. Żadnego ukrytego znaczenia, całkowicie humorystycznie. Ona nagle z kontratakiem, tak znikąd, że "Jeżeli jest Ci ze mną źle, to znajdź sobie taką, z którą nie będziesz miał problemów". Mnie momentalnie zamurowało, tym bardziej, że nienawidzę tego typu zwrotów, ponieważ czasami może zawierać ukryte znaczenie (niestety wiem z autopsji...). No to odpowiedziałem jej, że nie życzę sobie, żeby takie rzeczy mi mówiła, że mnie takie coś bardzo denerwuje. Wspomniałem jej to w przeszłości, bo był podobny przez nią zwrot użyty, ale widzę, że bezskutecznie... Zaczęła mi wyrzucać, że traktuję ją źle, brzydko się do niej odnoszę i stwierdziła także, że ona lepiej traktuję swojego psa, niż ja ją. Rozmowa trwała, oczywiście z każdą minutą zaczęło się tego nakładać coraz więcej. Ona, jakby na siłę chciała kontratakować, kontynuować tę kłótnię. W końcu jej napisałem, żeby wbiła na luz, bo to co napisałem, to nie było z zamiarem obrażenia jej. Rozmowa trwała, z minuty na minutę było coraz gorzej. Napisałem, że albo zachowuje się jak na dorosłą kobietę przystało i kończymy bezsensowną, dziecinną kłótnię, albo zachowuje się dalej jak dziecko i obraża się z byle powodu i próbuje zrzucić na mnie całą winę. To ona odpisała, że nie ma zamiaru być z kimś, kto uważa ją za dziecko i żebym przestał pisać, bo nie ma ochoty rozmawiać, bo przesadziłem z tymi moimi "tekscikami" do niej. Oczywiście z nerwów też jej się czasem coś głupio powie, lecz ja jestem człowiekiem zdystansowanym i mimo wszystko, że takie słowa są wypowiedziane, to ich tak nie przeżywam, bo wiem, że w normalnym stanie by mi tego nie powiedziała.
Na koniec napisałem jej: "No to obrażaj się dzidziusiu malutki, najlepiej się obrazić, strzelić focha i nie odzywać się przez parę dni. Zarąbisty, ku... mać, pomysł". Ostatnie co do mnie napisała, to było "oj wielkie rozczarowanie".
Tak jak już pisałem, drogie Panie, nie pochwalicie mnie za "miejsce" odegranej kłótni. Zdaję sobie z tego sprawę. Jestem przeciwnikiem takiego czegoś, jednak czasami jest to ode mnie silniejsze. Może dlatego, że nie chcę odpuścić. Obiecaliśmy sobie półtorej miesiąca temu nie kłócić się nigdy więcej w ten sposób, ale niestety obietnicy oboje nie dotrzymaliśmy.
Bardzo mi na niej zależy, kocham ją, lecz jeżeli ja się nie odezwę do niej pierwszy, to ona będzie milczeć i milczeć. Przed świętami było podobnie, to po 5 dniach ciszy, ja się pierwszy do niej odezwałem, bo nie mogłem wytrzymać. Oczywiście z drugiej strony przegrałem, okazałem się słabszy, bo napisałem pierwszy. Nie oszukujmy się, związek kobiety z mężczyzną to czysta gra ![]()
Od jutra zaczynają jej się egzaminy, ma ich kilka w tym tygodniu. Zawsze jej kibicuję, życzę powodzenia, ma u mnie ogromne wsparcie. Ona to niesamowicie docenia i jest mi za to wdzięczna. Tylko co robić? Napisać coś, odezwać się pierwszy? Przeprosić? Tylko, że właśnie - za co? Jak jej nie wesprę, to może mi tego nie wybaczyć. Bóg wie, co jej teraz chodzi po głowie i jak zareaguje.
Drogie Panie, co myślicie o tym wszystkim? Co mam zrobić?
Pozdrawiam serdecznie i proszę o pomoc