Witajcie,
Od pewnego czasu dręczy mnie pewien problem, delikatny i trudny.
Nie jestem osobą wylewną, dlatego pierwsza rzecz : proszę nie namawiajcie mnie, bym ze swoim chłopakiem porozmawiała mówiąć mu to, co Wam tutaj. Nie zrobię tego. Muszę znaleźć jakieś inne delikatniejsze rozwiązanie.
Ale do rzeczy!
Mam 26 lat, mój chłopak 24. Ja jestem osobą po studiach, ze stabilną pracą i w miarę ustabilizowaną sytuacją materialną. On jeszcze studiuje.
W czym jest problem? Mój chłopak cały czas mówi o zakładaniu Rodziny, małżeństwie...problem w tym, że ja nie jestem na to w ogóle gotowa (czy to normalne ? uważam się za osobę w pełni dojrzałą społecznie i emocjonalnie...po prostu nie widzę się jeszcze w roli żony, choć to jeszcze jestem sobie w stanie jakoś wyobrazić, to w roli matki - absolutnie).
Zaczynam się zastanawiac, czy On nie ma na tym pukncie jakiejś obsesji. Ciągle mówi, ze juz za rok wszystko się zmieni, że będzie cudownie już żyć razem tak NAPRAWDĘ. Ja nie uważam, że ten papierek cokolwiek zmieni...choć kiedyś chciałabym wyjść za mąż, ale on pochodzi z bardzo konserwatywnej rodziny i insytyuacja małżenstwa jest dla niego niemalże święta. Jak tak mówi to ja się po prostu nie odzywam. Nie komentuję tego...Nie mówię: "TAK bedzie cudownie"...nic nie mówię.
Wiem, że jak powiem mu, że nie jestem gotowa żeby urodzić mu juz dzieci to będzie jak cios z łuku w serce...nie wiem skąd on ubzdurał sobie to zakładanie rodziny. A to się zaczyna robić coraz bardziej niebezpieczne...i boję się, że im dłużej tego nie komentuję to on się coraz bardziej nakręca...
Faceci na ogół uciekają od odpowiedzialności jak najdłużej. On zaprzestał praktycznie jakiegokolwiek zycia towarzyskiego niby "na rzecz naszego związku" - nigdy go o to nie prosiłam, wrecz przeciwnie...ja wychodzę ze znajomymi i nie przestanę, bo nie jesteśmy hermetycznie zakmniętym symbiotycznym tworem, potrzenujemy też innych ludzi....On probuje mnie zmusić bym siedziala z nim rezygnując z rozrywek typu kino czy koncert, bo on przeciez nie potrzebuje tego to ja też nie. (rozmawialiśmy o tym setki razy - on naprawdę NIE ROZUMIE, że ktoś potrzebuje rozrywki w postaci wyjazdu do SPA z przyjaciołka).
Błagam. Niech mi ktoś pomoże. Boje się, że on wyskoczy z pierścionkiem a ja żeby nie zrobić mu przykrosci powiem TAK a potem bede tego zalowac...(co nie znaczy, ze nie chce spedzic z nim reszty swojego zycia!!!)
Jak można w delikatny sposob dac mu do zrozumienia, że to jeszcze nie czas ? Dotychczas moim argumentem żelaznym były jego studia (ale konczy je za rok !!! a czas nie stoi w miejscu.......).
Z góry dziękuję za wszystkie pomocne komentarze. Pozdrawiam..........