netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Kocham kumpla

11 odpowiedzi3 366 wyświetleńzałożony przez No i Klops, 05.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Kocham kumpla

Temat stary jak swiat, pewnie niejedna z Was cos takiego przeżyła...Zakochałam się w facecie, z którym się przyjaznie. Znamy się jakies 2 lata. Poznalismy się w pracy i od razu, że tak powiem, zauważylismy się smile Najpierw pracowalismy w jednym dziale, on był poniekąd moim przełożonym. Utrzymywalismy wtedy czysto profesjonalne stosunki. Sytuacja zmieniła się kiedy on przeniósł sie do innego działu w naszej firmie. Praktycznie od razu zaczął pisać do mnie na wewnętrznym komunikatorze, na początku zwyczajowe "co słychać", pózniej zaczęlismy rozmawiać coraz więcej i częsciej. On w sumie chyba nawet mnie tak nieporadnie podrywał wtedy:) Ale ja byłam w związku i od razu sprowadziłam ta znajomosc na poziom kumpelski. Co prawda, pozwalalismy sobie od czasu do czasu na mały flirt, ale sytuacja od początku była jasna. W tym czasie mój ówczesny facet wyjechał za granice i byćmoże przez to bardziej się z tym moim "kumplem" zbliżylismy. Rozmawialismy dzień w dzień, pół dnia w pracy, drugie pół w domu. Poza pracą spotkalismy się raz, na imprezie u koleżanki, nie było więc mowy o czymkolwiek więcej. W biurze on miał/ ma opinie człowieka twardego, raczej szorstkiego, wywyższającego się nawet trochę. Ja szybko przekonałam się, że poza pracą jest zupełnie inny. Jest zabawny, dobry (nawet nie wie jak wielkie ma serce czasami), piekielnie inteligentny, wyluzowany i kochany. Nie zawsze, czasem lubi pokazać kto tu rządzi (wg niego on:)), ale ja od zawsze stawiałam się i pokazywałam, że mnie ustawić nie jest w stanie, byćmoże za to ma tez do mnie taki szacunek. On mówi mi wszystko, ufa mi, opowiada o swoich zmartwieniach, radosciach, pasjach, kłopotach, marzeniach. O mnie też prawie wszystko wie. Rozumiemy się czasem bez słów, wystarczą najczęsciej półsłówka, mamy swoje żarty, których inni nie zrozumieją. O jednym tylko nie rozmawiamy. O jego kobietach i moich mezczyznach. Tego tematu miedzy nami nie ma wcale. Ja nie chce słuchać o kobietach, z którymi się spotyka bo byłabym po prostu zazdrosna. On też ma swoje powody na pewno. Mielismy swoje "wzloty i upadki", potrafimy się pokłócić, pare razy zdażyło się nawet "na noże", nie odzywalismy się pozniej jakis czas, ale koniec końców zawsze do siebie "wracalismy", tzn do naszych rozmow. Wszystko byłoby piękne i proste, ale on nie jest dla mnie tylko przyjacielem od dawna. Pociaga mnie jak rzadko który facet i działa na mnie tak, że autentycznie czuje te słynne motyle jak go widze. Na tym polega mój problem własnie. Mielismy pare miesięcy temu pewien epizod, nie wiem jak do tego doszło w sumie, ale spotkalismy się żeby porozmawiać, a prawie wyladowalismy w łóżku. Pocałował mnie wtedy pierwszy raz od początku naszej znajomosci i chemia była tak wielka, że nie moglismy się od siebie oderwać. Ale jak napisałam, prawie poszlismy o krok dalej i muszę tu zaznaczyć, że on to "zablokował". Nigdy nie ukrywał, że mu się podobam, że go pociagam ale zawsze zaznaczał, że nie chciałby stracić mojej przyjazni więc lepiej żeby było jak jest bo seks itp wszystko komplikują. Tak było i przy tym naszym zbliżeniu, otrzasnął się i zastopował to wszystko. Jestesmy oboje dorosli wiec uznalismy, że nie ma co tego roztrząsać i po prostu będziemy się dalej przyjaznic jak gdyby nigdy nic. No i wtedy u mnie zapaliła się lampka, że dla mnie to on już chyba nie jest tylko przyjacielem...I tak sobie żyjemy, czasem spotkamy się na korytarzu w pracy, poza biurem zero spotkań. Rozmawiamy codziennie, w pracy i pozniej wieczorem przez internet. On rozwija swoje pasje, dziala na roznych polach i cieszy się jak dziecko kiedy odnosi sukcesy, a ja razem z nim, bo jestem pierwsza osobą do której "przychodzi" z tym własnie. Nie płaczę po nocach w poduszkę ani nie układam w głowie diabelskich planów na zdobycie go. Ale wiem też, że tak nie może być bez końca. Jako, że nie rozmawiamy o tzw. sprawach sercowych, to nie mogę być tak naprawdę pewna co do przyczyny jego zachowania, ale on boi się/ bardzo nie chce się wiązać. I nie mówię już tu o sobie, ale jedno co wiem o jego znajomosciach z kobietami, to to że są przelotne i praktycznie skupiają się na jednym...Nie wiem co o tym wszystkim mysleć i co zrobić, może Wy mi doradzicie? Wiem tylko, że tak dalej być nie może. Z góry dziękuję jesli ktos dotrwał do końca i chce podzielić się swoją opinią:)

2

Odp: Kocham kumpla

Czyli rozumiem, ze owczesny partner zniknal z pola widzenia i jestes juz wolna?

Proponuje porozmawiac z nim szczerze i powiedziec mu co tak na prawde czujesz... W koncu raz kozie smierc, jesli nic nie powiesz, to nigdy sie nie dowiesz... Kto wie, moze to wlasnie ten jedyny...

Powodzenia

3

Odp: Kocham kumpla

No i Klops  dokładnie, porozmawiaj z nim . Jak rozmawiacie tak szczerze to on powinien szczerze Ci odpowiedziec czy cos z tego moze byc czy nie. Pewnie sam Ci powie czy cos czuje wiecej do Ciebie czy tylko uwarza Cie za dobra koleżankę. Spróbuj a sie dowiesz smile

4

Odp: Kocham kumpla

Sama byłam w takiej sytuacji że przyjaźniłam się z pewnym chłopakiem, natomiast to co nas łączyło to było coś nie do opisania. Pewnego dnia to on zaczął rozmowę tak jakby "o nas" i tak to się zaczęło. To było niesamowite kiedy wiedziałam że czuje to samo co ja. Tęsknił, zazdrościł, chciał być przy mnie.. ale to jednak nie była miłość. Chyba. Bo tak naprawdę sama nie wiem co to było wink Strasznie cienka granica.. Nigdy nie złączyliśmy się w parę. Ale z Wami może być zupełnie inaczej smile Mówię Ci, zacznij jakoś rozmowę o tym. Ahh pamiętam jeszcze te swoje rozmowy, wtedy to dopiero były motyle w brzuchu i przypływy gorąca. Przepraszam że więcej tu piszę o sobie ale miło jest powspominać najlepsze lata swojego życia smile A Ty działaj jak najszybciej.

5

Odp: Kocham kumpla
Beautiful Nightmare napisał/a:

Czyli rozumiem, ze owczesny partner zniknal z pola widzenia i jestes juz wolna?

Tak, z ówczesnym partnerem rozstałam się już jakis czas temu. Muszę przyznać, że on, ten mój "kumpel" był jakąs małą częscią mojej decyzji o rozstaniu...miałam milion innych powodów, ale fakt, że z kims innym tak się dogaduje i czekam poniekąd na te rozmowy, był jednym z nich.

A co do niego...no cóż. Kiedys (po paru kieliszkach wina, wiem wiem, nie jestem z tego dumna:)) zaczęłam się otwierać...własciwie to byłam na niego zła bo zabrał jako osobę towarzyszącą na jakąs oficjalną imprezę jedną z tych swoich panienek...Oczywiscie nie miałam prawa mieć oficjalnie pretensji ani żalu chociaż było mi przykro, że nie poprosił mnie. Ale dogryzałam mu aż wkońcu, po wyżej wspomnianym winie, wyrzuciłam to z siebie. On tego nie rozumiał, był nawet zły i wtedy w tej złosci (a może to już moja nadinterpretacja) powiedział, że bardzo mnie lubi, uwielbia wręcz, ale jestem tylko bardzo dobra koleżanką, a nasza rozmowa zaczyna przypominać kłótnię w związku...Po tym byłam tak zawstydzona i upokorzona, że unikałam kontaktu przez jakis czas. Jemu złosc przeszła szybko i próbował zachowywać się jak gdyby nigdy nic, ale potrzebowałam więcej czasu. W końcu wrócilismy do tzw. normalnosci. Pózniej był ten nasz epizod i milion sytuacji, w których byłabym skłonna przysiąc, że nie był ze mną szczery. Kwestia tylko czy sama sobie to wszystko tak interpretuje? Czy możliwe, że każdy jego gest czy to co mówi przerabiam na swoje potrzeby? Twardo stąpam po ziemi, nie jestem też typem romantyczki, nie lubię komplikować sobie życia. Ale on się momentami zachowuje jakby bardzo mu zależało, tylko jak ja podejmuje ten temat to chowa się za fasadą niewzruszonego twardziela. Nie wiem, może już wariuje...CO ROBIĆ??? Czekam na niego codziennie, cieszę się jak dziecko z jego "co tam mała", nie lubię jak go nie ma wieczorami...i nawet nie z tego względu, że zastanawiam się gdzie jest, nie obchodzi mnie, po prostu lubię jak jest "ze mną". Teraz argument trochę jak z podstawówki:) ale mam w pracy przyjaciółkę, która zna tą historię od podszewki, mówi, że kompletnie tego nie rozumie, a własciwie to Jego. Ale jedno może mi powiedzieć, to co widzi, kiedy on przechodzi to zawsze zerka na mnie ukradkiem i usmiecha się sam do siebie tak jakos...Nie wiem co z tym wszystkim dalej zrobić...czy ktos ma jakis złoty srodek???

6

Odp: Kocham kumpla

Jezeli szczerze nie porozmawiacie to nigdy sie nie dowiesz na czym tak wlasciwie stoisz.
Jak dlugo jeszcze chcesz analizowac kazdy jego gest i wypowiedziane zdanie, wkurzac sie kiedy przyprowadzi jedna ze swoich "panienek" jak sama powiedzialas?

Pogadaj z nim i przestan bawic sie we wrozke, probujac rozszyfrowac jego zachowanie. Nie wolisz miec wszystkiego czarno na bialym?

7

Odp: Kocham kumpla

No i mam co (nie) chciałam. Zebrałam się, powiedziałam. On nie czuje tego samego...lubi mnie...bardzo, jestem baaaardzo dobrą koleżanką, przyjaciółką. Nie chce mnie "stracić" bo mnie uwielbia. Aż mi nie dobrze od tego uwielbienia...I co ja mam teraz? Odciąć się tak całkiem? Z dnia na dzień, przestać odpowiadać, rozmawiać, kiwać tylko głową jak go zobaczę? Nie wiem czy umiem. A zresztą wiem, nie umiem! Jak ja mu w oczy spojże...POMOCY!!!

8

Odp: Kocham kumpla

sad((

9

Odp: Kocham kumpla

Przykro mi. Jak mowilam raz kozie smierc. Pewnie teraz tak nie czujesz, ale i tak jest lepiej wiedziec nawet jesli teraz jestes bardzo rozczarowana, niz gdybac co mogloby byc.

Co teraz mozesz robic. Przede wszystkim potrzebujesz czasu zeby sie pozbierac po rozczarowaniu. Daj sobie troche czasu na przemyslenie wszystkiego. Jezeli to oznacza, ze musisz zerwac z nim kontakt na jakis czas to tak zrob. Jezeli dasz sobie rade rozmawiajac z nim, to rozmawiaj. Wszytsko zalezy od tego jak przezywasz rozczarowania.

Glowa do gory kochana. Bedzie dobrze, a on niech zaluje ze stracil taka fajna babke jak ty smile

Pozdrawiam cie serdecznie

10

Odp: Kocham kumpla
Beautiful Nightmare napisał/a:

Przykro mi. Jak mowilam raz kozie smierc. Pewnie teraz tak nie czujesz, ale i tak jest lepiej wiedziec nawet jesli teraz jestes bardzo rozczarowana, niz gdybac co mogloby byc.

Co teraz mozesz robic. Przede wszystkim potrzebujesz czasu zeby sie pozbierac po rozczarowaniu. Daj sobie troche czasu na przemyslenie wszystkiego. Jezeli to oznacza, ze musisz zerwac z nim kontakt na jakis czas to tak zrob. Jezeli dasz sobie rade rozmawiajac z nim, to rozmawiaj. Wszytsko zalezy od tego jak przezywasz rozczarowania.

Glowa do gory kochana. Bedzie dobrze, a on niech zaluje ze stracil taka fajna babke jak ty smile

Pozdrawiam cie serdecznie

Dziekuje za wsparcie. Ale wcale nie jest lepiej...myslalam, ze jak to z siebie wyrzuce to bedzie lzej. Nie jest, juz wolalam sie chyba ludzic niz slyszec to co teraz od niego slysze...On oczywiscie nie chce konczyc znajomosci, bo mnie LUBI, ja sobie tego dalej nie wyobrazam...ale tesknie, mysle, ryczec mi sie chce, zastanawiam sie, co ze mna nie tak. Bo to o mnie chodzi, nie o jego leki przed zwiazkiem. Najsmieszniejsze, ze (nie jestem zarozumiala ani sie nie chwale) ze jest paru facetow, ktorzy chcieliby ze mna byc gdybym ja chciala...nigdy nie narzekalam na brak zainteresowania, ale ostatnio to juz jakies apogeum. A ja...tylko ON. To takie porabane...jak sie wyleczyc?

11

Odp: Kocham kumpla
No i Klops napisał/a:

Dziekuje za wsparcie. Ale wcale nie jest lepiej...myslalam, ze jak to z siebie wyrzuce to bedzie lzej. Nie jest, juz wolalam sie chyba ludzic niz slyszec to co teraz od niego slysze...On oczywiscie nie chce konczyc znajomosci, bo mnie LUBI, ja sobie tego dalej nie wyobrazam...ale tesknie, mysle, ryczec mi sie chce, zastanawiam sie, co ze mna nie tak. Bo to o mnie chodzi, nie o jego leki przed zwiazkiem. Najsmieszniejsze, ze (nie jestem zarozumiala ani sie nie chwale) ze jest paru facetow, ktorzy chcieliby ze mna byc gdybym ja chciala...nigdy nie narzekalam na brak zainteresowania, ale ostatnio to juz jakies apogeum. A ja...tylko ON. To takie porabane...jak sie wyleczyc?

Doskonale Cie rozumiem, byłem w identycznej sytuacji, u mnie wyglądało to podobnie.
Jak jakiś głupek poczułem coś więcej do przyjaciółki, winiłem się okropnie z początku. Powiedziałem jej to po jakimś czasie i podobnie otrzymałem taką samą odpowiedź jak Ty (tylko, że ja dostałem jeszcze tekst "nie chce zepsuc naszej przyjazni" co generalnie jak sobie po dlugim czasie uswiadomilem definitywnie zamknelo sprawe juz wtedy). Ale ja zylem jeszcze przez jakis czas zludzeniami. Kontaktu oczywiscie ja nie zerwalem, a ona tez nie. No bo jak zerwac kontakt z kims, od kogo sie jest uzaleznionym. A pierwsze co powinno sie zrobic to ochlodzic znajomosc, nie calkowicie zerwac, ale ograniczyc spotkania, jedynie telefon raz na jakis czas lub nawet nie. Wiem, ze nie to chcialas uslyszec, ale taka jest prawda.
Najgorsze co teraz mozna zrobic to miec nadzieje, ze "a moze kiedys zmieni zdanie". Ja stracilem tak jakies pol roku, olewalem wszystkie dziewczyny, ktore dawaly mi jakies znaki, podswiadomie sie ludzac i zadowalajac sie przyjaznia z tamta.
Z powodu braku czasu, sesja, projekty, kontakt jakos sam sie ochlodzil. Nie bylo codziennego dzwonienia, sporadyczne rozmowy raz na kilka dni, pozniej raz na tydzien i wiesz co? I mi kurde lepiej. Tylko u mnie pomogla duza odleglosc. Obecnie nawet nie chce jej spotkac w cztery oczy, bo mi jest dobrze jak jest. Spotykam sie, na stopie kolezenskiej z kims i poki co jednak nie chce isc dalej, bo wiem, ze sentyment do przyjaciolki jest.

A wiec kilka szczerych slow ode mnie: nie bedzie lepiej, a przynajmniej nie z dnia na dzien ; nie rob sobie nadziei, bo to jest najgorsze co mozesz sobie zrobic ; sprobuj ochlodzic kontakty, wiem ze bedzie cholernie bolalo, ale tak trzeba.
Moze byc tak, ze kiedys i on cos poczuje, zateskni. ALE NIE MUSI. I nie czekaj na to, bo mozesz sie rozczarowac i stracic czas.

I nie, on nie jest tym jedynym. Mozliwe, ze poznasz kogos nowego i bedziesz sie smiala z tej calej sytuacji. Po prostu nie zamykaj sie i nie zyj zludzeniami.

Wiem, ze pewnie nie to chcialas uslyszec, ale takie przynajmniej jest moje doswiadczenie (nie pierwsze i pewnie nie ostatnie) z ta cala przyjaznia damsko-meska wink

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026